Wprawdzie zdeklasowanie Radomiaka Radom nie wydaje się obecnie szczególnie trudnym zadaniem, ale piątkowy występ Legii Warszawa i tak zasługuje na docenienie. Wojskowi za kadencji Marka Papszuna aż tak efektownego zwycięstwa wcześniej nie odnieśli. Wygląda na to, że maszyna skonstruowana przez 52-letniego szkoleniowca zaczyna już pracować na naprawdę wysokich obrotach.
Dość powiedzieć, że aby odnaleźć w annałach poprzedni mecz ligowy, w którym Legia wpakowała rywalowi cztery sztuki przed przerwą, trzeba się cofnąć do 2021 roku i starcia stołecznej ekipy z Pogonią Szczecin (4:2). Warszawiacy sięgnęli wówczas po mistrzostwo Polski.
A ostatni (co najmniej) pięciobramkowy triumf w lidze? Sezon 2019/20 i rozbicie Wisły Kraków 7:0. Wtedy też Legia zgarnęła tytuł.
Legia nie przegrywa. Świetny bilans Papszuna
Z dzisiejszej perspektywy aż trudno uwierzyć, że Marek Papszun obejmował Legię zdolną przegrać wszędzie i z każdym. Runda jesienna minionego sezonu zakończyła się przecież dla Wojskowych dwiema klęskami z rzędu w „dwumeczu” z Piastem Gliwice. Gnębicielami Legii byli w tamtym okresie między innymi Michał Chrapek, Andrzej Trubeha czy Jakub Sypek. Tymczasem na przestrzeni ostatnich dwudziestu spotkań – czyli: za kadencji Papszuna – drużyna z Łazienkowskiej schodziła z boiska pokonana zaledwie dwukrotnie. Sporo spotkań zremisowała, to prawda, ale – co do zasady – odrodzenie zespołu i tak robi duże wrażenie.
Bilans Marka Papszuna w Legii (20 meczów):
- 11 zwycięstw
- 7 remisów
- 2 porażki
- gole: 33 strzelone, 18 straconych
Pamiętajmy też o okolicznościach obu tych porażek Legii pod wodzą Papszuna.
Pierwsza z nich przypadła na debiut 52-latka. Legia była wtedy realnym kandydatem do spadku z Ekstraklasy, dopiero podnosiła się z kolan po koszmarnej jesieni. No a druga porażka przypadła na konfrontację z rozpędzonym Lechem Poznań, późniejszym mistrzem Polski. Na dodatek Legia od 20. minuty spotkania grała w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Rafała Augustyniaka, co można traktować jako okoliczność łagodzącą. Choć Kolejorz zapewne tak czy owak rozjechałby wtedy Wojskowych.
Niemniej, po rozklekotanej Legii czasów Iordanescu i Astiza nie ma już przy Łazienkowskiej śladu. Styl gry ekipy Papszuna nadal pozostawia w wielu meczach sporo do życzenia, jasne, jednak starcie z Radomiakiem wskazuje, że także i na tym polu warszawski zespół notuje pewien progres.

Legia była bita przez ligowy top. Tę klatę musi zdjąć Papszun
Oczywiście trzeba brać poprawkę na fakt, że Radomiak na starcie sezonu 2026/27 prezentuje się w wielu aspektach katastrofalnie. Mowa zwłaszcza o grze obronnej, a – jakby tego było mało – spotkanie z Legią na całej linii zawalił bramkarz Bartłomiej Gradecki, który wręczał gospodarzom prezenty z dobrotliwością godną świętego Mikołaja. Wcześniej podopieczni Papszuna mierzyli się zaś z Pogonią, Zagłębiem i Koroną – zespołami, które trudno uznać za ligowych potentatów. Mało tego, przed Legią potyczki z Piastem, Śląskiem i Motorem – optymalny terminarz, by się rozpędzić i wypracować naprawdę pokaźną zdobycz punktową.
Jednak na przestrzeni ostatnich lat, niezależnie od zmian na ławce trenerskiej, prawdziwą piętą achillesową Legii były mecze z przedstawicielami ligowego topu. Z Lechem Poznań, Jagiellonią Białystok czy Rakowem Częstochowa. Wojskowi po prostu takich starć nie wygrywają. Od lat.
Legia Warszawa vs ekstraklasowa czołówka:
- 2021/22 – TOP3: Lech, Raków, Pogoń
- 2 remisy, 4 porażki Legii
- 2022/23 – TOP4: Raków, Legia, Lech, Pogoń
- 1 zwycięstwo, 3 remisy, 2 porażki Legii
- 2023/24 – TOP4: Jagiellonia, Śląsk, Legia, Pogoń
- 1 zwycięstwo, 3 remisy, 2 porażki Legii
- 2024/25 – TOP3: Lech, Raków, Jagiellonia
- 1 remis, 5 porażek Legii
- 2025/26 – TOP3: Lech, Górnik, Jagiellonia
- 4 remisy, 2 porażki Legii
Na dystansie pięciu ostatnich ligowych sezonów Legia zdołała tylko dwukrotnie (!) zwyciężyć nad drużynami, które finiszowały w Ekstraklasie na podium. Dlatego prawdziwym testem dla ekipy Papszuna będą dopiero rywalizacje z oponentami, którzy – jak możemy przypuszczać – powalczą w tym sezonie o najwyższe cele.
No a taki Radomiak to się raczej do tego grona nie załapie.
Niemocy na tym polu Papszun w Legii jeszcze nie przełamał. W zmaganiach z drużynami, które w minionej kampanii zapewniły sobie miejsce gwarantujące przepustkę do europejskich pucharów, zanotował aż cztery remisy, no i jedną porażkę – wspomniane wcześniej lanie od Lecha Poznań.

Legia skupia się na Ekstraklasie. Papszun nie kalkuluje
Poważniejsze egzaminy wciąż zatem przed Legią, lecz dorobek 10 punktów po czterech seriach spotkań i tak budzi respekt. Nieobecność w europejskich rozgrywkach to dla Wojskowych w pierwszej kolejności zmartwienie, ale też i niewątpliwy atut w kontekście ligowej rywalizacji. Papszun może się w pełni koncentrować na krajowym podwórku, podczas gdy Siemieniec, Frederiksen czy Kroczek muszą kalkulować, kombinować i rotować. Szafować siłami.
– Graliśmy ultraofensywnie do końca. Nie chcieliśmy zwalniać tempa, grać na utrzymanie i dowiezienie. Gramy raz w tygodniu, więc nie widzę powodu, żebyśmy kalkulowali – stwierdził Papszun po meczu z Radomiakiem, cytowany przez serwis Legia.net. – Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej, ale jest okej. Myślę, że to pozwoli tym chłopakom jeszcze zrobić krok do przodu, a drużynie po prostu być skuteczną, bo to na koniec jest najważniejsze.
Jeśli oszczędny w pochwałach Papszun mówi po meczu, że „jest okej”, to oznacza, że nastroje w szatni Legii muszą być naprawdę szampańskie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. FotoPyk / 400mm.pl
Artykuł Czapki z głów. Maszyna Papszuna pracuje coraz lepiej pochodzi z serwisu weszlo.com.