08.06.2026

Szwarga o Arce: Jednym ruchem wyrzucono wszystko do kosza [WYWIAD]

Dawid Szwarga w pierwszej rozmowie po odejściu z Arki Gdynia opowiada o kulisach rozstania z klubem, relacjach z właścicielem, prezesem i dyrektorem, transferach, planach oraz pomysłach, które udało się lub których nie udało się zrealizować. Jaka będzie jego trenerska przyszłość? Czy mógł pracować w Legii Warszawa albo Rakowie Częstochowa? Zapraszamy.

Dawid Szwarga o odejściu z Arki Gdynia, wizycie w Legii Warszawa i rozmowach z Rakowem Częstochowa

Jak mija panu czas po odejściu z Arki Gdynia?

To niecałe dwa miesiące, jeszcze nie tak długo. Dużo przebywałem na Śląsku, obserwowałem Ekstraklasę, pierwszą ligę, miałem dużo spotkań. Byłem na Legii czy na GieKSie, żeby porozmawiać ze swoimi byłymi pierwszymi trenerami. Był czas na odpoczynek, ale też na rozwój. Zwieńczeniem tego okresu był ślub.

Czyli to prawda, że rozstał się pan z Arką z powodów rodzinnych?

To byłoby takie bardzo pobieżne popatrzenie na temat. Duży zawód, czyli porażka w Kielcach, prywatne problemy… To miało wpływ, aczkolwiek nie było decydujące. Jeżeli ze strony klubu byłoby zdecydowanie, że wierzą w ten sposób pracy oraz uważają, że to najlepsze, żeby dokończyć sezon razem, to pewnie bym w Arce został. Na Arkę od samego początku patrzyłem jak na bardzo ważny dla mnie projekt.

Dlaczego?

Chciałem trafić do miejsca, gdzie będę czuł, że jest wspólna wizja między tym, czego chce klub a tym, w jaki sposób ja myślę o futbolu. Również tam, gdzie są realne możliwości rozwoju. Po rozmowach z właścicielem i dyrektorem tak postrzegałem Arkę. Podobało mi się, że patrzy on długofalowo i jest otwarty na to, żeby ten klub zmieniać. Umówiliśmy się, że dajemy sobie 1,5 roku na awans do ekstraklasy. Moje przyjście zostało ogłoszone, gdy runda jesienna trwała. Doszło nawet do nietypowej sytuacji, gdzie trener Tomasz Grzegorczyk świetnie punktował, a ja niezależnie od tego objąłem klub po zakończeniu pierwszej części sezonu. Pokazywało to, że właściciel jest przekonany do tego, że pewien kierunek zmian jest czymś, co chce konsekwentnie realizować. To było dla mnie bardzo ważne. Wspólna wizja i gotowość na zmiany, a wręcz domaganie się takowych, które pozwolą Arce zrobić kolejny krok. Finalnie nasza współpraca zakończyła się wcześniej, ale wiem, że obaj na niej skorzystaliśmy, mimo że sam wynik na końcu jest rozczarowaniem. 

Szwarga o odejściu z Arki: Właściciel i dyrektor podkreślali, że największym błędem było rozstanie ze mną

Prezes Wojciech Pertkiewicz powiedział w Weszło, że decyzja o rozstaniu była niezależna od Arki.

Pozwolę sobie wejść w polemikę. Mecz z Koroną był dużym rozczarowaniem, bo mieliśmy przekonanie, że jako drużyna, klub poszliśmy do przodu względem poprzedniej rundy. Transfery, scalenie grupy, identyfikacja zespołu z modelem gry – to było na wyższym poziomie. Mecz w Kielcach wyglądał jednak jak z poprzedniej rundy, zabrakło konsekwencji. Właściciel Marcin Gruchała czy dyrektor Veljko Nikitović podkreślali, że największym błędem było finalnie rozstanie ze mną, co nie sugeruje, że klub był w sytuacji bez wyjścia. Gdyby klub wykazał się chęcią dalszej współpracy, to byśmy dalej współpracowali. Takie słowa z ich ust nie padły, więc nie daliśmy sobie na to szansy.

Trener sądzi, że utrzymałby Arkę w Ekstraklasie?

To byłoby bardzo trudne zadanie, bo to okazał się specyficzny sezon Ekstraklasy, w którym walczysz o utrzymanie z Widzewem, Legią, GieKSą, Motorem – bo one były w tę walkę zamieszane na początku rundy. Gdy odchodziłem z Arki, mieliśmy niewiele mniej punktów niż Motor czy GKS Katowice w ich pierwszym sezonie w lidze. Taka średnia pozwalałaby może nie na to, żeby na pewno się utrzymać, ale na to, żeby walczyć o do końca. Pewnie jeden, dwa punkty zdecydowałyby o tym, czy byśmy się utrzymali, czy nie, więc było to do zrobienia.

Dawid Szwarga

Może inaczej: czy styl gry i strategia, którą obraliście, to była jedyna droga do utrzymania Arki z taką grupą piłkarzy?

Nie chodzi tylko o styl, ale też o sposób pracy. Przychodząc do Arki rozmawiałem z Marcinem Gruchałą i Veljko Nikitoviciem nie tylko o wynikach, ale też o tym, co zrobić, żeby zmienić funkcjonowanie Arki od wewnątrz. To klubowa codzienność: strefa regeneracji, działania przed treningiem, po treningu, rozwój indywidualny piłkarzy, wzmocnienie i rozszerzenie sztabu szkoleniowego. Wszystko to zrealizowaliśmy, a świadczą o tym postępy niektórych zawodników, bo po spadku trzech czy czterech z nich wzbudza duże zainteresowanie w Ekstraklasie. Wydaje mi się, że także dlatego, że nam zaufali i ciężko pracowali nie tylko na treningach, ale też w działaniach indywidualnych.

Jak to się objawiało?

Wierzę w proces. W to, że warto zająć się tym, żeby zmaksymalizować prawdopodobieństwo wyniku, jednocześnie akceptując to, że – zwłaszcza w piłce – na wynik składa się sporo elementów. I nie wszystkimi, jako trener, możesz zarządzać. Wprowadzasz zmiany organizacyjne. Optymalizujesz to, jak pracuje sztab. Sprawdzasz to, na ile role są jasno przypisane i jak poszczególne osoby się z nich wywiązują. Jeśli nie – to czego im brakuje. Czy mogę się poprawić w tym działaniu, czy też trzeba robić mocniejsze zmiany. Więc to był pierwszy etap. 

Chcieliśmy się czymś wyróżnić i postawiliśmy na dwie rzeczy. Pracę indywidualną z zawodnikami, za którą odpowiadał Rafał Figiel i w której uczestniczył cały sztab. Notabene: transfer do Legii Warszawa nieprzypadkowy, to trener z bardzo dużym potencjałem. Drugim elementem miała być intensywność, motoryka. Pod tym względem też byliśmy w czołówce Ekstraklasy, w niektórych parametrach nawet na pierwszym miejscu. Jako klub z ograniczonym budżetem płacowym nie mogliśmy być dobrzy we wszystkim, bo bycie dobrym w każdym elemencie kosztuje. Musieliśmy wybrać dwie, trzy rzeczy i wierzyliśmy, że finalnie doprowadzi to do utrzymania. Równocześnie pracowaliśmy nad każdą fazą gry, wiedząc, że trzeba pracować kompleksowo, ale tych dwóch elementów pilnowaliśmy szczególnie.

Jak utrzymać klub z najniższym budżetem w Ekstraklasie? Dawid Szwarga o planie Arki

Powszechna opinia jest taka, że brakowało wam jakości. Zwłaszcza z przodu.

Chcieliśmy wzmocnić jakość gry w ataku. Stąd transfery Vladislavsa Gutkovskisa czy Oskara Kubiaka. W drugiej rundzie poszliśmy do przodu jeśli chodzi o jakość gry w ataku. Nie skupialiśmy się tylko na defensywie – o tym świadczą też liczby. Natomiast finalnie to mogło nie wystarczyć. Głęboko wierzę w to, że jeśli chcesz utrzymać się w Ekstraklasie, musisz przede wszystkim zadbać o defensywę. Jedyny beniaminek, który się utrzymał, nie wyróżniał się na naszym czy Bruk-Bet Termaliki tle jakością gry w ataku, ale dużą stabilnością w defensywie i bardzo dużą skutecznością działań bramkarza. To fundament, żeby zostać w Ekstraklasie po awansie.

Według Opta mieliście najniższy współczynnik przewidywanych punktów. 1,11.

Mierzyliśmy się z zespołami, które na poziomie Ekstraklasy zrobiły duży postęp. Wszystkie projekty, które święcą sukcesy – GieKSa, która zagra w Lidze Konferencji, Motor, który utrzymał się w lidze – miały punkt wspólny: długość pracy trenera, wiary w projekt. W porównaniu do klubów o podobnym potencjale, mieliśmy mniej czasu na pracę. Cykl pracy trenerów Stolarskiego czy Góraka sprawia, że te kluby są innym etapie jeżeli chodzi o rozumienie modelu, pozyskiwanie zawodników do niego pasujących. Arka była na początku tego etapu, po roku pracy w pewnym reżimie i modelu. Potrzebowaliśmy po prostu czasu. Po awansie straciliśmy zawodnika wybitnego w działaniach defensywnych, pojedynkach, poziomie agresji w środku – Filipa Kocabę. Pół roku wcześniej najlepszego strzelca w historii, Karola Czubaka. Kontuzję odniósł Dawid Gojny. To trzej kluczowi zawodnicy, którzy mieli bardzo dobre statystyki pojedynków, bramek. Nie udało nam się ich zastąpić i to też jedna z przyczyn tego, że nie byliśmy powtarzalni. Oczywiście jeśli chcesz mieć czas na pracę, to musisz wygrywać, bo zaufanie bierze się z wyniku. Natomiast Motor czy GieKSa przetrwały trudny moment razem. I to jest, uważam, właściwy kierunek, a nie ciągłe zmiany struktury, ustawienia, zadań, trenera. 

Dawid Szwarga i sztab szkoleniowy Arki Gdynia

Dawid Szwarga i sztab szkoleniowy Arki Gdynia

Tak wyrównany sezon sprzyjał panice w gabinetach. Liga zmieniała się z tygodnia na tydzień.

Najlepiej świadczą o tym nasze wyniki na wyjeździe i u siebie. Do momentu, gdy byłem trenerem, byliśmy najlepszym albo drugim najlepszym zespołem w domu, a na wyjazdach najgorszym. I nie można tego przypisać temu, że byliśmy innym zespołem. Liga była wyrównana, co mecz mieliśmy rolę underdoga, nigdy nie byliśmy faworytem i ciężko było złapać serię. To jedna z przyczyn spadku. Jako trener biorę odpowiedzialność na siebie. Mimo że rozstaliśmy się na dziewięć kolejek przed końcem, to odpowiedzialność spoczywa na mnie. Z drugiej strony wiem, że jeżeli chcesz utrzymać klub z najniższym budżetem, to musisz się wyróżnić w innych aspektach. My to robiliśmy i już się nie przekonamy, gdzie by nas to zaprowadziło. Miałem poczucie, że wszyscy w klubie uważają, że potencjał Arki jest wyższy i można grać w bardziej ryzykowny sposób. Chcieliśmy krok po kroku budować fundamenty, dodawać kolejne elementy i usprawniać naszą grę. Uważam, że w kolejnej rundzie znów poszlibyśmy do przodu, ale tego już się nie dowiemy, bo Arka jest na etapie budowy zupełnie nowego projektu. 

Szwarga: Usłyszałem, że Arka będzie szukała trenera, który będzie kontynuował naszą pracę

Zastąpił pana trener Dariusz Banasik, który ma kompletnie inną wizję futbolu i podejście do pracy. Nawet nie krył się z tym, że zmienił wszystko. Jak to świadczy o projekcie Arki, o tym, co chcieliście zbudować?

To klub na końcu podejmuje decyzję o tym, jakiego trenera chce sprowadzić. Ale musi to zrobić na podstawie danych, wiedzy o tym, co się dzieje w drużynie. Czy sposób pracy poprzednika powodował, że zespół grał trochę powyżej możliwości i osiągał wyniku, mimo że kadrowo czy płacowo był nisko w hierarchii? Rywalizowaliśmy z Widzewem, Legią czy Lechią, która finalnie spadła – to zespoły, które zainwestowały znacznie większe środki. Czy uważasz, że trener nie wykorzystuje potencjału, blokuje piłkarzy? Pracowaliśmy nad tym, żeby nasz model pozwalał pokazać pełen potencjał zawodników, żeby odnaleźli w nim swoją swobodę i odwagę, bo sam model gry, bez emocji, nic nie da. Trener Banasik mógł mieć inne podejście i sposób pracy. Odchodząc usłyszałem, że Arka poszuka trenera, który będzie kontynuował naszą pracę. Poszli w innym kierunku.

To znaczy?

Na przykład bardzo mocno rozwijaliśmy dział statystyczny. Mieliśmy trzech trenerów zatrudnionych i wyskautowanych przeze mnie. Budowaliśmy swoje KPI, własne dane, które miały pomóc w ocenie zawodników i potencjału transferowego. Zwracaliśmy uwagę na to, nad czym zawodnik powinien pracować, czy jego atuty będzie można wyeksponować w naszej drużynie i sposobie gry. Kosztowało to sporo czasu, ale mieliśmy swoje wnioski i wypracowane pomysły, które mogłyby pomóc drużynie się rozwinąć. Również moja praca i działu statystycznego pozwoliła nam stworzyć profil transferowy piłkarza, który zwiększyłby skuteczność transferów oraz pozwoliłby lepiej diagnozować potencjał młodych piłkarzy. Jednym ruchem to wszystko wyrzucono do kosza, bo wykonano zwrot o 180 stopni. I mówię to abstrahując od trenera Banasika, bo to jest to trener, który odnosił duże sukcesy w innych klubach. Tylko nie w ten sposób, więc to była rewolucja, nie ewolucja.

Prezes Wojciech Pertkiewicz mówił Weszło, że nie wszystkim pana styl pasował, nie dla każdego był motywujący. Że umiejętności miękkie nie są najsilniejszą częścią pańskiego warsztatu. Czyli piłkarze nie do końca ten rozwój kupowali?

Może inaczej rozumiemy kompetencje miękkie? Dla mnie to jest to wszystko, co pozwala ci sprawnie wykorzystywać to, co masz w swoim warsztacie jeśli chodzi o kompetencje “twarde”. Czy jestem dobrym warsztatowcem, taktykiem? Uważam, że tak. Ale czy rozumiem, że sama taktyka to nie wszystko? Że liczy się drużyna? Że grupa to nie jest coś, co zmusisz do pójścia za tobą, ale trzeba zrobić tak, żeby sami chcieli za tobą podążać? Że trzeba żonglować pomiędzy sztywnymi zasadami i tym co jest nienegocjowalne a jednocześnie między tym, co czuje zawodnik z boiska? Trudno wchodzić w taką polemikę. Czuje się jakbym miał udowadniać, że nie jestem wielbłądem.

Dalej mam kontakt z wieloma zawodnikami, którzy są wdzięczni za naszą pracę i to, jaki mieli „serwis”. Uważam, że od piłkarzy trzeba wymagać dużo, ale żeby to robić, trzeba im też dużo dać. I my to robiliśmy. Drzwi do mojego pokoju były zawsze otwarte, przeprowadziłem mnóstwo odpraw indywidualnych, formacyjnych czy po prostu spotkań, żeby rozmawiać o ich pozycji w drużynie. Natomiast to normalne, że trener nie będzie miał z każdym udanej relacji. Było kilku niezadowolonych. Stawiam na szczerość, więc mieli ode mnie informację, dlaczego w tej chwili nie grają. Podstawą jest wzajemny szacunek i myślę, tak było. Oni się nie poddawali, pracowali. Dowodem tego jest to, że na końcu piłkarze, którzy zaczynali z pozycji 21-22 też wrócili do składu, jak Tornike Gaprindaszwili czy Alassane Sidibe.

