Trudne pożegnania? A gdzie tam! W ostatnich miesiącach przyszli do paru klubów naszej Ekstraklasy piłkarze, których wielu kibiców już spisuje na straty. Tacy, co ich w razie ewentualnego odejścia nie będzie żal prawie nikomu. Jedni mówią na nich flopy, inni nazywają ich z polska niewypałami. Dla nas to po prostu zawodnicy, którzy dali swoim zespołom tyle, co nic. Albo naprawdę niewiele więcej.
Już w tym momencie sami będziecie pewnie w stanie wymienić jednym tchem ze trzech czy czterech takich graczy, którzy po kilku miesiącach w Ekstraklasie udowodnili, że czekanie aż odpalą może być nieuzasadnione. Jasne, tak, niektórym warto dać trochę więcej czasu, ale… dziś możemy już z całą stanowczością stwierdzić, że pewne letnie transfery są zwyczajnie przestrzelone i koniec sezonu będzie dobrym momentem na rachunek sumienia kilku dyrektorów sportowych.
A wraz z nim parę odważnych decyzji. Przyznanie się do błędu – te zdarzają się w tej branży wyjątkowo często i nie są niczym niezwykłym – to żaden wstyd.
Mileta Rajović (Legia Warszawa)
Zero zaskoczenia, że właśnie Duńczyk otwiera nasze zestawienie. Nie dość że ma on absolutnie wszystkie cechy transferowego niewypału, to jeszcze regularnie dostaje swoje szanse i nie robi z nich żadnego użytku. O strzeleckich możliwościach Rajovicia napisano i powiedziano już wszystko, ale najgorzej o jego przydatności dla zespołu świadczą statystyki… Rafała Adamskiego. Piłkarz sprowadzony zimą za worek gruszek z Pogoni Grodzisk Mazowiecki w 11 ligowych spotkaniach miał bezpośredni udział przy pięciu bramkach, podczas gdy duński napastnik grający przez cały sezon (31 występów w Ekstraklasie) wypracował jednego gola więcej.
Nie chodzi już nawet o to, że Rajović nie dochodzi do sytuacji strzeleckich. Te bowiem ma, w dodatku całkiem niezłe. Problem w tym, że jest napastnikiem przeklętym i nikt jeszcze nie znalazł sposobu na to, by tę klątwę z niego zdjąć. Zmarnowany karny i pokraczna dobitka z Koroną. Efektowne pudło, które ustrzeliło jakiegoś Bogu ducha winnego gołębia w meczu z Piastem. Kanciaste nogi w ostatnich minutach spotkania z Motorem.
No albo to – rzadki przypadek strzału samoblokującego.
Mileta Rajović był blisko trafienia na 3:2 w Białymstoku, ale…
Zobaczcie sami!
pic.twitter.com/5pcfNgZPsL
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) March 1, 2026
Mileta Rajović to gracz, w którego przełamanie wierzymy najmniej. Tylko w tym jednym sezonie widzieliśmy go już w tylu niedorzecznych okolicznościach, że naprawdę wystarczy.
- minuty na boisku: 2265
- gole: 6
- asysty: 0
- xG: 12,33(!!!)

Mileta Rajović
Andi Zeqiri (Widzew Łódź)
Ktoś powie, że nie miał zbyt wielu okazji, że nie dostał swojej prawdziwej szansy i po prostu przegrał rywalizację z Sebastianem Bergierem. Sęk w tym, że miało być zupełnie, zupełnie inaczej. Zeqiri przyjeżdżał, a właściwie przylatywał do Łodzi wysłanym po niego samolotem nie po to, żeby oglądać z ławki popisy kolegi. Perła w koronie – takim hasłem opakowano ten transfer i Szwajcar miał na tyle bogate CV, że cała pompa była uzasadniona.
W kategorii niespełnionych nadziei Zeqiri bije więc na głowę wielu kolegów po fachu. Nie stał się liderem łódzkiego zespołu, gra ogony. Teraz, gdy pojawiły się pogłoski o zainteresowaniu zagranicznego klubu, wielu kibiców Widzewa gotowych jest go bez żalu pożegnać.
Widzew pożegna się z niewypałem transferowym? Jest chętny
A to wszystko o tyle ciekawe, że Zeqiri oddaje w przeliczeniu na dziewięćdziesiąt minut nawet więcej strzałów od wspomnianego Bergiera. Ma też momenty, w których widać, że coś tam jednak potrafi. Ale od Ekstraklasy zalicza bolesne odbicie, co może w jakimś stopniu świadczyć o specyfice naszej ligi. Ale i o piłkarzu Widzewa.
- minuty na boisku: 738
- gole: 1
- asysty: 1
- xG: 3,15

Andi Zeqiri
Yannick Agnero (Lech Poznań)
Kolejna ofiara wewnętrznej rywalizacji, ostatecznie dająca od siebie jednak trochę więcej niż Zeqiri. Agnero miał w tym sezonie momenty, ale poza nimi nie zapisał się specjalnie w pamięci sympatyków Ekstraklasy. Z drugiej strony – jakby miał się dać zapamiętać, skoro o miejsce w składzie musi się bić z Mikaelem Ishakiem, a na domiar złego ofensywa Kolejorza wygląda na tyle dobrze, że nie ma sensu w niej specjalnie mieszać. Tym samym ze wszystkich piłkarzy ofensywnych Lecha Iworyjczyk wydaje się na dziś tym najmniej potrzebnym.
Trzeba jednak przyznać, że Niels Frederiksen znalazł sposób na wykorzystanie Agnero – 23-latek wchodzi z ławki właściwie w każdym spotkaniu, na końcówki, ma trochę rwać i dać odsapnąć kolegom. Tyle że takiego piłkarza można kupić sobie taniej niż za prawie dwie i pół bańki.
– Nie sądzę, by Agnero miał częściej pojawiać się w wyjściowym składzie, ale nigdy nie wiadomo. Ishak jest w tym momencie naszym napastnikiem numer jeden, moim pierwszym wyborem i sądzę, że tak będzie do końca sezonu. Zobaczymy, co będzie potem. Na razie jest zbyt wcześnie – ocenił pod koniec kwietnia trener Kolejorza.
Dlatego też uznajemy, że z tym konkretnym piłkarzem mogliby się w Poznaniu pożegnać bez żalu. Lech ma jednak ten komfort, że może spokojnie przytrzymać Agnero jeszcze przez jakiś czas i dać mu okazję do odpalenia. Może więc zobaczymy jeszcze jego rozkwit?
- minuty na boisku: 569
- gole: 3
- asysty: 0
- xG: 3,28

Yannick Agnero
Youssuf Sylla i Kamil Jóźwiak (Jagiellonia Białystok)
Skoro Jaga szybko się zreflektowała i Cantero z Pripem opuścili Białystok już po półrocznym epizodziku, to wybrać trzeba kogoś innego z tego letniego zaciągu. Zaciągu, który mocno nadszarpnął reputację Łukasza Masłowskiego, uznawanego dotychczas za prawdziwego transferowego cudotwórcę. Tym razem dyrektor sportowy Dumy Podlasia solidnie przestrzelił z paroma nazwiskami i zamiast realnych wzmocnień Jagiellonia dostała wagon piłkarzy, którzy nie stanowią dziś o jej sile.
Jednym z takich gagatków jest Youssuf Sylla, który zapowiada się na piłkarza asteroidalnego – wpadnie do szatni Białostoczan, przeleci przez nią, nie zostawi po sobie specjalnego śladu i wkrótce zniknie.
23-latek pograł trochę w rezerwach, nieco ponad sto minut uzbierał w Ekstraklasie, zdobył nawet gola, ale z perspektywy Adriana Siemieńca i jego sztabu nie jest specjalnie użyteczny.
- minuty na boisku: 104
- gole: 1
- asysty: 0

Youssuf Sylla
Nieco więcej gra za to Kamil Jóźwiak. Ktoś ostatnio wyliczał, że były reprezentant Polski czeka na gola, jakiegokolwiek gola, od trzech lat. To niewiarygodna statystyka, lecz tak jest w istocie – skrzydłowy ostatni raz trafił do siatki rywali jeszcze jako piłkarz Charlotte FC. 16 kwietnia 2023 roku w meczu z Colorado Rapids.
Powrót do ojczyzny jest dla niego bardzo trudny, a wiosną przypałętał się jeszcze uraz pachwiny, po którym Jóźwiak dopiero wrócił na boisko. Jak tak jednak dalej pójdzie, to wkrótce zobaczymy 28-latka robiącego kolejny krok wstecz i szukającego formy w innym miejscu.
Raczej prędzej niż później.
- minuty na boisku: 662
- gole: 0
- asysty: 0

