Rafał Strączek do września ubiegłego roku mógł czuć, że jego transfer do GKS-u Katowice okazał się błędem. Wtedy jednak były bramkarz Stali Mielec wskoczył do składu i już miejsca nie oddał, a drużyna nabrała rozpędu. Na trybuny posadziła go dopiero ostatnia kontuzja.
W rozmowie z Weszło Strączek opowiada o trudnym pierwszym roku w GieKSie, nowej umowie, zainteresowaniu Lecha Poznań, kluczowym elemencie poprawionym na wiosnę, pucharowych marzeniach oraz drugim sezonie w Bordeaux, gdzie dobrze zaczął, ale źle skończył. Zapraszamy.
*
Jak zdrowie? W ostatniej kolejce nie zagrałeś z powodu urazu.
Nie jest to totalna błahostka, mam lekkie naciągnięcie i podwichnięcie stawu barkowego. Na razie nie mogę trenować i grać. Możliwe, że wrócę już na Termalikę, ale nie jest to pewne. Być może będę pauzował jeszcze dwa mecze. Na pewno będę gotowy na finisz tego sezonu.
Do tego momentu w ostatnich miesiącach wszystko zaczęło ci się układać. Jesienią wyszedłeś z szafy po półtora roku na ławce.
Taki czas nie jest łatwą częścią życia w piłce, zwłaszcza na mojej pozycji. Zawodnik z pola zawsze ma szansę wejścia choćby na parę minut, a ty jako drugi bramkarz musisz czekać i czekać. Czasami mija rok, czasami dwa, a bywa, że szansy nigdy nie dostaniesz i trzeba odejść. Na szczęścia ja ją dostałem i myślę, że bardzo dobrze z niej skorzystałem. Świadczą też o tym wyniki. Odkąd wszedłem do gry, nasz zespół zaczął mocno punktować i zachowywać czyste konta.
Przez te półtora roku był wcześniej moment, w którym czułeś, że zaraz zaczniesz grać, a jednak do tego nie dochodziło?
Po cichu zawsze wierzyłem, że trener na mnie postawi. Liczyłem, że moja chwila zaraz nadejdzie, ale tak się nie działo. Wyszło na to, że musiałem poczekać dłużej.
Przenosiłeś pracę do domu?
Zdarzały się sytuacje, że moja dziewczyna nie miała ze mną lekko. Bywałem sfrustrowany swoją sytuacją i to się odbijało w domu, ale na szczęście nie za często.
Rafał Strączek: Latem myślałem o zmianie klubu
Na co się nastawiałeś na starcie w GKS-ie Katowice? Jakie perspektywy przedstawił ci klub?
Wiedziałem, że nie dostanę od razu roli numeru jeden. Dawid Kudła trochę tu już pograł i wywalczył awans z GieKSą, więc musiałem poczekać. Plan był taki, żeby wycisnąć jak najwięcej, rozegrać tyle meczów, ile się da i iść dalej. Okazało się, że te plany trzeba odłożyć, przeczekać i dopiero od paru miesięcy mogę je wdrażać w życie.
Latem myślałeś nad zmianą klubu?
Brałem to pod uwagę. Chciałem poszukać zmiany i nowego bodźca. Ten rok na ławce w Katowicach trochę mnie przybił. Toczyły się różne rozmowy z klubami Ekstraklasy, ale koniec końców nie udało się niczego dopiąć. Skoro tak, postanowiłem, że się nie poddam i dam tu sobie drugą szansę.
W pewnym sensie los postawił cię wtedy przed faktem dokonanym i dziś można stwierdzić, że dobrze wyszło.
Dokładnie tak.

Tydzień temu ogłoszono, że podpisałeś nowy kontrakt i to od razu do czerwca 2029. Chodziło więc o coś więcej niż aktywowanie jakiejś klauzuli.
Tak, musieliśmy się dogadać, miałem umowę tylko do końca sezonu. GKS wiedział, że jest mocne zainteresowanie ze strony Lecha Poznań i nie chciał mnie wypuścić. Miano świadomość, ile dziś znaczę dla drużyny i jak te wyniki wyglądały ze mną w składzie. Klubowi mocno zależało, żebym został i wyraźnie to odczułem podczas rozmów. Prowadziliśmy je w bardzo szczery sposób.
Czyli z Lechem media niczego sobie nie wymyśliły, sprawa była poważna.
Nie ma co ukrywać. Nie będę teraz przekonywał, że nie było takiego tematu. Normalna sprawa, że gdy kończy ci się kontrakt, rozmawiasz z innymi klubami.
Rafał Strączek: Lech mnie chciał, ale uznałem, że potrzebuję stabilizacji
W pewnym sensie Lech pomógł ci przyspieszyć finalizację rozmów w Katowicach.
Na pewno temat Lecha mocno wpłynął na negocjacje z GKS-em. Miałem większe pole manewru, ale i tak nie wybrałem pieniędzy, tylko projekt.
To jaki projekt cię przekonał do pozostania?
Widziałem duże zaangażowanie ze strony GKS-u, o czym już mówiłem. Ja i dziewczyna dobrze się tu czujemy. Zacząłem regularnie występować, dobrze się zgrałem z drużyną, dobrze się czuję w naszym systemie. Po ostatnich latach, gdy nie wszystko szło po mojej myśli, uznałem, że potrzebuję więcej stabilizacji, nabrania większej ogłady i po prostu bycia w kamerach. Doskwierało mi, że tydzień w tydzień jeżdżę na mecze, ale to nie ja jestem na boisku. Tutaj jestem dziś pewny swojej pozycji.
Jesienią po 0:3 z Cracovią czułeś, że wreszcie nachodzi twój czas?
Drużynie nie szło zbyt dobrze. Widziałem, że panuje nie najlepsza aura wokół naszej postawy. Tydzień wcześniej Dawid popełnił błąd w Gdańsku i wydawało mi się, że to przelało czarę goryczy. Dostał jeszcze szansę z Cracovią, ale przegraliśmy 0:3. Wtedy trener powiedział mi, że wejdę do gry i chce, żebym wykorzystał moment, na który tak długo czekałem.

Jak cię zapytam wprost, czy walczycie o europejskie puchary, to po prostu potwierdzisz, czy trochę owiniesz w bawełnę?
Ta liga jest chora, naprawdę. Dziewięć punktów różnicy między czwartym miejscem dającym puchary a strefą spadkową to szaleństwo. Nie zdziwię się, jeśli do przedostatniej kolejki większość klubów będzie miało przed sobą perspektywę i na puchary, i na spadek.
Co do nas: na pewno patrzymy w górę, jesteśmy pewni swoich umiejętności. Wiemy, jaką aktualnie gramy piłkę i na jakim poziomie mentalnym się znajdujemy. Bardzo, bardzo chciałbym zrobić z GKS-em wielkie rzeczy, o których kilka lat temu nikomu nawet się tu nie śniło. Mamy właśnie taki sezon. Być może jedyny w najbliższej przyszłości, gdy GieKSa wywalczy okazję do pokazania się w pucharach.
Rafał Strączek: Staliśmy za nisko w obronie, teraz to poprawiliśmy
Jak wyjaśnić to, że od październikowego meczu w Lublinie tak mocno idziecie do przodu?
Ciężka, konsekwentna praca. Do tego umiejętność wyciągania wniosków. Przeprowadziliśmy dogłębną analizę rzeczy, które jesienią nie wychodziły i wiosną wiele z nich udało się poprawić. Szczególnie w aspektach defensywnych. Traciliśmy dużo goli, to był nasz największy problem. Teraz, jak widać, zbieramy kolejne czyste konta, rywale oddają mniej strzałów na naszą bramkę. To całościowo wpłynęło na zespół.
A jednocześnie chłopaki rozwijają się w ofensywie. „Nowy” [Bartosz Nowak] jak zwykle gra swój mecz i daje nam liczby, zapewniając element ekstra w grze. Ostatnio kroku dotrzymuje mu Eman Marković. Każdy z osobna cierpliwością i cichą pracą pokazuje na boisku, że jesteśmy gotowi na wszystko.
Patrząc od strony bardziej taktycznej, co w największym stopniu zmieniliście w grze obronnej?
Najbardziej szwankowało to, że staliśmy w defensywie bardzo nisko. Często mieliśmy obronę ustawioną między piątym a jedenastym metrem od naszej bramki. To dawało rywalom dużo swobody w rozgrywaniu piłki już w naszym polu karnym, w dośrodkowaniach i oddawaniu strzałów. Wyraźnie poprawiliśmy ten element. Potrafimy bronić wyżej i częściej wypchnąć przeciwnika, a potem przejść do ofensywy, która jest naszą najmocniejszą bronią. Gdy jesteśmy przy piłce, mamy największe pole do popisu. No i mamy „Nowego”.
Bartosz Nowak to najlepszy zawodnik, z którym dzieliłeś szatnię?
Jeśli uwzględniamy Bordeaux, widziałem tam kilku lepszych zawodników, ale na realia Ekstraklasy Bartek jest dziś w top3 piłkarzy pod kątem wyszkolenia technicznego, finezji i przeglądu pola.
Na treningach jego strzały broni się najgorzej?
Wielu kolegów ma trudne strzały do obronienia, ale „Nowy” potrafi uderzać w sposób najbardziej zaskakujący. Dobrze wie, czego bramkarze nie lubią i kopnie piłkę tak, że jest to dla ciebie nieprzyjemne.
Imponuje mi postawa GKS-u po odpadnięciu z półfinału Pucharu Polski. Nieraz drużyny z drugiego szeregu, które miały szansę na coś historycznego, ale tego nie osiągnęły, tracą rozpęd i już tylko dogrywają sezon. Wy z Lechem i Motorem sprawialiście wrażenie, jakbyście weszli do finału. To był futbol pełen entuzjazmu.
Cieszę się, że chłopaki tak pozytywnie zareagowali po tej niefortunnej porażce z Rakowem. Byłem na trybunach i strasznie żałowałem, że nie mogę zagrać, ale trudno, stało się. Każdy marzył o finale, ale to jest właśnie największa sztuka, żeby po bolesnym ciosie umieć się od razu podnieść. Pojechaliśmy na stadion mistrza Polski i przy kilkudziesięciotysięcznej publice graliśmy z nim jak równy z równym. Takie mecze napawają dużym optymizmem i pokazują, że ten zespół ciągle się rozwija. Nikt tak naprawdę nie wie, gdzie jest jego sufit. Wysłaliśmy sygnał, że stać nas na wiele.

Po sezonie 2023/24 odszedłeś z Girondins Bordeaux, które niedługo potem zostało zdegradowane do czwartej ligi francuskiej. Pod koniec twojego pobytu zanosiło się na pogrzeb?
No właśnie długo nic go nie zapowiadało. Sportowo zajęliśmy trzynaste miejsce w tabeli i mieliśmy się normalnie przygotowywać do następnego sezonu w Ligue 2. W planach był obóz w Hiszpanii, ale potem okazało się, że nie ma na niego pieniędzy. Zaczęło dochodzić do dziwnych sytuacji. Dostaliśmy informację, że na ten moment nie będziemy dostawać pensji i klub stał się niewypłacalny.
Atmosfera wielkiej niepewności panowała już wtedy, gdy przyszedłeś do Bordeaux. Nie było wiadomo, czy ostatecznie zagracie na drugim poziomie.
Było dużo długów, wiedzieliśmy o tym, ale prezes jakoś przepychał kolejne sprawy w sądach i zapewniał, że będzie dobrze. Wyszło inaczej.
Sądzisz, że klub się jeszcze podniesie?
Mam taką nadzieję. Cały czas śledzę jego losy. Aktualnie Bordeaux zajmuje drugie miejsce w swojej grupie czwartej ligi. Awansuje tylko zwycięzca rozgrywek, więc łatwo nie będzie, ale wierzę, że klub się podniesie i liga po lidze będzie się znów wspinać do Ligue 1, bo tam jest jego miejsce.
Rafał Strączek: W Bordeaux poczułem się zbyt pewnie w rozgrywaniu piłki
Jak podsumujesz swoją postawę w drugim sezonie we Francji? Miałeś kilka świetnych meczów, obroniłeś nawet rzut karny, ale popełniłeś też parę fatalnych błędów w rozgrywaniu piłki, co niosło się w internecie.
Podsumowałbym to jako wielką lekcję dla mnie. Byłem dumny, że mogę grać w tak renomowanym klubie jak Bordeaux. Na początku drugiego sezonu czułem się naprawdę pewnie. Wiele mi wychodziło, trenerzy i kibice byli zadowoleni. Niestety potem przytrafiały się błędy w rozegraniu. Być może właśnie przez ten mój hurraoptymizm i przesadną pewność siebie. Trochę się w tym zapędziłem. Zapomniałem, że jednak stoję jako ostatni zawodnik przed bramką i nie jestem „dziesiątką”, która ma rozgrywać piłkę. Powinienem podawać bardziej bezpiecznie.
Dostałem ważną lekcję jako piłkarz i jako człowiek. Wyciągnąłem wnioski, w GKS-ie Katowice pokazuję się już z innej strony. Trener Górak wymaga ode mnie dość odważnej gry, ale też daje mi swobodę w podejmowaniu decyzji. Wiem, kiedy na co mogę sobie pozwolić.
![]()
Całościowo jednak nie żałujesz tego wyjazdu?
Boiskowo niesamowicie się rozwinąłem, zebrałem bezcenne doświadczenie. Gdy już grałem, mogłem pokazać się ze znacznie lepszej strony. Z dzisiejszym obyciem byłbym w stanie to zrobić.
Gdy rozmawialiśmy jesienią 2023 nie ukrywałeś, że w Polsce czujesz się bezpieczniej niż we Francji. Te słowa dotarły do francuskich odbiorców, na portalu X były szeroko komentowane. Jedni przyznawali ci rację, inni uznawali, że nie powinieneś tak krytykować ich kraju. Odczułeś na sobie tamto zamieszanie?
W życiu codziennym nie, wszystko działo się w internecie. Powiedziałem szczerze, co uważam. Nie widzę nic złego w opinii, że Polska jest trochę bezpieczniejsza niż Francja. Mało kto przyjeżdżający do nas stwierdzi, że jesteśmy niebezpiecznym krajem. To byłyby pojedyncze przypadki. We Francji ten komfort został naruszony i sam się o tym przekonałem. Dwa razy zupełnie bez powodu wybito mi szybę w aucie.
Podzieliłem się więc swoimi przemyśleniami. Nie musiałem tego robić, ale chciałem. Jednym się to spodobało, drugim nie. Czasami za szczerość się cierpi, ale ze strony kibiców czy ludzi w klubie nie miałem żadnych nieprzyjemności. Cała „afera” zaczęła się i zakończyła w sieci.
Chciałbyś jeszcze spróbować sił za granicą?
Gdybym kiedyś dostał ciekawą ofertę dla każdej strony, to dlaczego nie. Mam 27 lat, jak na bramkarza to nadal dość atrakcyjny wiek, jeszcze wiele przede mną. Ale nic na siłę, w Polsce bardzo dobrze mi się żyje i gra, doceniam rozwój naszej ligi.
rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK
Fot. Newspix
Artykuł Strączek: Lech mocno mnie chciał. Wybrałem projekt, nie pieniądze [WYWIAD] pochodzi z serwisu weszlo.com.