Dwa lata dyskwalifikacji za… przekazanie dalej wiadomości. Pośrednik ukarany surowiej niż człowiek, który całą sprawę zainicjował. Absurd? To jeden z najbardziej kuriozalnych elementów „afery SMS-owej”. Dzień po ogłoszeniu kar, dotarliśmy do wyjaśnień, które przed Komisją Ligi złożył sędzia Paweł Raczkowski. Publikujemy je i odsłaniamy kulisy postępowania, które zamiast zamykać sprawę, rodzi kolejne niewygodne pytania.
Na początku przypomnijmy tło sprawy. W pierwszych dniach września światło dzienne ujrzała tzw. afera SMS-owa, której wydarzenia rozegrały się na przełomie maja oraz lipca tego roku.
Zarzewiem konfliktu było ligowe starcie między GKS-em Katowice a Jagiellonią Białystok w ramach przedostatniej kolejki minionego sezonu Ekstraklasy. To wówczas trener Adrian Siemieniec napisał wiadomość do sędziego Arkadiusza Kamila Wójcika z prośbą o przekazanie jej Pawłowi Raczkowskiemu, który miał być rozjemcą nadchodzącego spotkania.
„Paweł dzisiaj Nam sędziuje, nie wiem jak podejść do tego tematu. Chce po prostu żeby z Nami w tym temacie współpracował. Jeżeli nie będzie wyjść i kartka się należy to oczywiście nic mi do tego, ale jeżeli może poczekać i Nas uprzedzić że ktoś jest blisko to będę mógł zareagować”- pisał w wiadomości trener Siemieniec (pisownia oryginalna).
Szkoleniowiec Jagiellonii nie prosił o pobłażliwe traktowanie swoich zawodników, a o to, by sędzia Raczkowski informował go, gdy któryś z piłkarzy zbliżałby się „zarobienia” żółtej kartki. Jak tłumaczył szkoleniowiec, chciał uniknąć w ten sposób pauzy któregoś z zawodników w ostatnim meczu sezonu.

Choć podczas trwania spotkań Ekstraklasy sędziowie regularnie działają w podobny sposób – wystarczy obejrzeć kulisy spotkań, by zobaczyć, że arbitrzy nagminnie ostrzegają piłkarzy okrzykami: „Jeszcze raz i żółta!” – to taka prośba ze strony Siemieńca była jawnym złamaniem zasad dotyczących nieuprawnionego kontaktu między trenerem a sędzią.
Przebywający wówczas w Japonii Arkadiusz Kamil Wójcik odpowiedział na wiadomość Siemieńca, po czym przekazał screen Pawłowi Raczkowskiemu. Ten odpisał: „Pozdrawiam serdecznie”.
Tuż przed rozpoczęciem spotkania doszło jeszcze do kurtuazyjnej rozmowy między Siemieńcem a Raczkowskim. Przebieg meczu nie wzbudził żadnych kontrowersji.
Absurdalne kary Komisji Ligi. Najsurowiej ukarany pośrednik
Sprawa nabrała rozpędu dopiero kilka tygodni później, gdy z blisko dwumiesięcznym opóźnieniem zajęły się nią organy dyscyplinarne. Wreszcie, po kolejnych długich tygodniach, 2 października Komisji Ligi opublikowała następujący komunikat:
- Adrian Siemieniec został ukarany sześcioma meczami zawieszenia i 100 tys. zł grzywny,
- Paweł Raczkowski został ukarany 50 tys. zł grzywny,
- Arkadiusz Kamil Wójcik został ukarany dwuletnią dyskwalifikacją.
Ogromne dysproporcje w karach natychmiast wywołały falę komentarzy. Fakt, że zdecydowanie najmocniej został ukarany nie inicjator sprawy, a pośrednik, został odebrany jako dość kuriozalny. Kuba Białek w materiale na Weszło wprost nazywa go nawet absurdalnym.
Zwłaszcza, że sędzia Wójcik od dłuższego czasu przekonywał, iż cała sprawa została upubliczniona właśnie po to, by uderzyć właśnie w niego. Nie jest tajemnicą, że Wójcik od dłuższego czasu pozostaje skonfliktowany z obecnym Kolegium Sędziów, wcześniej był kandydatem na przewodniczącego KS, a w lipcu tego roku złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwym mobbingu ze strony swoich przełożonych.
Zastanawiający w tym wszystkim ma być także czas, w którym sprawa wyszła na jaw. 24 czerwca Wójcik, w telefonicznej rozmowie z Cezarym Kuleszą, przekazał prezesowi PZPN szereg wątpliwości oraz informacji na temat nieprawidłowości w działaniach Kolegium Sędziów. Następnego dnia, 25 czerwca, sędzia Paweł Raczkowski miał przypomnieć sobie o wysłanym przez Wójcika screenie i poinformować o sprawie przewodniczącego KS Marcina Szulca.
Innym dziwnym zbiegiem okoliczności ma być data rozpoczęcia postępowania dyscyplinarnego. To ruszyło 9 lipca, dokładnie tego samego dnia, w którym Wójcik, po kolejnej rozmowie z Kuleszą, złożył zawiadomienie do prokuratury. To po tej rozmowie Szulc przesłał screeny rozmów do Adama Gilarskiego, Rzecznika Dyscyplinarnego PZPN.
Z dokumentów jasno wynika, że Szulc przekazał zrzuty ekranu na osobisty wniosek… Kuleszy.
Ujawniamy wyjaśnienia sędziego Raczkowskiego
Udało nam się dotrzeć do wyjaśnień, które przed Komisją Ligi złożył Paweł Raczkowski. 43-letni arbiter na spotkaniu z organem dyscyplinarnym twierdził, że o całej sprawie faktycznie poinformował Marcina Szulca już po zakończeniu sezonu, gdy sam przebywał na wakacjach.
Według jego relacji obaj panowie mieli odbyć wówczas rozmowę telefoniczną, podczas której Raczkowskiemu przypomniało się o całej sytuacji, więc postanowił ją wyjawić. Sędzia, według własnych słów, tłumaczył to chęcią, by „przeciwdziałać nieusprawiedliwionym aferom”, a także „jak najlepiej służyć organizacji”.
Na pytanie czy do rozmowy faktycznie doszło 25 czerwca, Raczkowski odpowiedział: „Skoro przewodniczący wskazał datę naszej rozmowy jako 25 czerwca, to pewnie to jest ta data”. Kilka dni później, na prośbę Szulca, przekazał przewodniczącemu screeny tamtej rozmowy.
Dlaczego doświadczony arbiter z poinformowaniem swojego przełożonego zwlekał aż 39 dni? Jak stwierdził przed Komisją Ligi, on także początkowo nie miał świadomości, że doszło do naruszenia przepisów w sprawie nieuprawnionego kontaktu. Z jego wyjaśnień wynika, że pierwotnie zbagatelizował sprawę oraz że nie kontaktował się wówczas dodatkowo z trenerem Siemieńcem.

Jednocześnie Raczkowski w swoich zeznaniach wielokrotnie deprecjonował Wójcika, nazywając jego działania „nieroztropnymi” i „nieodpowiedzialnymi”. Sędzia twierdził też, że znacznie wcześniej zerwał kontakt z Wójcikiem, a wyraz dezaprobaty dla jego działania dał poprzez… emotikon przedstawiający zakrytą rękami twarz.
„Bardzo długo zastanawiałem się, czy nie odpisać mu w jakiś jednoznaczny sposób, co myślę o tym, co robi, i żeby tego zaprzestał” – miał stwierdzić podczas przesłuchania Raczkowski.
W rzeczywistości na wiadomość odpisał jedynie: „Pozdrawiam serdecznie”, dodając do niej emotikon dłoni z wyciągniętym palcem wskazującym oraz małym palcem, jak podczas rockowego koncertu. Wspomniany zaś przez niego emotikon (z zasłoniętą twarzą) pojawił się jako reakcja do przesłanego print screena z wiadomością od Siemieńca.
W złożonych przed Komisją Ligi wyjaśnieniach Raczkowski przyznaje też, że bezpośrednio przed meczem doszło do rozmowy między nim a trenerem Jagiellonii, w towarzystwie zawodników i oficjeli. W trakcie rozmowy Adrian Siemieniec miał powtórzyć swoją prośbę. Raczkowski miał zaś odpowiedzieć, że zamierza sędziować uczciwie, z poszanowaniem przepisów i bez faworyzowania kogokolwiek. Rozmowa miała mieć charakter kurtuazyjny.
Kozioł ofiarny był znany od początku?
Dodatkowo w trakcie składania wyjaśnień zarówno sędzia Raczkowski, jak i przewodniczący Szulc mieli używać sformułowań, wedle których to sędzia Wójcik był osobą, która zainicjowała nieuprawniony kontakt między trenerem a arbitrem. Z naszych informacji wynika, że podobną narrację przyjęli członkowie Komisji Ligi podczas przesłuchania sędziego Wójcika.
To o tyle zaskakujące, że do bycie inicjatorem przyznał się sam trener Adrian Siemieniec, który jako pierwszy wysłał wiadomość do sędziego Wójcika z prośbą o kontakt z Pawłem Raczkowskim.

Cała historia zostawia więc sporo znaków zapytania. Nie dlatego, że nie wiadomo, czy doszło do naruszenia przepisów – w tej kwestii Komisja Ligi nie miała większych wątpliwości. Nie mieli ich też sami zainteresowani, przyznając się do winy.
Problem polega na czymś innym: im dokładniej przyglądamy się sprawie, tym więcej pojawia się pytań dotyczących tego, jak poszczególne osoby zostały ocenione i dlaczego odpowiedzialność rozłożyła się właśnie w taki sposób.
Pytanie, czy cała sprawa nie została ukierunkowana na to, by ostatecznie pogrążyć skonfliktowanego ze związkiem i podejmującego kroki prawne Wójcika, wybrzmiewa dość mocno. Podobnie jak pytanie, czy w całej tej historii od początku nie wytypowano jednego kozła ofiarnego.
Ale przecież PZPN nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Prawda?
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Artykuł Kulisy kar Komisji Ligi. Ujawniamy zeznania sędziego Raczkowskiego! pochodzi z serwisu weszlo.com.