Jerzy Napieraj rozegrał dopiero dwa mecze w pierwszym zespole Rakowa Częstochowa, ale jego debiuty – najpierw w Ekstraklasie, potem w Europie – to już materiał na świetną historię. Młody stoper zaliczył pozytywne wejście do piłkarskiej elity w naszym kraju, tymczasem jeszcze kilkanaście miesięcy temu… jeździł Boltem, żeby dorobić do pensji.
Kilkanaście centymetrów i trochę szczęścia – tyle dzieliło Jerzego Napieraja od zaliczenia asysty na wagę wygranej Rakowa Częstochowa w ligowym debiucie. To żaden wonderkid, lecz 21-letni chłopak, który po latach w końcu dostał swoją szansę w klubie, w którym się wychował. I od razu pokazał, że jest na kogo stawiać.
Spis treści
- Jerzy Napieraj zadebiutował w Ekstraklasie i europejskich pucharach. W poprzednim sezonie dorabiał na Bolcie
- Piłkarz Rakowa Częstochowa dorabiał na Bolcie. „Chciałem odciążyć rodziców finansowo”
- Napieraj wrócił do Rakowa i zajął się piłką. Miał zostać wypożyczony
- Jaka przyszłość czeka Jerzego Napieraja? Raków Częstochowa stawia na młodzież
Jerzy Napieraj zadebiutował w Ekstraklasie i europejskich pucharach. W poprzednim sezonie dorabiał na Bolcie
– Wiedziałem, że jest tylko trzech obrońców plus ja. Zdawałem sobie szansę, że szansa może nadejść, ale nie sądziłem, że tak szybko – uśmiecha się Jerzy Napieraj, gdy pytam go o debiut w Ekstraklasie. Obrońca z Wielunia trzy lata temu został zgłoszony przez Raków Częstochowa do kadry na Ligę Europy. Potem była okropna kontuzja, zerwane więzadła krzyżowe. I transfer do Skry, gdzie w organizacyjnym rozgardiaszu w końcu liznął piłki na seniorskim poziomie.
W meczu z Wisłą Płock wszedł na boisko za kontuzjowanego Stratosa Svarnasa. Na ten występ złożyło się kilka nietypowych elementów. Przede wszystkim – saga transferowa z Rio Hillenem, który robił wszystko, żeby trafić do Rakowa, ale NAC Breda nie chciał go sprzedać. Niezbędne dokumenty w ojczyźnie załatwiał Dieudonne Gaucho Debohi, więc trener Dawid Kroczek nie miał wielkiego wyboru.
Rozważał przesunięcie na stopera wahadłowych, ale kontuzja Svarnasa wydarzyła się tak szybko, że pozostało zwrócić się do jedynego środkowego obrońcy na ławce rezerwowych.
– To na pewno spełnienie marzenia, bo w Rakowie jestem od 12. roku życia. Klub był wtedy w pierwszej lidze i nie sądziłem, że na przestrzeni lat tak urośnie. Gdy zerwałem więzadła, myślałem, że moja przyszłość w Rakowie jest skończona. Szansa jednak się pojawiła i czuję satysfakcję – opowiada Weszło Napieraj.
Satysfakcja jest tym większa, że w poprzednim sezonie, gdy stoper grał w Skrze Częstochowa, po treningach siadał za kółkiem, żeby dorobić do pensji jako kierowca Bolta.
Jerzy Napieraj w debiucie w barwach Rakowa Częstochowa. Fot. Newspix
Piłkarz Rakowa Częstochowa dorabiał na Bolcie. „Chciałem odciążyć rodziców finansowo”
Skra Częstochowa była organizacyjnym koszmarem. W dużym reportażu na Weszło opisywałem, jakie długi i bałagan zostawił po sobie prezes Artur Szymczyk, który latami okłamywał i zwodził ludzi. Efekt tego taki, że Szymczyk wciąż prężnie działa w strukturach Śląskiego ZPN i PZPN, natomiast Skra zniknęła z piłkarskiej mapy Polski. Nie pomógł nawet Raków, który w poprzednim sezonie wypożyczył lub „odsprzedał” tam zastęp juniorów, żeby ogrywać ich w trzeciej lidze.
Jednym z nich był Jerzy Napieraj, który szybko stał się czołowym stoperem zespołu i zebrał na tyle dobre recenzje, że zimą wrócił do Rakowa. Jednak zanim to się stało, musiał iść do pracy, żeby móc się utrzymać. Skra nie gwarantowała mu regularnych wypłat na poziomie, który pozwalałby skupić się tylko na piłce.
– Nie ukrywam, pieniądze nie były duże. Zatrudniliśmy się z przyjacielem na Bolcie, przez parę miesięcy rozwoziliśmy klientów po Częstochowie. Chciałem po prostu odciążyć rodziców finansowo. Chcę im podziękować, że pomagali mi w trudniejszych momentach – tłumaczy Jerzy Napieraj.
Obrońca nie planował jeszcze życia poza sportem, ale zorientował się, że w obliczu problemów trzeba wziąć odpowiedzialność na barki.
– Widziałem, że znajomi w moim wieku szukają już pracy. Cały czas wierzyłem, że zrobię karierę w piłce, nie miałem planu B w głowie. Po treningach, od 18 do 24, po prostu wsiadałem w taksówkę. Praca była na tyle elastyczna, że nikt nie narzucał mi godzin z góry, kiedy chciałem, to jeździłem – dodaje.
Napieraj wrócił do Rakowa i zajął się piłką. Miał zostać wypożyczony
Sytuacja zmieniła się zimą, gdy trafił do zespołu Łukasza Tomczyka. Głównie dlatego, że w Skrze zdarzały się nawet odwołane przez lód treningi, więc ciężko było mówić o szansie na rozwój. Ale także dlatego, że Raków zauważył, że piłkarzowi pierwszej drużyny ekstraklasowego klubu takie dodatkowe zajęcie jednak trochę nie przystoi.
– Po powrocie z obozu w Turcji zwrócono mi uwagę, że tutejszy poziom czy dbałość o regenerację wymagają skupienia się tylko na piłce – mówi Jerzy Napieraj.
Wiadomo, trochę niezręcznie byłoby trafić w taksówce na kolegę z szatni, trenera czy działacza Rakowa.
– Czekałem, żeby trafić kogoś z pierwszego zespołu! Często przychodziłem na treningi i ciekawiło mnie, czy ktoś kojarzyłby mnie z taksówki. Ostatecznie przewiozłem paru chłopaków, ale z akademii czy rezerw Rakowa i Skry – śmieje się piłkarz klubu z Częstochowy.
Latem Jerzy Napieraj podpisał nowy, lepszy kontrakt. O konieczności dorabiania na Bolcie nie było już mowy, ale też nie było powiedziane, że stoper zostanie w klubie.
– Był plan, żeby mnie wypożyczyć. Nie miałem nawet minuty na szczeblu centralnym. Mimo że przez pół roku nie zagrałem, to sumiennie trenowałem, poznałem ten świat od środka, co trochę przygotowało mnie do debiutu. Mam nadzieję, że trener ma teraz zagwozdkę, co ze mną zrobić – dodaje obrońca Rakowa.
Jerzy Napieraj. Fot. Newspix
Jaka przyszłość czeka Jerzego Napieraja? Raków Częstochowa stawia na młodzież
Trener Dawid Kroczek może mieć nie tylko zagwozdkę, ale i uczucie deja vu. Jako trener Cracovii nie zwrócił uwagi na Oskara Wójcika – choć nie on jeden – który grał w rezerwach klubu i bił się w pierś, kiedy stał się on stoperem klasy reprezentacyjnej. Nie ma sensu przewidywanie, czy przypadek Jerzego Napieraja będzie taki sam, ale swoje atuty ma.
Lewa noga, bardzo dobra szybkość – w debiucie był najszybszym piłkarzem Rakowa na boisku. Zgadza się siła i solidne wprowadzenie. To taki starter pack młodego chłopaka, który chce rywalizować o minuty na poziomie Ekstraklasy, bez tego Napieraj nie miałby szans nawet na debiut.
– Lewa noga to mój duży atut, może mnie wyróżnić – potwierdza stoper. – Chciałbym grać jak najwięcej, ale spokojnie. Podchodzę do tego z chłodną głową, zobaczymy, co pokaże czas – dodaje.
Gdy pytam Jerzego Napieraja o to, co czuł przed debiutem, nie udaje, że obyło się bez nerwów.
– Chwilę przed wejściem był stresik, ale obycie się z boiskiem, pierwsze podania i z każdą minutą czułem się lepiej. Na pewno zapamiętam dwa momenty: dobry, gdy wrzuciłem na głowę Patryka Makucha i zły, gdy popełniłem ten nieszczęsny błąd, który na szczęście udało się naprawić. Oraz to, że kibice skandowali moje nazwisko, to było bardzo miłe – uśmiecha się sam zainteresowany.
Środkowy obrońca twardo stąpa po ziemi. Klub planuje wzmocnienie pozycji, na której występuje, więc trzeba będzie walczyć o kolejne szanse. Napieraj jest tego świadom.
– Zdrowa rywalizacja napędza. Będę pracował tak, jak do tej pory i umiejętności się obronią. Trzeba po prostu uwierzyć w siebie i pokazać to, co ma się najlepszego. Nie myśleć o błędach, skupić się na tym, żeby wykonać swoją robotę jak najlepiej – kończy piłkarz Rakowa.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
SZYMON JANCZYK
fot. Newspix
Artykuł Nietypowy debiutant w Ekstraklasie. Niespełna rok temu jeździł Boltem pochodzi z serwisu weszlo.com.