Po pierwszej połowie Korona spokojnie prowadziła i miała wszystko pod pełną kontrolą. Śląsk bez Piotra Samca-Talara kompletnie nie miał pomysłu na przechytrzenie rywala. Goście jednak zamiast pójść po kolejne gole zadowolili się jednobramkowym prowadzeniem, pozwalając uwierzyć przeciwnikowi, że jeszcze nie wszystko stracone. Na własne życzenie sprawili sobie nerwową końcówkę.
Zespół Jacka Zielińskiego wygrał, jednak po spotkaniu z mocno przeciętnym Śląskiem zastanawiamy się, czy na pewno w pełni wykorzystywany jest ofensywny potencjał tego zespołu. Michael Ameyaw, Kamil Jakubczyk, Ondrej Lingr, a na ławce jeszcze Camilo Mena. A jednak szału w ataku nie było.
Śląsk Wrocław – Korona Kielce 1:2. Bez Piotra Samca-Talara ani rusz
W Śląsku od razu było widać, że coś jest tam nie tak. Oczywiście była to nieobecność Piotra Samca-Talara, który w tym momencie jest nie do zastąpienia w zespole Ante Simundzy. Nie było zawodnika, który byłby w stanie stworzyć jakieś poważniejsze zagrożenie pod bramką Xaviera Dziekońskiego. Nawet jak z akcją wyszedł Grzegorz Tomasiewicz, to duet napastników przy dośrodkowaniu postanowił sam siebie unieszkodliwić…
Mimo że gra Korony jakoś specjalnie nie powalała, to w oczy od razu rzucało się, że jakością indywidualną znacznie przewyższa rywali. Po Michaelu Ameyawie, Ondrzeju Lingrze czy Kamilu Jakubczyku widać było, że dla Śląska byliby nieocenionym wzmocnieniem. A na ławce Kielczan na swój debiut czekał przecież Camilo Mena, a także znalazł się na niej mający już trzy gole w tym sezonie Morgan Fassbender.
Ciężko powiedzieć, że goście przeprowadzali jakieś huraganowe ataki, ale ta różnica w jakości w końcu musiała przynieść efekty. No i przyniosła, chociaż akurat przy akcji bramki Koronie dopisało też szczęście w postaci nieudanej interwencji Jehora Macenki.
Rozpoczynamy sobotnie strzelanie w @_Ekstraklasa_! Korona prowadzi po golu Stępińskiego
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/OALuqPmzZS
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 12, 2026
W każdym razie zespół Jacka Zielińskiego kontrolował przebieg pierwszej części i w pełni zasłużył na prowadzenie. Śląsk nawet jeśli chciał, to nie miał sposobu, pomysłu i odpowiedniej jakości, by postraszyć przeciwnika.
Korona zafundowała sobie nerwową końcówkę. Świetny Jakubczyk rozstrzygnął sprawę
Korona w drugiej części rywalizacji miała wszystko, by drugim golem zamknąć emocje w tym spotkaniu. Przy takim wyniku jesteśmy w stanie zaryzykować tezę, że Śląsk już nie byłby w stanie się podnieść. Zresztą, to piłkarzom z Kielc się udało, gdy jak na tacy Mariusz Stępiński wyłożył piłkę Michaelowi Ameyawowi, jednak po analizie VAR sędzia dopatrzył się faulu napastnika gości.
Drugą taką okazją miał Morgan Fassbender, gdy znalazł się sam na sam z bramkarzem, ale uderzył prosto w Karola Niemczyckiego. Mamy też poczucie, że Korona tych szans na drugiego gola mogłaby mieć znacznie więcej, gdyby tylko odważniej postanowiła pójść po podwyższenie prowadzenia. Wyglądała trochę tak, jakby zadowoliła się wynikiem i spokojnie czekała na końcowy gwizdek arbitra.
A było blisko, by to się zemściło. Z biegiem czasu Śląsk coraz bardziej przesuwał się pod bramkę Korony i zaczynało pachnieć bramką wyrównującą. Sporo ożywienia do drugiej linii wnieśli młodzi Dorian Markowski i Adam Ciućka. To właśnie drugi z nich świetną akcją sprawił, że możemy powiedzieć cokolwiek pozytywnego o Malalym Dembele.
Francuski napastnik przegrywał dosłownie wszystkie pojedynki i gdy tylko piłka znajdowała się pod jego nogami, to chwilę później była już w posiadaniu przeciwnika. Typowaliśmy go na najsłabszego zawodnika tego spotkania, jednak w tej jednej sytuacji zachował się jak trzeba i wyprzedzając Ariela Mosóra doprowadził do wyrównania.
Dembele wyrównuje we Wrocławiu! Będą emocje w końcówce
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/oiEtJCSP2j
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 12, 2026
I Korona nagle miała poważny problem. Z meczu, który wydawało jej się, że ma pod pełną kontrolą nagle był remis, a mogło skończyć się nawet gorzej. Gospodarze złapali wiatr w żagle i gdyby nie bardzo dobra interwencja Xaviera Dziekońskiego przy uderzeniu wyróżniającego się Adama Ciućki, kto wie, czy nie skończyłoby się zwycięstwem beniaminka.
A jednak, w praktycznie ostatniej akcji przekonaliśmy się, że Korona swoją jakością może rozstrzygać mecze, a ta objawiła się w postaci Kamila Jakubczyka. Jedną akcją rozmontował całą defensywę rywala i tak zagrał do Simona Gustafsona, że Szwed musiał tylko wpakować piłkę do pustej bramki.
𝐆𝐎𝐋 𝐍𝐀 𝐖𝐀𝐆𝐄̨ 𝐙𝐖𝐘𝐂𝐈𝐄̨𝐒𝐓𝐖𝐀!
Korona pokonuje Śląsk po trafieniu Gustafsona w doliczonym czasie
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/bW47buh86p
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 12, 2026
Z jednej strony Śląsk może żałować, że nie wykorzystał dobrego momentu po strzelonym golu, jednak na przestrzeni całego meczu to Korona miała po swojej stronie wyższą kulturę piłkarską. Tyle że mamy poczucie, że mogła ją znacznie lepiej wykorzystać i uniknąć nerwowej końcówki.
5
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Korona zafundowała sobie nerwową końcówkę. Na własne życzenie pochodzi z serwisu weszlo.com.

Oglądaj w CANAL+: 
