Wydawało nam się, że najsłabszym punktem Piasta Gliwice jest bramkarz, a jednak to on był w Radomiu jednym z bohaterów. Widzew Łódź ma w bramce reprezentanta Polski, który potrafi świetnie się zachować w bardzo trudnych sytuacjach, ale jednocześnie po raz kolejny- podobnie było z Lechem – sprezentował rywalom gola. Wisła Kraków zagrała prawdziwy koncert przeciwko Jagiellonii i wyróżniliśmy aż trzech jej zawodników, choć mogliśmy więcej. Zapraszamy na zestawienie „kozaków” i „badziewiaków” – wśród tych drugich sporo jest piłkarzy Jagiellonii, ale i GKS-u Katowice. Ale nie mogliśmy wybrać inaczej, skoro ci ostatni w bardzo słabym stylu przegrali z Zagłębiem Leszka Ojrzyńskiego.
Jesteśmy pod dużym wrażeniem gry Piasta Gliwice, zwłaszcza w ostatnich meczach. Patrząc na skład, to powinna być jedna ze słabszych drużyn ligi, do tego dyrektor sportowy Łukasz Piworowicz mówił przed startem sezonu na Weszło, że zespół z Gliwic ma najniższy budżet w Ekstraklasie. Tymczasem zespół Daniela Myśliwca jest niepokonany od pięciu meczów, a trzy ostatnie spotkania w Ekstraklasie to same zwycięstwa, do tego bez straty gola: 2:0 na wyjeździe z Motorem, 3:0 u siebie z GKS-em Katowice i poniedziałkowe 2:0 na Radomiaku.
Kamil Jakubczyk błyszczał już w Arce Gdynia. Teraz jego świetna akcja dała wygraną Koronie Kielce
W przypadku tego ostatniego spotkania okazało się ponadto, że Domen Gril potrafi bronić. Oglądamy od początku sezonu uważnie spotkania Piasta i gdyby ktoś nas zapytał o ich najsłabszy punkt w jedenastce, pewnie wskazalibyśmy właśnie Słoweńca. To dla nas taki typ bramkarza, który w każdym spotkaniu może coś odwalić, jest tykającą bombą – trochę jak Philipp Schulze w Górniku Zabrze. W Radomiu w jednej z sytuacji Gril dziwnie wyszedł do piłki i znokautował kolegę z drużyny, ale przy innych szansach gospodarzy ratował zespół. Był jednym z bohaterów, co na konferencji przyznał również trener Myśliwiec, dlatego znalazł się w naszej jedenastce kozaków.
W ogóle mamy w tym zestawieniu aż dziewięciu debiutantów w tym sezonie. Po raz drugi znalazł się w nim Angel Rodado, który w świetnym w wykonaniu Wisły spotkaniu z Jagiellonią (2:0) pokazał, że „no Sanchez, no cry”. Jest też drugi raz Kamil Jakubczyk – to piłkarz, który już w barwach Arki Gdynia pokazywał, że jak mało kto w lidze potrafi napędzać akcje ofensywne szybkim prowadzeniem piłki. W Koronie Kielce też prezentuje ten atut, a w końcówce spotkania we Wrocławiu ze Śląskiem (2:1) to on ruszył z piłką, mijał bezradnych gospodarzy i idealnie dostrzegł Simona Gustafssona, któremu pozostało w zasadzie tylko trafić do siatki.
Doceniliśmy też Patryka Makucha. Raków trochę męczył się z Motorem, przegrywał 0:1, ale to dzięki niemu drużyna z Częstochowy odwróciła losy spotkania. Makuchowi tego dnia wychodziło praktycznie wszystko, na murawie nie było lepszego zawodnika. Sporego wyczynu dokonał też Erik Prekop, który wszedł na boisko w meczu z Lechem i władował mu dwa gole w odstępie pięciu minut, zapewniając Górnikowi nie tylko trzy punkty, ale również pozycję lidera.

Patryk Makuch w meczu z Motorem (2:1)
Marko Bozić z Wisły Kraków w swoim stylu szarpał, wygrywał pojedynki. Austriak stał się mniej przewidywalny, od kiedy częściej rusza z piłką do linii, a nie do środka, szukając prawej nogi. Pokazała to bramka na 1:0 w meczu z Jagiellonią, kiedy pobiegł w stronę linii końcowej i lewą nogą fantastycznie dograł do Rodado. W jedenastce kozaków jest też jego klubowy kolega Jakub Krzyżanowski – lewy obrońca wydaje się stworzony do odważnego grania, a w taktyce Mariusza Jopa jest zawodnikiem, który w pewnych fazach meczu nagle staje się ofensywnym pomocnikiem, co gubi przeciwników.
Nie mogło też zabraknąć dwóch graczy Wisły Płock, którzy pewnie, luźno rozprawili się z totalnie przeciętną Cracovią Bartosza Grzelaka. Nawet szkoleniowiec gości przyznał po meczu, że rywal zagrał na dużo wyższym poziomie.

Trzech piłkarzy Jagiellonii Białystok wśród badziewiaków. A mogło być jeszcze więcej
„Skrzydła stały się atutem Jagiellonii” – taki tytuł ma nasze zestawienie po poprzedniej kolejce. Dziwnie to trochę dzisiaj brzmi, prawda? W piątek drużyna z Podlasia zagrała jedno ze swoich najgorszych spotkań za kadencji Adriana Siemieńca. Trochę można to tłumaczyć „aferą sms-ową” i zamieszaniem z nią związanym, ale bez przesady. Jagiellonia była w Krakowie dla Wisły TŁEM, tak to trzeba nazwać. Totalnie zdominowana, bezradna, bez argumentów.
Jeżeli kogoś, nieco na siłę, pochwalić, to może tylko Tarasa Romanczuka, który grał lepiej od pozostałych kolegów. Występujący obok niego Anders Klynge ma duży potencjał, wydaje się być ciekawym transferem, ale w spotkaniu z Wisłą nie dał drużynie nic. To gospodarze zdecydowanie wygrali batalię o środek pola.
Bernardo Vital, często pewny punkt defensywy, popełniał błędy. Jeremy Agbonifo miał takie sobie pierwsze spotkania w Jagiellonii, ale słyszeliśmy z otoczenia klubu, że ten chłopak zaraz odpali. I odpalił, olbrzymie możliwości pokazał m.in. w spotkaniu z gruzińską Iberią 1999 w fazie play-off Ligi Europy. Ale jego występ z Wisłą? Niech przemówią liczby – wygrał tylko dwa na siedem pojedynków. Nie miał żadnego udanego dryblingu ani nawet dokładnego podania w tercję ataku. W ogóle nie zaliczył żadnego podania progresywnego. Słusznie szybko zjechał do bazy.
Wśród badziewiaków równie dobrze mógł znaleźć się Jesus Imaz, ale trochę zlitowaliśmy się nad Hiszpanem, wstawiając w jego miejsce Ronaldo Lumungo. Ma ten gość możliwości, ale Radomiak w ostatnich spotkaniach razi nieskutecznością, a on jest trochę tego symbolem – w meczu przeciwko Piastowi doszedł do świetnej szansy, ale nie potrafił trafić w bramkę.
W środę i czwartek czekają nas mecze Jagiellonii (z Olympiakosem) i Lecha (z Crystal Palace) w fazie ligowej Ligi Europy. Trochę martwi, że wśród tych, którzy zawiedli, mamy aż czterech zawodników tych drużyn. Kwartet uzupełnia Mateusz Skrzypczak – niby tylko Pogoń Szczecin ma mniej straconych goli od Lecha w tym sezonie (pięć przy sześciu „Kolejorza”), niby zespół z Poznania traci mniej niż bramkę na mecz, ale defensorom tej ekipy zdarzają się gorsze momenty. W Zabrzu było tak właśnie ze Skrzypczakiem.
Ktoś powie, że Bartłomiej Drągowski w ostatnich meczach miał kilka świetnych interwencji, ratujących Widzew. I to oczywiście będzie prawda. Ale jednocześnie pamiętamy, co zrobił w końcówce spotkania z Lechem. Teraz, w klasyku z Legią przy Łazienkowskiej, znów był gościem, który obronił w trudnej sytuacji, ale jednocześnie zaliczył kolejnego babola. Gość, który rozegrał cztery mecze w dorosłej reprezentacji Polski i ma 129 spotkań na poziomie Serie A, nie może zachowywać się w bramce tak, jak przy uderzeniu Rafała Augustyniaka. Rany, przecież tam nie było żadnego rykoszetu, który mógłby go zmylić.

Bartłomiej Drągowski w meczu z Legią (1:1)
Mamy wśród badziewiaków aż trzech gości z GKS-u Katowice. Ale czy może to dziwić, skoro przegrali mecz z Zagłębiem Leszka Ojrzyńskiego, nie pokazując w zasadzie nic? Przecież, poza golem z karnego w końcówce, zespół Rafał Góraka stworzył sobie przez 90 minut w zasadzie tylko jedną dobrą okazję.
Czytaliśmy jakiś czas temu, że Lasse Nordas ma być lekiem na całe zło, jakim jest fatalna postawa napastników Cracovii. Norweg od razu po wypożyczeniu z Luton Town wskoczył do pierwszego składu krakowskiej drużyny na mecz z Górnikiem (0:1) w jeszcze poprzedni weekend. Tamten jego występ tak relacjonowaliśmy na Weszło: „W pierwszej połowie zamiast podać do lepiej ustawionego Perkovicia, zdecydował się na uderzenie, po którym piłka wylądowała na trybunach. Gdyby to był jakiś mecz pokazowy, a futbolówka miałaby podpisy piłkarzy, to taki strzał mógłby przejść, ale nie w normalnym, ligowym meczu. Nordas w drugiej odsłonie się skompromitował, gdy nie trafił w futbolówkę w dogodnej sytuacji. Ma farta, gdyż nawet jeśli padłby gol, to sędzia Arys odgwizdał przewinienie w ataku. Ale dobrej laurki sobie nie wystawił”.
Nordas dostał za tamten mecz notę 3. Teraz, w Płocku, było jeszcze gorzej. Otrzymał dwójkę. Fragment relacji Kuby Białka: „Rozwalił nas Nordas, który dostał dobrą piłkę na głowę, ale zaprezentował tzw. uderzenie wsteczne. Można zastanawiać się, co autor miał na myśli i czy jest aż takim altruistą, że nawet w dogodnej okazji strzeleckiej szuka kolegów, nawet jeśli są gorzej ustawieni. Jeśli tak – to nie najlepiej. W innym przypadku – też nie najlepiej, bo ten strzał był 1/10 nawet w skali Milety Rajovicia”.
Cóż, potencjalny zbawiciel na razie nie zbawia.

JAKUB RADOMSKI
Fot. Newspix.pl
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Artykuł Gril jednak potrafi bronić. A Drągowski znów puścił babola [KOZACY I BADZIEWIACY] pochodzi z serwisu weszlo.com.