Wracamy trochę do łatki robota; do tego, czy zawodnicy nie czuli się skuci kajdanami wewnątrz jakiegoś systemu.

Jak jedziesz autostradą i masz pewne przepisy, to dzięki nim na drodze panuje porządek. Wiesz, jak się zachowa inny kierowca, jak samemu się zachować. Dla mnie są pewne założenia funkcjonowania na boisku. To nie były nasze wymysły, tylko rzeczy, które miały ułatwić zawodnikowi pokazanie potencjału i pozwolić nam wygrać mecz. Zdawaliśmy sobie sprawę, że taktyka, trening, model to jedno, ale najważniejsze jest zarządzanie grupą ludzi. To nie są wyłącznie procedury. To jest budowanie grupy. Rozwijanie jej tożsamości. Dbanie o to, żeby potrafili z sobą efektywnie funkcjonować. I wtedy jako trener musisz balansować między tym, że musisz być mocnym szefem, a jednocześnie musisz kreować i rozwijać liderów w drużynie. Bo to oni finalnie muszą ci pomagać – wewnątrz drużyny – w realizacji tej wizji. Czyli musisz zadbać o to, żeby oni utożsamiali się z tym sposobem gry, który jako sztab proponujecie.

Odnośnie mitów. To, że trenerzy wychowani przez Marka Papszuna chcą mieć za duży wpływ na funkcjonowanie klubu, to też mit?

Trener Papszun potrafił trzymać pieczę nad wieloma aspektami funkcjonowania zespołu, natomiast… jak pan przychodzi do pracy jako dziennikarz i nie dostaje komputera i biurka, to może pan się skupić na swojej pracy?

Boisko mieliście, no bez przesady.

Mieliśmy, ale przez pięć tygodni, gdy rozpoczynała się runda rewanżowa, trenowaliśmy na sztucznej murawie. Natomiast tutaj nie mogę mieć pretensji do właściciela czy prezesa, bo boiska nie wybudują w tydzień i znałem sytuację infrastrukturalną klubu. To dużo, gdy patrzymy na intensywność treningów. Każdy trening na sztucznej murawie to inne obciążenia dla stawów. Walczyłem o wiele rzeczy dla dobra drużyny. Wyremontowaliśmy szatnię, zmieniliśmy strefę regeneracji, kupiliśmy pewne rzeczy. Zrekrutowaliśmy fizjoterapeutów, współpracowaliśmy z doktorem, ulepszyliśmy diagnostykę. Trener może to olać, ale jeżeli to nie działa, jeśli piłkarz ma negatywny stosunek do diagnostyki czy rehabilitacji w klubie, to nie wyobrażam sobie, żeby trener – osoba odpowiedzialna za projekt – nie szukała rozwiązań. Poza tym taki był cel mojego przyjścia do Arki. Z Marcinem Gruchałą i Veljko Nikitoviciem rozmawialiśmy nie tylko o awansie, ale o zmianie funkcjonowania klubu oraz drużyny.

Transfery Arki Gdynia. Szwarga: Można było zainwestować więcej pieniędzy

Ostrzegał pan po awansie, że Arka nie jest gotowa na Ekstraklasę i trzeba usprawnień.

I najbardziej żałuję transferów. Pierwszy mecz graliśmy z Vitaluccim na dziewiątce, Gaprindaszwilim i Oliveirą na skrzydłach. Hide został wypożyczony do 1. ligi, Tornike i Joao nie wywalczyli sobie miejsca w składzie. Trochę za późno zaczęliśmy działać na rynku, ale to nie wiązało się z dyrektorem sportowym Veljko Nikitoviciem. Nasze relacje były na bardzo wysokim poziomie, to jeden z najlepszych dyrektorów w Polsce pod względem oceny potencjału piłkarza. Ściągnięcie Kamila Jakubczyka czy Oskara Kubiaka to potwierdza, do Górnika Łęczna też trafiali tani piłkarze z dużym potencjałem.

Dobrze, ale skoro to nie przez dyrektora transfery były robione późno, to…?

Wydawało się, że na koniec okienka będą najlepsze możliwości, ale wcale tak nie było. Jagiellonia czy Raków mogą czekać do końca, bo grają w Europie, są atrakcyjni. Albo mają zbudowany kręgosłup – pięć, sześć pozycji obsadzonych doświadczonymi zawodnikami na poziomie Ekstraklasy. Wtedy możesz poczekać, dokooptować dwóch, trzech zawodników bez licytowania. Arka nie miała ani jednego, ani drugiego, powinna działać szybciej. W jednym z wywiadów prezes Pertkiewicz powiedział, że zrealizował wszystkie punkty trenera Szwargi, w tym transfery. Zapomniał, że nie zakładaliśmy odejścia Celestina i Percana, że celem numer jeden było ściągnięcie szóstki/ósemki, która zastąpi Kocabę. Nie zrealizowaliśmy tego ani w czerwcu, ani w grudniu. Perea przyszedł po kontuzji, miał urazy i ciężko było mu wejść na wysoki poziom. Żaden inny gracz nie miał takiego profilu. Byliśmy dogadani z jednym zawodnikiem, byliśmy bardzo blisko transferu, ale trzeba byłoby za niego zapłacić 200 tysięcy euro. Nie zdecydowaliśmy się na to i szkoda, bo to był nasz główny cel, mógłby stanowić o sile zespołu przez lata.

O kim mowa?

Nie będę podawał nazwiska, ale tak samo było ze stoperem. Byliśmy dogadani na jednego środkowego obrońcę, zakładając, że Celestin zostanie. Odszedł, więc chcieliśmy dwóch obrońców. Sam prezes nieraz mówił o chęci pozyskania Mosóra. Nie zrobiliśmy tego, zabrakło zdecydowania, pazerności, odrobiny szczęścia, żeby mieć kadrę zbudowaną na zimowy obóz w Turcji, zgodnie z założeniami.

Dawid Szwarga

Prezes Pertkiewicz przyznał, że pozyskiwanie piłkarzy do odbudowy za darmo to nie była dobra praktyka.

I ma rację. Możesz mieć jednego zawodnika do odbudowy po kontuzji, my mieliśmy ich za dużo. Rusyn, Szysz, Nguiamba, który pół roku nie grał w piłkę. Perea też pół roku nie grał. Percan po zerwanych krzyżowych… To było pięć, sześć transferów. Normalne, że tacy zawodnicy potrzebują czasu, rytmu, żeby złapać dyspozycję. Dlaczego? To pytanie do prezesa i dyrektora.

Trochę tak, ale chyba jesteśmy w stanie uczciwie stwierdzić, czy Arka mogła dać więcej, żeby kadra była bardziej jakościowa.

Myślę, że można było zainwestować więcej pieniędzy. Świadczy o tym transfer Andreia Vlada, czyli bramkarza, który trafił do Arki kilka dni po moim odejściu i dostał naprawdę dobre warunki finansowe i… przyjechał niegotowy do gry na poziomie Ekstraklasy od strony fizycznej. Gdy trener bramkarzy go zobaczył, od razu było wiadomo, że tu nie zagra. Mimo to musieliśmy na niego trochę wydać, co pokazuje, że można było zagrać na rynku bardziej ryzykownie, ofensywnie i postarać się np. o zawodników, o których walczyliśmy z GieKSą. Ona sprzątnęła nam sprzed nosa dwóch piłkarzy.

Dawid Szwarga mógł wrócić do Rakowa. Czy chciałby pracować z Papszunem w Legii?

Prezes Pertkiewicz wspomniał na Weszło, że byliście umówieni na rozmowę o warunkowej współpracy w kolejnych sezonach.

Szanuję prezesa. Uważam, że to specjalista jeżeli chodzi o zarządzanie klubem, finansami, marketingiem – wszystkim wewnątrz klubu. Natomiast trudno mi powiedzieć, o co chodzi, bo nie otrzymałem takiej informacji. Dwa tygodnie przed meczem z Koroną spotkałem się z właścicielem, żeby omówić z nim cztery czy pięć punktów, które moim zdaniem muszą się zmienić w nowym sezonie, jeśli chcemy zrobić krok do przodu. Po tym spotkaniu nie było odzewu ze strony klubu. O tym, że Arka myślała o przedłużeniu współpracy, dowiedziałem się w momencie, kiedy podpisywaliśmy porozumienie o rozstaniu.

W takim razie kiedy zobaczymy trenera w Legii? Przymiarka dresu już była.

Takiej opcji na tę chwilę nie ma. Chciałem zobaczyć z zewnątrz, z boku, funkcjonowanie drużyny, sztabu. To, jak trener wykorzystuje możliwości infrastrukturalne Legii, bo w Rakowie były one troszeczkę inne. Nie traktowałem tego wyjazdu jako szukania pracy, po prostu rozwój i chęć spotkania starych znajomych.

Jakie wnioski po wizycie?

Bardzo dobra relacja zawodników ze sztabem, z trenerem. Jest duże zaufanie piłkarzy do tego, co proponuje sztab i wiara w kierunek, wizję trenera Papszuna. Zawodnicy wykonywali dane sytuacje, momenty na boisku na bardzo dobrym poziomie, jest duża profesjonalizacja – boisko to jedno, serwis przed i po treningu, opieka, to naprawdę wysoki poziom. Nie jesteś w stanie przenieść tego 1:1 w innym klubie, bo musiałbyś mieć podobne możliwości infrastrukturalne. To kosztuje. Na pewno jednak kilka rzeczy można z tego zabrać, bo praca klubu nad tym, żeby piłkarz był w dobrej formie, to nie tylko i wyłącznie boisko. Szukanie małych przewag w tak wyrównanej lidze to właśnie to i widać, że Legia zmierza w dobrym kierunku.

Dawid Szwarga

Widziałby pan siebie jeszcze w roli asystenta, może znów u Marka Papszuna?

Celem jest bycie pierwszym trenerem, ale widzę siebie w roli asystenta, bo kierunek pracy trenerów i szerokość sztabów pokazują, że można się w tym spełniać. W sztabie Wisły Płock oprócz trenera Misiury jest jeszcze trzech trenerów z UEFA Pro. To było kiedyś nie do pomyślenia. W sztabach pracują fachowcy, więc gdyby klub przedstawił mi jasno ścieżkę kariery, obowiązki i dogadałbym się z pierwszym trenerem – nie widzę problemu, żeby pracować jako asystent. Natomiast ten najbliższy okres to czas na znalezienie klubu, gdzie będę mógł realizować się jako pierwszy trener.

Żałuje trener, że nie wyszło z Rakowem Częstochowa?

Rekrutacja była bardzo szczegółowa, jak zwykle u Michała Świerczewskiego. Kibicuję Dawidowi Kroczkowi. Uważam, że zrobił świetną robotę w ostatnich czterech meczach. Dał dobry impuls zespołowi, wpłynął na chłopaków i poszli w dobrym kierunku, więc po prostu na to zasługiwał. Na pewno liczyłem na ten temat, bo Raków ma duży potencjał, daje trenerowi dużo narzędzi, które pozwalają się realizować i osiągać wyniki. I po prostu zwyczajna ambicja, bo mam poczucie, że mogę Rakowowi coś jeszcze dać, że ten pierwszy okres nie był do końca udany i chciałem zrobić wszystko, żeby poprawić swoje rezultaty.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

ROZMAWIAŁ SZYMON JANCZYK

fot. Newspix

Artykuł Szwarga o Arce: Jednym ruchem wyrzucono wszystko do kosza [WYWIAD] pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl