Górnik Zabrze po wywalczeniu Pucharu Polski na pewno będzie nas reprezentował w przyszłym sezonie na międzynarodowej arenie. Teraz tylko musi się wyjaśnić, czy będą to eliminacje Ligi Europy, czy może jednak eliminacje Ligi Mistrzów. Bez względu na to, nie ulega wątpliwości, że przy Roosevelta muszą wreszcie rozwiązać problem z obsadą pozycji napastnika. Z obecnym stanem posiadania zwyczajnie nie ma czego szukać w Europie.
Śląski klub w ostatnich latach co rusz potrafi wypromować jakiegoś skrzydłowego. Daisuke Yokota, Lawrence Ennali, Kanji Okunuki, Ousmane Sow czy nawet Taofeek Ismaheel – sukcesów na tym polu mają w Zabrzu całe mnóstwo.
Zupełnie inaczej rzecz ma się z napastnikami. Odkąd w lutym 2022 do MLS sprzedany został Jesus Jimenez, Górnik nie doczekał się „dziewiątki” z prawdziwego zdarzenia. Nie liczymy tu Lukasa Podolskiego, który zawsze był bardziej ofensywnym pomocnikiem.
Górnik Zabrze i permanentne problemy z napastnikami
W tym momencie Michal Gasparik atakowałby puchary Sondre Lisethem i Borisławem Rupanowem. No, nie jest to napad strachu, delikatnie mówiąc.
Liseth i tak znacząco poprawił swój status, bo przez pierwsze pół roku odgrywał marginalną rolę w Górniku. Jan Urban i Piotr Gierczak wystawiali go jako środkowego pomocnika, przeważnie wpuszczając na boisko z ławki rezerwowych. Trudno było znaleźć większe pozytywy w jego grze.
Gasparik, po części z konieczności, przestawił go do ataku. Pewnie już wielu z was nie pamięta, że sezon Górnik zaczynał z Theodorosem Trisirigotisem na szpicy. Szybko jednak okazało się, że Grek to człowiek-chaos i po paru kolejkach wylądował na ławce. Jeszcze przed końcem letniego okienka został wysłany na wypożyczenie do Polonii Bytom, jednak jego pobyt w pierwszoligowcu okazał się nieporozumieniem. Tsitirgotis rozegrał po jednym meczu w lidze i Pucharze Polski, a dziś próbuje się odgruzować w Finlandii.

Był też zakontraktowany ze sporym wyprzedzeniem Gabriel Barbosa. On poprzestał na dwudziestu czterech minutach w Ekstraklasie. Aktualnie przebywa tymczasowo w słowackim Tatranie Presov i nawet tam furory nie robi. W dziewięciu ligowych występach trafił do siatki raz. Trochę nadrobił w krajowym pucharze, gdzie strzelił dwa razy. Trudno wiązać z nim przyszłość w kontekście Górnika, zwłaszcza przy coraz ciekawszych perspektywach dla rozwoju klubu.
Lepszy Liseth niż nic, ale licznik bije
Dość szybko więc Gasparik oparł atak na Lisethcie. Jesienią Norweg prezentował się przyzwoicie. Strzelił sześć goli i wywalczył rzut karny w Gdańsku. Jego atuty to jednak przede wszystkim gra tyłem do bramki i rozbijanie się z obrońcami. Od dłuższego czasu tylko nimi ratuje resztki reputacji. Im dalej w las, tym gorzej wygląda w kwestii jakości czysto snajperskiej. W ostatnich czternastu ekstraklasowych występach zdobył już zaledwie jedną bramkę (w Katowicach), mimo że Górnik jako drużyna nie ma większych problemów z kreacją. A Liseth przeważnie występuje od początku (aż 1100 rozegranych minut w tym okresie) i dochodzi do sytuacji. Przykładem nawet ubiegłotygodniowy mecz z Zagłębiem Lubin.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Większego zaskoczenia jednak nie ma, bo od początku swojej kariery nie był to zawodnik imponujący liczbami. Najwięcej bramek w jednym sezonie (9) zdobył na poziomie drugiej ligi norweskiej, a w tamtejszej elicie ani razu nie przekroczył bariery pięciu goli. Inna sprawa, że to też nigdy nie był typowy snajper, wykorzystywano go na wielu pozycjach.
Na starcie wiosny, pod nieobecność Lisetha, słowacki szkoleniowiec rzucił na głęboką wodę pozyskanego z Lewskiego Sofia Rupanowa. Z Piastem Gliwice rozegrał cały mecz i… wypadł podobnie jak jego konkurent. Podobał się przede wszystkim w aspekcie fizycznym i wolicjonalnym (siedem wywalczonych fauli), ale trudno było cokolwiek powiedzieć o tym, ile może dać w ofensywnych konkretach. Tydzień później Rupanow dostał jeszcze pierwsze 45 minut z Lechem Poznań i od tamtej pory jego akcje znacząco spadły. Po czterech epizodach w końcówkach całkowicie zniknął z radarów.

Od dwóch miesięcy nie podnosi się z ławki, a Gasparik mówi wprost, że chłopak potrzebuje czasu i musi solidnie potrenować. I trudno się dziwić. Sławomir Peszko niedawno wyśmiał ligę bułgarską, mówiąc po obserwacjach, że tam nikt się nie nadaje. Nawet jeśli odrobinę przesadził, to nieznacznie (wyłączając Łudogorca), co pokazał też przykład Samuela Akere w Widzewie. Na bułgarskiej ziemi mocno się wyróżniał w Botewie Płowdiw, za to w Polsce został pożegnany po jednej rundzie. A Rupanow nawet w Lewskim nie był postacią pierwszoplanową, tylko raczej zawodnikiem rotacyjnym.
Zahović był najbliżej, ale już go nie ma
Ten sezon jest kwintesencją zmartwień Górnika na tej pozycji. Nasprowadzał „dziewiątek” od groma i żadna nie daje wystarczająco dużo jakości. To jednak problem istniejący w zasadzie nieprzerwanie od zimy 2022, gdy sprzedano Jimeneza. Kolejne nazwiska nie dawały rady z wypełnieniem luki po Hiszpanie.
Przez chwilę nieźle rokował Szymon Włodarczyk, choć od początku widać było, że na wielu polach ma duże braki i jest co nadrabiać. Jesienią sezonu 2022/23 zdobył siedem ligowych bramek. Wiosną, poprzedzającą jego sprzedaż do Sturmu Graz, strzelił już tylko dwa gole i to w obu przypadkach z rzutów karnych. Dalsze losy pokazują, że tamte wątpliwości co do klasy Włodarczyka były słuszne.
Amadej Marosa, Anthony van der Hurk, Sinan Bakis, Aleksander Buksa, przewijający się przez lata Piotr Krawczyk – oni nawet nie otarli się o to, żeby nadawać ton ofensywie Zabrzan. W miarę przyzwoicie – przynajmniej w kontekście bycia pożytecznym dla zespołu – prezentował się Sebastian Musiolik (4 gole, 6 asyst), ale po roku oglądaliśmy go już w Śląsku Wrocław.

Najbliżej stanu optimum był w ubiegłym sezonie Luka Zahović. Zakończył rozgrywki z ośmioma golami i pięcioma asystami na koncie, ale potem wszystko się popsuło. Latem przeszedł operację złamanej kości śródstopia, przez co stracił całe przygotowania i początek sezonu. Do meczowej kadry wrócił we wrześniu, a do gry w październiku. Gasparik miał już wykrystalizowaną koncepcję, do której nie będący wielkim walczakiem Słoweniec nie do końca pasował. Nie przebił się u nowego trenera i w styczniu powędrował do rumuńskiego CFR Cluj.
Najwyższa pora, żeby w Górniku przełamali ten impas i sprowadzili wreszcie porządnego napastnika, którego będziemy doceniać przede wszystkim za liczby, a nie za to, że walczy, biega i się stara (to jest pakiet obowiązkowy dla każdego). Po raz pierwszy od dawien dawna naprawdę mają czym kusić przy Roosevelta, więc nie wypada zmarnować tej sposobności. Tomas Chory? Brzmi dobrze.
CZYTAJ WIĘCEJ O POLSKIEJ PIŁCE:
- Dlaczego milionowe transfery w Ekstraklasie to głównie pudła?
- Puchacz: Sabah mnie wykupi. Nie planuję stąd odchodzić
- Były reprezentant Polski opuści Ekstraklasę? Klub podjął decyzję [NEWS]
Fot. Newspix
Artykuł Cztery lata poszukiwań i nic. Ta pozycja to ciągły problem w Zabrzu pochodzi z serwisu weszlo.com.