Peter Federico to bez wątpienia jedna z najciekawszych nowych twarzy w Ekstraklasie. Górnik Zabrze pozyskał skrzydłowego, po którym można spodziewać się wiele dobrego i wcale nie chodzi o to, że zaliczył epizod w Realu Madryt.
Z dzisiejszej perspektywy mówimy tu już głównie o ciekawostce. Wyróżniający się niesamowicie bujną fryzurą chłopak rozegrał trzy mecze ligowe dla Królewskich w sezonie 2021/22. Carlo Ancelotti na początku rozgrywek wpuszczał go na końcówki spotkań z Athletikiem Bilbao i Getafe, a pod koniec dał mu kwadrans w wygranym aż 6:0 starciu z Levante.
Trzy epizodziki w wielkim klubie nie są jeszcze mocniejszym dowodem na czyjąś klasę. Juan Camara zagrał kiedyś dwa razy w Barcelonie u Luisa Enrique, a w skali Ekstraklasy okazał się niezły w Miedzi Legnica i słaby w Jagiellonii Białystok. Nawet w barwach pierwszoligowego Zagłębia Sosnowiec furory nie zrobił. Aktualnie występuje w lidze… andorskiej, co wiele mówi.
Peter Federico – historia nowego piłkarza Górnika Zabrze
Spis treści
- Peter Federico – historia nowego piłkarza Górnika Zabrze
- Udany mecz z Barceloną
- Bez sentymentu dla swojego klubu
- Ponad 850 tys. nienawistnych wpisów od kibiców Realu
- Pochwały od Miguela Angela Angulo
- „Takich skrzydłowych już nie ma”
- Nieudany powrót do mało piłkarskiego Getafe
- Fantastyczne momenty w Valladolid
- Aklimatyzacja największym znakiem zapytania
Bardziej budujące jest to, że Federico po Realu nie utonął. Wręcz przeciwnie. Wiosną 2024 regularnie grał w hiszpańskiej ekstraklasie dla Valencii, do której został wypożyczony pod koniec styczniowego okienka. – Stanowił alternatywę dla dwóch świetnych skrzydłowych, czyli Diego Lopeza i Frana Pereza. Peter miał być dodatkowym wariantem – mówi dla Weszło Daniel Sobis, ekspert od hiszpańskiej piłki i komentator Ekstraklasy w beIN Sports USA.

Szczególnie w ostatnich kolejkach trener Ruben Baraja dość odważnie na niego postawił, traktując go jako kogoś, kto jest w stanie odmieniać losy meczów. Choć drużynowo było słabo, indywidualnie prezentował się obiecująco, mimo że miał problem z konkretami w ofensywie.
Najbardziej dosadny przykład stanowiło pudło na pustą bramkę w spotkaniu z RCD Mallorca. Piłka po rzucie wolnym odbiła się od słupka i wyszła w pole. Pozostało ją czysto trafić, żeby wpadła do siatki. Nie udało się…
Udany mecz z Barceloną
Ten jeden jedyny konkret zanotował w pamiętnym wyjazdowym meczu z Barceloną. Pamiętnym dla nas, bo Robert Lewandowski ustrzelił wtedy hat-tricka.
Barca zgodnie z planem prowadziła, ale potem sprawy się skomplikowały. W dużej mierze dzięki Federico. Najpierw zagrał na wolne pole do Hugo Duro, który niepotrzebnie przepuścił sobie piłkę i normalnie rozpamiętywałby utraconą szansę na wyjście sam na sam. Na jego szczęście fatalnie na przedpolu skiksował Ter Stegen i w efekcie napastnik gości mógł trafić do pustej bramki. Później nowy skrzydłowy Górnika został wycięty w polu karnym przez Ronalda Araujo. Sędzia wskazał na jedenasty metr, a pewnym egzekutorem rzutu karnego okazał się Pepelu.
Wszystko zepsuł Nietoperzom Giorgi Mamardaszwili. Gruziński golkiper po prostym błędzie technicznym chciał ratować sytuację i zagrał ręką poza polem karnym. Sędzia pokazał mu czerwoną kartkę, a po przerwie strzelanie rozpoczął Lewandowski. Barcelona wygrała 4:2.
Federico zbierał również pochwały po meczach z Betisem („cały czas atakował i stwarzał zagrożenie w polu karnym”) i Realem („dał kilka próbek swojego talentu”). Dziennikarze doceniali, że stara się wycisnąć maksimum z każdej otrzymanej minuty.
Bez sentymentu dla swojego klubu
Naprawdę z każdej, również przeciwko Realowi, gdy wszedł na zmianę i był bardzo aktywny. Miał nawet dwie szanse na gola, brakowało jednak precyzji. To był mecz, w którym Królewscy wyszli ze stanu 0:2 na 2:2, a w ostatniej akcji strzelili gola, który nie został uznany, bo sędzia odgwizdał koniec zawodów w chwili dośrodkowania. Pewnie pamiętacie, jaka była wtedy afera.
Wybuchła też inna, właśnie z Federico w roli głównej. Był całkowicie zaangażowany w grę i nie miało dla niego znaczenia, że mierzy się z klubem, z którego jest wypożyczony. Między innymi bardzo ekspresyjnie domagał się rzutu karnego po akcji Hugo Duro, którą sędziowie sprawdzali i ostatecznie orzekli, że do naruszenia przepisów nie doszło. Kibice Realu uznali jego zachowanie za niedopuszczalne i zalali go falą hejterskich, rasistowkich lub co najmniej złośliwych komentarzy. „Mam nadzieję, że nigdy więcej nie założysz koszulki Realu” – tego typu wiadomości należały do kategorii łagodniejszych.
Ponad 850 tys. nienawistnych wpisów od kibiców Realu
Valencia wydała oświadczenie potępiające to zachowanie, a lokalne media zaczęły wytykać władzom ligi, że rok wcześniej w podobnej sprawie z Viniciusem zareagowały znacznie bardziej stanowczo. „Czy to rasizm drugiej kategorii?” – pytano. Dopiero dwa dni po spotkaniu pojawił się wreszcie z ich strony komunikat w stosownym tonie.
Skala zjawiska zaskoczyła Federico i trudno się dziwić, bo odnotowano dokładnie 853 400 nienawistnych wpisów pod jego adresem. Mało kto przeszedłby nad czymś takim do porządku dziennego. Piłkarz zablokował możliwość dodawania komentarzy na jego koncie i na jakiś czas wyciszył się w mediach społecznościowych.
Kilka miesięcy później wrócił do tych wydarzeń w rozmowie z Relevo.com. – To był efekt tego, co rok wcześniej działo się na Mestalla z Viniciusem. Atmosfera była napięta, a mecz bardzo zacięty. Wyszedłem na boisko, żeby dać z siebie wszystko. Zawsze mam takie podejście, bez względu na to, dla kogo gram. I oczywiście następnego dnia zacząłem otrzymywać mnóstwo rasistowskich wiadomości w mediach społecznościowych. Wyciszyłem wszystko i to był koniec. Muszę przyznać, że nie miało to na mnie aż takiego wpływu. Bardziej byłem zszokowany tym, co zobaczyłem. Nie sądzę, żeby tacy ludzie kiedykolwiek się zmienili, dlatego skupiam się na grze w piłkę i mojej drużynie, a nie na tym, co dzieje się wokół mnie – podkreślał.

Pochwały od Miguela Angela Angulo
Tamte wydarzenia go nie złamały i w następnych tygodniach prezentował się coraz lepiej. Już wcześniej chwalił go trener rezerw Valencii, Miguel Angel Angulo, niegdyś bardzo dobry piłkarz. – Ma w sobie tę chęć udowodnienia swojej wartości. Jest impulsywny, ale z czasem jego zdolność podejmowania decyzji dojrzeje i sprawi, że będzie lepszy. Chcieliśmy go lata temu, bo bardzo podobał nam się w drużynie rezerw. Wciąż ma wiele do poprawienia, ale to nieoszlifowany diament – mówił dla „Onda Cero Valencia” dwukrotny mistrz Hiszpanii z Nietoperzami.
Po sezonie Valencia zdecydowała, że nie skorzysta z opcji wykupu Federico za 2 mln euro (nabyłaby do niego połowę praw), bo musiała liczyć każdy grosz. Dziennik „AS” donosił jednak, że klub z Mestalla będzie próbował renegocjować umowę z Realem, żeby zatrzymać go za mniejsze pieniądze.
Królewscy nie musieli się przepychać, ponieważ znaleźli innego chętnego. Żądaną kwotę za 50 procent karty zawodniczej młodego skrzydłowego latem 2024 zapłaciło Getafe. Dla niego był to powrót do korzeni, gdyż to właśnie w klubie z przedmieść Madrytu rozpoczynał treningi. Następnie w wieku trzynastu lat wypatrzył go Real i ściągnął do siebie.

Peter Federico w pojedynku z Pau Cubarsim w czasach gry dla Valencii.
„Takich skrzydłowych już nie ma”
Kiedy Federico po raz pierwszy znalazł się w meczowej kadrze u Ancelottiego, „AS” porozmawiał z jego trenerem z czasów juniorskich w Getafe, który odkrył jego talent i miał olbrzymi wpływ na dalszy rozwój.
– Od pierwszej chwili było widać, że to zawodnik, który robi różnicę. Grał z polotem, który byłby bardziej charakterystyczny dla Brazylijczyka. Nie wahał się wchodzić w pojedynki z rywalami i był zupełnie innym typem faceta niż wszyscy, których widziałem wcześniej. Od razu wiedziałem, że zrobi karierę jako profesjonalista, nigdy nie miałem co do tego wątpliwości – opowiadał Xavi Garcia Ferre.
I dodał: – Od samego początku Real Madryt oczekuje od ciebie, że będziesz najlepszy, a on bez wątpienia spełnia te wymagania. To piłkarz, który czaruje. Ma talent do stawiania czoła przeciwnikom, co wyróżnia go jako skrzydłowego. Już nie widuje się takich skrzydłowych jak on. W europejskiej piłce odebraliśmy im tę kreatywność, ale on ma jej pod dostatkiem. Ma mnóstwo jakości i pewności siebie, a mimo że jest lewonożny, bez problemu może grać po drugiej stronie. Obrońcy powinni trzymać nogi blisko siebie, bo inaczej dostaną się w sidła, które wyrwą kibiców z miejsc na Bernabeu!

Cóż, trochę poniósł go entuzjazm, ale to pokazuje, za jak duży talent Federico wówczas uchodził. W Realu Madryt Castilla zadebiutował jako 18-latek (październik 2020) i niemal od razu stał się ważną częścią zespołu. W pewnym momencie trener Raul – tak, ten Raul – zaczął trochę mieszać i poza wystawianiem go na jednym lub drugim skrzydle przydzielał mu też rolę lewego obrońcy lub cofniętego napastnika. Sam zainteresowany powtarza, że może grać na każdej pozycji z przodu.
– Był jednym z faworytów Raula – dynamiczny skrzydłowy, świetnie odnajdujący się między liniami, z genialnym dryblingiem i efektownym schodzeniem do środka. Fakt, że Ancelotti dał mu te trzy mecze w LaLiga o czymś jednak świadczy. To widowiskowy piłkarz, dlatego uważam, że może być gwiazdą Ekstraklasy. Nasza liga lubi takich nieszablonowych zawodników, cierpimy na ich deficyt. Dla tego typu postaci przychodzi się na stadiony. Myślę, że to będzie wymarzona opcja dla trenera Gasparika, pasująca do tego, co chciałby otrzymać na tej pozycji. Słowak potrafi pracować ze skrzydłowymi, czego przykłady już dostaliśmy – mówi nam Daniel Sobis.
Nieudany powrót do mało piłkarskiego Getafe
Całościowo w trzecioligowych rezerwach Federico prezentował się bardzo dobrze, dzięki czemu Real już pod koniec 2021 roku przedłużył z nim kontrakt na kilka następnych lat.
„Chłopak wygląda naprawdę obiecująco. Wydaje się, że jest jedynym zawodnikiem w ataku Castilli z przyzwoitą jakością. I gra na prawym skrzydle, gdzie Real Madryt jest najsłabszy, ale Ancelotti nie wystawiłby młodego zawodnika, nawet gdyby samolot pierwszej drużyny eksplodował” – napisał z przekąsem jeden z internautów pod artykułem na Marca.com.
Jego kariera nie przyspieszyła zgodnie z tymi oczekiwaniami, ale i tak nie ukrywał on zadowolenia i ekscytacji, gdy mógł wrócić do Getafe. Niestety, sezon 2024/25 zakończył z raptem siedemnastoma występami w LaLiga, które nie dały mu nawet pół tysiąca minut.
– Nie odnalazł się w koncepcji trenera Bordalasa, nie pasował do jego założeń, dlatego przez cały sezon rozegrał u niego znacznie mniej minut niż przez cztery miesiące na Mestalla – tłumaczy Daniel Sobis.

Nawet ci, którzy nie siedzą wyjątkowo głęboko w tematach hiszpańskiego futbolu mogą kojarzyć, że Getafe gra najbardziej toporny futbol w stawce. Umiejętności czysto piłkarskie zdecydowanie nie są tam na pierwszym planie. Nie przez przypadek niedawno z tym klubem łączono Paragwajczyka Matiasa Galarzę, który na mundialu pokazał, że przede wszystkim prowokuje i kopie rywali po nogach.
Ten rozdźwięk dostrzegali nawet kibice Getafe.
„Jeden z najlepszych skrzydłowych, jakich mieliśmy od lat. Szkoda, że trener ma alergię na skrzydłowych”.
„Dlaczego go sprowadzono, skoro Bordalas nigdy go nie chciał?”.
Nie brakowało tego typu komentarzy, gdy ogłoszono, że Federico przenosi się do Górnika.
Fantastyczne momenty w Valladolid
– Myślę, że potrzebuje takiego klubu jak Górnik, w którym dostanie duże zaufanie i możliwość pokazania się nie tylko w lidze, ale też w europejskich pucharach, które są najlepszym oknem wystawowym – uważa Daniel Sobis.

Peter Federico w barwach Realu Valladolid.
Zabrzanie biorą piłkarza, który ma za sobą pierwszy pełny sezon regularnej gry na poziomie wyższym niż trzecia liga hiszpańska. Na wypożyczeniu w drugoligowym Realu Valladolid uzbierał 36 meczów ligowych i ponad 2500 rozegranych minut.
Sobis na co dzień trzyma kciuki za Blanquivioletas, więc uważnie śledził poczynania Federico. – Do Valladolid przyszedł, żeby się odbudować i odzyskać wiarę we własne możliwości. Sześć goli i jedna asysta to nie są fantastyczne liczby, ale widać było w jego grze większą odpowiedzialność i dojrzałość. Postawa całej drużyny nie ułatwiała mu zadania, ona często po prostu wyglądała słabo. Peter miał mecze, gdy wyglądał znakomicie, a były momenty, w których znikał. Mimo wszystko nie porównywałbym jeszcze ogólnego poziomu LaLiga2 do Ekstraklasy, bo to nadal trochę wyższa półka. To bardzo wymagająca liga, wiele zespołów się broni i gra defensywnie, więc niełatwo wykazać się z przodu. Jakby tego było mało, Peter w ciągu jednego sezonu w Valladolid miał aż trzech trenerów. I wszyscy na niego stawiali – analizuje nasz rozmówca.
Federico miewał naprawdę duże przebłyski. Szczególnie upodobał sobie mecze z Malagą. Jesienią po błędzie bramkarza popisał się efektownym lobem.
El segundo de Peter en liga. #LaLigaHighlights pic.twitter.com/Mes3e1wtXB
— Real Valladolid C.F. (@realvalladolid) December 2, 2025
W marcu z kolei trafił do siatki po solowej akcji:
Don Peter Federico (PF
) pic.twitter.com/x84Mcn7mT0
— Real Valladolid C.F. (@realvalladolid) March 10, 2026
A tak zaliczył jedyną asystę. Była tu szczypta magii.
El jugadón de Peter y el tercero de Meseguer esta temporada#LaLigaHighlights pic.twitter.com/UjJC5h0jx5
— Real Valladolid C.F. (@realvalladolid) February 3, 2026
W międzyczasie Federico okrzepł jako reprezentant Dominikany. Zagrał dla niej na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu (w grupie 0:0 z Egiptem, 1:3 z Hiszpanią, 1:1 z Uzbekistanem), a w marcu ubiegłego roku zadebiutował w dorosłej kadrze. Podczas Gold Cup wyróżnił się takim golem z Meksykiem:
Golazo de Peter Federico con República Dominicana esta madrugada.
Perdieron 3-2 contra Mexico y Peter jugó un gran partido. pic.twitter.com/B1Q6zTIyMV— Perni (@perniazo15) June 15, 2025
Aklimatyzacja największym znakiem zapytania
W Górniku muszą mieć wkalkulowane, że podczas przerw reprezentacyjnych czekają go długie loty za ocean, co na pewno nie ułatwi mu utrzymania formy.
Czy Daniel Sobis widzi jeszcze jakieś zagrożenia? – Największym znakiem zapytania są dla mnie kwestie aklimatyzacyjne – jak odnajdzie się w Polsce i w samym Górniku. Do tej pory nigdy nie grał poza Hiszpanią, to dla niego zupełnie nowe wyzwanie. Zakładam, że w aspekcie życiowym dostanie duże wsparcie od klubu – odpowiada.
Jego zdaniem, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, kibice Górnika będą mieli nowego idola. – Mówimy o piłkarzu 23-letnim, który nie przychodzi tutaj odcinać kuponów. Daję mu rok, maksymalnie dwa, żeby ponownie wyfrunął do jeszcze większego klubu. Jeżeli dobrze wejdzie w sezon, może błyszczeć. Na taki scenariusz liczę – podsumowuje.
Być może pierwszą próbkę swoich umiejętności Peter Federico da już podczas czwartkowego boju o Superpuchar Polski z Lechem Poznań.
Artykuł Górnik ma nową gwiazdę? „Dla takich piłkarzy idzie się na stadion” pochodzi z serwisu weszlo.com.
)