Obrona mistrzowskiego tytułu w XXI wieku to nowość dla Lecha Poznań. I najlepsze świadectwo, że obecnie Kolejorz jest po prostu najmądrzej prowadzonym polskim klubem. Dotychczas ekipa ze stolicy Wielkopolski nie stawiała w podobnych sytuacjach kropki nad i. Po sukcesie często wpadała w tarapaty, niekiedy bardzo poważne. Tym razem nikt już nie zdołał strącić jej z ligowego tronu.
Jasne, rywalizacja o mistrzostwo Polski nie stała w tym sezonie na zbyt wysokim poziomie. Trudno ją porównywać choćby z mistrzowską kampanią Kolejorza z 2022 roku, kiedy to drużyna pod wodzą Macieja Skorży wykręciła aż 74 punkty w Ekstraklasie, a depczący jej po piętach zawodnicy Rakowa Częstochowa oraz Pogoni Szczecin wywalczyli odpowiednio 69 i 65 oczek. Wtedy margines błędu był minimalny. No ale ze sprzyjających okoliczności trzeba umieć skorzystać.
Lech to zrobił. A przecież jeszcze nie tak dawno uchodził za drużynę specjalizującą się w potykaniu o własne sznurowadła.
Etap „mokrej szmaty” należy już uznać za definitywnie zamknięty.
Lech i obrona tytułu? W XXI wieku to nie była dobrana para
Już w styczniu pisaliśmy na Weszło, że Lech stoi przed wymarzoną szansą na zademonstrowanie swojej wyższości nad ligową konkurencją poprzez obronę mistrzowskiego tytułu czy nawet wywalczenie dubletu. Z marzeniami o triumfie w Pucharze Polski gracze z Poznania pożegnali się jednak dość szybko, bo na etapie ćwierćfinału. Na pocieszenie pozostał im fakt, że za burtę wyrzucili ich późniejsi zdobywcy trofeum. Marna to jednak pociecha dla klubu o takich ambicjach jak Lech.
Jako że nie udało się również przejść Szachtara Donieck w Lidze Konferencji, stało się jasne, iż zespół dowodzony przez Nielsa Frederiksena musi sięgnąć po pełną pulę w lidze. W przypadku niepowodzenia także i na tym froncie, sezon 2025/26 musiałby zostać uznany za bardzo grube rozczarowanie. Lech dysponuje bowiem szeroką kadrą, opłacaną najlepiej w historii klubu. Składowi zbudowanemu za takie pieniądze po prostu nie wypada zamykać sezonu bez ani jednego sukcesu na koncie, a już zwłaszcza w sytuacji, gdy Raków, Jagiellonia czy Legia zmagają się z mniej lub bardziej poważnymi problemami wewnętrznymi.
Tylko że w Lechu w ostatnich latach było krucho z tym, by po sukcesie pójść za ciosem.
Układało się to tak:
- 2009/10 – mistrzostwo Polski
- 2010/11 – 5. miejsce w Ekstraklasie, brak pucharów
- 2014/15 – mistrzostwo Polski
- 2015/16 – 7. miejsce w Ekstraklasie, brak pucharów
- 2021/22 – mistrzostwo Polski
- 2022/23 – 3. miejsce w Ekstraklasie, prawo gry w el. Ligi Konferencji
- 2023/24 – 5. miejsce w Ekstraklasie, brak pucharów
Wydawać by się mogło, że w 2023 roku Poznaniacy w końcu przełamali tę nietypową klątwę poprzez rozegranie całkiem udanego sezonu zaraz po mistrzowskiej kampanii, ale okazało się, że zadziałała ona akurat w tym przypadku z opóźnionym zapłonem. I to naprawdę jadowicie, bo na ławkę trenerską Kolejorza powrócił przecież w grudniu 2023 roku Mariusz Rumak, co było być może najbardziej absurdalną decyzją w całej historii klubu.

Lech Poznań znowu na tronie. To może być jego era
A skoro o szkoleniowcach mowa, to dla niektórych sukces odniesiony w Poznaniu okazał się… początkiem końca kadencji.
- Jacek Zieliński – zwolniony w listopadzie 2010 roku
- Maciej Skorża – zwolniony w październiku 2015 roku
- Maciej Skorża – zrezygnował w czerwcu 2022 roku
Do wyliczanki można dołożyć również Johna van den Broma, który wiosną 2023 roku świętował z Kolejorzem historyczny awans do ćwierćfinału Ligi Konferencji, ale w grudniu już go w klubie nie było. Nie dotrwał na stanowisku nawet do rundy wiosennej.
Wokół Nielsa Frederiksena jesienią minionego roku też robiło się nerwowo. Lech notorycznie gubił punkty w lidze, wygłupił się na europejskiej arenie w starciu z gibraltarskim Lincolnem, momentami w grze obronnej prezentował się katastrofalnie. Powtarzalność błędów w defensywie była wręcz zdumiewająca. Duńczyk miał zatem trochę szczęścia, że w Ekstraklasie nikt Kolejorzowi ewidentnie nie odjechał. Przed świętami Bożego Narodzenia mógł z czystym sumieniem powiedzieć na konferencji prasowej: – Jesteśmy tam, gdzie chcieliśmy być. Jesteśmy cały czas w grze na trzech frontach, więc cele na rundę jesienną zostały spełnione.
No i cóż, miał rację.
Po przerwie zimowej Kolejorz zaczął gromadzić punkty w znacznie szybszym tempie i teraz zasłużenie triumfuje.
***
Na taką powtarzalność sukcesów długo w Poznaniu czekano. Hasło „mokra szmata” nie trafiło przecież przez przypadek do ekstraklasowego słowniczka. Fani Kolejorza przez lata byli skazani na huśtawkę nastrojów i regularnie wykrzykiwali: „już było dobrze, już było dobrze!”, niczym Jacek w memicznej scenie w „Ślepnąc od świateł”.
No a w tej chwili w Lechu naprawdę JEST DOBRZE.
Obrony tytułu w Ekstraklasie w XXI wieku:
- Wisła Kraków 2003-2005
- Wisła Kraków 2008-2009
- Legia Warszawa 2013-2014
- Legia Warszawa 2016-2018
- Legia Warszawa 2020-2021
- Lech Poznań 2025-2026
Mieliśmy w polskim futbolu etap dominacji Wisły Kraków. Pierwsza dekada bieżącego stulecia niewątpliwie należała do Białej Gwiazdy. Potem w Ekstraklasie zapanowała Legia Warszawa. Ostatnie lata stanowiły jednak okres swego rodzaju bezkrólewia. Wielkie momenty miał bowiem Raków, historyczne sukcesy osiągnęła Jagiellonia. Blisko topu trzymała się Pogoń, w Pucharze Polski zwyciężała Legia. Lech zdobywał w tym okresie tytuły i notował udane kampanie w europejskich rozgrywkach, prawda, lecz był jedynie pierwszym wśród równych. Nie potrafił wyraźnie odjechać oponentom z Częstochowy, Białegostoku czy Warszawy.
Obrona tytułu rozwiewa jednak wątpliwości wokół tego, która drużyna rządzi obecnie w polskiej piłce klubowej.
Nastała era Lecha Poznań.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. NewsPix.pl
Artykuł Lech wreszcie obronił tytuł. Nastała era Kolejorza w Ekstraklasie? pochodzi z serwisu weszlo.com.