Nahuel Leiva i Kajetan Szmyt bohaterami Jagiellonii? Niemożliwe nie istnieje? A jednak! Raków przez większą część drugiej połowy naciskał, marnował kolejne okazje i momentami zamykał gości we własnym polu karnym. Drużyna Adriana Siemieńca przetrwała jednak napór i zrobiła ogromny krok w stronę europejskich pucharów. Z kolei chwile dekoncentracji napastników tylko zwiększają presję na ekipie Dawida Kroczka. Niedługo po zatrudnieniu poniósł on pierwszą porażkę w roli szkoleniowca Rakowa.
Od samego początku mecz stał na niezłym poziomie, a obie ekipy trzymały wysokie tempo. Czuć było, że gra idzie o wysoką stawkę, a więc miejsce w przyszłorocznych europejskich pucharach. Obie ekipy grały dość odważnie, nie brakowało prób z dystansu i ofensywnych akcji, dzięki czemu mecz oglądało się zdecydowanie lepiej niż przeciętne ligowe „badanie się” w środku pola.
Jagiellonia o krok od Europy. Nieskuteczność level Raków
Pierwszy sygnał ostrzegawczy wysłała Jagiellonia już w 4. minucie, kiedy z dystansu uderzał Taras Romanczuk, ale Kacper Trelowski spokojnie odbił piłkę do boku. Chwilę później problemy zdrowotne zgłosił Lamine Diaby-Fadiga, który podczas dryblingu złapał się za tył uda. W jego miejsce musiał wskoczyć Tomasz Pieńko. W 12. minucie ponownie zaatakowali goście, a konkretnie Alex Pozo, jednak jego strzał sprzed pola karnego był zbyt lekki, by zaskoczyć bramkarza Rakowa.
Najlepszą okazję przed przerwą gospodarze stworzyli sobie w 19. minucie. Jonatan Brunes świetnie wyłożył piłkę przed pole karne do wbiegającego Marko Bulata, ale pomocnik Rakowa uderzył ponad poprzeczką. Chwilę później blisko był również Patryk Makuch – najpierw lekko główkował prosto w Sławomira Abramowicza, a w 22. minucie nie wykorzystał bardzo dobrej sytuacji po dograniu Adriano Amorima na dalszy słupek. Napastnik Rakowa uprzedził Guilherme Montoię, lecz nie trafił w światło bramki.
Kluczowy moment pierwszej połowy przyszedł w 35. minucie. Po rzucie rożnym świetnie dośrodkował Sergio Lozano, a Yuki Kobayashi wygrał pojedynek z Tudorem i strzałem głową dał prowadzenie Jagiellonii. To był pierwszy gol Japończyka w tym sezonie Ekstraklasy. Chwilę wcześniej Raków sam spowodował swoje problemy, gdyż to Bogdan Racovitan nie zostawił piłki Trelowskiemu, co zakończyło się kornerem, po którym padł gol.
W końcówce pierwszej połowy Raków próbował jeszcze odpowiedzieć. Najbliżej był Brunes, który mocno uderzył z dystansu w 42. minucie, ale Abramowicz dobrze sparował piłkę do boku.
W przerwie Dawid Kroczek przeprowadził chyba mocną rozmowę ze swoimi podopiecznymi, gdyż Raków ruszył na drugą połowę z mocnym postanowieniem odrabiania strat. W trakcie pierwszych 5 minut Częstochowianie doszli do trzech groźnych okazji. Nie wykorzystali ich jednak Makuch, Brunes oraz Stratos Svarnas, więc skończyło się jedynie na strachu dla podopiecznych Adriana Siemieńca.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Napór gospodarzy trwał jednak w najlepsze. Najbliżej strzelenia gola Raków był w 57. minucie, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Oskar Repka trafił piłkę udem i tylko w sobie znany sposób przeniósł ją ponad poprzeczką. Okazuje się, że ta sytuacja w xG osiągnęła współczynnik 0.98, tak więc nawet przy rzucie karnym nie mówimy o tak doskonałej okazji.
