Masz dobrych czy nawet bardzo dobrych piłkarzy w skali ligi, nie tylko w defensywie. Wydawać by się mogło, że posiadasz argumenty, żeby prowadzić grę, a ty w kolejnych meczach cofasz się, bronisz, grasz „lagę” na oślep. Wyglądasz, jakbyś chciał dotrwać z remisem do końca. Widzew Vukovicia jest z jednej strony poukładany w tyłach, a z drugiej przeraźliwie bojący się jakiegokolwiek ryzyka. Przyjechał na Legię, która nie zagrała nic wielkiego, jej środkowi obrońcy momentami lekko panikowali. A Widzew jak się zaczął bronić, tak bronił się dalej. I w końcu w ostatniej akcji dostał w łeb, przez co jest bliski spadku. Ciągle uważam Vukovicia za dobrego trenera, ale to podejście jego drużyny jest dla mnie niezrozumiałe.
Scenka z ostatnich minut meczu, dobrze było ją widać z trybun. Jest 0:0, przed chwilą Legia wywalczyła rzut wolny. Otto Hindrich nagle zaczyna biec w stronę pola karnego Widzewa. Dwóch legionistów jest w szoku, gdy widzą, co robi ich bramkarz i gestami każą mu wracać, jakby chcieli powiedzieć: „Chłopie, co ty wyczyniasz?! Przecież jest remis, a nie 0:1”. Ale Marek Papszun wyraźnie pokazuje z ławki, że wszyscy, również bramkarz, mają biec w pole karne rywali.
Nie do końca to rozumiałem. Przecież było 0:0, a remis tak naprawdę bardziej urządzał Legię. Drużyna Papszuna miałaby 38 punktów i prawdopodobnie trzy niezbędne do zdobycia, żeby się utrzymać, a w najbliższej kolejce spotkanie w Niecieczy z najsłabszą drużyną Ekstraklasy.
Nawet teraz, już chwilę po ochłonięciu, mam wrażenie, że Papszun bardzo zaryzykował i zagrał w rosyjską ruletkę. Udało się – Hindrich gola co prawda nie strzelił, ale niespodziewana wizyta bramkarza Legii w polu karnym Widzewa na pewno miała jakiś wpływ na zachowanie gości. A przecież równie dobrze piłkę mógł złapać Bartłomiej Drągowski, podać ją szybko do Osmana Bukariego (no dobra, może nie do niego, niech będzie Andi Zeqiri), a ten strzeliłby chwilę później do pustej bramki.
Papszun trochę zaszalał, ale czasami trzeba tak zrobić, żeby osiągnąć cel. Mam wrażenie, że to była elementarna różnica w podejściu obu drużyn. Legia nudziła, męczyła kibiców, ale w decydującym momencie potrafiła bardzo zaryzykować. A Widzew przez cały mecz był tchórzliwy i minimalistyczny.
Widzew jest taki niemal przez cały czas za kadencji Aleksandara Vukovicia.
Widzew Łódź Aleksandara Vukovicia jest skrajnie pozbawiony odwagi
Nie chcę podłączać się do tłumu tych, którzy w tym momencie przelewają swoją frustrację na klawiaturę i piszą, że „Vuko” do niczego się nie nadaje. Nie. To dobry w polskich realiach trener. Postawiłbym nawet tezę, że w pewnych elementach poukładał Widzew. Ten zespół długimi fragmentami bardzo dobrze się broni, ma niezłego lub świetnego, w zależności od meczu, Przemysława Wiśniewskiego. Tylko dlaczego Widzew Vukovicia, mając takich zawodników, jest tak skrajnie pozbawiony odwagi? Ma argumenty piłkarskie, a mimo to najczęściej gra na remis.

Mariusz Fornalczyk w meczu z Legią
Już w meczu z Lechem, choć wygranym 2:1, był dość długi fragment, kiedy Widzew głęboko się cofnął i praktycznie nic nie oferował z przodu. Spotkanie z Termaliką, najgorszą w lidze, udało mu się wygrać w końcówce, ale kiedy jeszcze oba zespoły grały po jedenastu, to Widzew ewidentnie przestraszył się po kilku wyjściach do przodu gości. Mecz z Motorem w poprzedniej kolejce? Niektórzy widzieli w nim ofensywny i naprawdę mocny Widzew. Ja widziałem co najwyżej solidny zespół Vukovicia i przede wszystkim zaskakująco słabych gości z Lublina.
