Gdybyśmy na początku sezonu mieli wskazywać nieoczywistego kandydata do tytułu, faworytów byłoby dwóch. Cracovia i Górnik miały świetny start w lidze i jeszcze po pierwszej kolejce rundy wiosennej zajmowały miejsca w czołowej czwórce. Dziś jednak drogi obu klubów rozjechały się. Zabrzanie zgarnęli Puchar Polski i wciąż biją się o mistrzostwo, Cracovia uwikłała się w walkę o utrzymanie.
Już przed sezonem w obu klubach można było szukać powodów do optymizmu. Górnik był niezwykle aktywny na rynku transferowym, bardzo wcześnie zbudował szeroką kadrę, za poukładanie której miał się zabrać Michal Gasparik, trener prowadzący wcześniej z sukcesami Spartak Trnawa.
Cracovia może nie była aż tak aktywna, ale za to dość konkretna. Obiecująco – jak się okazało, nie bez powodu – zapowiadał się choćby transfer Filipa Stojilkovicia, który miał zastąpić dotychczasowego lidera Pasów, Benjamina Kallmana. Jej najgłośniejszym wzmocnieniem było jednak zakontraktowanie Luki Elsnera – trenera, który dopiero co pracował w Ligue 1.
Jak ściągnąć do Polski trenera z Ligue 1? Gambal o transferach Cracovii
To były dwa nieco inne przypadki, ale jednak co do obu panowało po pierwszych kolejkach przekonanie, że to drużyny mądrze budowane, nieźle zarządzane, z szansami, by tym razem pograć o coś więcej niż środek tabeli.
Cóż, Cracovia nie ma już Stojilkovicia, Elsnera ani miejsca w czołówce. A Górnik perfekcyjnie zrealizował swój plan.
Cracovia – od kandydata do tytułu do walki o utrzymanie
Można by powiedzieć, że to historia o tym, ile znaczy organizacja i wiara w obraną ścieżkę. Górnik od kilku lat się rozwija, ustabilizował się na poziomie średniaka z ambicjami na czołówkę, co po dobraniu odpowiedniego trenera i przeprowadzeniu trafionych transferów wreszcie przyniosło oczekiwane skutki.
O Cracovii też nie powiedzielibyśmy, że w szerszej perspektywie szła w dół. Wynikowo było różnie, ale w drużynie nie brakowało przez lata ciekawych zawodników. Gdy Dawid Kroczek zajmował z drużyną szóste miejsce, panowało przekonanie, że z kadrą, którą dysponował, dało się osiągnąć lepszy rezultat. Zresztą, rozstanie z tym wciąż zbierającym doświadczenie trenerem należało interpretować właśnie jako zapowiedź: chcemy czegoś więcej. A tym czymś więcej miała być gra w pucharach.
No i na starcie rundy wydawało się, że Cracovia wie, jak to zrobić. Być może opinia Kamila Kosowskiego, który już po drugiej kolejce wieszczył, że Pasy mają największe szanse na tytuł, była mocno przedwczesna, ale nie dało się ukryć, że zespół wyglądał naprawdę dobrze. Elsner jawił się jako trener z wysokiej półki i śmiało można było zakładać, że klub będzie chciał mu stworzyć warunki, by zbudować w Krakowie coś, na co kibice od dawna czekali.
Ale tak się nie stało.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Trudno w tej sytuacji nie powiązać pogorszenia wyników drużyny z chaosem organizacyjnym, który zapanował w klubie. Wydawało się, że fundamenty położone w Cracovii przez lata rządów Janusza Filipiaka sprawią, że zmiana właściciela (zwłaszcza, że w klub pozostała zaangażowana wdowa po profesorze, Elżbieta Filipiak) nie wpłynie na dalszy harmonijny rozwój Pasów.
Było inaczej. Robert Platek na początku roku wymienił zarząd klubu, a z Cracovii zaczęły wypływać sygnały, że atmosfera w jej wnętrzu się pogorszyła. Już wtedy informowaliśmy na Weszło, że w klubie panują duże wątpliwości co do tego, w którym kierunku zmierza projekt z Amerykaninem u sterów. Zwątpić miał zwłaszcza Luka Elsner.
W miarę jak spadała forma Cracovii w lidze, rosło zamieszanie wokół pozaboiskowych aspektów funkcjonowania klubu. Elżbieta Filipiak, która ustąpiła z funkcji prezesa, poszła z nowymi wiceprezesami w otwarty konflikt. Elsner miał prawo liczyć, że stabilny i ambitny klub, za jaki starała się do niedawna uchodzić Cracovia, zimą raczej się wzmocni niż osłabi – zwłaszcza że na starcie rundy wiosennej przekaz (i to prosto od właściciela) wciąż był taki, że zespół gra o puchary – tymczasem Pasy sprzedały Stojilkovicia i Maigaarda, liderów zespołu, nie zastępując ich równie wartościowymi zawodnikami.
W marcu Elsner, zmęczony realiami, w których funkcjonował, uznał, że ma dość. Słoweniec złożył rezygnację, której władze klubu nie przyjęły. Ostatecznie jego odejście opóźniło się tylko o miesiąc.
Oczywiście, nie można w całości zdjąć odpowiedzialności za wyniki z barków Słoweńca. Dwa zwycięstwa w jedenastu meczach na wiosnę to bilans katastrofalny. Była to jednak katastrofa, której można było się spodziewać.
Górnik Zabrze zapracował na sukces. W Cracovii roztrwoniono to, co było
Jakże odmienne są realia zbliżającej się zmiany właścicielskiej w Górniku. Klub z Zabrza wkrótce ma zostać przekazany przez miasto w ręce Lukasa Podolskiego i nie należy się spodziewać, aby wraz z tym zmienił obrany w ostatnich latach kurs. Z prostej przyczyny – Podolski ma olbrzymi wpływ na funkcjonowanie klubu już od momentu, gdy trafił do niego w 2021 roku.
Były reprezentant Niemiec zdążył doprowadzić Górnik do sukcesów, zanim jeszcze formalnie przejął nad nim kontrolę. To, co widzimy dzisiaj, jest efektem konsekwentnej realizacji ustalonego planu. Rozstanie z Janem Urbanem było odbierane różnie. Wyniki drużyny były niezłe, zasługiwały na uznanie, ale można było dyskutować, czy inny trener osiągnąłby z tą kadrą lepsze. Gdy jednak sięgnięto po Michala Gasparika, to nie po to, by przekonać się, czy z tego samego zespołu wyciśnie więcej niż poprzednik, tylko szybko i sprawnie zbudowano mu kadrę pod konkretny cel. Z kolei sprowadzić wielu nowych piłkarzy Górnik mógł dlatego, że nauczył się też bardzo dobrze ich sprzedawać.
Oczywiście, w tym miejscu naturalnym byłoby porównać ostatnie sukcesy Górnika i Cracovii jako dwóch drużyn aspirujących w ostatnich latach do czołówki. Przy Zabrzanach powiedzielibyśmy, że do wygranej w Pucharze Polski i bardzo prawdopodobnego zakończenia sezonu na podium ligi doprowadziła ich realizacja strategii, dzięki której w tej drużynie z roku na rok widać postęp. W przypadku Cracovii Puchar i Superpuchar Polski z 2020 roku uznamy raczej za jednorazowy wystrzał drużyny prowadzonej przez Michała Probierza, o którym trudno powiedzieć, by zbudował w klubie coś trwałego.
Od tamtego czasu w Krakowie pracowano jednak nad tym, by znaleźć się w podobnym miejscu, co obecnie Górnik – osiągnąć sukces, który nie nosiłby znamion tymczasowości. Początek sezonu zwiastował, że dla obu tych klubów nadszedł moment chwały. Rzeczywistość szybko pokazała, co się dzieje, gdy nagle zbacza się z obranej ścieżki.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
W tym miejscu zaznaczmy – Robert Platek ma prawo urządzić Cracovię po swojemu. Zastał klub od wielu lat układany na swoją modłę przez poprzedniego właściciela i nic dziwnego, że chciał wprowadzić swój porządek. Skoro jednak zapewniał, że celem jest gra o puchary, trudno uznać jego działania za zmierzające do osiągnięcia tego celu. Amerykanin miał dobrego trenera, któremu niespecjalnie pomógł, jeśli chodzi o ruchy kadrowe. Wprowadził chaos, który tego trenera zniechęcił do projektu. A skoro zwątpił trener, to trudno nie podejrzewać, że sytuacja odbiła się też na reszcie drużyny.
To też w pewnym sensie kompletny brak wyczucia ze strony nowych władz Pasów. W piłce chodzi bowiem także o symbolikę, o budowanie historii. Zabrzanie spuentowali zrealizowaną przez Lukasa Podolskiego obietnicę gry w Górniku najlepszym sezonem od dawna i pierwszym Pucharem Polski od 54 lat. Dla Pasów sukcesem byłby choćby awans do europejskich pucharów. Zachowując proporcje między klasą obu zawodników, twarzą rozwoju klubu mógł zostać powracający po latach Mateusz Klich. Ten potencjał został zmarnowany. Na 120-lecie istnienia Cracovia zafundowała kibicom walkę o utrzymanie.
WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- GKS Katowice nie żartuje. Europejskie puchary coraz bliżej
- OFICJALNIE: Poznaliśmy pierwszego spadkowicza z Ekstraklasy
- Lider ze szkła. Gholizadeh jest świetny, ale…
Fot. Newspix
Artykuł Górnik i Cracovia – dwie rewelacje, dwa różne zakończenia pochodzi z serwisu weszlo.com.