Szkoleniowiec Jagiellonii próbował wpłynąć na sytuację wprowadzając z ławki Apostolosa Konstantopoulousa i Bartosza Mazurka, ale nie było łatwo. Raków starał się narzucać swoje warunki, choć cały czas musiał być czujny w tyłach, tak jak po godzinie gry, kiedy kontra Białostoczan omal nie zakończyła się groźnym strzałem Szmyta. Jego próbę zablokował ofiarnie wracający Tudor. Niedługo potem groźnie uderzał Jesus Imaz.
Raków czuł presję uciekającego czasu, a siłę ofensywną chciał wzmocnić wprowadzając z ławki Iviego Lopeza oraz Leonardo Rochę. Nadal czuć było, że niebezpieczeństwo dla gości wisi w powietrzu, lecz przez kolejne minuty aż tak dobrych sytuacji jak na starcie drugiej odsłony Rakowowi nie udało się stworzyć. Ciekawiej było w 73. minucie, gdy nabiegającego Tudora faulował Romanczuk. Reprezentant Polski został ukarany żółtą kartką, co wyklucza go z udziału w następnym spotkaniu z GKS-em Katowice.
Z dystansu niedaleko obok bramki uderzał również Rocha i wciąż w posiadaniu piłki przewagę miała ekipa Kroczka. W ostatnim kwadransie Raków wykonywał mnóstwo dośrodkowań, a obrona pola karnego stała się na dłuższy czas podstawowym działaniem Jagiellonii. I kiedy wydawało się, że maksimum na jakie może liczyć drużyna z Podlasia to jednobramkowe zwycięstwo, wówczas niesamowitą akcję przeprowadził Kajetan Szmyt. Skrzydłowy gości nie bez kłopotów opanował piłkę po zagraniu od Romanczuka, minął Pieńkę i po dwójkowej akcji z rezerwowym Nahuelem Leivą pokonał Trelowskiego.
Jagiellonia prowadziła 2:0, sektor gości był w euforii, a chichotem losu jest to, że gola prawdopodobnie na wagę europejskich pucharów wypracował duet skrzydłowych, na których przez długie tygodnie narzekaliśmy. Szmyt i Nahuel wydawali się być po odejściu Oskara Pietuszewskiego raczej opcjami kryzysowymi, ale ten wieczór w Częstochowie zapamiętają na długo. Dla byłego gracza Zagłębia to zresztą gol w drugim meczu z rzędu, bo w sobotę wpisał się przecież na listę strzelców przeciwko Pogoni Szczecin. Kilka minut później mógł opuścić boisko w poczuciu dobrze wykonanego zadania, a zmienił go Bartłomiej Wdowik, którego przyszłość nadal przecież pozostaje niepewna.
Od tego momentu trochę jakby ktoś wyjął wtyczkę zawodnikom Rakowa. Niby dalej atakowali i coś próbowali, ale dało się wyczuć, że piłka do siatki Abramowicza tego wieczoru już nie wpadnie. Jagiellonia zatriumfowała pod Jasną Górą i przetrwała niesamowicie trudne chwile. Ten mecz był w sumie dla niej odzwierciedleniem zakrętów całego sezonu, na którego finiszu coraz wyraźniej zaczynają być widoczne europejskie puchary. Raków na finiszu czekają trudne boje z Piastem i Arką, aby ratunkowa zmiana trenera władz klubu przyniosła oczekiwany efekt.
Wieczór w Częstochowie pokazał więc dwie zupełnie różne twarze obu drużyn. Jagiellonia Białystok udowodniła, że nawet w trudnych momentach potrafi zachować cierpliwość i wykorzystać swoje szanse, a bohaterami mogą zostać piłkarze jeszcze niedawno znajdujący się na dalszym planie. Raków Częstochowa z kolei zapłacił za nieskuteczność i brak konkretów w kluczowych momentach meczu. Na finiszu sezonu takie spotkania mogą ważyć więcej niż trzy punkty – mogą definiować cały rok i zdecydować o tym, kto zostanie z poczuciem niewykorzystanej szansy.
Raków Częstochowa
Jagiellonia Białystok
5
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Gholizadeh na dłużej w Lechu! Tłumaczymy, skąd taka decyzja
- Arce nikt nie powiedział, że do utrzymania potrzebuje zwycięstw
- Kluczowa informacja dla Lechii. Lider pomocy zagra z Legią!
fot. Newspix
Artykuł Nieskuteczność level Raków. Jagiellonia o krok od Europy pochodzi z serwisu weszlo.com.