02.05.2026

Czwarty raz Iviego. Jeśli to ostatni taniec, niech będzie piękny

Niewykluczone, że Ivi Lopez z końcem sezonu zakończy swoją przygodę w Rakowie. Biorąc pod uwagę, że szanse Medalików na mistrzostwo są iluzoryczne, Puchar Polski może być dla Hiszpana ostatnią okazją na sięgniecie po trofeum z częstochowskim klubem. Czy jeden z najlepszych graczy, jakich nasza liga miała w ostatnich latach, raz jeszcze powiedzie drużynę do sukcesu?

Ivi Lopez napisał w Częstochowie piękną historię. Był czołową postacią nowego, mocnego Rakowa, który w ostatnich latach zmienił układ sił na piłkarskiej mapie Polski. Hiszpan po dołączeniu do drużyny spod Jasnej Góry wygrał z nią wszystko, co było do wygrania w rozgrywkach krajowych – mistrzostwo, puchar (dwa razy), superpuchar (również dwukrotnie).

W piłce czas mija jednak szybko. Trapiony kontuzjami zawodnik obecnie nie stanowi o sile drużyny i nie wiadomo, czy jego wygasająca z końcem sezonu umowa zostanie przedłużona. Jeśli rozdział pt. „Ivi w Rakowie” zbliża się do finału, spięcie go klamrą, jaką byłby kolejny wygrany Puchar Polski, byłoby zakończeniem, na jakie ten wybitny jak na polskie warunki piłkarz po prostu zasłużył.

Tylko, czy Iviego jeszcze w ogóle stać na to, by poprowadzić Raków do triumfu?

To może być ostatni taniec Iviego Lopeza w Rakowie. Hiszpan pożegna się Pucharem Polski? 

Transfery Hiszpanów do Ekstraklasy, przed pojawieniem się Lopeza, to były zwykle dwa typy historii. Pierwszy to zawodnicy jak Dani Quintana, Carlitos czy Dani Ramirez, czyli tacy, którzy w ojczyźnie nie zaistnieli, a w polskich warunkach sprawdzili się znakomicie. Drugi to piłkarze z mocnymi CV, ale nieco podstarzali, którzy okazywali się niewypałami – jak Nacho Novo czy Victor Perez.

Transfer Iviego był pod tym względem przełomowy. Gdy we wrześniu 2020 roku pomocnik trafiał do Polski, był to już okres, gdy moda na Hiszpanów wypierała trend sprowadzania starych Słowaków, jednak ten ruch zdecydowanie się wyróżniał. Nowy nabytek Rakowa był w optymalnym piłkarsko wieku (26 lat) i miał na koncie występy w La Liga w wymiarze większym niż epizodyczny, które na dodatek nie były żadną zamierzchłą przeszłością. To nie był wyciągnięty z nicości gość, który zaskoczył, lecz potencjalny kozak pełną gębą.

Od kogoś takiego należało oczekiwać, że naszą ligę pozamiata. I Lopez to zrobił.

Warto sobie w tym miejscu przypomnieć, jak szczęśliwym zbiegiem okoliczności było to, że Hiszpan wybrał akurat Raków. Gdy wyjeżdżał z Hiszpanii nie był rzecz jasna u szczytu swojej kariery, ale nie był też w takim miejscu, by stwierdzić, że nic lepszego niż polska Ekstraklasa już na pewno go nie czeka. Znał się jednak z Ivanem Gonzalezem, byłym piłkarzem Wisły Kraków, Gonzalez z kolei znał się z Goncalo Feio, wtedy członkiem sztabu Rakowa. Portugalczyk, wraz z byłym trenerem Wisły Kraków, Kiko Ramirezem, przekonali Iviego, że Ekstraklasa to liga, w której będzie błyszczał. I mieli rację.

Ramirez i Feio odegrali zresztą dużą rolę nie tylko w tym, że Lopez trafił do Częstochowy, ale także, że nie prysnął z niej przy pierwszej lepszej okazji.

– Kiedy tu przybył, chciał od razu jechać. Miał bardzo trudne początki. Ja wtedy współpracowałem z Rakowem, więc porozmawiałem z nim i przyjechałem do Polski, aby mu pomóc. Utrzymywaliśmy też kontakt telefoniczny. Ivi miał poważne momenty zwątpienia w kwestiach zaadaptowania się do życia w Polsce, w Częstochowie. Należało mu pomóc – mówił Ramirez w rozmowie z „Wprost”.

Hiszpan był zły, że z początku grał niewiele. Można zrozumieć jego perspektywę – mieć doświadczenie z La Liga, bramkę strzeloną Realowi Madryt na Santiago Bernabeu, po czym wyjechać do Polski i nie mieć tam nawet miejsca w pierwszym składzie? Irytujące.

Sportowa złość jednak wyraźnie dobrze mu zrobiła. Gdy na początku października wreszcie doczekał się debiutu w wyjściowym składzie – w ligowym meczu z Górnikiem w Zabrzu – strzelił dwa gole. Tydzień później to samo zrobił w spotkaniu ze Stalą Mielec. Przy jednej z tych bramek zaprezentował kibicom coś, co stało się jego znakiem rozpoznawczym i czym zachwyca nas do teraz – zdobył gola po strzale bezpośrednio z rzutu wolnego.

Ivi Lopez – prawdziwy lider Rakowa

Co było dalej, pamiętamy – Ivi stał się niekwestionowaną gwiazdą Rakowa i całej ligi. Pierwszy sezon w klubie zakończył jako najlepszy strzelec w drużynie i drugi najlepszy asystent (do spółki z dwoma innymi zawodnikami). Był liderem zespołu, który sięgnął po wicemistrzostwo i Puchar Polski – pierwsze trofeum w historii klubu.

Kolejny sezon miał wręcz wybitny. To jemu w ogromnej mierze drużyna mogła zawdzięczać kolejny tytuł wicemistrza i drugi z rzędu wygrany puchar. Hiszpan z dwudziestoma golami (do których dołożył siedem asyst) sięgnął po tytuł króla strzelców Ekstraklasy, został też wybrany MVP rozgrywek.

Trzeci rok w klubie przyniósł z kolei upragnione mistrzostwo. Po raz trzeci z rzędu Medaliki dotarły też do finału Pucharu Polski, gdzie tym razem musiały jednak uznać wyższość Legii Warszawa (po serii rzutów karnych). I znów były to sukcesy, w których Ivi odegrał kluczową rolę, nawet jeśli liczbowo nie był to w jego wykonaniu sezon tak imponujący jak poprzedni (choć, podkreślmy, nadal znakomity).

Tutaj należy zaznaczyć, że wkład Lopeza w osiągnięcia Rakowa wykraczał poza strzały lądujące w bramce i dogrania zamieniane na gole przez kolegów. Dobrze podsumowuje to fragment analizy gry Hiszpana w sezonie mistrzowskim, który opublikowaliśmy w czerwcu 2023 roku:

– Ivi Lopez nie był jedynie El Magico, człowiekiem, który ma robić liczby i nie zwracać uwagi na resztę rzeczy. Hiszpan nauczył się perfekcyjnie realizować każdy element planu drużyny. Dawał przewagę przy stałym fragmencie gry, współtworzył świetną defensywę, brał na siebie rozgrywanie akcji. Tak wielowymiarowego i jednocześnie tak dobrego zawodnika nie jest łatwo znaleźć (…) – zauważał Szymon Janczyk.

Ivi był liderem zespołu w pełnym tego słowa znaczeniu. Jak mówił w jednym z wywiadów Wojciech Cygan, Hiszpan w szatni i na boisku posługiwał się tylko swoim ojczystym językiem, a mimo to był najgłośniejszy, zawsze miał najwięcej do powiedzenia. Chęcią wygrywania zarażał zespół.

Ivi Lopez i Marek Papszun

Znakomicie oddaje to też cytat z Marka Papszuna:

To, co robi Ivi znacząco przerosło oczekiwania. Nie sądziłem, że będzie miał tak duży wpływ na zespół. Nie chodzi tylko o strzelanie goli – co jest oczywiście bardzo ważne, bo to często daje nam zwycięstwa – ale chodzi też o jego mentalną rolę w drużynie. Ważne są też jego działania na boisku, kiedy nie ma piłki. To jest dobry zawodnik, który jest przykładem poświęcenia, determinacji i oddania zespołowi. On nie jest gwiazdą, czekającą tylko na podania od kolegów, ale oddaje serce drużynie. Muszę przyznać, że tego się nie spodziewałem.

Szkoleniowiec udzielił tej wypowiedzi w tuż przed finałem Pucharu Polski z Lechem Poznań w 2022 roku. Lopez był oczywiście bohaterem tamtego meczu. Zanotował gola i asystę, a Raków pokonał Kolejorza 3:1.

Wciąż stać go na zrobienie różnicy

Czy gdyby nie problemy zdrowotne, wymienialibyśmy dziś Lopeza w jednym szeregu z Jesusem Imazem, Mikaelem Ishakiem i Flavio Paixao w gronie najlepszych obcokrajowców historii ligi? Tego się nie dowiemy, ale nie będzie kontrowersją stwierdzenie, że mocno na to pracował. Możemy sobie tylko gdybać, czy jeśli nie zerwałby więzadeł przed sezonem 2023/24, kadencji Dawida Szwargi w Rakowie nie ocenialibyśmy jako nieudanej. Być może Raków lepiej wypadłby w swoim pierwszym, historycznym sezonie w europejskich pucharach, a Michał Świerczewski nie musiałby pisać, że Raków stał się średniakiem.

Ivi Lopez

Bo przecież gdy wrócił, znów był dla Rakowa kluczowy. Jego pierwszy mecz w pierwszym składzie po kontuzji? Asysta i specjalność zakładu – gol bezpośrednio z rzutu wolnego. Osiem bramek i siedem asyst to wynik nie umywający się do najlepszych lat, ale Hiszpan często zaliczał trafienia ważne, decydujące o punktach. Dawał impuls, gdy drużynie nie szło. Gdy Raków męczył się w ofensywie, wciąż można było liczyć, że Ivi będzie tym, który przechyli szalę zwycięstwa na jego stronę. Choć Medaliki wypuściły mistrzostwo Polski na ostatniej prostej, to w dużej mierze dzięki Lopezowi w ogóle biły się do końca o tytuł.

W trwającym sezonie zdrowie jednak znów nie dopisuje Hiszpanowi. Jesienią zanotował tylko sześć występów w podstawowym składzie, wiosną jak na razie ma ich osiem. Liczby? Jak na czas spędzony na boisku przyzwoite – pięć goli i dwie asysty, choć trzy z tych bramek padły po rzutach karnych. Momenty znów były. W meczu z Bruk-Betem, gdy Rakowowi kompletnie nie szło, to Ivi był najjaśniejszym punktem ofensywy i zdobył jedyną bramkę w meczu. W spotkaniu z Lechem Poznań pokazał, że wciąż jest ekspertem od pięknych bramek z rzutów wolnych. W rewanżu z Fiorentiną zanotował asystę (być może niezbyt efektowną, ale jednak) przy golu, który na tamten moment dawał Medalikom dogrywkę.

Ivi Lopez

Wciąż mówimy więc o zawodniku, który swoimi umiejętnościami może zrobić różnicę, zwłaszcza, gdy mówimy o jednym meczu. Bo nawet jeśli to już nie ten Ivi z sezonu 2021/22, to wciąż stać go na posłanie tej jednej genialnej piłki lub wykorzystanie tej jednej dogodnej okazji. I wciąż wystarczy mu piłka ustawiona w okolicach pola karnego, by odmienić losy spotkania.

Raków z pewnością jest dziś inną drużyną, niż był, gdy gwiazda Hiszpana błyszczała najjaśniej. Z piłkarzy, którzy pięć lat temu sięgali po pierwszy Puchar Polski, poza Lopezem pozostali już tylko Zorań Arsenić i Fran Tudor. Niewykluczone, że po sezonie graczem Medalików będzie już tylko ostatni z nich. Co jeszcze istotniejsze, w klubie nie ma już architekta jego największych sukcesów – Marka Papszuna. To jednak nadal zespół, który stać na to, by w sobotę ograć Górnik Zabrze.

Dla Iviego, jeśli pojawi się na boisku, będzie to już czwarty finał Pucharu Polski. W dwóch, które wygrał, odegrał decydującą rolę. Jeśli więc oglądamy właśnie „ostatni taniec” Hiszpana w Rakowie, trudno wyobrazić sobie lepszą scenerię na jego kulminacyjny punkt niż Stadion Narodowy.

WIĘCEJ O PUCHARZE POLSKI NA WESZŁO:

Fot. Newspix

Artykuł Czwarty raz Iviego. Jeśli to ostatni taniec, niech będzie piękny pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl