04.08.2026

Moje typy na sezon 2026/27. Te same, co na starcie || PrzeMyślenia #2

Typowanie. Prawie wszyscy się w to bawimy i niekoniecznie mam na myśli obstawianie za pieniądze. Większość z nas lubi, nawet do własnej wiadomości, coś sobie założyć na starcie sezonu i później sprawdzić, jak jego przewidywania się sprawdziły. Ja wyjątkiem nie jestem i już tradycyjnie co roku u progu nowego sezonu Ekstraklasy wrzucam na Twittera swoje przeczucia dotyczące mistrza, spadkowiczów, króla strzelców i tym podobne. Dziś trochę rozwinę i uargumentuję, dlaczego akurat tak wybierałem.

Od tamtej pory minęły prawie dwa tygodnie, sporo już zdążyło się wydarzyć, ale zachowam konsekwencję i niczego nie będę korygował. Jakakolwiek weryfikacja dziś niewiele by przecież znaczyła, bo nadal mówimy o miesiącu do końca okna transferowego, gdy kadra danej drużyny może się znacząco zmienić w obie strony. Po drodze mogą dojść poważne kontuzje – Marchwiński z Cracovii i Feiertag z Wieczystej pierwszymi przykładami – i inne losowe czynniki, których zwyczajnie nie da się przewidzieć.

Pamiętajmy więc ogólnie, że cały czas chodzi o zabawę, z góry obarczoną błędem. Nie będę się na mecie rozgrywek ani przesadnie chełpił w razie dużej trafności prognoz, ani specjalnie kajał w razie znaczącego przestrzelenia. No dobra, w pierwszym przypadku pewnie nieco mocniej to zaakcentuję, co będę czarował, ale chyba rozumiecie, w czym rzecz. Bardzo często próby wskazywania zwycięzcy ligi lub spadkowiczów okazywały się karkołomne po rozegraniu 2/3 sezonu, a co dopiero mówić o połowie lipca, kiedy pakiet danych masz niepełny.

Dobra, podkładka przyszykowana, a zatem do rzeczy.

Mistrz Polski: Lech Poznań

Moim zdaniem mistrzem Polski znów zostanie Lech Poznań. Wiem, to pójście po linii najmniejszego oporu, ale tutaj naprawdę wiele rzeczy się zgadza. Bez względu na skalę kompromitacji Kolejorza z Aarhus, która była olbrzymia i nie chodzi jedynie o sam wynik, klub ten od lat zmierza w dobrym kierunku i konsekwentnie idzie do przodu. Ma nie tylko mocny pierwszy zespół, ale również całą strukturę. Skauting, pracę z danymi, finanse, bazę kibicowską i długo by wymieniać.

Lech i rekrutacja trenerów. Jak zatrzymał Frederiksena i zbudował struktury?

W kontekście najbliższego sezonu temat kadry pozostaje najważniejszy i tu jest więcej niż dobrze. Na większości pozycji Niels Frederiksen ma po dwóch piłkarzy, między którymi istnieje realna rywalizacja. Co nie znaczy, że nie mam żadnych zastrzeżeń. Do środka pola potrzeba jeszcze kogoś z większą jakością niż Antoni Kozubal czy Radosław Murawski, a do ataku przydałby się napadzior mogący już dziś z powodzeniem zastępować Mikaela Ishaka. Yannick Agnero ma przebłyski, jest wyraźnie lepszy niż w pierwszych miesiącach, ale to ciągle nie to, zwłaszcza w kontekście europejskich pucharów. No i już na praktycznej próbce można zacząć powątpiewać, czy w razie odejścia Bartosza Mrozka rola numeru jeden nie przerośnie Mateusza Lisa. Nadal też trzeba liczyć się ze sprzedażą Mońki i wspomnianego Kozubala.

Całościowo jednak nie widzę wyraźniejszych powodów, dla których Lech nie miałby znów walczyć o tytuł, zwłaszcza że jest już zaprawiony w łączeniu ligi z pucharami rozgrywanymi nawet do marca lub kwietnia.

Lech Poznań

Jeżeli Kolejorz ponownie obroni mistrzostwo, będzie to duże wydarzenie. Zerkam w historię naszej najwyższej ligi i widzę, że wywalczenie przynajmniej trzech kolejnych tytułów (nieraz chodziło o jeszcze dłuższe passy) to naprawdę nie jest taka bułka z masłem. Takich serii dotychczas mieliśmy raptem sześć. Przed wojną dokonały tego Pogoń Lwów i Ruch Wielkie Hajduki, a po wojnie już tylko Górnik Zabrze (1963-1967 i 1985-1988), Wisła Kraków (2003-2005) i Legia Warszawa (2016-2018). Możliwe zatem, że statystycznie istnieje większe prawdopodobieństwo, że mistrzostwo powędruje do innego miasta.

Pucharowicze: Legia, Jagiellonia, Raków, Widzew

Wśród pucharowiczów nie przewidywałem sensacji na miarę najnowszych przypadków GKS-u Katowice i Górnika Zabrze. Sądzę, że te kluby pozostaną w górnej części tabeli, ale konkurencja staje się coraz większa i mogą mieć one problem z utrzymaniem tempa, zwłaszcza gdyby grały w Europie przynajmniej do grudnia, czego im przecież życzymy. Już wiadomo, że w przypadku GieKSy byłoby to coś niesamowitego, bo w razie wyeliminowania Hapoelu Tel Awiw zmierzy się z Atalantą. Ferencvaros aż tak wysoko w europejskiej hierarchii się nie znajduje, mimo to będzie wyraźnym faworytem z Górnikiem. A i tak mowa o teoretycznie najłatwiejszym rywalu, bo potem czeka albo Monaco, albo Trabzonspor. Grunt, żeby ograć Węgrów, wtedy przynajmniej Liga Konferencji będzie zagwarantowana.

Święto na trybunach, święto na boisku. Echa meczu w Katowicach

Skoro nie Górnik i GKS, typuję, że w pucharach poza Lechem zobaczymy Legię, Jagiellonię, Widzew i Raków. Jest dla mnie prawie pewne, że niegrająca co trzy dni drużyna, którą prowadzi Marek Papszun będzie się liczyć w walce o czołowe lokaty. Nie mówię od razu o mistrzostwie (choć nie wykluczam), ale o pierwszej czwórce jak najbardziej. Start rozgrywek idealnie to pokazuje. Wojskowi mieli trudniejsze momenty z Pogonią i Zagłębiem, koniec końców jednak oba mecze wygrali zasłużenie, stwarzając przy tym sporo sytuacji. Legia wygląda na silną mentalnie, kilku zawodników odżyło (Vinagre, Wszołek), a „pierwszoligowi” napastnicy (Adamski, Zjawiński) już coś postrzelali. Jeszcze tylko trzeba dokonać cudu z Rajoviciem.

Marek Papszun podczas zgrupowania w Niemczech

W przypadku Jagiellonii co roku martwimy się o jej liderów i późne transfery, ale dopóki całość firmuje Adrian Siemieniec, jakoś będzie to wyglądało. Większość trzonu drużyny się nie zmieniła. Abramowicz pozostał w bramce, Romanczuk nadal zarządza środkiem pola, a Imaz ofensywą. Strata Pululu jeszcze długo może być odczuwalna, ale zakładam, że prędzej czy później Jaga zdoła się odnaleźć w nowym układzie na „dziewiątce”. Nie spodziewałem się, że Nik Prelec tak dobrze zacznie, jego dotychczasowe losy nie skłaniały ku ekscytacji, ale jeszcze wstrzymam się z ogłaszaniem, że problem z zastąpieniem Pululu został rozwiązany. Na już potrzeba przynajmniej jednego klasowego skrzydłowego.

Raków zmienił strategię, ewidentnie chce teraz sprowadzać dość młodych piłkarzy, którzy dopiero są do zbudowania i tylko czasami robi wyjątki (Emreli). W Częstochowie wyraźnie pozostają w rozkroku między Papszunem a nowym rozdaniem. Pogodzenie tego będzie największym wyzwaniem. Sądzę jednak, że jakości jest tu wystarczająco dużo, choć nie mam przekonania, że to wszystko za kilka miesięcy dalej przyjdzie układać Dawidowi Kroczkowi. Wciąż nie mogę się w pełni przekonać do tego trenera.

Widzew już rok temu miał być wielki, a ledwo się utrzymał. Teraz jest trochę ostrożniejszy z transferami, ale jak już się na coś decyduje, idzie grubo (Świderski) lub dość grubo (Papanikolaou, Gazibegović). Jasne, początek w jego wykonaniu rozczarowuje.  Podopieczni Aleksandara Vukovicia z Motorem i Wisłą Płock wyglądali jak typowy ligowy średniak. Jak wiatr w danym dniu akurat lepiej zawieje, to raczej wygrają, jak daje trochę bardziej po oczach, to w najlepszym razie skończy się na punkcie. Na razie nie widać, że idzie nowe, lepsze. Zakładam, że Robert Dobrzycki w sierpniu jeszcze podkręci tempo na rynku zakupowym i w razie czego nie będzie się wahał przed zmianą szkoleniowca. Niezmiennie twierdzę, że Widzew pod wodzą Vukovicia nie będzie grał tego, co docelowo właściciel i kibice chcieliby oglądać.

Skąd więc mój typ? Być może najważniejszy jest fakt, iż atmosfera wokół klubu trochę się uspokoiła i już raczej nikt nie liczy na tryb wybitnie przyspieszony we wspinaczce na szczyt. A przy cichszej jeździe łatwiej uwolnić potencjał, który ta kadra już dziś niewątpliwie posiada.

Wisła Płock - Widzew Łódź typy

Rewelacyjna Wieczysta, rozczarowująca Korona

Rozczarowanie sezonu widzę w Koronie Kielce, która wchodzi na wyższy poziom w rywalizacji na rynku transferowym, ale zgadzam się z głosami mówiącymi, że na razie brakuje ładu i składu w sposobie budowania kadry. Został Svetlin, został Remacle, ciągle jest Gustafson, a do tego przyszli Hellebrand i Jakubczyk. Kielczanie środek pola mają nabity jakością, której gdzie indziej wyraźnie im brakuje. W ataku ciągle nie znajdziemy realnej alternatywy dla i tak zawodzącego Stępińskiego, na skrzydłach cały czas przeciętnie, przydałby się ktoś z wyższej półki na wahadło. Oczywiście do końca sierpnia te braki można nadrabiać, ale jeszcze tych nowych trzeba potem wkomponować. A wydaje się, że Jacek Zieliński tego czasu ma mało. Wchodzi w sezon z niezbyt mocną pozycją przy jednocześnie mocno rozbudzonych oczekiwaniach. On sam ciągle je tonował już w zeszłym sezonie, co niekoniecznie mu pomagało jeśli chodzi o odbiór przez kibiców.

Rewelację sezonu widzę w Wieczystej, z pełną świadomością ryzyka, które podejmuję przy składaniu tej deklaracji. Krakowski beniaminek jest bowiem projektem na tyle nieprzewidywalnym, że równie dobrze może pójść w drugą stronę. Zakładam jednak, że Sławomir Peszko za środki przekazane przez Wojciecha Kwietnia zbuduje tak mocny skład, że to wypali. Niekoniecznie z Kazimierzem Moskalem u steru. Niedawna zaskakująco szczera wypowiedź Peszki w „Pomidorze” w Canal+ Sport jasno pokazuje, że nie wiąże dalekosiężnych planów z obecnym trenerem i – pomijając nietakt w tej sprawie – nie sposób być zaskoczonym.

Kazimierz Moskal

Spadek dla Piasta, Śląska i…

Temat najmniej przyjemny, czyli spadkowicze. W praktyce walka o utrzymanie kolejny raz może dotyczyć połowy ligi, ale skoro trzeba kogoś wskazać, to wskazuję.

Ciężko będzie Śląskowi Wrocław. Jego dotychczasowe transfery na tu i teraz nie przekonują. Poza Grzegorzem Tomasiewiczem nowi zawodnicy wyglądają raczej na uzupełnienia składu – i to w kontekście poziomu beniaminka – niż konkretne wzmocnienia. Zresztą, nie przez przypadek od początku dotychczas zagrali jedynie dwaj z tego grona: właśnie Tomasiewicz i stoper Irodotos Christodoulou, który nie robi dobrego pierwszego wrażenia. Ci, którzy już w Śląsku byli, na kolana w większości nie rzucają. Wyraźnie przez rok rozwinął się Piotr Samiec-Talar, ale nie można już tego powiedzieć o Jehorze Macence czy Marku Llinaresie. A że budżet na zakupy jest wyraźnie ograniczony, fakt, iż został miesiąc do końca okienka w przypadku WKS-u nie musi mieć dużego znaczenia.

Bardzo możliwe, że jeszcze mniejsze możliwości finansowe ma Piast Gliwice, któremu czkawką odbijają się stare długi. Dyrektor sportowy Łukasz Piworowicz potrafi wyciągnąć dość ciekawych piłkarzy za niewielkie pieniądze, ale mam poważne wątpliwości, czy w końcowym rozrachunku to wystarczy, nawet z trenerem Danielem Myśliwcem na ławce. Jego osoba robi różnicę i będzie atutem Piasta, tu dla mnie sprawa jest jasna, ale wszystko ma swoje granice. Prawdą jest, że odkąd Myśliwiec zaczął pracę przy Okrzei, w tabeli Ekstraklasy liczonej do czerwca Gliwiczanie byliby na czwartym miejscu, tyle że mówimy o symbolicznych różnicach. Chodzi raptem o ledwie trzy punkty więcej (w dwóch meczach więcej) niż u dziesiątej za ten okres Pogoni Szczecin.

Daniel Myśliwiec, Piast Gliwice.

Myśliwiec wszystkiego nie załatwi, a braki kadrowe widać już teraz. Jakub Łabojko zapowiada się na bardzo dobry ruch, wyrasta na lidera zespołu, niezmiennie jednak obsada środka pola jest uboga. Za Tomasiewicza, Dziczka i Chrapka jeden Łabojko nie wystarczy. Piworowicz na pewno szuka dalej i ktoś jeszcze przyjdzie, ale czy od razu okaże się wartością dodaną? No i nie zapomnijmy, że w Piaście zakładają, że do końca lata fajnie byłoby sprzedać przynajmniej jednego młodego zawodnika. Kandydatami są głównie Igor Drapiński i Jakub Lewicki. Odejście kapitana Drapińskiego nawet za całkiem dobre pieniądze może pozostawić bolesną wyrwę. Piast zapewne większości zarobionych pieniędzy nie będzie mógł reinwestować, tylko będzie ich potrzebował na bardziej przyziemne rzeczy.

Łukasz Piworowicz: Budżet Piasta jest najniższy w lidze, ale walczymy

…Radomiaka Radom

O Piasta i Śląsk obawiam się najbardziej. Nad trzecim pechowcem musiałem się nagłowić, bo kandydatów było wielu. Kiepskie perspektywy ma Cracovia, po spodziewanej sprzedaży Marcela Reguły znacznie zubożeje i tak nieszczególnie bogaty arsenał ofensywny Zagłębia Lubin, zagadką pozostaje Wisła Płock Adama Majewskiego, nie da się wykluczyć kłopotów Wisły Kraków. Wskazuję jednak na Radomiaka Radom.

Z kilku powodów. Po pierwsze – mam wrażenie, że klub ten dokonuje coraz bardziej ryzykownych wyborów transferowych. Manu przyszedł z trzeciej ligi portugalskiej. Fernand Goure przez ostatnie dwa lata strzelił jednego gola – z czwartoligowcem w Pucharze Szwajcarii. Che Nunnely kiedyś był niezłym skrzydłowym Willem II w Eredivisie, ale po zerwaniu więzadła nie nawiązał do swoich najlepszych chwil w barwach Heerenveen, a ostatnio odbił się od dwóch klubów greckich (Panserraikos, Kifisia). Filip Koperski na dłuższą metę nie przebił się w Lechii Gdańsk, teraz grał w drugiej lidze i musiał być testowany. Kacper Karasek dopiero na sam koniec przydał się jakoś Motorowi Lublin. Conrado znamy z Lechii – ma przebłyski do przodu, w obronie jest kiepski. Już to potwierdził. Raz czy drugi trafisz z takim piłkarzem, ale z pięcioma czy sześcioma za jednym zamachem? Karkołomne założenie.

Radomiak

Po drugie – trudno wyzbyć mi się obawy, że Radomiak idąc tak mocno w zaciąg brazylijsko-portugalski plus kolonie, zasiada na beczce prochu, która wybuchnie w momentach próby, gdy wyniki nie będą robiły atmosfery. W tamtym sezonie udało się tego uniknąć, drużyna zdała mentalny egzamin z Widzewem, ale to ciągłe tkwienie na granicy.

Po trzecie – na tę chwilę nie mam pełnego przekonania do Tomasza Kaczmarka. Fachowo mówi o piłce, teorię ma w małym palcu, ale ciągle do pewnego stopnia jawi mi się jako idealista, który w niektórych aspektach zbyt życzeniowo podchodzi do tego, co chce oglądać na boisku. On sam na razie dość mocno się asekuruje, mówiąc po porażce w Katowicach, że Radomiak pod względem motoryki i intensywności będzie w pełni gotowy dopiero za kilka tygodni.

Potencjał na więcej czy walka o życie? Radomiak szuka stabilizacji

Karol Czubak królem strzelców

Pocieszeniem dla kibiców tej trójki niech będzie to, że już sam początek ligi pokazał, że prawdopodobnie znów czeka nas niezwykle wyrównany sezon. Od nikogo nie zionie beznadzieją. Na horyzoncie nie widać kandydata na kompletnego autsajdera, który już w marcu w praktyce będzie zdegradowany. Nowy ŁKS czy Zagłębie Sosnowiec raczej się nie wydarzą. Tu będą decydować szczególiki, czasami jeden udany transfer lub kontuzja kluczowego zawodnika.

Został nam jeszcze król strzelców. Założyłem, że będzie nim napastnik z zespołu nieobciążonego graniem co trzy dni, który ma niepodważalne miejsce w składzie, No i jeszcze musi to być drużyna, która nie nastawia się z góry na defensywę. Najbardziej do tego opisu pasuje mi Motor Lublin i Karol Czubak.

Jeśli dobrnęliście do końca, ulżyjcie sobie i podzielcie się swoimi typami. Chętnie podyskutuję.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

fot. Newspix

Artykuł Moje typy na sezon 2026/27. Te same, co na starcie || PrzeMyślenia #2 pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl