Nastał wielki dzień, w którym finiszujemy z tym szalenie wyrównanym i nieprzewidywalnym sezonem Ekstraklasy. Dla niektórych napastników to też ostatnia okazja, żeby indywidualnie nie kończyć rozgrywek w złych humorach, bo ciągle nic im nie wpada. W kilku przypadkach chodzi już o naprawdę długą i nieprzyjemną passę.
Pod tym kątem jednym z najbardziej zmotywowanych na pewno będzie Mariusz Stępiński. Zaczął z przytupem, od dwóch goli, które dały zwycięstwo Koronie Kielce na stadionie Legii Warszawa. Kilka tygodni później poprawił to trafieniem z Lechem Poznań po rzucie rożnym.
Od tamtej pory jednak Stępiński trafił tylko z rzutu karnego przeciwko Arce Gdynia. Jego passa bez gola to już 498 minut (sześć meczów). Jeśli zawęzimy to do gola z akcji, wychodzą 804 minuty i aż 10 meczów.
Olbrzymie problemy napastników Korony Kielce
A to nie tak, że brakuje mu dobrego serwisu. Do sytuacji regularnie dochodził, lecz zwyczajnie zawodziła go skuteczność. Jego xG wynosi 6.14, czyli obowiązkowo powinien mieć na koncie dwie bramki więcej.

W dużej mierze przez nierozwiązanie problemu z napastnikami Korona tak długo broniła się przed spadkiem i dopiero przed tygodniem zapewniła sobie pełen spokój. Teraz jest szansa na przełamanie z Cracovią, która pewna ligowego bytu jeszcze nie jest.
Dotyczy to także Antonina. Hiszpan, podobnie jak Stępiński, start w Kielcach miał niezły. Już w drugim występie pokonał bramkarza Zagłębia Lubin, a trzy tygodnie później został bohaterem meczu z Motorem Lublin (gol i asysta). Dość szybko jednak na wierzch zaczęła wychodzić jego boiskowa niefrasobliwość. Jesienią wpisał się jeszcze na listę strzelców z Widzewem (niemalże z linii bramkowej) i snajpersko zamilkł.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczone przez Superscore
Na gola Antonina kibice Korony czekają od 830 minut, na co złożyło się 15 występów z pustym przebiegiem. Wiosną był on raczej ustawiany jako jedna z „dziesiątek”, bo miejsce na środku ataku zajął Stępiński. Z czasem stracił też miejsce w składzie i zaczął wchodzić na końcówki. Większą szansę dostał dopiero niedawno. Pod nieobecność Stępińskiego zagrał od początku do końca na środku ataku z Rakowem i zmarnował doskonałą sytuację. W jego przypadku to żadna nowość. Nie przez przypadek statystyki pokazują, że bramek powinien mieć już osiem, podczas gdy w rzeczywistości cały czas są trzy. Dramat.
Górnik Zabrze z Lisethem wiele nie zwojuje
789 minut (10 meczów) na trafienie w Ekstraklasie czeka Sondre Liseth. Po raz ostatni drogę do siatki znalazł 28 lutego z GKS-em Katowice. To jego jedyny gol w tym roku. Gdybyśmy doliczyli Puchar Polski, wychodzą nam aż 1033 minuty strzeleckiej niemocy i 13 spotkań.
Norweg ma swoje atuty. Walczy i rozbija się z obrońcami, dobrze gra tyłem do bramki, ale w podstawowych kwestiach daje za mało. Jeśli Górnik Zabrze myśli o czymś poważniejszym w europejskich pucharach, koniecznie musi wzmocnić atak. W domowym starciu z Radomiakiem Liseth ma ostatnią szansę w sezonie, żeby wysłać Michalowi Gasparikowi wyraźny sygnał, iż warto wiązać z nim plany na kolejne miesiące.

Sekulski, Zeqiri, Zrelak i inni
Nic w kontekście swoich podstawowych boiskowych obowiązków wiosną nie dał Wiśle Płock Łukasz Sekulski. Mamy tu okoliczności łagodzące w postaci urazu i problemów prywatnych, o których mówił trener Mariusz Misiura, ale liczby są bezwzględne: 870 minut bez gola (10 meczów).
Andi Zeqiri miał być hitem transferowym Widzewa Łódź, a został jednym z największych rozczarowań. W lidze jedyną bramkę zdobył pod konie rundy jesiennej w Gliwicach. W tym roku wyróżnił się tylko asystą z Wisłą Płock i golem w Pucharze Polski z GKS-em Katowice.
Po przyjściu Aleksandara Vukovicia jego rola w drużynie została zmarginalizowana, szczególnie w ostatnich tygodniach. I tak jednak uzbierało mu się już 13 meczów strzeleckiej niemocy (445 minut). Można znacznie lepiej wydać 2 mln euro.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczone przez Superscore
Kontuzje tradycyjnie nie oszczędzają Adama Zrelaka, co musi wpływać na jego formę. W tej rundzie nie jest ona imponująca, delikatnie mówiąc. Słowak zaczynał jako podstawowy napastnik GKS-u, ale potem dwa razy wypadał z powodu problemów zdrowotnych i dopiero w poprzedni weekend po ponad dwóch miesiącach przerwy znów wybiegł na murawę w podstawowym składzie. Do siatki nic mu nie wpadło od dziesięciu występów (662 minuty). Katowiczanie w razie wywalczenia europejskich przepustek będę mieli ten sam problem w ataku, co Górnik Zabrze: konieczność wzmocnień.
Kosidis skapcaniał przy Rochy
Dobrze w Zagłębiu Lubin wystartował Michalis Kosidis. Gdy więc przyszedł Leonardo Rocha i z urzędu otrzymał miejsce w składzie, Grek mógł się trochę wkurzyć. Inna sprawa, że jego konkurent notował jeszcze lepsze liczby. Leszek Ojrzyński miał argumenty. Efekt jest jednak taki, że Kosidis trochę mu się zakopał i od wrześniowego trafienia z Motorem Lublin na listę strzelców wpisał się jeszcze tylko raz – z Piastem Gliwice. Wiosną często przegrywa rywalizację z Levente Szabo. I niepostrzeżenie zrobiło się już dziewięć meczów bez bramki (304 minuty).
Renat Dadaszow i Władimir Nikołow to chyba jedyni w miarę regularnie grający napastnicy tego sezonu Ekstraklasy, którzy ciągle mają dziewicze konto strzeleckie. Dadaszow przy Karolu Czubaku nie ma szans na pierwszy skład, ale jego wejścia rzadko kiedy dawały jakiekolwiek pozytywy. 21 meczów, 451 minut i ciągle jedno wielkie nic.
O wiele gorzej wygląda to po doliczeniu reprezentantowi Azerbejdżanu czasu z Radomiaka. Wiosną 2025 wystrzelał się w pierwszych dwóch meczach. Później co najwyżej zdarzało mu się asystować. Po uwzględnieniu jednego występu w Pucharze Polski z obecnego sezonu otrzymujemy następujący wynik: 32 spotkania bez gola (997 minut). Tym w CV na pewno nie będzie się chwalił.

Co do Nikołowa, podsumowuje on poczynania snajperów Korony. Bułgar na wyjściową jedenastkę mógł liczyć głównie na początku, ale zbierając ziarnko do ziarnka uzbierały się 634 minuty i 24 mecze z raptem jedną asystą. On i Dadaszow w międzyczasie strzelali jedynie dla swoich reprezentacji.
Skrzydłowi też mają złe passy
Jeśli chodzi o skrzydłowych, bez gola w całym sezonie pozostają Vasco Lopes z Radomiaka (30 meczów, 1528 minut) i oczywiście Mariusz Fornalczyk z Widzewa (30 meczów, 2037 minut). Od piętnastu meczów i 978 minut na bramkę czeka Kamil Grosicki. W tej rundzie jedynym ofensywnym konkretem byłego już kadrowicza jest asysta z Arką Gdynia.
Dość zaskakujące są passy ofensywnych zawodników Lechii Gdańsk. Camilo Mena nie trafił do siatki w swoich dziesięciu ostatnich spotkaniach (856 minut), a Kacper Sezonienko w dziewięciu (677 minut). Aż się prosi o przełom w decydującym o utrzymaniu meczu w Niecieczy.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Oni grają dziś o przełamanie strzeleckiej niemocy w Ekstraklasie pochodzi z serwisu weszlo.com.