Tan Kesler, CEO Pogoni Szczecin, uważa, że Ekstraklasa stoi u progu wielkiego skoku, a Robert Lewandowski powinien zakończyć karierę w Polsce. W rozmowie z Weszło opowiada o potencjale naszej ligi, rekordowym kontrakcie telewizyjnym, inspiracjach z Premier League i MLS oraz ambicjach Pogoni. Wyjaśnia też, dlaczego zdecydował się zamienić Anglię na Szczecin i przekonuje, że w ciągu kilku lat polska piłka może dołączyć do europejskiej czołówki.
Wojciech Górski, Weszło: Gdzie jest dziś Ekstraklasa?
Tan Kesler, CEO Pogoni Szczecin: W przełomowym momencie.
Co ma pan na myśli?
Powoli kończy się okres przejściowy, a nadchodzi czas, gdy rozwój biznesowy ligi przełoży się na konkretne wyniki sportowe. Wcześniej jednak musi rozstrzygnąć się szalenie istotna dla Ekstraklasy kwestia, czyli nowy kontrakt telewizyjny. Jeśli zostanie dobrze wynegocjowany – a moim zdaniem prezes Marcin Animucki i jego zespół wykonują w tej sprawie świetną pracę – status Ekstraklasy nie tylko się umocni, ale pojawi się też szansa na wejście na poziom zarezerwowany dla najlepszych lig.
Dlaczego prawa telewizyjne są tak istotne? Już dziś Ekstraklasa nie może narzekać na pieniądze, Canal+ tylko za ten sezon zapłaci jej 300 mln zł.
Pamiętam rozmowę z Davidem Deinem, jednym z moich mentorów, który w przeszłości był prezesem Arsenalu, a później odegrał ważną rolę w powstaniu Premier League. Powiedział mi wówczas, że decyzja o stworzeniu Premier League była w dużej mierze związana właśnie z kontraktem telewizyjnym i ogromnymi pieniędzmi. Premier League dobrze je wykorzystała i dzięki temu w ciągu kilku lat różnica między nią a resztą światowego futbolu stała się gigantyczna. Zachowując skalę, Ekstraklasa znalazła się dziś w podobnym momencie historii. Jeśli kontrakt będzie rekordowy, a są na to spore szanse, a kluby mądrze wydadzą pieniądze, polska liga może wykonać historyczny skok.
Tan Kesler: Ekstraklasa jest pod drzwiami Ligi Mistrzów
To zapowiedź przyszłości. Wrócę jednak do pierwszego pytania, gdzie dziś jest Ekstraklasa?
Tuż pod drzwiami Ligi Mistrzów. Jeszcze ich nie otwieramy, ale już do nich pukamy. Lech Poznań czy Jagiellonia Białystok, a wcześniej Legia Warszawa i Raków Częstochowa udowodniły, że polskie kluby potrafią rywalizować w Lidze Konferencji. Teraz możemy zrobić coś wyjątkowego również w Lidze Europy. Brakuje nam jednak ostatniego elementu: musimy udowodnić, że jesteśmy w stanie regularnie budować zespoły na poziomie Ligi Mistrzów.
Regularna gra w Lidze Mistrzów to największa różnica między ocierającą się dziś o dziesiąte miejsce w rankingu UEFA Ekstraklasą a rozgrywkami od lat będącymi w TOP 10?
Turcja, Belgia czy Portugalia regularnie wysyłają zespoły do Champions League. To daje stabilność i ciągłość. Ale puchary nie są jedynym wyznacznikiem jakości ligi. W Polsce mamy bardzo dobre warunki: rozwijającą się gospodarkę, bezpieczeństwo, infrastrukturę i coraz większe zainteresowanie piłką. Dlatego uważam, że w ciągu trzech do pięciu lat możemy wejść na poziom lig z najwyższej półki.