Tym razem oglądaliśmy przy Łazienkowskiej w pewnym sensie typowy Widzew Vukovicia, ale Legia Papszuna nie była do końca sobą. Kto tak naprawdę wyróżniał się w zespole gospodarzy? Jurgen Elitim, dla mnie najlepszy na boisku, który próbował zrobić coś kreatywnego i dość często mu to wychodziło, i Kamil Piątkowski, dużo lepszy od dwóch pozostałych środkowych obrońców.
Rafał Augustyniak i Radovan Pankov, zwłaszcza w pierwszej połowie, byli nerwowi, elektryczni. Niepewni. Piłkarze Widzewa musieli to widzieć. Legia miała też dwie kontuzje zawodników występujących na tej samej pozycji. Musiała naprawiać, spontanicznie lepić. Aż prosiło się, żeby np. od początku drugiej połowy zagrać odważniej, trochę ją zaatakować.
Ale Widzew odpuszczał.
Goście albo wybierali najprostsze opcje, albo bez sensu „lagowali” do przodu. Parę razy coś wyszło Franowi Alvarezowi. Coś wykreować indywidualną akcją próbował Mariusz Fornalczyk, ale miał tylko jeden udany drybling, zakończony żółtą kartką dla Elitima. Najgroźniejsza akcja Widzewa w całym spotkaniu? To chyba ten strzał Emila Kornviga z początku meczu, który nieznacznie minął słupek bramki Legii.
Poza nim nie było praktycznie nic.
Vuković po porażce: Niewiele innego można było wymyślić, mając takie braki
Niepokoić mogą też słowa i postawa Vukovicia na konferencji prasowej. Zaczął od tego, że Widzew bardzo szanowałby remis, gdyby udało mu się utrzymać 0:0. Raczej układ w tabeli i terminarz powodowały, że to jego drużynie bardziej powinno było zależeć na graniu o wygraną. Załóżmy, że Rafał Adamski nie trafiłby do siatki. Widzew miałby remis, 37 punktów i – tak się wydaje – wciąż do utrzymania potrzebowałby czegoś więcej niż jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach. To naprawdę taka wielka różnica?
Ale idźmy dalej. Zapytany przez dziennikarza Radia Widzew o to, jaki był pomysł na spotkanie, skoro jego zespół oddał tylko jeden celny strzał przez 98 minut, szkoleniowiec najpierw chwilę się zastanawiał, po czym powiedział: – Pomysł był na pewno taki, żeby zminimalizować zagrożenie ze strony Legii pod naszą bramką. I myślę, że to się udało, poza golem i jeszcze jednym zamieszaniem po stałym fragmencie. Uważam, że to zrobiliśmy bardzo dobrze.
Czyli niemal przyznał wprost, że Widzew, mimo sytuacji w tabeli i potencjału piłkarskiego, jaki posiada, przyjechał na Legię się bronić.
I jeszcze jedna wypowiedź, chwilę później: – Można się zastanowić nad wieloma rzeczami, ale w gruncie rzeczy wydaje mi się, że niewiele innego można było wymyślić na dzisiejsze spotkanie, mając te braki, jakie mieliśmy po ostatnim meczu. Brakowało nam dzisiaj ważnych ludzi. Ten punkt był na wyciągnięcie ręki i nie byłby takim złym wynikiem.
Ma tu na myśli środkowych pomocników: kontuzjowanego Lukasa Leragera i pauzującego za kartki Juljana Shehu. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że to poważne osłabienia. Ale czy Widzew w obecnym zestawie personalnym naprawdę musi praktycznie w każdym meczu grać na remis? I czy przyjeżdżając na Legię, naprawdę był zmuszony przede wszystkim skupić się na tym, żeby nie stracić bramki?
Meczu z Górnikiem, w Łodzi, nie dało się oglądać. Zespół z Zabrza był wyżej w tabeli, ma szansę na Puchar Polski, a Widzew grał przecież o życie. Ktoś może powiedzieć, że z Radomiakiem przegrał w samej końcówce, po katastrofalnej postawie w ostatnich akcjach, ale tak naprawdę na przestrzeni całego tamtego meczu Widzew też miał mniej do zaoferowania niż rywal.
Nastąpił kolejny odcinek tego samego. Oto liczby spotkania z Legią:
- Oczekiwane gole: 1,67 – 0,30
- Posiadanie piłki: 62% – 38%
- Strzały: 14-6
- Uderzenia celne: 4-1
- Wielkie szanse na bramkę: 3-0
I tak mpżna jeszcze wymieniać. Dodać, że to jedno celne uderzenie to kopnięcie z mniej więcej 30 metrów. Przecież to obraz nędzy i rozpaczy. Kogo z Widzewa można obiektywnie pochwalić za mecz w Warszawie? Myślę, że tylko Wiśniewskiego. A kto zagrał źle lub bardzo źle? Tu lista byłaby sporo dłuższa: Fornalczyk, Sebastian Bergier, Carlos Isaac, Emil Kornvig i jeszcze można dodać kilku innych graczy.
Żeby się utrzymać, Widzew w ostatnich kolejkach musi być zupełnie innym zespołem
Scenka z końca konferencji. Dziennikarz pyta trenera Widzewa, jak zmotywuje zespół na ostatnie mecze sezonu. Zdołowany porażką Vuković odpowiada: – Mieszkam w Polsce, ale jestem Serbem.
Powtarza te słowa, bo nie dla każdego są jasne. Po chwili wstaje, wychodzi.
Chwilę wcześniej ogłoszono, że to będzie ostatnie pytanie, ale wyglądało to specyficznie. Z byciem Serbem wiadomo, co miał na myśli: chodziło o tamtejszą mentalność i walkę do końca, którą na sportowych arenach przez lata reprezentował chociażby Novak Djoković. Vuković wierzy w utrzymanie. Ma rację, gdy mówi, że jego drużyna musi teraz w trzech ostatnich kolejkach wygrać dwa mecze.

Aleksandar Vuković na stadionie Legii
Najpierw do Łodzi przyjeżdża Lechia Gdańsk. Zespół ofensywny, mający trochę braków w tyłach, ale nie tak wielkich, jak na początku sezonu. Później wyjazd na Koronę Kielce, w której „Vuko” jako piłkarz spędził cztery sezony, a później był w sztabie. I wreszcie ostatnia kolejka – do Łodzi przyjedzie Piast Gliwice, który Vuković prowadził w latach 2022-2025. Szykują się mecze o być albo nie być w lidze z drużynami, z którymi jest blisko związany.
Myślicie, że nawet jeśli Piast będzie już pewny utrzymania w lidze – to bardzo możliwy scenariusz – to trochę Widzewowi „zluzuje”? Nie sądzę, tym bardziej, że prowadzi go Daniel Myśliwiec, który ma swoje doświadczenia i przemyślenia po nie tak dawnej pracy w Łodzi. I coś do udowodnienia.
Łatwo nie będzie, ale jeżeli Widzew chce uratować ligę, na pewno musi się zmienić. Nabrać odwagi właśnie teraz, gdy gra idzie o wielką stawkę. Myśleć o tym, co jeszcze można zrobić, a nie kombinować na zasadzie, że nie ma już miejsca na żaden błąd, więc warto być bardzo ostrożnym.
Pytanie tylko, czy Widzew Łódź Aleksandara Vukovicia będzie do tego zdolny.
JAKUB RADOMSKI
WIĘCEJ O MECZU LEGIA – WIDZEW NA WESZŁO:
- Dramat Widzewa. Ten gol zrzuci ich z Ekstraklasy?
- Vuković po porażce: Szanowalibyśmy punkt
- Piłkarz Widzewa nagle zakończył wywiad. „Nie będę gadał, przepraszam”
Artykuł Minimalizm Widzewa jest zupełnie niezrozumiały [KOMENTARZ] pochodzi z serwisu weszlo.com.