19.09.2026

Golański: Nie jesteśmy tą samą Koroną. Dziesiąte miejsce nikogo nie zadowoli

Jakie są wymagania i ambicje w Koronie Kielce po głośnych transferach przeprowadzonych latem? Czy liczy się sam wynik, czy ważny jest też styl? Którego piłkarza klub sprowadził pomimo tego, że wcześniej nie planował? Na te i inne pytania w rozmowie z Weszło odpowiada dyrektor sportowy Kielczan, Paweł Golański.

Ciągle jesteś wkurzony po meczu z Górnikiem? Posiadanie piłki niby było, ale nie oddaliście nawet celnego strzału.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie. Szczerze mówiąc, długo nie mogłem zasnąć. Najnormalniej w świecie byłem rozczarowany i myślę, że tak samo sztab, właściciel i sami piłkarze. Liczyliśmy, że będzie to wyglądało inaczej, no ale taka jest też piłka. Ale nie powiem, że ten jeden mecz to dla nas gwóźdź, trzeba wyciągnąć wnioski. Utrzymywanie się przy piłce to jedno, nie było konkretów. Mi brakowało w tym meczu, żebyśmy poszli po swoje. Jesteśmy już zespołem, który naprawdę ma bardzo jakościowych piłkarzy i musimy uciekać od takich meczów. Trzeba być drużyną – zwłaszcza u siebie, gdzie na stadionie wspiera nas 12 tysięcy ludzi – która narzuci swój styl. I niewątpliwie dla mnie to jest teraz klucz, żebyśmy nad tym pracowali.

Oczywiście niektórzy zawodnicy doszli niedawno i potrzebują trochę czasu, żeby pewne schematy złapać. Może i dobrze, że ten mecz się wydarzył teraz, przed kadrą. I trzeba dodać, że z bardzo dobrym przeciwnikiem, bo śmiało mogę powiedzieć, że na tę chwilę, na dzisiaj, to najlepsza polska drużyna. Po prostu grają najlepszą piłkę.

Paweł Golański: Musimy od siebie wymagać i grać na swoich warunkach

Czyli zgadzasz się ze słowami trenera Zielińskiego, że słabsze oblicze Korony to kwestia braku zgrania?

Na pewno część racji w tym jest. To zawsze wygląda tak, że jak piłkarz trafia do zespołu, to potrzebuje chwilki czasu, żeby poznać te najważniejsze zasady. Jeżeli ktoś trenuje z drużyną od początku okresu przygotowawczego, to pewne zasady już poznał. A ktoś, kto jest tydzień czy dwa tygodnie, potrzebuje jeszcze troszkę, by to wszystko poznać.

Zgadzam się z tym, ale my musimy po prostu od siebie wymagać. I to nie jest absolutnie nic złego, ani żadne uderzenie w sztab, piłkarzy czy klub. My musimy sami od siebie wymagać, bo jesteśmy zespołem, który powinien grać w takich meczach zupełnie inaczej, a przede wszystkim na swoich warunkach.

To zapytam tak: czy po pierwszych ośmiu kolejkach czujesz rozczarowanie nie wynikami – bo jest środek tabeli, zaraz może być lepiej czy gorzej – ale właśnie tym, jak wygląda gra Korony? Bo nawet jak spojrzymy sobie na suche statystyki oczekiwanych goli, wykreowanych sytuacji, aktywności pod polem karnym przeciwnika, to często jesteście bardzo nisko albo wręcz najgorsi w lidze. To jest alarmujące?

Na pewno statystyki są bardzo pomocne, bo to coś, co wiele osób śledzi i my też to sprawdzamy. Są programy analityczne, z których korzystamy. Ale to też nie jest najważniejsze. Podchodzę do tego zdroworozsądkowo. Możemy to wykorzystać, żeby pewne elementy poprawić.

Na pewno mogę się zgodzić z tym, że szczególnie w tym ostatnim meczu nie kreowaliśmy. Bo z drugiej strony patrząc na statystyki ze Śląskiem Wrocław, to rozmawiając z naszym analitykiem mieliśmy wrażenie, że one nie do końca oddawały to, ile my stworzyliśmy sobie szans. Mieliśmy ich na Śląsku bardzo dużo. Trzeba na to brać poprawkę. Ale rozmawiamy o tym w klubie, bo zdajemy sobie sprawę, że posiadamy jakościowych piłkarzy. Jeżeli my dziś patrzymy na nasz skład Korony Kielce, to uczciwie powiem, że w najjaśniejszych i najpiękniejszych snach nie spodziewałem się, że kiedykolwiek dojdzie do tego, że ten klub będzie miał takich piłkarzy w swoich szeregach. To musi wybrzmieć jasno, że tak jest.

Rozmawiamy też z trenerem Zielińskim, z asystentami, że musimy zwrócić uwagę na to, żeby kreować więcej sytuacji. Patrząc na to, że w 60. minucie możemy zrobić potrójną zmianę ofensywnych piłkarzy i ta jakość wchodzi, to będziemy od nich oczekiwać, żeby to się też zgadzało w liczbach. Pracujemy nad tym.

Zieliński

Golański: Teraz są nowi zawodnicy i większe oczekiwania

Czyli przekaz jest taki, że Korona z tymi wszystkimi piłkarzami, których ma obecnie, nie może wyglądać jak Korona z zeszłych lat, której ambicje sięgały bezpiecznego środka tabeli?

Oczywiście. I to nie jest tajemnica, absolutnie nie jest to żadna tajemnica. To nie wybrzmi tylko z moich ust, ale i właściciela, prezesa, trenera. I samych piłkarzy. Jesteśmy zgodni. Jeden mecz nie zachwieje w środku, że wpadniemy w panikę, ale zdajemy sobie sprawę, że ten zespół naprawdę został wzmocniony. Jest w nim duża jakość.

My odcinamy to, co było w Koronie Kielce wcześniej. Byli inni piłkarze, były inne oczekiwania. Teraz są nowi zawodnicy i oczekiwania zawsze będą większe. Nie jesteśmy tą samą Koroną i mówię o tym otwarcie.

Jesteś zadowolony ze wszystkiego, co udało się zrealizować w tym oknie transferowym?

Ciężko nie być zadowolonym.

Wiadomo – do Korony trafili piłkarze, o których wcześniej klub nawet nie mógł marzyć, ale jak to zestawisz z początkiem okienka i swoimi planami, to wszystko ci wypaliło?

Szczerze? Zrealizowaliśmy wszystko nie w stu, a w stu dwudziestu procentach.

Te dodatkowe dwadzieścia to Mena?

I tutaj cię może zaskoczę. Z Łukaszem Maciejczykiem temat Meny poruszaliśmy od pierwszego dnia okienka. Z ręką na sercu mówię, że tak było. Kontaktowaliśmy się, pytaliśmy, ale wtedy nie dało się znaleźć najmniejszej przestrzeni, żeby podejść do tego tematu ze względu na pootwierane okienka w Europie. Camilo chciał wyjechać i to normalne, skoro wyróżnia się w Ekstraklasie i ma peak wiekowy. Chce się wyjechać i podbijać świat, naturalna kolej rzeczy. Ambitni piłkarze tak mają. My „zaparkowaliśmy” ten temat i czekaliśmy mając z tyłu głowy, że istnieje.

A takim zawodnikiem, który nie był w naszej orbicie, bo myśleliśmy, że to niemożliwe, jest Michael Ameyaw. W momencie, kiedy pojawiła się informacja o jego dostępności, przeprowadziliśmy ten transfer w 48 godzin. Od strony sportowej ja, trener i właściciel byliśmy na tak.

To wszystko działo się już w momencie, jak Michael został odstawiony od kadry Rakowa po rewanżu z Hajdukiem?

Tak. Z Mariem Piekarskim bardzo szybko doszliśmy do porozumienia, pogadaliśmy z zawodnikiem i Rakowem. Cieszę się też, że nasz rynek wewnętrzny w Ekstraklasie zaczął fajnie funkcjonować. Uczciwie mogę powiedzieć, że negocjacje z Wojciechem Cyganem z Rakowa czy Łukaszem Milikiem i Lukasem Podolskim z Górnika, prowadzone były szybko i konkretnie. Mnie osobiście cieszy, że na polskim rynku jesteśmy w stanie dogadywać się z klubami, bo to niezwykle ważne. Z Michaelem było tak, że Mariusz Piekarski podszedł do tematu bardzo sprawnie i zamknęliśmy temat w dwa dni.

Michael to jedyny zawodnik, którego nie planowaliście, ale nadarzyła się okazja, a wszystkich innych staraliście się zaprogramować?

Tak. Ruchy poza Michaelem były takie, że mieliśmy je na tapecie. Nie wiedzieliśmy, czy one się udadzą. Wiesz, jak to jest – nie jesteśmy na tę chwilę zespołem grającym w europejskich pucharach, zajęliśmy miejsce w drugiej połowie tabeli. A kluczem, dzięki któremu pozostali piłkarze zaczęli spoglądać na Koronę, był transfer Patrika Hellebranda. To pokazało, że w Kielcach zaczyna coś się dziać i jest na to pomysł.

Patrik Hellebrand - Korona Kielce

Golański: Transfer Hellebranda ułatwił nam kolejne ruchy

To była wasza taktyka? Założyliście, że potrzebujecie bardzo mocnego, medialnego ruchu na start okienka, żeby otworzyć sobie drzwi do kolejnych transferów?

Zdecydowanie tak. Na początku, kiedy pojawił się temat Patrika, porozmawiałem z synami Łukasza Maciejczyka – Bartkiem i Kubą. Często dyskutujemy na temat transferów. Mówię im: „Kurczę, panowie, to będzie bardzo trudne, ale do odważnych świat należy”. I naprawdę z tyłu głowy miałem, że jak to zrobimy, to będzie coś wow.

Patrik był bardzo zdeterminowany, z agentami również świetnie się współpracowało. Bardzo szybko. A fakt, że z różnych źródeł wypłynęła wysokość klauzuli [1,7 mln euro – red.], ułatwił nam sprawę. Sama rozmowa z Górnikiem, z Łukaszem i Lukasem, była na topowym poziomie.

Mieliście jakiś plan B na mocny transfer na początek okienka, jeśli Patrik by nie wypalił?

To są ci zawodnicy, którzy też do nas dołączyli. Może oni wyglądają nieco inaczej, bo wiadomo, że Patrik na swojej pozycji to absolutny top.

Ariel Mosór na przykład to dobry piłkarz, ale nie miałby szans zrobić medialnie takiego rabanu jak Hellebrand.

Dlatego cieszyliśmy się, że nasz pierwszy transfer był wow. I to w ogóle był pierwszy transfer tego okienka w Ekstraklasie. Dlatego to nam troszkę ułatwiło kolejne ruchy. Jak prześledzisz, kto do nas dołączył, to są to zawodnicy, którzy de facto mieli sporo ofert. Tak naprawdę zrobiliśmy osiem ruchów i każdy z tych piłkarzy miał też inne propozycje.

O to też cię chcę zapytać – jak wyglądała rywalizacja na przykład o Kamila Jakubczyka z Widzewem?

Wiesz co, bardzo fajne jest też to, że to wyszło od Kamila. Spodobał mu się projekt, docenił zaangażowanie właściciela czy moje podejście, porozmawiał z trenerem. Ujrzał projekt i determinację. Ja z chłopakami w naszej drużynie mam piłkarski kontakt, z Kamilem też, lubię taką współpracę. Jak się ich zapytasz, jak rozmawiamy – po piłkarsku. Przed rozmową z tobą uczestniczyłem z nimi w treningu wyrównawczym.

Ciągnie wilka do lasu.

Żeby nie było, że sam siebie zgłoszę do gry. Ale wracając – to też jest naszą siłą, mocą Korony Kielce. To, że atmosfera jest na dobrym poziomie. Powiem ci też szczerze, że ściągając piłkarza mocno zwracam uwagę na aspekty charakterologiczne. I to nie na zasadzie wywiadu, że zawodnik mi coś powie, tylko sprawdzam, jak jest faktycznie. Paroma zawodnikami byliśmy zainteresowani, ale nie przeszli tego testu charakterologicznego. Dlatego z nich zrezygnowaliśmy.

Przypomina mi się sytuacja z Bartoszem Śpiączką po powrocie Korony do Ekstraklasy w 2022 roku. On wtedy strzelał gole przed przyjściem do Kielc i na papierze wszystko się zgadzało – mocny transfer, spore nazwisko jak na tamte warunki w klubie, ale wewnątrz popadł w konflikt.

Sportowo wtedy się wszystko zgadzało, Bartek był w bardzo dobrej dyspozycji. No ale pojawił się konflikt na linii trener-zawodnik, nie wyglądało to zbyt dobrze i podjęliśmy decyzję o rozstaniu. Ale w piłce przecież się to zdarza. Nie będę nagadywał na Bartka, po prostu ma taki charakter i tak się zachował, dla nas był temat zamknięty. Przykładamy ogromną wagę do tego, żeby w drużynie jeden szedł za drugiego. Wiadomo, że jeżeli jest wynik, to zawsze jest też atmosfera, ale dopiero w trudniejszych chwilach można zaobserwować, czy szatnia faktycznie jest ze sobą.

Wisła Płock - Korona Kielce

Golański: Zawodnicy widzą właściciela, któremu strasznie zależy. Koroniarza

Są jakieś ciekawe kulisy transferowe, które teraz – po zakończeniu okienka – możesz zdradzić kibicom?

Mogę powiedzieć jasno, że we wszystkim przypadkach pomagali też sami zawodnicy. Było w nich widać determinację, że chcą dołączyć do Korony Kielce. Często kibice mówią, że jak pieniądze się zgadzają, to piłkarz przychodzi. Niekoniecznie.

Na przykład taki „Andrzej”, czyli Ondrej Lingr – pogadałem z nim w pewnym momencie jak był na lotnisku przed wylotem na mecz swojej drużyny i powiedziałem, że potrzebuję jego wsparcia, bo mamy problem, żeby się dogadać z klubem. W grę wchodziła też różnica czasowa, w Stanach nikomu się nie spieszyło i potrzebowaliśmy pomocy. Ondrej od razu zareagował, poszedł i powiedział, że chce trafić do Korony Kielce, ma szansę wrócić do Europy i tego pragnie. To nam pomagało.

Nie słodząc Łukaszowi, ale też jego zaangażowanie w klub powoduje, że piłkarze to dostrzegają. Zawodnicy widzą właściciela, któremu strasznie zależy. Koroniarza. To jest zajebiste. Uwierz mi – to nie tak, że my wymyślamy coś takiego na potrzebę sytuacji, żeby pokazać zawodnikowi, jak fajnie jest w Koronie. Tak to wygląda naprawdę na co dzień.

Ale możemy sobie o wszystkim fajnie opowiadać, a i tak przełożenie każdego ruchu będzie na zielonej murawie.

Uważasz, że ta kadra jest zbudowana proporcjonalnie? Co odpowiesz na taki zarzut, że w pomocy jest bogato, na skrzydłach jest bogato, a na przykład boki obrony wyglądają słabiej?

Absolutnie się nie zgodzę. Na bokach obrony masz Długosza, Barczaka i Zwoźnego. Daj Panie Boże taki zestaw. Po drugiej stronie masz Pięczka, Ciszka i Matuszewskiego. No to jeżeli ktoś kto podważa…

Dobra, ale nie brzmi ten zestaw na takim poziomie jak piłkarze, których ściągnęliście do ofensywy.

Ale to nigdy nie będziesz miał tak, że wszystkie pozycje obsadzisz głośnymi transferami. Nie jesteśmy Realem Madryt, spokojnie. Stąpajmy po ziemi i jedzmy małą łyżeczką. Naszym zamysłem było to, żeby rywalizacja na każdej pozycji była naprawdę dobra. I tak jest. Czasami też słyszę, że nie mamy dziewiątki – no zaraz, Mario Stępiński zdobył cztery bramki.

Do tego też chciałem dojść. Jesteście ogólnie zadowoleni z tego jak Mariusz wygląda po powrocie do Korony, rozciągając to też na pierwsze półrocze, kiedy jeszcze nie pracowałeś w Kielcach?