W przeszłości pracował pan dla tureckiej federacji, między innymi w sztabie słynnego Fatiha Terima, w centrali MLS czy jako wiceprezes Hull City. Co, mając taki bagaż doświadczeń, dostrzega pan w Polsce, czego nie ma nigdzie indziej?
Infrastrukturę, model biznesowy Ekstraklasy, sposób funkcjonowania ligi, telewizję i prezentację meczów, a przede wszystkim – kibiców. Pod względem frekwencji Polska jest w europejskiej czołówce. Uwierz mi, kiedy jedziesz do Turcji, musisz walczyć o każdego kibica (śmiech). W Hull zwiększenie frekwencji z 5 do 22 tysięcy osób, czyli do 80-85 procent pojemności stadionu, było ogromnym wyzwaniem. Pracowaliśmy nad tym przez dwa lata. W Pogoni było inaczej. Można powiedzieć, że przyjechałem na gotowe. Ludzie kochają ten klub, kochają miasto i są z tego dumni. To był dla mnie bardzo ważny argument. Czy wystarczył, żebym zrezygnował z kilku ofert z Anglii i przyjechał do Polski? Tak.
No właśnie, miał pan ciepłą posadę w Hull, był pan członkiem władz Championship. Związanie się z Pogonią to nie była najbardziej oczywista decyzja na świecie.
Jeszcze rok temu wiele osób pytało mnie, dlaczego wyjechałem z Hull i właściwie od razu zdecydowałem się na Polskę. Bo, trzeba przyznać, to była radykalna decyzja. Ale prawda jest taka, że kiedy przyjechałem do Szczecina, zobaczyłem infrastrukturę, miasto, a później także inne miejsca w kraju, po prostu się zakochałem. Polska to piękne, bezpieczne miejsce z pracowitymi ludźmi. Pomyślałem więc, że sieć kontaktów, którą budowałem przez 20 lat, może się tu przydać.
„Pogoń jest dla mnie czystym płótnem”
Jednocześnie trafił pan do klubu, który wciąż nie ma na koncie żadnego tytułu…
To właśnie drugi powód. Pogoń jest dla mnie czystym płótnem. Oczywiście, ludzie pytają: „Dlaczego wybrałeś taki klub?”, ale dla mnie to wielka szansa. Jeżeli jako działacz osiągnę tutaj sukces, będę mógł powiedzieć, że stałem się częścią historii tego klubu. Gdzie indziej można dostać taką możliwość? Jestem za nią bardzo wdzięczny Alexowi Haditaghiemu i ludziom, z którymi pracuję.
W trakcie tej rozmowy często mówi pan „my”, wtrąca polskie słowa. Tak jakby nie traktował pan Polski tylko jako przystanku. Widzi pan siebie w Ekstraklasie za kilka lat?
No jasne. Nie żyję tutaj jak autsajder. Chcę czuć się jak w domu. Mieszkam w Szczecinie już dwa lata. Mój syn chodzi tutaj do szkoły, a żona jest częścią lokalnej społeczności. Staram się też nauczyć języka, choć jest trudny. Taki po prostu jestem. Kiedy zdecydowałem się przyjechać do Polski, powiedziałem sobie: „Będę lokalny”, jednocześnie myśląc globalnie. Chcę połączyć te dwa światy i stworzyć coś, co każdy będzie mógł docenić. To był jeden z powodów, dla których zdecydowałem się na Polskę.

Jak w ogóle zaczęła się pana współpraca z właścicielem Pogoni, Alexem Haditaghim?
To ciekawa historia. Kiedy pracowałem w Hull, szukaliśmy zespołów z drugiego i trzeciego poziomu rozgrywkowego, w których można byłoby rozwijać zawodników, a później sprowadzać ich do Anglii i tam prezentować. W tamtym czasie szukaliśmy drużyny w Grecji. I ją znaleźliśmy – to był Volos. Okazało się, że Alex również był nim zainteresowany, ponieważ prowadzi tam biznes. Poznaliśmy się więc walcząc o możliwość pozyskania tego klubu i ostatecznie… żaden z nas go nie kupił (śmiech). Zdecydowaliśmy się pójść własnymi drogami, ale cały czas pozostawaliśmy w kontakcie.
Aż w końcu Haditaghi zadzwonił i powiedział: „Przeprowadź się do Szczecina”?
Alex często mówił mi: „Wiesz, naprawdę interesuje mnie klub w Polsce. Uwielbiam ten kraj i chcę go lepiej poznać. Chcę wejść na tamtejszy rynek i zobaczyć, czy mogę tam coś osiągnąć”. W pewnym momencie zapytał: „Dołączysz do mnie?”. Ale nie od razu się zgodziłem. Odpowiedziałem, że mogę go wspierać, ale jestem w pełni zaangażowany w Hull. Powiedziałem: „Jeśli kiedyś to się zakończy, z przyjemnością ci pomogę”. Kilka miesięcy później zdecydowałem się na obustronne rozstanie z moim dotychczasowym klubem. Alex zadzwonił: „Przyjedź, zobacz, jak wygląda klub i się zastanów”. Przyjechałem, zobaczyłem wszystko na miejscu i właściwie nie było się nad czym zastanawiać.
W polskiej piłce pojawia się coraz więcej zagranicznych działaczy. W Legii jako dyrektor sportowy pracuje Fredi Bobić, w Cracovii prezesem jest Murat Colak, w Pogoni jest pan. To już trend?
Polska liga staje się coraz bardziej międzynarodowa, nie tylko na boiskach, ale także w gabinetach. Chociaż nie jest chyba jeszcze tak międzynarodowa jak Pogoń w czasach Antoniego Ptaka (śmiech). Natomiast zagranicznych działaczy nie postrzegam jako zagrożenia dla polskiej piłki. Wręcz przeciwnie, doświadczenia i kontakty Bobicia czy moje są wartością dodaną.
Jaka jest pańska osobista ambicja związana z Pogonią?
To zbudowanie stabilnego, samowystarczalnego klubu i doprowadzenie do tego, żeby nigdy więcej nie musiał mierzyć się z problemami, z jakimi borykał się w przeszłości. Jeśli chodzi o kwestie sportowe, chciałbym osiągać sukcesy, rozwijać zawodników, szczególnie młodych, utalentowanych piłkarzy z regionu i wprowadzać ich do pierwszego zespołu. Ostatnio na ten temat długo rozmawiałem w Rzymie z Tiago Pinto, który obecnie pracuje w Bournemouth. No i oczywiście chciałbym też, żebyśmy mogli rywalizować w europejskich pucharach i w końcu zdobyć jakieś trofeum.
Lewandowski powinien wrócić do Polski? „Może do Pogoni?”
Niedawno wrócił pan z USA, zna pan też dobrze MLS, w której był pan kiedyś zatrudniony. Czego Pogoń, ale też cała Ekstraklasa mogłaby nauczyć się od Amerykanów?
MLS jako model biznesowy jest niesamowita. Potrafi zarabiać pieniądze na każdym aspekcie działalności klubów. Ale z drugiej strony uważam, że właśnie to… stało się jej słabością. W pewnym momencie cała uwaga przesunęła się w kierunku biznesu i przetrwania w rywalizacji z innymi sportami w USA. Teraz sytuacja stopniowo się zmienia. Po mundialu rozmawiałem z kilkoma właścicielami klubów MLS i wszyscy mówią: „Mamy już fundamenty, mamy kibiców, mamy ludzi, którzy nas śledzą. Teraz musimy ponownie skupić się na sporcie”.
A w czym Ekstraklasa ma przewagę nad MLS?
