18.05.2026

GKS Katowice zasługuje na puchary bardziej niż Legia [KOMENTARZ]

Paweł Mogielnicki, znany z dokładnych wyliczeń, napisał na X, jak wyglądają na dziś szanse trzech drużyn na zajęcie piątego miejsca w Ekstraklasie, ostatniego dającego puchary. GKS Katowice – 61,2%, Zagłębie Lubin – 23,3%, Legia Warszawa – 15,5%. Niesamowite, że do walki włączył się zespół Marka Papszuna, który jeszcze niedawno był poważnie zamieszany w grę o utrzymanie. Jego pracę w Legii trzeba docenić, ale faktem też jest, że Legia w ostatnich meczach ma sporo szczęścia i nie wydaje się zespołem, któremu puchary już teraz mogłyby pomóc. Zagłębie, zamiast atakować, by osiągnąć cel, broni się głęboko, grając z Pogonią Szczecin. Wychodzi na to, że na grę w Europie sportowo najbardziej z tej trójki zasługuje GKS. Argumentów jest kilka.

Gdyby włączyć komuś, nie znającemu realiów Ekstraklasy, piątkowy mecz Zagłębia z Pogonią Szczecin i zapytać taką osobę, o co jej zdaniem grają obie drużyny, pewnie powiedziałaby, że gospodarzom wystarcza remis, a do Lubina przyjechał czołowy zespół w lidze, którego wielkiej mocy trzeba się bać. A to przecież Zagłębie dzięki zwycięstwu znacznie zwiększyłoby swoje szanse na występy w europejskich pucharach. Pogoń natomiast do piątku miała taki bilans wyjazdowych spotkań: po trzy zwycięstwa i remisy, do tego aż 10 przegranych. Marnie, nawet bardzo marnie. I kogo tu się lękać?

Zagłębie Lubin potrzebowało zwycięstwa, a broniło się w meczu z Pogonią

Trzeba oczywiście docenić całościowo pracę, jaką w Zagłębiu wykonuje Leszek Ojrzyński. W tym momencie jego drużyna jest szósta w tabeli, a przed startem rozgrywek wydawało się, że prędzej będzie wśród ekip mniej lub bardziej zamieszanych w walkę o utrzymanie. Ale – no właśnie – jeśli otwiera ci się szansa na zrobienie czegoś wyjątkowego, powinieneś choć spróbować ją wykorzystać. Zaryzykować, skoro nie masz za wiele do stracenia. 15 marca Zagłębie grało u siebie z Lechem Poznań. Prowadziło wtedy w tabeli i nieśmiało pojawiły się pytania, czy zespół Ojrzyńskiego może wywalczyć sensacyjne mistrzostwo Polski. Pierwsza połowa była totalną dominacją Lecha, dopiero w drugiej gospodarze ocknęli się i zaczęli tworzyć okazje. Defensywną postawę przeciwko Kolejorzowi w pierwszych 45 minutach można było zrozumieć, bo do Lubina przyjechała jedna z najmocniejszych w ofensywie ekip w Ekstraklasie w ostatnich latach.

Ale czy można zrozumieć to, jak Zagłębie grało przeciwko Pogoni Szczecin?

Spójrzmy w statystyki. Zespół Ojrzyńskiego, rozgrywając na własnym terenie mecz, którego wygranie zbliżyłoby go do pucharów, miał piłkę przez 30% czasu. Wykreował sobie jedną wielką szansę i miał 0,56 w statystyce expected goals. Podawał z dokładnością 67%. Wymienił 237 podań przez cały mecz, przy 563 podaniach Pogoni. Zapraszał w zasadzie przeciwnika pod własną bramkę, bazując na swojej wielkiej broni, którą jest umiejętność blokowania strzałów. Ale z przodu nie zaproponował praktycznie nic i w zasadzie było wiadomo, że jeżeli ktoś tutaj trafi do siatki, to prędzej goście. Tak też się stało.

Mecz Zagłębia z Pogonią Szczecin

Mecz Zagłębia z Pogonią Szczecin

Czy taki zespół zasługuje na występy w pucharach? Czy drużyna, oparta na walce, blokowaniu uderzeń i kontrach, mająca w składzie ledwie kilku technicznych zawodników, robiących autentyczną różnicę, z której w dodatku latem pewnie odejdzie Marcel Reguła, daje nadzieję na zdziałanie czegoś w europejskich rozgrywkach? Przy całym szacunku dla miejsca, do którego Zagłębie doprowadził Ojrzyński, ale chyba jednak nie.

GKS Katowice i Legię Warszawa łączy odwaga w grze

Inaczej jest w przypadku GKS-u Katowice i Legii. Mam wrażenie, że te zespoły łączą dwa elementy: wielki postęp wiosną i odwaga. Patrzę na tabelę Ekstraklasy z przerwy zimowej: GKS zajmuje 16. miejsce, ma na koncie tylko 20 punktów w 18 meczach. Legia jest ostatnia, jeszcze za Termaliką. Uzbierała punkt mniej. A teraz tabela tylko za 2026 rok. Prowadzi Lech Poznań, od kilku dni już stary / nowy mistrz Polski. Ale drugi jest GKS z dorobkiem 29 punktów w 16 meczach. Średnia 1,81 punktu na mecz. U siebie w ośmiu spotkaniach jest niepokonany, wygrał sześciokrotnie. Zaraz za GKS-em, trzecia, Legia: 27 punktów. Za kadencji Marka Papszuna może i często remisuje, ale warto docenić, że tylko raz przegrała u siebie (na początku, z Koroną Kielce) i raz na wyjeździe (demolka w Poznaniu).

To pokazuje, jak świetną pracę wykonują od paru miesięcy Rafał Górak i Papszun, choć ich historie są różne: jeden w klubie od dawna, jakiś czas temu wyszydzany czy nawet obrażany na trybunach, przez co ciężko było np. w szkole jego dziecku. Drugi, choć pozycję zbudował sobie w Częstochowie, od lat w sercu ma Legię i nie potrafił jej odmówić. A teraz pokazuje, jak dobrym jest szkoleniowcem. Zasłużenie obaj znaleźli się wśród pięciu nominowanych do nagrody Trenera Sezonu na gali Ekstraklasy, choć wydaje mi się, że statuetkę w tej kategorii powinien jednak otrzymać Michal Gasparik.

Ich zespoły nie kalkulują. GKS mierzy się u siebie z mocną Jagiellonią i od początku rusza do ataku. Strzela gola, potrafi też tak pressować przeciwnika, że Sławomir Abramowicz zaczyna rozgrywać piłkę dłuższym podaniem. Nawet kiedy przegrywa 1:2, zespół z Katowic dąży do wyrównania i to się udaje po pięknym uderzeniu Borjy Galana. A w doliczonym czasie mamy wymianę ciosów, bo żadnemu z zespołów nie pasuje remis: strzał oddaje piłkarz GKS-u, a po chwili, w ostatniej w zasadzie akcji, mamy uderzenie Sameda Bazdara. GKS potrafi rozegrać świetny mecz w Poznaniu, zakończony remisem 3:3. A jak odpada z STS Pucharu Polski, to po batalii w Częstochowie z Rakowem, podczas której objął prowadzenie, później dwa razy w kapitalny sposób wracał do gry i poległ dopiero w karnych.

W Legii ten brak kalkulacji był momentami posunięty nawet dalej. Spotkanie z Widzewem, elektryzujące piłkarską Polskę. Remis 0:0, który długo się utrzymywał, obiektywnie był nieco lepszy dla ekipy Papszuna. Jedna z ostatnich akcji, rzut wolny dla Legii. Kiedy w stronę bramki Widzewa zaczyna biec Otto Hindrich, kilku kolegów z drużyny łapie się za głowę i każe mu wracać, ale Papszun wyraźnie pokazuje: „Nie! On ma biec w pole karne!”. I po chwili po zamieszaniu pada gol. Niedługo później koniec meczu. Wielkie ryzyko, zdecydowanie na granicy, ktoś nawet nazwie to totalnym szaleństwem, jednak się opłaciło.

Nawet w niedzielnym meczu przeciwko Lechii, zanim z boiska wyleciał Iwan Żelizko, widać było, że Legii się spieszy. W sytuacjach, gdy piłkarze Zagłębia leżeliby na murawie albo długo zbierali się do wrzutu piłki z autu, Legia szybko wznawiała grę. Chciała atakować, wygrać, bo wszyscy mieli w głowie, że otwiera się szansa na puchary, która jeszcze niedawno wynosiła około 1%. Kiedy Lechia zaczęła grać w dziesiątkę, oczywiście gościom było łatwiej. I wcisnęli gola, choć mocno pomógł też Alex Paulsen.

Ale prawda jest też taka, że Legia w ostatnich meczach miała sporo szczęścia.

Legia Marka Papszuna w ostatnich meczach ma szczęście. Czy puchary by jej nie zaszkodziły?

W spotkaniu z Widzewem na pewno to Legia nieco bardziej zasłużyła na trzy punkty, ale ten mecz ciężko się oglądąło i jego przebieg pewnie lepiej odzwierciedlałby bezbramkowy remis. W Niecieczy Legia dowiozła do końca 1:0, choć Termalica miała trzy, nawet cztery świetne szanse do zdobycia gola. Gdańsk? W drugiej połowie, jeżeli ktoś imponował, to Lechia, która była sobą w ofensywie i poprzez płynne akcje dość łatwo dochodziła do dobrych okazji. Legię znów ratował Otto Hindrich, który, podobnie jak w Niecieczy, był najlepszy na boisku.

Marek Papszun

Marek Papszun

Papszun na pewno rozwija zespół i układa go na swoją modłę. Legia jest intensywna, lepsza w pressingu, solidna w obronie. Za jego kadencji straciła w lidze tylko 16 goli. Tyle samo, co GKS. Możliwe, że po wygraniu z Motorem i dobrym ułożeniu się dwóch innych spotkań zajmie piąte miejsce, co byłoby wielkim wyczynem. Ale czy Legia jest gotowa na europejskie puchary? Czy granie w Europie na tym etapie nie zaszkodziłoby trochę drużynie Papszuna?

Ten zespół wciąż jest w fazie budowy. Papszun potrzebuje czasu, by była to taka Legia, jakiej docelowo chce. Dysponuje ograniczonymi środkami, nie może ściągać wszystkich zawodników, których najchętniej widziałby w składzie. Legia ciągle się dociera, poprawia kolejne elementy. Mam wrażenie, że dla niej mogłoby być nawet poniekąd lepiej, gdyby w rozgrywkach 2026/2027 rywalizowała w lidze i Pucharze Polski, a w pucharach zagrała dopiero po kolejnym sezonie, który np. skończy na podium (całkiem możliwy scenariusz). A może realnie włączy się do gry o mistrzostwo kraju?

Z drugiej strony GKS, który jest bardziej drużyną stworzoną, a nie tworzoną. Stracił w 2026 roku w lidze tyle samo bramek, co Legia, choć w defensywie ma Lukasa Klemenza, Arkadiusza Jędrycha i Alana Czerwińskiego. Ktoś się spodziewał, że oni będą tak bronić? Że dwaj pierwsi będą w dodatku skuteczni pod bramką przeciwnika? Że Marcin Wasielewski stanie się jednym z lepszych piłkarzy Ekstraklasy na swojej pozycji? Że rozwinie się taki Sebastian Milewski, że błyszczeć w kilku meczach z rzędu będzie Evan Marković, a Bartosz Nowak osiągnie aż takie liczby? Trochę tego typu pytań mogłoby jeszcze paść.

GKS Rafała Góraka jest dzisiaj drużyną powtarzalną, z własnym pomysłem na grę. Oglądając jego mecze, mam wrażenie, że zawodnicy ofensywni często grają ze sobą na pamięć. Widać wypracowane schematy, jak np. akcja bokiem boiska, wbiegnięcie w stronę pola karnego i podanie nie wzdłuż bramki, tylko nieco bardziej do tyłu. Tak Nowak strzelił gola Jagiellonii na 1:0, w podobny sposób GKS zaskoczył też m.in. u siebie Motor.

Przed ostatnią kolejką zespół z Katowic ma wszystko w swoich rękach. Już w meczu z Jagiellonią mógł zapewnić sobie granie w Europie. Zabrakło niewiele. Jeżeli zwycięży Pogoń, będzie miał puchary. Jeśli Zagłębie nie pokona w Białymstoku Jagiellonii, a jego wygrana wydaje się mało realna, Katowiczanom wystarczy remis. Gdyby w Szczecinie przegrali, będą nerwowo nasłuchiwać wieści z Warszawy (Legia – Motor) i Białegostoku.

Można narzekać – ten argument akurat trochę rozumiem – że to klub miejski, co nie jest właściwe, ale sportowo GKS zasłużył na europejskie puchary. Dużo bardziej niż Zagłębie i trochę bardziej niż Legia. Nie było go tam od sezonu 2003/2004, kiedy w dość kompromitujący sposób odpadł z eliminacji Pucharu UEFA po dwumeczu z Cementarnicą Skopje. W pomocy GKS-u grał wtedy Moussa Yahaya, w ataku Stanisław Wróbel, a trenerem był Edward Lorens. Inna epoka.

Czas tam wrócić. I zaprezentować się sporo lepiej.

JAKUB RADOMSKI 

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Artykuł GKS Katowice zasługuje na puchary bardziej niż Legia [KOMENTARZ] pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl