Jednym z najważniejszych warunków dla przeprowadzania coraz wyższych transferów wychodzących z Ekstraklasy jest dobra postawa tych, którzy już z niej odeszli. W tym kontekście Filip Stojilković zafundował naszej lidze antyreklamę po zamienieniu zimą Cracovii na Pisę za 3 mln euro.
Wychodzi na to, że Pasy zrobiły złoty interes, bo Szwajcar już w drugiej części rundy jesiennej na polskich boiskach miał zapaść formy. We Włoszech po prostu poszedł za źle pojętym ciosem.
Stojilković niewypałem transferowym Pisy po przyjściu z Cracovii
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Pisa z hukiem zleciała z Serie A. Szanse na utrzymanie straciła w pierwszy weekend maja po porażce z Lecce (1:2), ale od dawna były one iluzoryczne. Tamten mecz stanowił kwintesencję nieskuteczności Stojilkovicia w nowych barwach.
26-latek zmarnował aż trzy sytuacje. Najpierw po wbiegnięciu w przestrzeń w polu karnym trafił w boczną siatkę. Potem do pewnego momentu zachowywał się dobrze – minął Jamila Sieberta i zszedł do środka, ale na koniec został zblokowany i piłka przeleciała nad poprzeczką. Z kolei na początku drugiej połowy znów urwał się Siebertowi, lecz tym razem – mając trochę miejsca i czasu – strzelił w wychodzącego bramkarza.
Wszystko możecie zobaczyć na poniższym skrócie, pierwsze trzy akcje:
Prawie 1200 minut strzeleckiej niemocy
Całościowy dorobek Stojilkovicia z ostatnich miesięcy zaczyna przerażać. Facet czeka na jakąkolwiek bramkę od 25 października z Pogonią Szczecin. Później w Cracovii nie dał już żadnego ofensywnego konkretu (sześć meczów ligowych plus Puchar Polski z Rakowem), a po przeprowadzce do Pisy ciągle ma zero po stronie goli lub asyst w dwunastu występach.
Łącznie daje to:
- 19 meczów bez gola lub asysty
- 1196 minut bez gola lub asysty
A na włoskich boiskach naprawdę miał z czego strzelać. Poza trójką z Lecce naliczyliśmy mu jeszcze cztery bardzo dobre sytuacje.
W meczu z Milanem przegrał pojedynek z Maignanem, który dobrze wyszedł na przedpole (inna sprawa, że po analizie wyszłoby, że znalazł się na spalonym).
Z Bologną zachował się całkiem sprytnie po wyrzucie z autu i stojąc przed Skorupskim podbił piłkę głową, ale sprzed linii bramkowej wybił ją jeden z obrońców.
Z Parmą wyszedł sam na sam od połowy boiska, mógł popatrzeć i przymierzyć, ale skończyło się na obiciu słupka.
W miniony weekend nie skorzystał z „obcinki” obrońcy Napoli, niepotrzebnie przyjmował piłkę i miał już mało miejsca dzięki natychmiastowej interwencji Mereta. Trafił prosto w niego.
Napastnik bezużyteczny
Szwajcar powinien mieć już w zasadzie trzy obowiązkowe bramki (xG 2.73), a nie ma nic.
Generalnie liczby pokazują, że skoro Stojilković nie strzelał goli, to był w zasadzie bezużyteczny, może poza bieganiem bez piłki. W ataku nie dał praktycznie niczego. Według danych Superscore:
- w dwunastu meczach oddał tylko 10 strzałów, z czego 4 celne
- wygrał zaledwie 18% stoczonych pojedynków (5/28)
- na ziemi było to 4/18 (22%)
- w powietrzu 1/10 (10%)
- nie wywalczył ani jednego faulu
- za to siedem razy faulował
Wiele jego występów było niemalże anonimowych. Często był odcięty od gry i zaliczał po kilka kontaktów z piłką, nawet jeśli dostawał 45 minut i więcej.
Prawdą jest, że Stojilković przyszedł do bardzo słabej drużyny. Fakty są jednak takie, że bez niego Pisa w dwudziestu dwóch kolejkach wywalczyła 14 punktów, a po jego przyjściu zaledwie cztery punkty w piętnastu spotkaniach. Jedyne zwycięstwo w tym okresie (3:1 nad Cagliari) dziwnym trafem odniosła akurat wtedy, gdy Szwajcar nie podniósł się z ławki rezerwowych.
Oczywiście jakieś promyczki słońca czasami się w jego grze zza tych burzowych chmur przebijały. Przykłady? Z Milanem miał znaczący udział przy golu wyrównującym. Dograł w pole karne, jego kolega został przyblokowany, ale dzięki temu piłkę do siatki mógł posłać Felipe Loyola. Z Bologną sprytnie odegrał piętą w polu karnym do Hojhlota, który stworzył dogodną okazję Piccininiemu, lecz całość świetną interwencją popsuł gospodarzom Skorupski. To jednak za mało, żeby przykryć minusy.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczony przez Superscore
Marnym pocieszeniem jest świadomość, że kosztujący w styczniu aż 9 mln euro Rafiu Durosinmi dał niewiele więcej niż Stojilković. Kupiony z Viktorii Pilzno Nigeryjczyk w debiucie zdobył bramkę na wagę remisu z Atalantą, a dwa tygodnie później asystował z Sassuolo. Na tym poprzestał, później „wyróżnił się” już tylko czerwoną kartką z Cagliari.
Filip Stojilković zapewne liczył na to, że przez pół roku w Pisie wypromuje się na tyle, że nawet w razie prawdopodobnego spadku znajdą się na niego chętni z wyższego poziomu. Po takiej rundzie jednak trudno zakładać, żeby czekało go coś lepszego niż Serie B.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Stojilković zrobił złą reklamę Ekstraklasie. Katastrofa w Pisie pochodzi z serwisu weszlo.com.