Ekstraklasa bardzo dobrze buduje tzw. równowagę konkurencyjną. W ubiegłym roku dzwonili do mnie ludzie z English Football League, w tym szef Rick Parry czy osoby z Premier League i pytali: „Co tam się dzieje? Dlaczego ta liga jest tak wyrównana? Jak można to wykorzystać?”. To pokazuje, że model Ekstraklasy jest interesujący.
W MLS nie ma też spadków. To wpływa na mentalność zawodników?
Zdecydowanie. Gdy nie ma obawy spadku, bardzo trudno jest utrzymać presję. Kiedy sprowadziliśmy do naszego klubu Kellyna Acostę, był w szoku, że w Polsce może spaść z ligi. Powiedział: „W USA każdego ranka budzimy się po to, żeby coś wygrać, a nie ze strachem przed tym, że coś stracimy”. To zupełnie inny rodzaj presji. W Polsce jest odwrotnie – ponad połowa ligi rozpoczyna rywalizację z myślą, że czeka ich walka o przetrwanie, czyli utrzymanie.
Polacy futbol w Ameryce śledzą przede wszystkim przez pryzmat Roberta Lewandowskiego. Czy może stać się dla MLS tym, kim jest Leo Messi?
Lewandowski powinien być tam kimś bardzo popularnym, ale Messi to inna półka. Ludzie rozpoznają go na ulicy, między innymi dzięki ogromnej społeczności argentyńskiej mieszkającej za Oceanem. Oczywiście, Chicago także ma wielką polską społeczność, ale w dużej części jest to już trzecie czy czwarte pokolenie imigrantów, więc ci ludzie są bardziej zamerykanizowani, często w ogóle nie interesują się soccerem. Dlatego też misja Lewandowskiego jest trudniejsza niż misja Messiego.

Chicago Fire nie powinno czasem mocniej wykorzystać jego obecności?
Klub mógłby mocniej skupić się na obecności Roberta w lokalnej społeczności. Widziałem, jak inne kluby przygotowywały się do przyjścia dużych nazwisk. Nawet niedawno rozmawiałem z dyrektorem sportowym Orlando, Ricardo Moreirą, który odpowiadał za sprowadzenie Antoine’a Griezmanna. Jeszcze przed transferem budowano jego rozpoznawalność i sprawiano, że kibice wiedzieli, kim jest ten zawodnik. Robert ma wszystko, żeby wywrzeć ogromny wpływ na MLS. Nie powinien jednak sam odpowiadać za stworzenie „efektu Messiego”. To również zadanie klubu.
A czy widzi pan Lewandowskiego kończącego karierę w Ekstraklasie, tak jak zrobili to Jakub Błaszczykowski czy Lukas Podolski? Powrót, na przykład do Lecha, byłby możliwy?
A może do Pogoni? (śmiech)
Szalony pomysł.
Lukas Podolski, czyli mistrz świata, jest świetnym przykładem, że gra w Ekstraklasie potrafi dać wiele radości. Podobnie było w przypadku Błaszczykowskiego. Obaj wnosili do klubów doświadczenie, wizję i mentalność wynikającą z kariery na najwyższym poziomie. U nas podobne cechy wnosi Benjamin Mendy, mający za sobą grę w Manchesterze City. Tacy zawodnicy oferują znacznie więcej niż tylko umiejętności na boisku. Przynoszą też doświadczenie, zwycięską mentalność i kulturę pracy. Sam Joan Laporta powiedział, że Lewandowski wniósł te cechy do Barcelony. Więc Lewandowski w Ekstraklasie byłby fantastyczną historią, wydarzeniem, o którym mówiłby cały świat. I powinien wrócić do Polski! Robert znalazłby tu pełne stadiony, świetną atmosferę, znakomity poziom transmisji telewizyjnej i miłość kibiców, którą ci okazywaliby mu w każdym miejscu. To byłby prawdziwy „efekt Messiego”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Artykuł Tan Kesler dla Weszło: Lewandowski powinien wrócić do Polski! pochodzi z serwisu weszlo.com.