27.05.2026

Bohater sezonu? Kibice. Największa frekwencja od pięciu dekad

Wybraliśmy już sportowych bohaterów mijającego sezonu Ekstraklasy. Najlepszych trenerów, napastników, bramkarzy. Tymczasem zbiorową nagrodę za tegoroczne wyniki powinni odebrać przede wszystkim kibice. Zjawiło się ich na polskich stadionach najwięcej od pięciu dekad. Trzy kluby Ekstraklasy zaliczyły swoje historyczne rekordy średniej frekwencji, a dziewięć kolejnych nie sprzedawało tylu biletów od upadku PRL-u. Mamy już kilkanaście klubów, dla których nie jest żadnym problemem przyciągnięcie średnio dziesięciu tysięcy widzów na każdy mecz, a to sytuuje nas na wysokim miejscu w Europie. 

Ekstraklasa sezonu 2025/26 pobiła wieloletnie rekordy frekwencyjne

Ekstraklasa zajęła dziewiąte miejsce w Europie pod względem przeciętnych frekwencji w sezonie 2025/26 na najwyższych szczeblach rozgrywkowych. Liczba widzów wzrosła o ponad siedem procent do ponad czterech milionów, co daje średnią 13 593 osób na mecz. Co prawda rok temu zajmowaliśmy ósmą lokatę na kontynencie, ale bardzo mocno poprawiła swoje wyniki Turcja.

Wciąż daleko nam do Francji, Włoch czy Hiszpanii osiągających średnią na poziomie 30 tysięcy, a tym bardziej Niemiec i Anglii (tu 40 tys.). Jednak szósta Holandia (20 tysięcy) i siódma Szkocja (18 tysięcy) wyprzedzają nas wyłącznie dzięki dwóm-trzem wielkim firmom. Zwykłe mecze środka tabeli wcale nie gromadzą tam znacznie większych widowni niż nad Wisłą.

Wiele lig, których czołowe drużyny są dla nas sportowym wzorem, przyciąga na trybuny mniejszą widownię niż Ekstraklasa. Tak jest w Portugalii, Belgii, czy Grecji. W Czechach, Rumunii i Chorwacji nie mecze chodzi o połowę mniej widzów niż u nas. Na Węgrzech nie osiągają nawet tej średniej, którą osiągnęła nasza 1. Liga, a Serbia notuje nieco wyższą przeciętną od naszej… 2. Ligi!

Nie mamy jednej lokomotywy generującej olbrzymią frekwencję

Polska nie imponuje pojedynczymi klubami osiągającymi niebotyczną frekwencję. Lech jest dopiero na 77. miejscu na świecie pod względem liczby widzów. Wyprzedzają go takie zespoły jak AIK Solna, Seattle Sounders i Atlanta United z MLS, drugoligowe Saint-Etienne, Nurnberg, czy Hannover, a nawet… trzecioligowy turecki Bursaspor.

Ten ostatni notuje fenomenalne wręcz frekwencje na swoim pięknym obiekcie. Zielone Krokodyle od mistrzostwa kraju w 2010 roku i finału pucharu w 2015 roku, stoczyły się w 2019 roku do drugiej, trzy lata później do trzeciej, a w 2024 roku nawet do czwartej ligi! Miejscowi kibice nic sobie z tego nie robią i stawiają się na meczach w liczbie 45 tysięcy głów. Dlatego zdziwienie, że Juergen Elitim miałby trafić do jakiegoś „kiepskiego trzecioligowca” jest zdecydowanie nie na miejscu.

Liczby takie jak w Bursie, ale też Glasgow czy Lizbonie, gdzie widownia grubo przekracza 50 tysięcy osób to na razie dla polskich klubów rzecz nieosiągalna. Nie będzie inaczej dopóki Ruch nie wróci do Ekstraklasy albo Legia nie zacznie grać  na Stadionie Narodowym, na co się chwilowo nie zanosi.

585 widzów na meczu ligi tureckiej

Nasza liga wyróżnia się jednak czymś innym. Chodzi o liczbę klubów, które są w stanie osiągnąć bardzo dobrą frekwencję. W Szkocji duet z Glasgow wypada świetnie, ale zajmujące kolejne miejsca Hearts i Hibernian przyciągają trzy razy mniej kibiców – około 19 tysięcy. „Dyszkę” przekracza poza nimi jedynie Dundee United, a cała reszta ligi notuje frekwencję na poziomie kilku tysięcy.

Podobnie jest w Portugalii, gdzie liczby wielkiej trójki są imponujące, ale poza nią tylko dwa kluby (Braga i Guimaraes) przekroczyły przeciętną siedmiu tysięcy widzów. Aż dwanaście tamtejszych zespołów przyciąga mniej kibiców, niż wynosi średnia polskiej 1. Ligi!

Także w Turcji stambulska trójka oraz Trabzonspor notują świetne wyniki. Jednak 13 tysięcy przekroczyły poza nimi tylko Kocaelispor i Goztepe. Aż pięć zespołów przyciągnęło mniej widzów niż gliwicki Piast, dwa – mniej od Niecieczy.

Problemem nad Bosforem są drugorzędne kluby ze Stambułu. Widownia na meczach byłego zespołu Krzysztofa Piątka, czyli Basaksehiru przekracza dwa tysiące tylko, gdy „gośćmi” są Galatasaray, Besiktas albo Fenerbahce. Jeszcze gorzej jest na spotkaniach Eyupsporu, Kasimpasy, czy Fatih Karagumruk, gdzie czasem problemem bywa wręcz osiągnięcie czterocyfrowej liczby kibiców.

Na derbach Fatih Karagumruk – Basaksehir stawiło się… 585 widzów. A mówimy przecież o lidze z czołowej dziesiątki rankingu UEFA.

Na zdjęciach z „mikroderbów” Stambułu trudno dostrzec jakichś widzów.

Piast, Zagłębie i Raków – do poprawy frekwencja, albo stadion

Tymczasem w Ekstraklasie nawet Nieciecza zachowała minimum przyzwoitości ani razu nie schodząc poniżej 2,5 tysiąca widzów. Warto zaznaczyć, że w małej wsi na mecze przychodziło często więcej kibiców niż… na Piasta Gliwice. Sześć razy stadion Bruk-Bet Termaliki wypełnił się do ostatniego miejsca, a Słoniki oglądało wtedy więcej widzów niż w najgorszych momentach zjawiało się w Lubinie czy Płocku.

Tylko trzy kluby mogą odczuwać delikatny wstyd, podając średnią liczbę kibiców w minionym sezonie. Oprócz wspomnianego Piasta, są to Raków i Zagłębie. W przypadku Częstochowy wytłumaczeniem jest kompletnie nieadekwatny do klasy zespołu stadion. Lubin z kolei to jedyne miasto w Ekstraklasie liczące mniej niż sto tysięcy mieszkańców. Jest oczywiście jeszcze Nieciecza, ale to przecież wieś.

Około dziesięciu tysięcy kibiców śledziło średnio spotkania w Radomiu, Płocku i Gdyni. Około dwunastu tysięcy – w Lublinie, Krakowie, Katowicach i Kielcach, a piętnastu – w Gdańsku.

Do dwudziestu tysięcy zbliżyły się Pogoń, Widzew i Jagiellonia. Bardzo podobne przeciętne zanotowały Górnik i Legia, a zdecydowanym zwycięzcą okazał się trzeci raz z rzędu Lech.

Średnia widownia w sezonie 2025/26 według portalu Transfermarkt.

Rekordy frekwencyjne padały w tym sezonie jak muchy

Warto dodać, że zdecydowana większość ligi pobiła w sezonie 2025/26 swoje wieloletnie rekordy frekwencyjne:

  • Górnik Zabrze zaliczył najwyższą średnią widzów od 1962 roku
  • GKS Katowice – od 1966 roku
  • Lech – od 1975 roku
  • Arka – od 1980 roku
  • Pogoń – od 1982 roku
  • Cracovia – od 1983 roku
  • Widzew – od 1984 roku
  • Radomiak – od 1985 roku
  • Jagiellonia – od 1989 roku
  • Zagłębie Lubin – od 2013 roku
  • Lechia – od 2015 roku

Korona, Bruk-Bet Termalica i Wisła Płock zaliczyły natomiast największe przeciętne frekwencje w całej swojej historii.

To nie jest chwilowy wzrost, nagła moda, która zaraz przeminie. Tak można tłumaczyć boom na jednym – dwóch stadionach. Tymczasem mamy do czynienia z powszechnym ogólnopolskim pospolitym ruszeniem kibiców na trybuny!

Kiepsko wygląda na tym tle Legia, która lepiej wypadała w dwóch poprzednich sezonach. Trudno się jednak dziwić, że kibice nie mieli ochoty oglądać tego paździerza, które klub zafundował im przez większość sezonu.

Myślę, że zakończony właśnie sezon powinien raz na zawsze zakończyć dyskusję o tym, czy polscy kibice wolą jedną lub dwie potężne lokomotywy, które dominują w lidze i osiągają sukcesy w pucharach, czy wyrównaną ligę, w której prawie każdy może spaść, ale też zdobyć mistrzostwo. Każe też włożyć między bajki dyrdymały, jakie przebijały się w publicznym dyskursie jeszcze kilka lat temu: „Polska nie ma potencjału na ligę liczącą szesnaście zespołów. Powinno w niej grać czternaście, albo i dwanaście drużyn”.

Największą widownię zgromadził mecz Lecha z Arką (41 598 widzów).

Najlepszy wynik od 1977 roku

Strona European Football Statistics gromadzi dane o frekwencji. W przypadku Polski – od drugiej wojny światowej. Tegoroczny wynik – średnio 13 593 widzów na meczu, to najlepszy rezultat od… 1977 roku. Tylko w dwunastu sezonach w zamierzchłych czasach przeciętna była wyższa.

W dodatku wiele osób twierdzi, ze dane w latach siedemdziesiątych były mocno zawyżane i w rzeczywistości kibiców było wówczas nieco mniej. Nigdy tego nie sprawdzimy, ale widzimy bardzo wyraźnie, że kontynuowany jest wieloletni trend, którego nie zniszczył nawet Covid i systematycznie rozwija się moda na chodzenie na Ekstraklasę.

Średnia widownia na meczach Ekstraklasy (kolor czerwony) oraz jej zaplecza (czarny) i trzeciego szczebla (szary).

Jak zauważył Wojciech Frączek, wyróżniła się szczególnie ostatnia kolejka. Śledziło ją ponad 178 tysięcy kibiców. To najlepszy wynik od 48 lat.

Jeszcze ćwierć wieku temu tylu Polaków śledziło wszystkie mecze Ekstraklasy razem wzięte przez… cały miesiąc!

Warto zrozumieć, jak imponujące są liczby widzów w Ekstraklasie na tle innych krajów. Austria, Belgia, Czechy, Dania, Norwegia, Serbia (wraz z Jugosławią), Szwajcaria i Ukraina nie osiągnęły naszej obecnej przeciętnej… nigdy (a przynajmniej od lat sześćdziesiątych, od kiedy dostępne są dane).

Węgry miały lepsze wyniki ostatni raz w latach sześćdziesiątych, Rumunia – w siedemdziesiątych, Szwecja – w pięćdziesiątych, a Portugalia – w 1989 roku.

Nawet Francja i Holandia jeszcze w latach dziewięćdziesiątych notowały gorsze wyniki od naszych obecnych!

W przyszłym sezonie może być jeszcze lepiej

Nie mamy też co obawiać się, że wynik nagle się załamie. Beniaminkowie – Śląsk i Wisła notowali bowiem nawet w Betclic 1. Lidze całkiem dobre liczby. Na Reymonta stawiało się średnio 26 tysięcy kibiców, a na Tarczyński Arena – 17 tysięcy. Z całą pewnością jeszcze się one poprawią w przyszłym sezonie. Czeka nas pewnie kolejny, trudny do pobicia rekord. Byłoby jeszcze ciekawiej, gdyby do baraży dostał się Ruch.

Nawet jednak awans zespołów ze znacznie mniejszymi obiektami – Wieczystej, Chrobrego Głogów czy Polonii Warszawa nie powinien przeszkodzić w podbijaniu wyniku. Choć promocja ŁKS-u byłaby pewnie pod tym względem najkorzystniejsza.

Wliczając Ruch, Śląsk i Wisłę mamy w Polsce piętnaście zespołów z przeciętną powyżej 10 tysięcy widzów. W latach 1996-2002 nie osiągnął takiego wyniku ŻADEN klub w Polsce. 24 lata temu największa frekwencja w sezonie wyniosła 14 tysięcy widzów. W zakończonym właśnie sezonie wynik ten przebiło 122 spotkań.

Boom na futbol w krajach-gospodarzach mistrzostw świata 2026

Warto porównać ten wynik do świata. W Anglii w trzech najwyższych ligach przeciętną 10 tysięcy widzów przekroczyło ponad pół setki klubów. U naszych zachodnich sąsiadów – niewiele mniej. W Hiszpanii i Włoszech około trzydziestu, a we Francji – 23. Tam mogą na oglądanie futbolu jest powszechna, także w nieco mniejszych miejscowościach.

Fenomenalny wprost wynik notują przed mundialem zespoły Major League Soccer. Żaden z 27 klubów z USA oraz trójki z Kanady nie zszedł w tym roku poniżej jedenastu tysięcy widzów na którymkolwiek spotkaniu! Także w Meksyku taką przeciętną osiąga aż siedemnaście klubów.

Aż 22 takie kluby znajdziemy w Chinach – nawet w trzeciej lidze. Trudno jednak porównywać je do Polski, skoro prawie każdy z nich ulokowany jest w aglomeracji znacznie większej od Warszawy.

Wiele klubów przyciągających regularnie po kilkanaście tysięcy widzów znajdziemy też w Brazylii i Holandii. I na tym właściwie koniec. Tylko w dziesięciu krajach świata, w tym sześciu europejskich, jest więcej klubów mających stałą, realną kilkunastotysięczną bazę kibicowską, niż w Polsce.

A pamiętajmy, że Sandecja w 2. Lidze regularnie wypełnia ośmiotysięczny stadion, zaś grający na co dzień na czwartym szczeblu rozgrywkowym Zawisza przyciągnął na półfinał Pucharu Polski 20 tysięcy osób.

Fanów przyciągają… inni fani

Staliśmy się potęgą kibicowską! Nie da się tego ukryć. Nie da się też pominąć faktu, że olbrzymi wpływ na to mają odsądzani przez lata od czci i wiary kibole. To nie wbrew nim, a dzięki nim notujemy obecny skok. To oni na trybunach tworzą widowiska, które dla wielu stają się wcale nie mniej istotne niż to, co dzieje się na boisku.

Odegrali istotną rolę w odbudowie z marazmu mniej więcej połowy klubów z obecnej Ekstraklasy. Oczywiście wielkie znaczenie miały inwestycje majętnych właścicieli, ale jakoś nie udało im się zbudować jednocześnie potęgi piłkarskiej i frekwencyjnej z Wieczystą Kraków, Gwardią Warszawa, Polonią Gdańsk, Wartą Poznań, Arkonią Szczecin czy Ślęzą Wrocław, tylko z klubami z potężnymi bazami kibicowskimi. Z wszystkimi tego wadami i zaletami.

PZPN wydaje się kompletnie nie doceniać tego, co się dzieje, patrząc na działania w kontekście przeniesienia meczu o Superpuchar.

Nie da się budować polskiej piłki nożnej bez wielkich marek kibicowskich wspieranych przez tłumy zwykłych kibiców. Chyba do wszystkich w otoczeniu futbolowym nad Wisłą zaczyna w końcu docierać ten fakt. Szczególnie, gdy przeliczają tysiące złotych z coraz większej liczby sprzedanych biletów.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Fot. Newspix.pl

Artykuł Bohater sezonu? Kibice. Największa frekwencja od pięciu dekad pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl