Mariusz Misiura jest przekonany, że Motor jest w stanie być na poziomie drużyn, które reprezentują nasz kraj w europejskich pucharach. Opowiada o drodze ku temu, podając przykłady. Szkoleniowiec klubu z Lublina nie zgadza się z krytyką Bartosza Bereszyńskiego, którego uważa za czołowego zawodnika drużyny. Jak przekonałby, że Karola Czubaka warto powołać do reprezentacji Polski? Dlaczego jego wypowiedzi o Wiktorze Nowaku nie wszyscy traktowali poważnie? Jaka gra w telefonie sprawia, że się chociaż na chwilę wycisza? O tym, ale nie tylko opowiada w sporej rozmowie na Weszło. W piątek jego zespół zmierzy się z Wisłą Płock, czyli klubem, który Misiura w poprzednich dwóch sezonach prowadził do bardzo dobrych wyników.
Jakub Radomski: W rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą mówił pan o wizjonerach. Jak opisałby pan wizjonerstwo właściciela Motoru Zbigniewa Jakubasa?
Mariusz Misiura, trener Motoru Lublin: Wydaje mi się, że obaj jesteśmy osobami, które potrafią sobie wyobrazić, do czego chcą dążyć i konsekwentnie podążać drogą ku temu. Jeżeli byśmy tylko i wyłącznie siedzieli z prezesem, wpatrzeni w cel, to nic nie da. Ale gdy zbudujemy drogę do niego, jest inaczej. Codziennie rozmawiamy o tym, w jaki sposób Motor może tam dojść.
Jaki to cel?
Stanie się czołowym klubem w Polsce.
Misiura: Nie mam poczucia, że nie możemy zrobić czegoś podobnego do Jagiellonii
Gdy z Wisłą Płock w sezonie 2024/2025 awansował pan do Ekstraklasy, powiedział, że celem jest mistrzostwo Polski i gra w europejskich pucharach.
Wyciągnięto to wtedy z kontekstu. Miałem na myśli i tak powiedziałem, że wróciłem do Polski po 12 latach pracy za granicą, żeby któregoś dnia zostać mistrzem kraju i rywalizować w pucharach. To coś innego niż jakbym wtedy stwierdził, że jako beniaminek będziemy grali o tytuł.
Dzisiaj oglądam, jak Jagiellonia Białystok gra w pucharach, jak prezentował się w nich GKS Katowice. Trochę im zazdroszczę. Widzę, że w tych drużynach dobrze pracuje się z piłkarzami, co przekłada się na wyniki, ale jednocześnie nie mam poczucia, że my czegoś podobnego nie możemy zrobić. Myśl, żeby też do takiego poziomu dojść, daje mi wielką siłę i determinację. Wierzę, że ludzie, którzy pracują w Motorze we wszystkich obszarach, też mają takie marzenia.
Mieliśmy już bardzo szeroki sztab, ale dołożyliśmy jeszcze Tomasza Jasika oraz Michała Jaronia. Doświadczenie Tomka pomaga nam w ustalaniu strategii na mecz, co powinno przełożyć się na lepsze punktowanie.
Michał to analityk.
Tak, on sprawia, że możemy jeszcze lepiej kontrolować nas samych i więcej z tego wyciągnąć. Uważam, że teraz nasza droga jest bardziej wydajna. Popełniamy mniej błędów. Albo inny przykład – użycie kriokomory, której nie mamy w klubie, ale jest możliwość skorzystania z niej na zewnątrz. Mówimy o tym i wiceprezes Łukasz Jabłoński (odchodzi z klubu z końcem listopada – przyp. red.) czy prezes Jakubas robią wszystko, żeby dać nam tego typu narzędzia i możliwości, bo one sprawią, że drużyna szybciej się zregeneruje.
Jest to swojego rodzaju wizjonerstwo – ciągłe podnoszenie standardów w klubie, a co za tym idzie – pomaganie piłkarzom, rozwijanie ich. Imponuje mi to u prezesa Jakubasa. Niebawem wybieramy się na spotkanie Deportivo La Coruna z Barceloną (mecz odbędzie się 29 listopada – przyp. red.), żeby zobaczyć w akcji Brighta Ede na żywo. Mamy współpracę z Deportivo, odbędę w tym klubie staż. Wizjonerstwo w kontekście Motoru oznacza nieustanne szukanie nowych możliwości.

Zbigniew Jakubas i Mariusz Misiura
Słyszałem, że przed meczami musi się pan na pewien czas wyciszyć. I że jest pewna gra, która panu pomaga.
„Rise of Kingdoms”, zgadza się. Wybierasz cywilizację, zarządzasz miastem, surowcami, trenujesz armię. Nie jest u mnie łatwo o wyciszenie, bo bardzo dużo czasu poświęcam na analizowanie naszego procesu treningowego i rozmowy z członkami sztabu. Czasami, kiedy przychodzę do domu, moje ciało jest z rodziną, a głowa obok, przy wyborze wyjściowego składu na mecz. I zastanawiam się, czy wszystko, co zrobiliśmy w tym mikrocyklu, było wykonane właściwie. Dlatego włączenie sobie w telefonie „Rise of Kingdoms”, nawet co jakiś czas, tylko na pięć minut, to mały, ale bardzo cenny resecik.
Czy Bartosz Bereszyński zawodzi? „Nie zgadzam się. Jest w top 5”
Bartosz Bereszyński to przedłużenie pana ręki na boisku? Wiem, że akurat z tym zawodnikiem pan wyjątkowo dużo rozmawia.
Ja ogólnie traktuję zawodników jak przedłużenie mojej ręki. Nie mam problemu, żeby dzielić się różnymi swoimi odczuciami z Ronym Lopesem, właśnie Bartkiem albo Jacquem Ndiaye. Mówię np. konkretnym piłkarzom, że w tym meczu będą takie i takie sytuacje, więc oczekuję od nich tego i tego. W tym tygodniu doszedłem do wniosku, że moglibyśmy lepiej zachowywać się przy dośrodkowaniach i częściej blokować strzały. Wziąłem na rozmowę bramkarza, Gaspera Tratnika, i mówię: „Słuchaj, ćwiczymy lepszą obronę własnej bramki. Chcę, żebyś mi w tym pomógł”.
Zależy mi, żeby na boisku, w czasie treningu, mieć zawodnika, który z jeszcze bliższej odległości może innych chłopaków bodźcować, wpływać na nich. Więc to nie jest kwestia Bartka jako przedłużenia ręki, tylko dynamiki drużyny. Na początku sezonu zawodnikiem, z którym bardzo dużo rozmawiałem przed meczami, ale i w ich trakcie, był Ivo Rodrigues.
Jak pan reaguje na głosy, że Bereszyński w tym sezonie sportowo zawodzi?
Nie zgadzam się z nimi. Mówiłem już o Michale Jaroniu, który do nas dołączył i stworzył fantastyczne narzędzia do analizy modelowych zachowań naszych piłkarzy. Bartek Jabłoński i Krystian Skłodowski ze sztabu skrupulatnie liczą działania każdego zawodnika w każdej sekundzie spotkania. Analizują to pod kątem zachowań, których chcemy. I wychodzi nam, że Bartek, jeśli chodzi o skuteczność naszych zachowań, jest w top 5 zawodników, a więc bardzo wysoko.
Wpadamy w pewną pułapkę. Weźmy właśnie Bartka, który w konkretnym meczu ma udział przy straconej bramce, czyli jakieś jego zachowanie wpłynęło na to, że padł gol dla przeciwnika. My wtedy pamiętamy o niej, zapominając, że przez całe spotkanie Bereszyński miało około stu zagrań, interwencji, z czego np. 88 było dobrych. Kończy się mecz, a my zostajemy tylko z tymi okolicznościami stracenia bramki w głowie, zapominając o pozostałych akcjach. Gdy patrzę na mecz i oceniam szczerze Bartka, to rozumuję mniej więcej tak: „Przytrafił ci się błąd. Ok, piłka nożna jest grą błędów. Każdemu się zdarza. Ważne, by tych błędów nie było jednak dużo. A jeśli skuteczność Bartka jest na poziomie, powiedzmy, 80 procent, to to jest bardzo wysoki poziom skuteczności w piłce”.
Nie mam wtedy z tym problemu, bo nie mam żadnej gwarancji, że jeżeli za Bartka grałby ktoś inny, to jego skuteczność nie wynosiłaby z 60 procent. A może bramki wpadały z sytuacji, w których Bereszyński się dobrze zachował? Nie podoba mi się takie postrzeganie zawodnika, wyrażanie opinii. Jesteśmy często niesprawiedliwi. To tak, jakby ktoś oceniał każdego kibica za jego pracę. Wyobraźmy sobie, że taki kibic przepracował fantastycznie 24 dni, a później zdarza mu się jeden słabszy dzień. Po prostu coś zrobił źle. I akurat tego dnia przychodzi do niego szef i całościowo go krytykuje.
Ja taki nie jestem. Głęboko analizuję mecze i staram się być sprawiedliwy. Bartkowi za skuteczność działań dałbym bardzo dobrą ocenę.

Mariusz Misiura jako trener Motoru
W kilku rozmowach zaznaczał pan, jak bardzo ceni selekcjonera Jana Urbana. Na początku poprzedniego, październikowego zgrupowania odnosiłem wrażenie, że Urban znalazł się trochę w sytuacji, w której czego by nie powiedział i jak się nie wypowiedział i tak w niego uderzano. To przykład trenera ocenianego często niesprawiedliwie?
Odpowiem pytaniem – może mi pan powiedzieć, w jakiej polskiej drużynie się dzisiaj nie narzeka?
Są takie, gdzie narzeka się mniej i takie, gdzie więcej.
Nie doświadczamy w ogóle sytuacji, w której jesteśmy zadowoleni. Zamiast tego jesteśmy wiecznie na etapie narzekania. To dziwne podejście. Czy na przestrzeni ostatnich, powiedzmy, pięciu lat, ktoś gdzieś może powiedzieć, że jest zadowolony? Albo że był? Weźmy przykład Lecha Poznań – tutaj już są głosy niezadowolenia, że w Lidze Europy wysoko przegrali dwa spotkania, a w Pucharze Polski odpadli z Siarką Tarnobrzeg. Nie ma moim zdaniem miejsca, gdzie przez ostatnich pięć lat byłoby pełne zadowolenie. Wychodzi na to, że musimy się cieszyć z mniejszego niezadowolenia.
Były prezes Znicza Pruszków, w którym pracowałem, powtarzał często takie zdanie: „Nagrodą jest brak kary”. Dziś jako trenerzy żyjemy w świecie, w którym otacza nas albo duże niezadowolenie, albo niezadowolenie. Nie ma w ogóle takiego momentu: „Kurcze, świetnie wykonana praca. Naprawdę dobry moment”. Nawet jeżeli wygrywasz mecz, to dość szybko staje się nieważne.
Niedawno na konferencji (rozmawialiśmy w środę, po spotkaniu trenera z mediami – przyp. red.) został pan zapytany, dlaczego w wygranym 2:1 meczu z Cracovią nie zagraliście lepiej.
Dokładnie. Widzę w tym pewną pułapkę. Nie wiem, czy da się zmienić to postrzeganie, ale ja w codziennej pracy z drużyną i sztabem chcę mieć momenty w stylu: zatrzymajmy się i radujmy się świetnym czasem. Niedawno wygraliśmy spotkanie, pocieszyliśmy się w szatni, ale po chwili ci, którzy nie grali, ruszyli na rozbieganie. I złapałem się na myśli, że mogliśmy im jednak ten trening odpuścić. Rezerwowi mogli pobiegać następnego dnia, a my byśmy jeszcze lepiej celebrowali chwilę zwycięstwa. To mi uświadomiło też, że sam czasami wpadam w taki rytm, który otacza nas w kontekście chociażby komentowania występów reprezentacji Polski.
Misiura: Czubak nie musi udowadniać przydatności do kadry, strzelając np. w miesiąc pięć goli
Załóżmy, że dzwoni do pana ktoś ze sztabu reprezentacji i pyta: „Mariusz, dlaczego według ciebie warto powołać Karola Czubaka?” Co pan by odpowiedział?
Karol jest dziewiątką. Uważam, że mamy w naszym kraju bardzo mało dziewiątek, takich typowych killerów pola karnego. Tu nie powinno chodzić o to, że Czubak musi udowodnić przydatność do kadry, strzelając w miesiąc np. pięć bramek, a jeżeli w kolejnym miesiącu nie będzie tak skuteczny, to już nie jest graczem na reprezentację. Karol ma narzędzia: świetnie gra w powietrzu, potrafi sfinalizować akcję wieloma częściami ciała. I jest skuteczny, bo regularnie strzela powyżej dziesięciu bramek.

Karol Czubak i Mariusz Misiura
To według mnie najważniejszy aspekt, który powinien wpływać na powoływanie go, bo wierzę, że w reprezentacji występują najlepsi zawodnicy w Polsce. Dlatego oni, posyłając często piłkę w pole karne na tak groźnego napastnika, jak Czubak, będą mu tworzyć okazje, które on może zamienić na bramki. Karol ma pewne swoje zachowania, atuty i jeżeli dla trenera tego typu dziewiątka jest potrzebna i selekcjoner jest zdania, że może ją właściwie wykorzystać, to Czubak według mnie powinien być powołany. Ale to wybór selekcjonera: to on musi podjąć taką decyzję i przede wszystkim mieć wizję, w której widzi tego zawodnika.
Wiktor Nowak to piłkarz, z którym pracował pan i w Zniczu Pruszków, i w Wiśle Płock. Wiele osób zaskoczyło, że ten zawodnik tak dobrze prezentuje się po transferze do Slavii Praga i że od samego początku tak dużo daje reprezentacji.
Można włączyć moje konferencje prasowe z czasów Wisły Płock. Tę po meczu z Legią, albo po spotkaniu z Rakowem. Wiktor, patrząc na jego skuteczności działań i aspekty motoryczne, już wtedy występował na bardzo wysokim poziomie. Mało tego – on w Wiśle biegał jeszcze lepiej niż teraz biega w Slavii. Pracując w Płocku mówiłem, że Nowak już wtedy był zawodnikiem na ten poziom. Ale wiem, że w tym naszym piekiełku ktoś od razu mówi: „No ale co ten Misiura, trener Wisły Płock, może o tym wiedzieć?”.
Spędziłem 12 lat za granicą, żeby zrozumieć, jak gra się w innych krajach i jakie zawodnik musi mieć narzędzia, żeby funkcjonować na określonym poziomie. Uważam, że byłem osobą na tyle kompetentną, żeby ocenić, czy Wiktor już te narzędzia posiadał. Nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, że Nowak jest ważną postacią Slavii i gra w reprezentacji. Co więcej, według mnie on będzie grał w lepszym klubie, w silniejszej lidze niż czeska.
Jest ktoś w Ekstraklasie, kto może pójść podobną drogą?
Tak, nawet u nas w drużynie. Kibicuję Filipowi Lubereckiemu. W Jagiellonii jest kilku młodych zawodników, którzy mogą iść tą drogą, m.in. Eryk Kozłowski. Od zawsze bardzo podobał mi się w Wiśle Kraków Kacper Duda, a jeszcze jest Jakub Krzyżanowski. Spójrzmy na naszą młodzieżówkę. Fantastyczna grupa, Jerzy Brzęczek świetnie ją wyselekcjonował. Kluczem jest teraz, jak będziesz pracował z takimi zawodnikami, na ile im pomożesz i czy oni sami będą głodni, żeby zrobić postęp.

Misiura jako trener Znicza Pruszków. Z lewej Wiktor Nowak
Kulisy rozstania Misiury z Wisłą Płock. „Boli mnie taka sytuacja”
Z Wisłą Płock, z którą teraz mierzy się Motor w lidze, najpierw awansował pan do Ekstraklasy, a później zajął w niej dobre ósme miejsce, prowadząc nawet w tabeli na koniec 2025 roku. Pana pożegnanie z klubem po zakończeniu ubiegłego sezonu dla sporej liczby osób było zaskoczeniem. Co było impulsem, by napisać wtedy oświadczenie, w którym odniósł się pan do głosów władz Wisły, że dostał pan po prostu świetną finansowo ofertę z Lublina?
Dostałem sporo wiadomości prywatnych od kibiców. Pytali: „Dlaczego? Jaka jest prawda?” Jeżeli jedna strona się wypowie, a druga milczy, to wiadomo, że ludzie posłuchają tylko tej jednej, uznając, że to na pewno prawdziwa wersja. Uznałem, że chcę przedstawić swoją, która była prawdziwa w moim odczuciu.
Bolały pana te głosy, sugerujące, że chodziło głównie o większe pieniądze?
Boli mnie sytuacja, w której przychodzę do Wisły po dwóch nieudanych dla niej sezonach. Robimy wspólnie awans, a później utrzymujemy się w lidze jako jedyny beniaminek. Mało tego – my do 31. kolejki walczymy o europejskie puchary. W kwietniu podajemy sobie rękę, dogadujemy się co do nowego kontraktu. Moją rękę uściskała wtedy osoba, która później mówi o zupełnie innej sytuacji. To jest bolesne. Sam wiem, jak dużo dobrego zrobiłem dla tego klubu. Nie sam, tylko wspólnie z innymi ludźmi. I później, ktoś, kto musi oczywiście przedstawić siebie w dobrym świetle, wypowiada się w ten sposób o tobie. To nie jest dla mnie w porządku, ale tak już bywa w życiu.
Wiem, że często wymyśla pan różne wyjścia integracyjne dla drużyny, np. przed meczem w Szczecinie poszliście do kina. Jakie filmy poleciłby pan piłkarzom?
Przede wszystkim sporo filmów, które powstały w latach 80. i 90.: „Krwawy sport”, „Lwie serce”. Jest taki animowany film sportowy „Wielka mała koza”, opowiadający o koszykówce. To historie, które kształtują charakter. Dzisiaj młodzież często dostaje wszystko na tacy, a my wychowywaliśmy się w takich czasach, że na wszystko musieliśmy sobie zapracować. Nie chcę się obrażać na obecne realia, to po prostu inna rzeczywistość. Chodzi mi tylko o to, że jeżeli coś dostajesz, to warto to docenić i dalej ciężko pracować, żeby ktoś ci tego nie zabrał. Taki właśnie przekaz płynie z filmów, o których wspomniałem.
Zaczęliśmy od rozmowy o wizjonerstwie. Gdyby mógł pan spotkać się na jedną godzinę i porozmawiać z dowolną osobą ze świata sportu, nie tylko polskiego, kto by to był?
Kiedyś zastanawiałem się nad tym, na zasadzie: „Gdy wsiadam do winy, otwierają się drzwi, kto jeszcze mógłby się w nich pojawić?”. Nie będę oryginalny – bez wątpienia wybrałbym Pepa Guardiolę albo Jose Mourinho. Kiedy pracowałem w Chinach i właśnie w tym kraju Jordi Cruyff objął zespół, w którym występował wtedy Adrian Mierzejewski, od razu spojrzałem, jak mam tam daleko od siebie. Sześć godzin, do zrobienia. Napisałem do Adriana: „Musisz mi pomóc, chcę się spotkać z Jordim”. Syn Johana Cruyffa, Barcelona, La Masia, cała ta filozofia, o której też na pewno bardzo ciekawie opowiedziałby Guardiola. Spotkanie z Jordim było dla mnie wyjątkowe.
A ktoś spoza świata sportu?
Chciałbym usiąść i porozmawiać z grupą Lady Pank. Ubolewam, że grają teraz koncert akurat, gdy mierzymy się z Wisłą Płock. Jestem ich fanem od lat i niedawno, gdy mieli 45. urodziny i obchodzili je w Opolu, specjalnie pojechałem na koncert z Lublina. Musiałem tam być. A miałem do pokonania kawałek.
Ulubiona piosenka?
„Mała wojna”.
Rozmawiał: JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Artykuł Misiura: Motor ma stać się czołowym klubem w Polsce [WYWIAD] pochodzi z serwisu weszlo.com.