Nie chcę się wypowiadać o okresie, w którym mnie nie było, bo nie wiem, jak to wyglądało w treningach, to jest poza mną. Mogę wypowiedzieć się o tym, co widzę teraz. Jak on pracuje na treningach, ile daje zespołowi na boisku i w szatni. Ma cztery gole w ośmiu meczach – można powiedzieć, że strzela co drugie spotkanie. Jasne, ma też sytuacje, w których piłka powinna wpaść do siatki, ale nie wpada. Jednak gdyby był kompletnym piłkarzem, to pewnie nie grałby w Koronie Kielce. Podkreślam też jego rolę w szatni – jest kapitanem. Nie powiem na Mariusza złego słowa.

Poza tym napastnikowi trzeba kreować szanse. On musi mieć dwie-trzy sytuacje, żeby zdobyć bramkę. Jeżeli będziemy bazować tylko na tym, że stworzymy jedną okazję i napastnik musi ją wykorzystać, to trochę jak gra w ruletkę.

Mariusz Stępiński, Jarosław Przybył

Golański: Mamy zespół, który może się bić o wysokie miejsca w Ekstraklasie i o Puchar Polski

Które miejsce na koniec sezonu uznałbyś za odpowiadające potencjałowi Korony Kielce?

Wewnątrz mamy ustalone, o co chcemy grać. To nigdy nie wypłynęło i nie wypłynie.

To coś, czego wszyscy się domyślają?

Chcemy zrobić progres. Chcemy być zdecydowanie wyżej niż w zeszłym sezonie. Byłoby to słabe, gdybym powiedział, że zadowoli mnie dziesiąte miejsce. Bo nie zadowoli ani mnie, ani właściciela, ani trenera, ani piłkarzy. To jest jasne. Mamy zespół, który może się bić o wysokie miejsca w Ekstraklasie i także o Puchar Polski. To nasz cel. A ja ci nie powiem czy to będzie trzecie, czy szóste miejsce. Chcemy grać w tej lidze o coś.

Nie interesuje was spokojne dojechanie sezonu w środku tabeli?

Nie. Absolutnie.

Wracając jeszcze do napastnika – to nie było tak, że do samego końca okienka staraliście się coś jeszcze wymodzić na tej pozycji, ale ostatecznie się nie udało?

Nie. Był taki moment, że się zastanawialiśmy, ale to bardziej na początku okienka. Wiesz, gdybyśmy chcieli się włączyć w walkę o Koulourisa, pewnie byłaby taka szansa, żebyśmy to zrobili.

Bylibyście w stanie wyrównać ofertę Wieczystej?

Nie widziałem tej oferty.

Sławek Peszko mówił, że podwyższał ją chyba pięć razy.

Słyszałem, że była wysoka.

Inaczej – Łukasza Maciejczyka stać by było, żeby zaoferować Koulourisowi taki kontrakt, jak ma w Wieczystej?

Myślę, że tak – byłoby go stać. Natomiast mamy widełki ustalone wewnątrz i się ich trzymamy. To nie jest tak, że Paweł Golański dzisiaj przyjdzie i powie, że ma zawodnika za milion euro pensji, robimy to. Przygotowywaliśmy się do tego okienka i trzymaliśmy się pewnych ustalonych rzeczy. Wiem, że często sumy pojawiające się w mediach – czy to w kwestii odstępnego, czy to w kwestii pensji – są niezgodne z prawdą.

Trzymamy się tego, co sobie zaplanowaliśmy. Udało nam się też sporo umów porozwiązywać. Od tego zaczęła się przebudowa Korony Kielce – zobacz, ilu zawodników odeszło, którzy nie odgrywali znaczącej roli w klubie, a jednak byli na kontraktach. Mogę też tu wyrazić szacunek dla tych piłkarzy i dla ich agentów, bo dogadaliśmy się w sposób bardzo dobry dla klubu.

A jak to było z tym Dawidem Kownackim?

Nie było tematu.

Ale był wam proponowany?

Tak, ale to z tego względu, że po prostu latał na rynku. Żeby było jasne – ja „Kownasia” bardzo cenię jako piłkarza, to bardzo dobry zawodnik. Stwierdziliśmy jednak, że mamy Stępińskiego i Bąka, a do tego Fassbendera spokojnie mogącego grać na dziewiątce, dodatkowo doszedł Lingr, który też w Slavii grał na środku ataku. To nie może być tak, że napakujemy skład, a jednym ruchem zabijemy „Maria” czy „Bączka”. Ja wierzę w obu – „Mario” zdobył cztery bramki, „Bączek” w pucharze też strzelił niezwykle ważnego gola z Widzewem. Uważam, że musimy iść tą drogą. I powtórzę jeszcze raz – napastnicy muszą mieć serwis. To jest klucz.

Paweł Golański wrócił do Korony Kielce

Golański: Wszyscy oczekujemy, że gra Korony będzie naprawdę widowiskowa i skuteczna

Od początku chciałeś, żeby u steru tej nowej Korony stał Jacek Zieliński? Latem, kiedy wracałeś do klubu, był czas refleksji, rozmów, narad odnośnie przyszłości.

Jak wchodziłem do Korony to dyskutowaliśmy, w jaki sposób przebudować całą drużynę. Na samym początku ustaliliśmy, że Jacek zostaje, ale zmienimy sztab. Chcieliśmy dodać trochę nowej, świeżej krwi, żeby też Jackowi dać jeszcze więcej narzędzi, które mogą poszerzyć mu komfort. Uważam, że to nam się udało, sztab został rozszerzony, trenerzy się zmienili.

Uważasz po pierwszych tygodniach nowego sezonu, że to zdaje egzamin?

Jeszcze raz powiem, że nie widziałem treningów wcześniej, jak był stary sztab, bo nie przebywałem w klubie. Natomiast rozmawiałem z piłkarzami, wielu z nich znam i pozostawałem w kontakcie. Przychodząc do klubu jestem osobą, która lubi posłuchać, zapytać, wypytać co się podoba, co się nie podoba, gdzie jest przestrzeń do poprawy. To też był jeden z argumentów, bo usłyszałem w wypowiedziach piłkarzy, że pewne rzeczy kulały. Dlatego postanowiliśmy dokooptować ludzi dostępnych na rynku i widzę na treningach, że coś się zmieniło. Piłkarze zauważają poprawę jakości treningów.

W tym składzie jesteśmy de facto trzy miesiące. Też trzeba troszkę czasu, żeby to wszystko zatrybiło. Widzę jednak dość dużą różnicę w podejściu piłkarzy – sami to zauważają, nakręcają się i rywalizują ze sobą. Jestem tym zbudowany.

Znamy cię trochę w roli dyrektora sportowego i chyba można wysnuć wniosek, że nie jesteś typem nerwusa co trochę zmieniającego, zwalniającego. A jaki jest pod tym względem Łukasz Maciejczyk? To chyba też typ człowieka, który szybko nie podejmuje decyzji o zmianach.

Wraz z Łukaszem bardzo przeżywamy mecze. A przeżywamy dlatego, że nam zależy. Natomiast chłodna ocena to co innego. Po jednym wygranym meczu nie możemy być w euforii, że wygramy mistrzostwo Polski, a po jednym przegranym nie widzimy się na dwunastym miejscu. Trzeba racjonalnie ocenić naszą grę. Każdy mecz bardzo mocno analizujemy, także z Jackiem. Uważam, że rozmową można zmienić bardzo dużo. Czasami mamy różne zdanie na temat danego meczu czy piłkarza, ale o to w tym wszystkim chodzi. Jeżeli bylibyśmy cały czas zgodni, to albo mielibyśmy zespół tak perfekcyjny, albo tak słaby. Ciężko, żeby każdy w klubie zawsze miał to samo zdanie. Cenię sobie dyskusje.

Czyli pomijając katastrofy typu seria porażek, to najwcześniejszym momentem, w którym siądziecie we trójkę – ty, właściciel i trener – i zastanowicie się, czy współpraca układa się odpowiednio, będzie raczej przerwa zimowa?

Chciałbym, żeby tak było. Uwierz mi, nie jestem dyrektorem, który chce zmieniać trenerów jak rękawiczki. Jeżeli wchodzisz w jakiś projekt z danym trenerem, tak jak weszliśmy w zbudowanie nowej Korony z Jackiem Zielińskim, to życzyłbym sobie, Jackowi i Łukaszowi, żebyśmy w tym projekcie byli cały czas. Wiadomo, że wyniki determinują to, jak będzie. Jeżeli widzisz, że coś się dzieje z zespołem, to najpierw siadasz i rozmawiasz, dlaczego ta jakość piłkarska nie jest adekwatna do wyników i do tego, co się dzieje na boisku.

Wyniki to jedno, ale sam zwróciłeś na początku rozmowy uwagę na to, że ważny jest też sposób gry i to, jak Korona prezentuje się na boisku. Rozumiem, że nie zadowolą was teraz na przykład dwie wygrane 1:0 po dziadowaniu i kulawym rożnym.

Dokładnie. Zgadza się. To, o czym powiedziałem na początku – ja oczekuję, właściciel oczekuje, trener i piłkarze sami od siebie, że gra będzie naprawdę widowiskowa i skuteczna. Gdybyśmy nie mieli zawodników o takich umiejętnościach, to byśmy na ten temat nie rozmawiali. Ktoś by powiedział, że Golański poszedł na wywiad i opowiada głupoty.

Podsumowując – nie ma żadnego deadline’u dla trenera, ale cele i ambicje są jasne, a dodatkowo co tydzień oceniacie, jak daleko – czy może jak blisko – aktualnie się od nich znajdujecie?

Oczywiście. Rozmawiamy praktycznie codziennie. Z celu, który postawiliśmy sobie wewnątrz klubu, każdy z nas będzie też rozliczany. Nade mną jest prezes Leszek Czarny i właściciel Łukasz Maciejczyk. Paweł Golański też zostanie rozliczony z tych ruchów.

Bierzesz na siebie odpowiedzialność za wyniki drużyny w tym sezonie?

A jak mam nie brać? Oczywiście, że biorę. Jestem osobą, która odpowiada za stronę sportową.

Pytam, bo przecież zawsze możesz odwrócić kota ogonem i powiedzieć, że sprowadziłeś świetnych zawodników, ale to nie ty ich ustawiasz na boisku i nie ty pracujesz z nimi na co dzień.

Dobrze, ale znasz mnie. Nie umywam rąk, biorę za to odpowiedzialność, podpisuję się swoim imieniem i nazwiskiem. Zrobię wszystko, żeby Jackowi pomóc w każdej dziedzinie. Ja nie jestem trenerem i nigdy nim nie będę, mogę to jasno powiedzieć. To nie moja bajka. Lubię rozmawiać o piłce, kocham ją, natomiast w tej roli bym się nie odnalazł i zdaję sobie z tego sprawę.

Jestem też takim dyrektorem, który absolutnie nie narzucił i nigdy nie narzuci trenerowi w jakim składzie ma grać – mówię to z absolutną odpowiedzialnością. Bo nie o to w tym chodzi. W Koronie tak to nie będzie funkcjonowało. Mogę powiedzieć jak widzę dany mecz, dany skład, ale finalnie to trener się pod tym podpisuje.

Jacek Zieliński

Golański: Zrobimy wszystko, żeby kibice spełnili marzenia i żeby do Kielc zawitały puchary

To było dla ciebie zarówno najłatwiejsze, jak i najtrudniejsze okno transferowe w życiu? Z jednej strony możliwości, z drugiej oczekiwania.

Zgadza się. Szacunek, że miałem te możliwości finansowe, bo one bardzo ułatwiły sprawy. Pomimo tego, że okienko się skończyło, jeszcze nie byłem na urlopie. Do ostatniego dnia walczyliśmy o Camilo Menę i de facto ten temat też musieliśmy spiąć w 36 godzin. Udało się. To okienko ważyło dużo emocji, pracy, negocjacji, rozmów. Musieliśmy być do tego przygotowani.

Tego lata wydaliście ponad 6 milionów euro i to samego odstępnego, nie mówiąc o pensjach.