Kamil Jóźwiak
Musa Juwara (Pogoń Szczecin)
Najlepsza akcja Juwary w barwach Pogoni? Na pewno pamiętacie najbardziej efektowne padolino trwającego sezonu. Gambijczyk za tamten wyczyn kwalifikuje się do Złotych Malin właściwie z urzędu, a Andrias Edmundsson do dziś pewnie wspomina, w jak wielkim był wówczas szoku, oglądając „zaskoczonego” żółtą kartką rywala. To zresztą najśmieszniejsze – tamten kartonik był już czwartym Juwary i przez idiotyczne zachowanie w następnym meczu skrzydłowy Portowców mógł sobie chwilę odpocząć.
A przy okazji przemyśleć kilka spraw.
No nie…
Musa Juwara z symulką (co najmniej) kolejki
Mecz Wisły Płock z Pogonią trwa w serwisie CANAL+: https://t.co/zr8n1cU2RX pic.twitter.com/BeEMAQU9op
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 3, 2025
Z tych przemyśleń nie wynikło jednak zbyt wiele dobrego. W lutym Juwara został przesunięty do ekipy rezerw, oficjalnie z powodu urazu. Mniej oficjalne powody zdradził jednak trener Thomasberg:
– Podjęliśmy decyzję, aby przesunąć Musę do drugiego zespołu. Chodzi o pewne standardy, których wymagamy od zawodników pierwszego zespołu, stąd taka decyzja. Nie będę tu mówił o konkretnej sytuacji, bo taka nie miała miejsca, ale chodzi o szereg zachowań i postępowań, które po prostu nie odpowiadały naszym standardom, a których oczekujemy od zawodników będących w tej grupie – mówił Duńczyk.
No cóż, nie widzimy dla Juwary drogi powrotu do kadry Pogoni.
- minuty na boisku: 1054
- gole: 1
- asysty: 1

Musa Juwara
Rafał Gikiewicz (Zagłębie Lubin)
Wybór może trochę nietypowy, ale jak najbardziej pasujący do kategorii transferowych niewypałów. Niewielu spodziewało się wystrzału formy Jasmina Buricia, gdy kontuzji doznał Dominik Hładun. Zagłębie ratowało się wówczas transferem medycznym, sięgnęło po niezbyt już potrzebnego w Łodzi Rafała Gikiewicza, a ten popisał się w barwach Miedziowych efektownym klopsem w meczu Pucharu Polski i zawinął do bazy. Ktoś może powiedzieć, że to kwestia zabezpieczenia przed kolejną kontuzją, że Zagłębiu potrzebny był po prostu rezerwowy bramkarz, lecz Gikiewicz odchodził z Widzewa głównie dlatego, że w owym Widzewie stracił miejsce w składzie.
Sezon skończy najprawdopodobniej bez występu w Ekstraklasie w barwach Zagłębia i bez żalu można by go już tego lata pożegnać. Tym bardziej, że kontrakt Gikiewicza wygasa wraz z końcem czerwca, a z ekipą z Lubina zagraniczne media łączą ostatnio znanego dobrze reprezentacji Polski Edvinasa Gertmonasa.
- minuty na boisku: 0

Rafał Gikiewicz
Kacper Urbański (Legia Warszawa)
Okej, może nie jesteśmy jeszcze wystarczająco gotowi na tę dyskusję, bo boli fakt, że ta kariera tak wyhamowała, ale tu chyba trzeba bić na alarm. Kacper Urbański całkowicie odbił się od Ekstraklasy i zamiast wykorzystać mecze w ojczyźnie do ponownego wyjazdu na zachód, 21-latek napytał sobie tylko biedy. W kiepsko radzącym sobie w tym sezonie składzie Legii kompletnie przepadł, wiosną pełni już najwyżej rolę rezerwowego, wygląda jak jeden z wielu, a nie niedawna wielka nadzieja reprezentacji Polski.
Szanse nadal dostaje, ale jest ich coraz mniej, a wiara w to, że wkrótce może być inaczej maleje wraz z liczbą okazji do udowodnienia swojej wartości. Są takie chwile, w których spod obrazu przeciętności przebija się przebojowy Urbański znanym nam sprzed dwóch lat, ale to tylko przebłyski, krótkie momenty. A właściwie to nawet cienie tamtego piłkarza.
Z każdym dniem wzrasta ryzyko tego, że Kacper Urbański zmieni się bezpowrotnie w niespełnioną obietnicę. Ten transfer mógł, może nawet powinien się obronić, lecz rzeczywistość miała wobec młodego Polaka inne plany.
- minuty na boisku: 1036
- gole: 0
- asysty: 2

Kacper Urbański
Kahveh Zahiroleslam i Gabriel Charpentier (Cracovia)
Dwa symbole krakowskich problemów. Zacznijmy jednak od drobnego usprawiedliwienia dla obu – i Kongijczyk, i Amerykanin sprowadzani byli jako opcje dodatkowe przy Filipie Stojilkoviciu. To nie do końca ich wina, że Szwajcara wykupiła zimą Pisa, a Cracovia postanowiła przejść nad tym do porządku dziennego. Zahiroleslam zwyczajnie nie mógł wejść w buty poprzednika, bo jest słabszym piłkarzem.
Jako rezerwowy w porządku, zaliczał minuty, pojawiał się na placu raz na jakiś czas, ale szybko stać się musiał kimś więcej, przez co trochę się w ostatnich miesiącach – wraz zresztą z całą Cracovią – spalił. Trudno wyobrażać sobie, że wokół niego można budować teraz atak Pasów.
- minuty na boisku: 414
- gole: 2
- asysty: 0
- xG: 3,28

Kahveh Zahiroleslam
Efekt jest więc taki, że Pasy mają trzech napastników rezerwowych, żaden z nich nie nadaje się do gry w pierwszym składzie, bo i sprowadzony zimą Batoum, mówiąc delikatnie, nie zachwyca. A tym trzecim jest Gabriel Charpentier, który oprócz fajnych papierów na granie przyniósł bardzo liche zdrowie i od początku był takim transferem na dwa uda.
Albo się uda, albo się nie uda. Wygląda na to, że ostatecznie się nie uda, bo Kongijczyk – o ile faktycznie wrócił do pełni zdrowia, a nie gra trochę na kredyt – to od optymalnej formy jest bardzo daleko. No i gra za mało, by cokolwiek mogło go dziś bronić, a kontrakt wygasa mu już wraz z końcem czerwca.
- minuty na boisku: 64
- gole: 1
- asysty: 0

Gabriel Charpentier
***
A wiecie co jest najlepsze? Że znajdzie się jeszcze kilka takich przykładów, nawet jeśli nie zaczniemy jeszcze rozliczać piłkarzy, którzy trafili do Ekstraklasy zimą. Możliwe nawet, że w każdym klubie chociaż jeden taki niewypał transferowy jest, w niektórych będzie ich nawet kilka.
Bo co dziś powiedzieć o Samie Greenwoodzie? Albo o wracającym do kraju Patryku Szyszu? Czy nie za mało gra dla Rakowa Bogdan Mircetić? Czy chociaż odrobinę korzyści daje Koronie Władimir Nikołow? Ile można czekać aż na dobre odpali Mariusz Fornalczyk? No i czy czasem Mateusz Skrzypczak nie odbił się trochę od Lecha, całkowicie abstrahując od jego ostatnich problemów zdrowotnych? Każdy przecież może mieć własną skalę dla transferowego niewypału. Koniecznie dajcie znać w komentarzach, kto waszym zdaniem zawiódł w tym sezonie najbardziej.
Czytaj więcej o Ekstraklasie na Weszło:
- Motor prawie pewny utrzymania. „Kamień spada mi z serca”
- Główka Czubaka pracuje. Doczekamy się polskiego króla strzelców Ekstraklasy?
- Trener łączony z Rakowem zabrał głos. „Nie będę się tym zajmował”
Artykuł Lista transferowego wstydu. Niewypały, których żal coraz mniej pochodzi z serwisu weszlo.com.
Musa Juwara z symulką (co najmniej) kolejki 
Mecz Wisły Płock z Pogonią trwa w serwisie CANAL+: