10.08.2026

Imaz nie jest sobą. Nie dołączę do krytyki Grzelaka || PrzeMyślenia #3

Tym razem, jako że żaden temat nie wybija się wyraźnie na pierwszy plan, kilka impresji odnośnie do każdego (rozegranego) meczu 3. kolejki Ekstraklasy. Za tydzień wpadnie coś bardziej ogólnego, bo w poniedziałek zaczynam urlop i istnieje ryzyko, że nie obejrzę wszystkich meczów. 

JAGIELLONIA BIAŁYSTOK – WIDZEW ŁÓDŹ 0:2

Jagiellonia przegrała, ale w okolicznościach, po których trudno bić na alarm. Zwyczajnie czasem zdarzają się mecze, w których zespół znacznie lepiej grający w piłkę przegra, bo nie wykorzysta swoich sytuacji, a rywal zaprezentuje kliniczną skuteczność. Dokładnie taki scenariusz miało spotkanie w Białymstoku. Jaga do przerwy niesamowicie górowała szeroko pojętą kulturą gry nad Widzewem, który wyglądał jak przestraszony beniaminek. No ale świetnie dysponowany Bartłomiej Drągowski nie dał się pokonać, za to goście zaraz po przerwie wsadzili dwie sztuki i jakoś przetrwali następne minuty.

Inna sprawa, że zaskoczyło mnie uznanie gola Sebastiana Bergiera. Kornvig wyraźnie blokuje chcącego wyjść do piłki Abramowicza poprzez trzymanie i przepychanie. Odpuszcza dopiero na sam koniec i wtedy teoretycznie bramkarz może już normalnie interweniować, ale to powinno być bez znaczenia w obliczu wcześniejszych wydarzeń. Przecież właśnie w oparciu o taką interpretację anulowano gola Jonathana Taha w dogrywce Niemcy – Paragwaj. Na koniec Orlando Gill był w stanie swobodnie się rzucić, ale nie miało to znaczenia w kontekście tego, co wydarzyło się sekundy przed strzałem. Dziwne.

Nie ukrywam, że w pierwszym i drugim wrażeniu mocno rozczarowuje mnie Jeremy Agbonifo. Może to jeszcze kwestia przygotowania i świeżej głowy, ale spodziewałem się kogoś, po kim od razu będzie widać pewną błyskotliwość i dobrze rozumianą nieszablonowość. Zamiast tego na razie widzimy skrzydłowego opierającego się na samej dynamice i sile, który ma problem z dryblowaniem i podejmowaniem decyzji. Jasne, daleko mi tu do przesądzania, jednak jestem trochę zaniepokojony. Predyspozycje do pewnych rzeczy u piłkarzy (lub ich brak) często widać niemal od razu.

Jeszcze bardziej niepokoi kiepska forma Jesusa Imaza, który wyraźnie nie jest sobą. Ostatnio w decydujących momentach zawodzi u niego to, co dotychczas go wyróżniało, czyli elementy techniczne. A to źle przyjmie, a to piłka mu ucieknie, a to strzał nie wyjdzie – chwilami Hiszpan jest nie do poznania.

Jesus Imaz

LECH POZNAŃ – PIAST GLIWICE 3:0

Piast ma jedną z najsłabszych kadr w lidze, ale ma sporo ludzi do pressowania i biegania. Rzecz w tym, żeby jeszcze wykorzystywać szanse, które takie granie daje. W pierwszej połowie fajnie się Gliwiczan oglądało, byli absolutnie równorzędnym rywalem dla Lecha i spokojnie mogli prowadzić (Ntamack!). Ale tak jak poważam Daniela Myśliwca, tak dziś jego zmiany były jak kij w szprychy.

Patricka Twumasiego umieściłem w antyjedenastce poprzedniego sezonu, co parę osób zaskoczyło. Mnie zaskakuje dalsza obecność tego gościa w Ekstraklasie. Przecież on jest słaby, naprawdę słaby. Nawet dziwnie biega, jakby go to bolało i zaraz miał się wywrócić. Niedługo po wejściu Twumasi zachował się jak junior, Hakans łatwo go oszukał przy linii i z tego padł pierwszy gol dla Lecha. Przy drugiej bramce kolega z Ghany wracał truchtem, mimo że zapewne widział, iż robi się przewaga rywala 3 na 2 przed jego polem karnym. Nie ufam obrońcom, którzy przychodzą z MLS do Polski. Po prostu.

W akcji na 0:2 nie popisał się też zmieniający Czerwińskiego Fikaj, który najpierw przegrał przebitkę z Sayyadmanehsem, a potem pozwolił Palmie na dośrodkowanie. Nic też nie dał na skrzydle Sanca.

Co do Czerwińskiego – w bardziej dynamicznych akcjach widać było, dlaczego u Myśliwca od dawna siedział na ławce. Jeśli Piast poważnie myśli o utrzymaniu, musi szybko poważnie wzmocnić tyły po odejściu Drapińskiego. Nie zawsze – a bardziej prawdopodobne, że najczęściej – niedostatki obronne uda się zatuszować rozmachem w ataku jak tydzień wcześniej z Wisłą Kraków.

Zaskoczony jestem tym, że słowa Myśliwca z przedmeczowej konferencji wywołały tyle dyskusji w Poznaniu. Wydawałoby się, że jest jasne dla każdego, kto widział pełny cytat – a często właśnie taki screen latał po internecie – że de facto Lecha komplementuje za to, że wypracował jasny i skuteczny sposób gry, którego nie musi dostosowywać do przeciwnika. Podobnie kilka lat temu Marek Papszun w zamyśle – przynajmniej tak przekonywał – skomplementował Radomiaka, że to drużyna z łatwymi do określenia zaletami i wadami, co jednak obruszyło wówczas Dariusza Banasika. – Jeżeli nas jest łatwo rozpracować, to trzeba spytać tych dwunastu ostatnich drużyn, z którymi nie przegraliśmy – komentował. Papszun tłumaczył, że przecież to samo można powiedzieć o Rakowie, który w zasadzie zawsze gra to samo i na papierze nietrudno określić, gdzie są jego mocne i słabe strony.

Słówko o Lechu. Wysoko wygrał, choć wynik trochę zakłamuje przebieg wydarzeń, ale dla Kolejorza i pozostałych pucharowiczów takie mecze w najbliższym czasie mogą być normą. W końcu naprawdę konkretnie pomógł drużynie Mateusz Lis. Historia z Karolem Delikatem filmowa, nie sposób się nie uśmiechnąć. Obyś tylko, chłopaku, nie był po latach pamiętany głównie z tego momentu.

Karol Delikat - Lech Poznań

ŚLĄSK WROCŁAW – CRACOVIA 0:0

Kurczę, chciałbym dołączyć do chóru prześmiewców Bartosza Grzelaka, bo jego dorobek w Cracovii jest więcej niż słaby (wcześniejszy na Węgrzech zresztą również), ale akurat po tym meczu nie potrafię. Jak dla mnie Pasy wypadły naprawdę bardzo przyzwoicie, mówimy o remisie ze zdecydowanym wskazaniem na gości.

Kolejny raz zabrakło tylko i aż kogoś, kto na koniec prawidłowo dostawi tę cholerną nogę, głowę czy cokolwiek innego niż ręka. Cracovia atak ma najsłabiej obsadzony w lidze i niezręcznie mi w pierwszej kolejności winić za to trenera. Kahveh Zahiroleslam w coraz większym stopniu zaczyna przypominać piłkarskiego prawdziwka, po którym widać, że do 21. roku nie grał na poważnie, tylko kopał w USA na uniwersytecie. Może w duecie z jakąś typową „dziewiątką” wyglądałby lepiej. Główną armatą raczej nigdy nie będzie.

Wiktor Bogacz po kontuzji wciąż nie jest przygotowany do dłuższych występów. Zresztą, trudno przyjąć za pewnik, że w pełni zdrowia byłby rozwiązaniem problemu. Jego dorobek w dorosłej piłce ciągle zawiera się w ośmiu pierwszoligowych golach dla Miedzi Legnica i jednym trafieniu w MLS. Śmiglewski był nieskuteczny nawet podczas wypożyczenia do pierwszoligowej Puszczy Niepołomice. We Wrocławiu miał piłkę meczową na głowie i zawiódł. Jasne, do każdego nazwiska można dziś odnieść przypadki Adamskiego i Zjawińskiego, ale to tak nie działa. Marchwiński się rozsypał, Charpentier odszedł, podobnie jak parodysta Batoum i wybór Grzelaka się kończy. Pojawiła się myśl, czy nie lepiej ustawić na środku napadu Minczewa, który przecież w karierze często tak występował, ale po jego zmarnowanym sam na sam z Niemczyckim mi przeszło. 

W Śląsku Wrocław wszystko wisi na Piotrze Samcu-Talarze. Kolejny raz obserwowało się go z przyjemnością. Będąc ciągle pod grą miał też oczywiście straty, przesadzone dryblingi i tak dalej, co nie zmienia faktu, że klasą przerasta kolegów o głowę. Wiele razy jednym podaniem otwierał im granie, przenosząc piłkę z tłoku w wolne sektory. Na dłuższą metę jednak WKS z aktualnym stanem posiadania będzie miał ciężary.

KORONA KIELCE – LEGIA WARSZAWA 1:1

Dla mnie był rzut karny dla Korony za rękę Deziela Jr i tyle. Wszystko rozumiem, ale jak można twierdzić, że nie było tu powiększenia obrysu ciała? Najgorsze jest to, że raczej prędzej niż później sędziowie za coś podobnego karnego już podyktują i tak to się będzie tasować. Śmiałem się z Kowala, gdy postulował jedenastkę za każde zagranie ręką, ale serio, czasami jestem skłonny go poprzeć. Byłyby początkowe cyrki z nabijaniem rąk przez napastników, ale przynajmniej każdy mógłby tak samo kombinować, za to sędziowie – ani trochę.

Łukasz Zjawiński w drugim meczu z rzędu strzela pięknego gola głową. Historia jego i Rafała Adamskiego wciąż jest trudna do uwierzenia. Dwóch tak długo negatywnie weryfikowanych napastników nagle odbudowuje się szczebel niżej, dostaje szansę w biedującej Legii i sobie radzi. Coś niesamowitego. Gdyby ktoś rok temu przepowiadał, że tak będzie wyglądał dziś atak Wojskowych, z troską odesłałbym go na badania. Tego nikt nie mógł zaplanować.

To był jeden z niewielu (jedyny?) plusów jeśli chodzi o Legię. W drugiej połowie wyglądała nad wyraz nędznie, nie oddała żadnego strzału i zasłużenie straciła prowadzenie. Ta gorsza strona papszunowego futbolu co jakiś czas będzie nam się przypominać. Trzeba mieć to wkalkulowane. Ok, pochwalę jeszcze Jakuba Żewłakowa. Każde jego wejście coś wnosi.

W Koronie wreszcie przełamał się Mariusz Stępiński. Czekał na bramkę blisko pięć miesięcy, od ponad siedmiuset minut. Odnalazł się po tym rożnym jak rasowy snajper, ale takim w Kielcach na razie nie jest, o ile nie gra przeciwko Legii. Tutaj do ataku ktoś jeszcze musi przyjść (generalnie chyba nie znajdziemy w Ekstraklasie bardziej deficytowej pozycji), nie ma innej możliwości. Daniel Bąk to pewnie fajny gość, lepiej jednak poszukać szczęścia na kolejnym wypożyczeniu.

Mariusz Stępiński

POGOŃ SZCZECIN – MOTOR LUBLIN 3:1

Trudno mi się zachwycić Pogonią na początku sezonu, ale trzeba jej oddać, że w przeciwieństwie do wielu ligowych rywali umie wyciskać smaczną esencję ze swoich meczów. Oba gola ze stałych fragmentów nie wyglądały na przypadkowe. Podobno w ostatnich dniach Oscar Garcia i jego sztab pracowali nad tym elementem niemalże do porzygu zawodników. Czasem warto ich trochę pomęczyć.

Miło widzieć, że Kamil Grosicki do końca nie zardzewiał i nadal potrafi być przydatny. Pytanie, czy jeśli będzie już na stałe głównie rezerwowym, ta współpraca będzie sensowna dla obu stron? Grosik zapewne dale ma swoje ambicje, za to klubowa księgowa co miesiąc z największym trudem akceptuje przelew właśnie na jego konto. To może być twardy orzech do zgryzienia.

O ile Motor z Widzewem i Jagiellonią wypadł korzystnie – w obu przypadkach mógł schodzić z boiska z niedosytem – o tyle w Szczecinie mocno rozczarował. Mało szałowy jest na razie powrót do Ekstraklasy Bartosza Bereszyńskiego, a za wielkie rozczarowanie na starcie uważam Mateusza Łęgowskiego. Trzy mecze, trzy słabe. Bez Ivo Rodriguesa druga linia Motoru traci więcej niż połowę (nie mam tego jak policzyć, ale dobrze brzmi). Mariusz Misiura niekoniecznie powie to głośno, ale musi z utęsknieniem czekać na kolejne transfery, bo wciąż proporcja ruchów przychodzących do wychodzących jest zaburzona.

Mariusz Misiura, Motor Lublin.

RADOMIAK RADOM – GÓRNIK ZABRZE 1:3

Z przyjemnością oglądało się Górnika, który po dokonaniu sześciu zmian w składzie chwilami grał jak z nut. Paulo Bernardo jeszcze nie dał powodów do zachwytu, za to Peter Federico wchodzi do Ekstraklasy z drzwiami i futryną. Musi tylko być świadomy, że nie co tydzień będzie grał na tak słabo dysponowanych obrońców jak Adrian Dieguez. Im dalej w las, tym bardziej widać wady Hiszpana. Federico podarował oba gole, a Sondre Liseth złomował go fizycznie. Jak już nieraz podkreślałem, nie jestem fanem talentu norweskiego napastnika, ale trzeba mu oddać, że w Radomiu znakomicie pełnił rolę „dziewiątki”, która demoluje rywali – 12 wygranych pojedynków, 9 wywalczonych fauli. Klasa.

W Radomiaku problem pogania problem. Grzesik, Wolski i Luquinhas nie wystarczą do utrzymania. W ataku zostali Tapsoba, który nigdy nie specjalizował się w strzelaniu goli, i Goure, który przez ostatnie dwa lata zdobył jedną bramkę – z czwartoligowcem w Pucharze Szwajcarii. Tomasz Kaczmarek ma bardzo ograniczoną głębię składu. Do tego niezmiennie podkreśla, że drużyna dopiero za kilka tygodni będzie optymalnie przygotowana motorycznie. Cóż, życzę, żeby do tego czasu miał tę samą robotę.

Tomasz Kaczmarek

Minęła już ponad doba, a ja wciąż nie dowierzam, jak bardzo nieprzygotowany do pracy był Marek Saganowski za mikrofonem w transmisji Canal+ Sport. Pół biedy, że ma taki a nie inny sposób mówienia, ale tylko od niego zależało, jaką treść będzie w stanie przekazać. I tu zawalił kompletnie.

WISŁA KRAKÓW – WISŁA PŁOCK 2:1

Niedawno pisałem w debiutanckim felietonie do nowego cyklu, że Wisła Kraków będzie musiała nauczyć się w Ekstraklasie gry zachowawczej i być w stanie niejeden mecz przetrwać. Udało jej się to w drugiej połowie z Nafciarzami, właśnie o to chodziło. Co nie zmienia mojego ogólnego odbioru Białej Gwiazdy: zapowiada się, że jej spotkania naprawdę rzadko będą nas nudziły.

Mam pozytywne nastawienie do Kacpra Dudy, miewa znakomite momenty, ale nie może co tydzień być zapalnikiem pod własną bramką. Znów mu się to przydarzyło, co doprowadziło do wyrównującej bramki Hamulicia (wielkie przełamanie). Piękną asystę zaliczył Pacheco, ale niestety zszedł z poważną kontuzją barku. Adam Majewski musi drżeć z niepokoju. To tak, jakby w Motorze na wiele tygodni miał wypaść Rodrigues. Strata nie do powetowania.

Dani Pacheco - Wisła Płock

Początek sezonu w wykonaniu Jordiego Sancheza jest dowodem na to, że pewne rzeczy w piłce czasami po prostu się dzieją i niełatwo to wyjaśnić analizą. Jeden dobrze rzucony kamyczek uruchomi całą lawinę pomyślności, której już nie zatrzymasz.

To był pierwszy mecz tej kolejki, więc wydawało się, że gorszego występu środkowego obrońcy niż Sangre nie zobaczymy, ale później przebił go Dieguez. Nie będę jednak pocieszał Szweda, bo tak czy siak wypadł koszmarnie. Oba stracone gole idą głównie na jego konto, do tego powinien wylecieć z boiska za faul na uciekającym mu Sanchezie. Chcę wierzyć, że to zupełny przypadek, iż dopiero co podpisał nowy kontrakt.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

fot. Newspix

Artykuł Imaz nie jest sobą. Nie dołączę do krytyki Grzelaka || PrzeMyślenia #3 pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl