W ostatnich tygodniach z reguły krytykujemy sędziów za ich kolejne większe i mniejsze pomyłki. Teraz dla sprawiedliwości chcemy także kogoś pochwalić. Konkretnie to Jarosława Przybyła i Marcina Bońka za zachowanie trzeźwości umysłu i uratowanie Pawła Raczkowskiego przed absolutną kompromitacją. Interwencje VAR w minionych dniach to wcale nie jest taka oczywistość, więc docenić warto.
Normalnie nie powinniśmy nawet jakoś szczegółowo zajmować się sytuacją z pola karnego Wieczystej. Efthymios Koulouris najwidoczniej pomylił dyscypliny i postanowił zagrać w siatkówkę, blokując strzał Ericka Otieno. Oczywistym było wskazanie na 11. metr. Wydawało się, że dla wszystkich to jest jasne i klarowne, ale najwyraźniej nie.
Paweł Raczkowski widział coś innego niż wszyscy i gdyby nie czujność jego kolegów, to mówilibyśmy o kolejnym skandalu. A tak pozostajemy przy wyjątkowej niekompetencji arbitra.
#WIERCZ
Sędzia Przybył na Varze nie potrafił podjąć przez dłuższą chwilę decyzji czy zdecydować o karnym i zawołał do powtórek Raczkowskiego.
Swoją drogą napastnik Wieczystej beznadziejne zachowanie we własnej 11. https://t.co/KwKMcEum8W— Powtórki, kontrowersje i analizy
. (@KiQus_) October 16, 2026
Brawa dla arbitrów VAR. Uchronili nas przed kolejnym skandalem
VAR właśnie po to został stworzony, żeby korygować błędy sędziego głównego. W ostatniej kolejce jednak przekonaliśmy się, że czasami nie tylko tyle, że nie pomaga, to jeszcze szkodzi. Takim najlepszym przykładem jest Paweł Malec z meczu z Białegostoku, który gdy trzeba było to nie interweniował, ale gdy Wojciech Myć podjął dobrą decyzję, to już zawołał go do monitora i nakłonił do jej zmiany.
Oczywiście tych przykładów jest więcej – można przywołać choćby spotkanie przy Łazienkowskiej pomiędzy Legią i Wisłą Kraków – więc tym bardziej warto zaznaczyć, że Jarosław Przybył i Marcin Boniek zrobili to, co powinni. Chociaż pamiętajmy, że pierwszy z nich w ostatni weekend też dużego błędu się nie ustrzegł. Jako sędzia główny nie zauważył stempla na Juljanie Shehu z Widzewa w starciu z Piastem Gliwice. Nie mógł wtedy liczyć na pomoc kolegów z Centrum VAR.
Natomiast skuteczna interwencja i uratowanie sytuacji nie zmienia faktu, że Paweł Raczkowski kompletnie tego nie zobaczył. Najpierw nakazał wznowić grę od bramki, a raptem kilka sekund później pokazał jednak na rzut rożny. Umówmy się, niedojrzenie tak ewidentnej sytuacji w pierwsze tempo z boiska powinno skutkować odpoczynkiem, przynajmniej od sędziowania Ekstraklasy.
Ale oczywiście wiemy, że w polskiej piłce nie ma co liczyć na wyciągnięcie jakichś konsekwencji. Najwyżej odpocznie jeden weekend i jak gdyby nigdy nic Paweł Raczkowski wróci do pracy w Ekstraklasie. Gorzej, jakby zdecydował się na skrytykowanie obecnego systemu. Wtedy to, no wiadomo, surowa kara jak najbardziej, by się należała.
W każdym razie Lamine Diaby-Fadiga wykorzystał jedenastkę, a następnie drugim golem przechylił szalę zwycięstwa na korzyść Rakowa, dla którego to dopiero druga wygrana w tym sezonie Ekstraklasy.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Paweł Raczkowski centymetry od skandalu. Brawa dla VAR! pochodzi z serwisu weszlo.com.


. (@KiQus_)