Kwoty, które latają, czasami są zawyżone, czasami zaniżone. Ogólnie zmieściliśmy się w tym, co zaplanowaliśmy. Łukasz jasno określił gdzie może dać i co może dać. Tego się też trzymaliśmy.

Te transfery to są też dla was takie lokaty? Jak z Tamarem Svetlinem – pieniądze zostały zainwestowane, a po roku wróciły z nawiązką.

Wystarczy spojrzeć, kto do nas trafiał – zawodnicy w bardzo dobrym wieku, do wyskoczenia. Taki był też na to plan. Wrócę do napastnika – mamy „Bączka”, rocznik 2005, który ma predyspozycje, by być naprawdę mocnym napastnikiem i dostał powołanie do kadry młodzieżowej. Liczymy na tego chłopaka. Mamy Ciszka, rocznik 2007 – bardzo duży potencjał.

Mamy Jakubczyka, którego sobie niezwykle cenię. To mega inteligentny chłopak i świetny charakter. Kamil ma coś, co posiada niewielu w Ekstraklasie, jestem w stanie wymienić ich na palcach jednej ręki – jest znakomity z piłką przy nodze. Sam grałem na w miarę wysokim poziomie i szczerze ci powiem, że nie widziałem zawodnika mającego takie prowadzenie piłki. Mającego takie odejście, taką lekkość. To go predysponuje do wielkiego grania. Tak uważam.

A jak się zapatrujesz na porównywanie was z Widzewem?

Nienawidzę porównań i nigdy nie będę się do nikogo porównywał. Mam swoją robotę i Korona Kielce to moje flow, moje życie, to dla mnie najważniejsze. Na inne kluby oczywiście mogę sobie spoglądać, czerpać inspirację z fajnych rzeczy czy przestrogę przed błędami, ale nie zamierzam się porównywać.

Ściągnęliśmy ośmiu piłkarzy i wszyscy grają. To nie jest tak, że trzech gra, trzech wchodzi, a dwóch jest zakopanych. Jest zupełnie inaczej. Z tego powodu bardzo się cieszę. A nasza strategia była taka, żeby sprowadzić zawodników, którzy znają Ekstraklasę, a jednocześnie są jej głodni i głodni też wyjazdu za granicę. Będących w dobrym wieku i mogących dużo dać zespołowi. Taki był plan na to okienko.

Ostatnia kwestia – pewnie o to samo, ale z innej strony. Co musi się wydarzyć od teraz do maja, żebyśmy się wtedy spotkali i żebyś uznał, że wydarzyło się to, co sobie zaplanowałeś?

Dobre wyniki i miejsce w tabeli (śmiech). Przecież nie będę tego ukrywał. Człowiek idzie za marzeniami.

Widzę, że nie wyciągnie się od ciebie konkretnie, co się kryje za „dobrymi wynikami”, ale każde zdanie odpowiednio przemawia.

Mamy swoje marzenia, jesteśmy ambitnymi ludźmi. Zrobimy wszystko, żeby również nasi kibice w najbliższym czasie – a nie wiem czy to będzie rok, czy to będą dwa lata – spełnili swoje marzenia i żeby do Kielc zawitały europejskie puchary. Marzyłem o tym grając tutaj jako piłkarz, później pracując już jako dyrektor. Perspektywy były zupełnie inne i ciężko było się podłączyć do walki o taki cel.

Korona to jeden z nielicznych klubów grających w Ekstraklasie, który nigdy w Europie nie wystąpił.

I pewnie też dlatego Łukasz Maciejczyk o tym marzy. Zainwestował swoje prywatne pieniądze, to trzeba docenić. Kamil Jakubczyk ostatnio powiedział, że piłkarze są świadomi właściciela o żółto-czerwonym sercu, który wyłożył pieniądze wierząc, że jego marzenie kiedyś się spełni. Fajnie, że chłopaki w szatni są tego świadomi i też o tym mówią. Dla mnie jako dyrektora jest to budujące, ale też dla mnie jako koroniarza.

ROZMAWIAŁ MARCIN DŁUGOSZ

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Fot. Newspix

Artykuł Golański: Nie jesteśmy tą samą Koroną. Dziesiąte miejsce nikogo nie zadowoli pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl