Mówi się o możliwym spadku Widzewa, mówi się o Legii, regularnie wspomina też o Arce, Pogoni czy Piaście, a Korona jakoś tak nie jest zbyt często wymieniana w gronie zespołów, z którymi liga może się pożegnać. Pewnie dzieje się tak dlatego, że kielczanie zawsze trzymają bezpieczny dystans od strefy spadkowej i ani razu nie wpadli w tym sezonie w duży kryzys. Ale i oni muszą mieć się na baczności. Nie powinny im się zdarzać tak letnie mecze, jak dziś. A zdarzają ciągle.
W Kielcach nie ma stresu ani nerwowych ruchów. Nikt nie wymienia trenera, nie zmienia stylu gry, nie ma też nagłych roszad na poszczególnych pozycjach. Ale sytuacja jest trudna. Jeszcze nie podbramkowa, lecz naprawdę trudna.
Korona – Piast 1:1. Kielczanie – kandydat do spadku?
Doły tabeli punktują. Widzew i Legia chcą uciec z piętnastego i szesnastego miejsca. Jest wiele meczów bezpośrednich, rotacja jest ogromna. Nie zdziwimy się, jeśli czeka nas spadkowicz, o którym nie mówi się tak dużo jak o tych drużynach. Bo taki Widzew, cokolwiek o nim mówić, miał aż nadto dużo czasu, by spadek zajrzał mu w oczy. Zdążył otrzeźwieć, zaczął grać bardziej pragmatycznie, lepiej punktować.
A Korona nie wygrała od pięciu meczów. Trzy ostatnie mecze u siebie zremisowała po 1:1. Ma ewidentny problem ze skutecznością. Jeszcze nie brakuje jej punktów, ale czy dokula się w tym tempie do finiszu ligi na bezpiecznej pozycji? Za chwilę trudny wyjazd na Raków, a potem starcia z Widzewem i Cracovią. Kto wie – być może o życie.
Aż do momentu straconej bramki, to był kolejny letni mecz w wykonaniu Korony. Nie było na niego wielkiego pomysłu, Jacek Zieliński grał to, co zawsze. Dopiero w końcówce, zresztą po obu stronach, oglądaliśmy realne parcie po wynik.
Czy można stracić cierpliwość do Mariusza Stępińskiego? Niektórzy pewnie już to zrobili. Przypomnijmy – napastnik Korony oddał w tej rundzie 42 strzały, z czego zaledwie jedenaście to strzały celne, co daje nam nieco wstydliwy bilans 26 procent idących w bramkę uderzeń na mecz. Nawet i dziś swoje zmarnował: trafił głową w spojenie po rogu, a przy innej okazji dobrze przeciął wrzutkę z bocznego sektora, ale tu czujnością wykazał się Holec.
Ale nawet mimo tych wszystkich faktów, wiary w Stępińskiego nie mają prawa tracić… jego koledzy. A Remacle w najlepszej okazji pierwszej połowy zachował się tak, jakby nie wierzył, że jego partner może tracić piłką do siatki. Kiedy bramkarz Piasta podał koroniarzom piłkę (nie pierwszy raz w tym meczu), Belg pognał na atak wraz ze Stępińskim. Jego kolega uciekł obrońcom i wystarczyło mu podać, a miałby przed sobą pustą bramkę. Remacle wolał jednak samemu kończyć akcję i trafił w bramkarza…
Prawdziwy kryminał. Jego zachowanie można byłoby jeszcze jakoś usprawiedliwić, gdyby kielczanie mieli kilka punktów nad strefą spadkową i na luzie dogrywali sobie końcówkę sezonu. Ale oni przecież także MOGĄ SPAŚĆ. Co więcej, przy obecnym punktowaniu są nawet jednym z realnych kandydatów.
Bramki obejrzeliśmy dopiero po przerwie. Tomasiewicz dał radę w jednej akcji na przestrzeni kilkunastu sekund strzelić, wrzucić, a później wgrać piłkę głową w pole karne, gdzie z jego podania skorzystał Rivas. Korona potrzebowała dwóch minut na odrobienie strat. Błanik wystąpił tym razem w rzadkiej dla siebie roli – nie wrzucającego, a tego, który głową wykańcza dośrodkowanie.
Ale potem Korona oddała pole i aż do końca spotkania to Piast wyglądał znacznie lepiej. Mieliśmy poprzeczkę Boisgarda, wybicie piłki z linii przez Pięczka i szereg innych akcji, w których kotłowało się pod bramką Dziekońskiego. Choć i tak najwięcej będzie mówić się o akcji, przez którą Jacek Zieliński znalazł się w takim stanie, że trzeba było go odciągać od sędziego, na którego ruszył.
Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore
Duży błąd Patryka Gryckiewicza
I cóż – spokojny zazwyczaj trener miał rację, jego zespół został niesłusznie pozbawiony niemalże pewnej bramki. Antonin wygrał pojedynek z Rivasem – było to starcie męskie, fizyczne, w której obie strony pracowały rękami. Kiedy obrońca Piasta wiedział, że już nie dogoni rywala, potknął się o własne nogi. No sorry – my tam intencjonalnego kontaktu Antonina nie dostrzegamy, to zawodnik przegrywający pojedynek szukał możliwości, by się wyłożyć na murawę.
Z perspektywy Korony była to naprawdę kluczowa akcja. Piast napierał przez kilkanaście minut, a ona w doliczonym czasie czasie gry wyprowadziła kontrę, po której jej napastnik wsadził piłkę do pustaka. Zrobił to jednak już po gwizdku, więc później nawet nie można było wrócić do tej sytuacji na VAR.
Dlaczego sędzia Gryckiewicz dopatrzył się tam faulu? Nie wiemy, ale w porządku – błędy sędziowskie się zdarzają. Dlaczego jednak zagwizdał od razu, a nie poczekał, jak ta akcja się skończy? Przy spalonych widocznych z kilometra sędziowie nie podnoszą chorągiewki, żeby dać sobie możliwość na ewentualne cofnięcie decyzji na VAR. Tu mamy gigantyczną kontrowersję, a sędzia nie wpadł na pomysł, że dobrze byłoby puścić grę, by później ewentualnie obejrzeć to na powtórce.
Korona ma prawo czuć się skrzywdzona przez sędziego. Ale to nie zmienia faktu, że znów zagrała w sposób, który musi niepokoić. Punktów jeszcze nie brakuje, ale w samej końcówce sezonu może być niezwykle gorąco.
3
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Bruk-Bet Termalica może spaść z ligi w ten weekend [ANALIZA]
- Podolski przed finałem Pucharu: Będziemy biegać do wyrzygania
- Wisła awansuje już w ten weekend? Wystarczyć może nawet remis
Fot. newspix.pl
Artykuł Korono, pobudka! Ty też możesz spaść z ligi pochodzi z serwisu weszlo.com.