10.10.2026

Jeśli Lech wygrywa we Wrocławiu, to znak, że jest mocny

Niezależnie czy Śląsk akurat rywalizuje o czołowe lokaty w lidze czy walczy o uniknięcie spadku, to mecze we Wrocławiu zawsze są dobrą weryfikacją, w jakiej dyspozycji jest aktualnie Lech. Dla ekipy z Poznania zawsze są to niewygodne wyjazdy i rzadko kiedy przywozi z nich trzy punkty. Teraz ta sztuka się udała i to w naprawdę ładnym stylu. 

Żeby znaleźć ostatnie zwycięstwo Lecha we Wrocławiu trzeba cofnąć się do wiosny 2022 roku, gdy zmierzający po mistrzostwo Polski zespół Macieja Skorży wygrał 1:0 po golu Michała Skórasia. Kolejne dwie wyjazdowe triumfy Kolejorza ze Śląskiem to lata 2018 oraz… 2010. To chyba najlepiej oddaje, jak ciężko Poznaniakom jest odnaleźć się na tym terenie.

A teraz? Bez swoich dwóch największych gwiazd w pierwszym składzie, a za to z jednym nominalnym skrzydłowym, pokazali rywalowi miejsce w szeregu. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że ten poprzeczki specjalnie wysoko nie zawiesił. Lech nie musiał nawet wchodzić na swoje najwyższe obroty.

Śląsk Wrocław – Lech Poznań 1:4. Wystarczyło przyspieszyć, gospodarze byli bezradni

Po pierwszych fragmentach kibice we Wrocławiu mogli mieć nadzieje, że ich piłkarzom uda się coś ugrać. Zespół Ante Simundzy nawet nieźle wszedł w mecz i to on jako pierwszy stworzył sobie okazję na gole. W lukę powstałą przez wyjście Wojciecha Mońki wbiegł Jehor Macenko i gdyby nie interwencja Mateusza Lisa, to po podaniu Piotra Samca-Talara otworzyłby wynik.

Tyle że to był jeden z naprawdę nielicznych momentów, gdy Śląskowi coś wyszło. Lech nie grał niczego wielkiego, ale z upływem kolejnych minut miał coraz większą kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Nie były to huraganowe ataki, ale goście czekali na odpowiednie momenty, by zaskoczyć rywala.

I taki się pojawił. Za sprawą świetnej akcji Pablo Rodrigueza i nienagannego wykończenia Filipa Jagiełły w końcu padł pierwszy gol. Po drodze zmieniając tor lotu piłki przysłużył się jeszcze Mateusz Skrzypczak.

Zdecydowanie pierwsza połowa nie była wielkim spektaklem, ale na końcu o wyniku na półmetku rywalizacji zaważyła jakość całej drużyny z Poznania. Trzeba też wziąć poprawkę na brak kontuzjowanego Allahyara Sayyadmanesha i fakt, że ze skrzydłowych tylko Leo Bengtsson był gotowy na występ od pierwszej minuty. Po drugiej stronie zagrał Robert Gumny i było widać, że to nie jest jego naturalne miejsce.

Mariusz Malec podobno wciąż się kręci. Patrik Walemark wrzucił go na karuzelę

Spokojnie można powiedzieć, że mecz ustawiła druga bramka strzelona przez Pablo Rodrigueza na samym początku drugiej części. Hiszpanowi sprzyjało szczęście w postaci rykoszetu od Mariusza Malca, chociaż całą swoją grą zasłużył, by zakończyć mecz z jakimś konkretem.

Po tym trafieniu Śląsk totalnie się rozsypał. Jakby całkowicie stracił nadzieje, że jest w stanie jeszcze cokolwiek w tym spotkaniu ugrać. Być może to też był taki osąd sytuacji, że Lech jakościowo jest wyraźnie lepszy. Niezależnie od przyczyn de facto w 50. minucie rozstrzygnęła się kwestia zwycięzcy.

Kwestią do ustalenia był tylko wynik. A tu Niels Frederiksen postanowił pójść na całość, wpuszczając za Roberta Gumnego Patrika Walemarka. Różnica od razu była gigantyczna, mimo że Szwed po drodze zmagał się z chorobą i nie był jeszcze na 100% gotowy do gry.

Mariusz Malec znalazł się na takiej karuzeli, że istnieje obawa, że do końca roku może się nie odkręcić. Do rykoszetu przy drugim trafieniu dołożył także negatywny udział przy trzecim i czwartym golu. Natomiast dla stopera Śląska mamy dobre informacje. Na karuzeli Patrika Walemarka dołączył do Tymoteusza Puchacza oraz Przemysława Frankowskiego, którzy wciąż się kręcą po niedawnym meczu reprezentacji w Sztokholmie.

Przy okazji za wcześniejsze nieudane zagrania nieco zrehabilitował się Mikael Ishak, który przy pierwszej bramce swojego rodaka naprawdę ładnie mu asystował.

Lech mógłby skończyć z pięcioma albo i nawet sześcioma golami. Do tego potrzebny był jednak napastnik gotowy wejść z ławki rezerwowych. Yannick Agnero kimś takim zdecydowanie nie był. Przez 20 minut z małym hakiem zdążył zmarnować dwie setki oraz absurdalnie zepsuć kontrę trzy na dwa, wdając się w niepotrzebny drybling zamiast dograć do Daniela Hakansa albo Pablo Rodrigueza.

Śląsk w doliczonym czasie po rzucie rożnym strzelił honorowego gola, ale była to zmiana iście kosmetyczna. We Wrocławiu powinna się już zapalić czerwona lampka, bo zaczyna to wyglądać mocno niepokojąco. Lech jadąc na maksymalnie trzecim biegu wcisnął mu czwórkę. Żeby wygrać nie musiał się nawet specjalnie zmęczyć.

A Mariusz Malec podobno wciąż jest na murawie i próbuje się odkręcić po traumatycznym przeżyciu w postaci rozpędzonego Patrika Walemarka.

Ekstraklasa

10. Kolejka

Śląsk Wrocław

1
–
4
Zakończone

Lech Poznań

4
Niemczycki
1 –
Malec
3
Ba
3
Matsenko
3
Llinares
yellow-card
5
Tomasiewicz
1
4
Linetty
yellow-card
4
Andersson
1
4
Samiec-Talar
3
Banaszak
2
Marjanac
Patryk Gryckiewicz
5

Zmiany:

icon-swap
Malaly Dembele
3
Luka Marjanac
icon-swap
Adam Ciucka
4
Karol Linetty
icon-swap
Eniss Shabani
Piotr Samiec-Talar
icon-swap
Ieltsin Camoes
Przemyslaw Banaszak

Legenda

yellow-card

Żółta kartka

red-card

Czerwona kartka

yellow-card
red-card

Dwie żółte / czerwona kartka

Zdobyte gole

Gole samobójcze

Asysty

Asysty drugiego stopnia

5.0

Ocena meczowa

+

Plus meczu

–

Minus meczu

swap

Zawodnik zmieniony

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Fot. Newspix

Artykuł Jeśli Lech wygrywa we Wrocławiu, to znak, że jest mocny pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl