08.05.2026

Pochwała solidności. Leo Bengtsson to strzał w dziesiątkę Lecha

Transfery piłkarzy to zawsze pewna niewiadoma. Niekiedy klub stawia na zawodnika z uwagi na jego potencjał, którego następnie w nowym otoczeniu nie udaje się uwolnić. Czasami gwiazdą staje się ktoś, po kim się tego nie spodziewano. Zdarza się też jednak, że do drużyny trafia zawodnik, który jest po prostu gwarantem pewnego poziomu – może nie daje fajerwerków, ale wiadomo, że zwyczajnie będzie dowozić. Kimś takim w Lechu Poznań jest Leo Bengtsson. Jego transfer śmiało można określić jednym z najlepszych wzmocnień Kolejorza w tym sezonie.

Solidność Szweda to pierwsza rzecz, która rzucała się w oczy, gdy patrzyło się na jego statystki z poprzednich klubów. Liczby Bengtssona nie były może tymi z kategorii „wow”, ale widać było w nich powtarzalność – skrzydłowy co sezon kręcił się wokół dwucyfrowego wyniku w klasyfikacji kanadyjskiej.

Gdy dołożymy do tego fakt, że piłkarz ten nigdy nie miał poważniejszych problemów ze zdrowiem, trudno było w tym transferze dostrzec potencjalne zagrożenia. I Szwed skrupulatnie przez cały sezon udowadnia, że jest gościem, na którego zwyczajnie można liczyć.

Leo Bengtsson – wzór piłkarskiej solidności. To jeden z lepszych letnich transferów Lecha

Spójrzmy tylko na ostatnie pięć sezonów w wykonaniu Bengtssona – przytaczaliśmy je, gdy Szwed trafiał do Lecha. Tak przedstawiały się jego liczby w lidze szwedzkiej i cypryjskiej (wyłączamy początek sezonu 2022 z Hacken, gdy po 13 spotkaniach przeniósł się do Arisu):

  • sezon 2020: 25 meczów, 8 goli, 5 asyst
  •  sezon 2021: 28 meczów, 6 goli, 1 asysta
  • sezon 2022/23: 33 mecze, 8 goli, 5 asyst
  • sezon 2023/24: 30 meczów, 4 gole, 5 asyst
  • sezon 2024/25: 31 meczów, 6 goli, 4 asysty

Obecnie, po 30 meczach Ekstraklasy, ma na koncie sześć goli i dwie asysty. Nie będzie to więc prawdopodobnie jego najlepszy sezon w ostatnich latach jeśli chodzi o statystki, natomiast wiadomo też, że nie będzie pod tym względem najgorszy. Jak ulał pasuje tu zatem stwierdzenie, że Szwed po prostu dał Lechowi, to, czego można było się po nim spodziewać – ni mniej, ni więcej.

Leo Bengtsson, Lech Poznań.

A to, jeśli chodzi o skrzydłowych, nie było w Lechu regułą. Kristoffer Velde, który trafił do Poznania w 2022 roku (już wtedy Kolejorz interesował się Bengtssonem, ale uznano, że większy potencjał ma Norweg) miał znacznie lepsze liczby (w dwóch ostatnich sezonach przed transferem odpowiednio osiem goli i osiem asyst oraz siedem goli i jedenaście asyst), ale potrzebował czasu żeby odpalić – w pierwszej rundzie w Polsce zanotował ledwie osiem występów. Był też zawodnikiem chimerycznym. Na boisku potrafił zarówno czarować jak i irytować, do tego nie słynął z najłatwiejszego charakteru.

Patrik Walemark z kolei, choć obdarzony nieprzeciętnymi umiejętnościami, jest zawodnikiem, którego nie oszczędzają kontuzje. Były klubowy kolega Bengtssona z Hacken znakomicie wszedł do drużyny, można powiedzieć, że od razu stał się jej ważną częścią, ale jego kruche zdrowie odezwało się w najgorszym dla Lecha momencie, czyli wtedy, gdy musiał rywalizować na trzech frontach.

Bengtsson pod tym względem póki co jest niezawodny – nie potrzebował czasu na aklimatyzację, urazy się go nie imają. Jego zakup przez Lecha jawi się pod tym względem jako ruch bardzo rozsądny, również jeśli spojrzymy na cenę transakcji. Kolejorz nie zapłacił za niego mało – była to kwota w okolicach ośmiuset tysięcy euro – ale też nie tyle, by Szwed znalazł się w dziesiątce najdroższych nabytków w historii Lecha. Władze poznańskiego klubu rzeczywiście zrobiły doskonały interes ściągając zawodnika, za którego Aris jeszcze sezon wcześniej chciał około dwóch milionów euro.

Trzeba tu też wspomnieć o okolicznościach, w jakich Szwed trafiał do Lecha – Kolejorz miał wtedy bardzo trudną sytuację, jeśli chodzi o skrzydłowych. Gholizadeh, Hakans i Walemark byli kontuzjowani, Palmę sprowadzono do klubu niecałe dwa tygodnie później, Ismaheela dopiero we wrześniu. W rozpoczynającym sezon meczu o Superpuchar Polski Niels Frederiksen wystawił na prawym skrzydle Joela Pereirę, nominalnego obrońcę, a na lewym Bryana Fiabemę, czyli totalny niewypał z poprzedniego letniego okienka. Z graczy mogących grać na boku dostępni byli jeszcze Filip Szymczak i Kornel Lisman. Po Bengtssonie oczekiwano więc, że z miejsca rozwiąże problem na lewej stronie i Szwed tym oczekiwaniom sprostał.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Szwed daje to, co ma najlepsze

O stabilności Bengtssona nie świadczą jedynie liczby, ale także sposób, w jaki gra. Znamienne, że wszystko, co mogliśmy o nim usłyszeć przed transferem, potwierdziło się w trakcie sezonu.

Daniel Sikorski, dyrektor sportowy Arisu Limassol, w rozmowie z Weszło mówił m.in., że to piłkarz bazujący na dobrej dynamice i intensywności na skrzydle. No i rzeczywiście, według oficjalnej strony Ekstraklasy widzimy choćby, że Szwed w drużynie Lecha wykonuje średnio najwięcej sprintów na mecz.

Sikorski mówił też, że Bengtsson lubi schodzić do środka i szukać uderzenia. Kolejny rzut oka na statystyki ze strony ekstraklasa.org i mamy potwierdzenie – Szwed spośród wszystkich nominalnych skrzydłowych w lidze jest czwarty pod względem liczby oddanych strzałów (35). Przebijają go Grosicki (45), Capita (45) i Chłań (42), ale warto tu zwrócić uwagę, że każdy z nich wypada gorzej jeśli chodzi o celność uderzeń – Bengtsson ma ją na poziomie 54%, pozostali odpowiednio 51%, 47% i 38%.

– Nominalnie występuje na pozycji lewoskrzydłowego, ale może grać również po drugiej stronie boiska – to z kolei wypowiedź Tomasza Rząsy, której dyrektor Lecha udzielił tuż po transferze Szweda. W tym przypadku trudno o lepszy dowód prawdziwości tych słów niż ostatni mecz z Motorem, w którym Bengtsson zdobył bramkę na wagę trzech punktów po akcji przeprowadzonej właśnie z prawej strony boiska.

I jeszcze jedna opinia Sikorskiego, dotycząca kwestii wcale nie mniej ważnej niż pozostałe.

 Przez te wszystkie lata dał się poznać jako mega pozytywny człowiek, z dobrym charakterem, często uśmiechnięty, z przyjemnością pracujący. Ma duży dystans do siebie – mówił były piłkarz w rozmowie z Przemkiem Michalakiem.

To zdecydowanie widać. Na nagraniach odsłaniających kulisy meczów Lecha można zauważyć, że Bengtsson ma w sobie sporo dobrej energii, jest mocno zintegrowany z drużyną. Nie kręci też nosem, gdy ma usiąść na ławce, czego dowiadujemy z wywiadu 27-latka dla klubowych mediów.

– Zawsze dążę do tego, by grać od początku, ale mam świadomość, że posiadamy bardzo szeroki i mocny skład. Wielu zawodników posiada więc dokładnie taki sam cel, co ja. Kiedy tylko jednak zaczynam jako „joker”, staram się być tak efektywny, jak tylko mogęmówił piłkarz w styczniu w rozmowie z Adrianem Gałuszką.

Leo Bengtsson

Efektywność jest. Ale i efektowności nie brakuje

Choć był w tym sezonie czas – w październiku i listopadzie – gdy Szwed częściej zasiadał na ławce rezerwowych, z czasem wrócił do wyjściowej jedenastki. Wiosną w lidze wypadł z niej tylko raz – w kwietniowym starciu z Pogonią, gdy po raz pierwszy w trwających rozgrywkach Ekstraklasy nie zagrał ani minuty. Przy obecnej ogromnej konkurencji w zespole Lecha ma to swoją wymowę. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Bengtsson wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie w dużej mierze kosztem rewelacji jesieni – Luisa Palmy.

A skoro już jesteśmy przy Honduraninie – po jego obniżce formy wiosną można mieć wątpliwości, czy Lech powinien wydawać 4 mln euro na jego wykup z Celtiku. W przypadku Bengtssona, za którego zapłacono ponad cztery razy mniej, można w ciemno zakładać, że nie zejdzie poniżej poziomu, który prezentuje obecnie.

Co jeszcze warte podkreślenia, to jak istotne dla drużyny były bramki, przy których Szwed miał udział. Debiutanckie trafienie w lidze? Z Górnikiem przy Bułgarskiej, które otworzyło wynik spotkania. Drugie trafienie? Również w Poznaniu, z Jagiellonią, na 1:1. Kolejna bramka dałaby wygraną w domowym starciu z Pogonią, gdyby Kolejorz wkrótce później nie dał sobie strzelić gola.

Do tego dwa być może najważniejsze w kontekście całego sezonu momenty były zarazem tymi najbardziej efektownymi. Gol w Lublinie z minionej soboty to pokaz ogromnej klasy w przyjęciu i wykończeniu. Asysta przy jedynym golu z Górnikiem w Zabrzu to z kolei fenomenalne zagranie piętką. Z pewnością nieco szczęśliwe, ale na pewno nie przypadkowe.

W tym miejscu wspomnijmy jeszcze piękne trafienie bezpośrednio z rzutu wolnego w meczu z Bruk-Betem. Prawdopodobnie nie miało ono aż takiej wagi, bo wszystko wskazywało na to, że Lech i tak ten mecz wysoko wygra, natomiast otwarcie wyniku takim strzałem to rzecz zdecydowanie warta odnotowania.

Te wspomniane wyżej momenty to właściwie najlepsze podsumowanie tego, co Bengtsson daje Lechowi. Elementy magii, może nie tak częste jak choćby u Gholizadeha – są. Liczby, może nie tak okazałe jak np. u Palmy – również są. Gole dające punkty, podobnie jak te Ishaka – także.

Szwed to po prostu gwarancja solidności. A piłkarz, który ją daje, bywa na przestrzeni całego sezonu nie mniej ważny niż boiskowy artysta czy rasowy snajper.

WIĘCEJ O LECHU POZNAŃ:

Fot. Newspix

Artykuł Pochwała solidności. Leo Bengtsson to strzał w dziesiątkę Lecha pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl