Niech każdy ocenia sobie historię – no właśnie – ucieczki czy przejścia Darko Czurlinowa z testów w Widzewie do podpisania kontraktu w Pogoni jak chce, ale jeśli odnosi się do niej Rafał Gikiewicz z łzawym przekazem o wartości danego słowa, no to… To chyba już za dużo.
Gikiewicz powiedział bowiem w Kanale Sportowym: – Gdy rozwiązywałem kontrakt w Turcji dałem słowo, że bez żadnych podpisanych dokumentów przyjeżdżam do Łodzi i negocjujemy kontrakt. Siedziałem przy stole i w tym samym momencie dzwoni do mnie prezes Wisły Kraków. Który po tym jest trochę obrażony dla mnie, bo mówił: „Przyjdź do Wisły, zrobimy awans, to jest największy klub w Polsce”. Powiedziałem: „Pełna zgoda, ale dałem słowo Widzewowi”. Trzymałem się tego słowa – powiedziałem, że jeżeli się nie dogadamy, to wsiądę w samochód i przyjadę do Wisły Kraków. Nawet nie rozmawiałem, czy dadzą mi więcej, czy mniej, bo dałem słowo, a to było dla mnie ważniejsze, niż podpisana umowa. […] Czuję się z tym dobrze, bo tak mnie wychowali rodzice, że dane słowo jest ważniejsze niż pieniądze.
Gikiewicz uczy honoru. A mógłby nawet czegoś więcej!
To bardzo ciekawe, bo zdaje się, że to wychowanie zadziałało z pewnym opóźnieniem. Warto przypomnieć inną historię, którą opowiadał sam bramkarz: – Gdybym powiedział osobom ze Śląska Wrocław, że jadę na testy do klubu z niemieckiej pierwszej ligi, to chcieliby za mnie jakieś pięć milionów euro. Dlatego też powiedziałem, że boli mnie brzuch i muszę zostać w domu przez trzy dni. Później pojechaliśmy autem do Brunszwiku na testy w Eintrachcie. (…) Spotkałem się z prezesem Śląska i przeobraziłem się w aktora. Powiedziałem: „Nasze dziecko ma dopiero rok, ale moja żona boryka się z depresją. Przechodzimy bardzo trudny okres i jeśli będę musiał zostać, to mogę stracić żonę oraz dziecko”. Uroniłem do tego kilka łez.
Gikiewicz przechodził do Brunszwiku w 2014 roku, ale tego wywiadu udzielił w 2022 roku, więc najwyraźniej jeszcze parę lat temu był z tej historii całkiem zadowolony. Do Widzewa trafiał w 2024 roku, zatem albo przez dwa lata przeszedł całkowitą przemianę, albo jednak wolał grać w Ekstraklasie i teraz dorabia do tego ideologię, żeby mieć co opowiadać w internecie.
Naprawdę dużo autentyczniej byłoby, gdyby w sprawie Czurlinowa przekazał kilka prostych rad, a nie mówił o danym słowie. Warto przecież wiedzieć:
- czy w przypadku symulowania bolącego brzucha warto się po nim głaskać ze zbolałą miną?
- jak zmusić organizm do łez? To wcale nie takie proste, spróbujcie się teraz rozpłakać na zawołanie… No właśnie. A Gikiewicz potrafi!
- czy można odwoływać się do innych chorób niż depresja? Na przykład zacząć od bólu zęba, a jak to nie będzie działało, to dopiero potem podbijać stawkę dzięki swojej wyobraźni? Czy od razu z grubej rury?
Rafale, jeśli się na czymś znasz, korzystaj z tego na wizji!
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Wzruszająca historia Rafała Gikiewicza. Uroniliśmy kilka łez… pochodzi z serwisu weszlo.com.