Aura tego meczu aż do 83. minuty mówiła: tu nic się nie wydarzy. A potem wydarzyła się gonitwa, na którą finalnie zabrakło czasu. GieKSo, dlaczego tak późno zaczęłaś cisnąć? Zespół z Katowic wygrywa 2:1 i żegna się z pucharami z bardzo dużym niedosytem.
Końcówka pokazała, że naprawdę dało się awansować. Kiedy Hapoel został przyciśnięty, gubił się pod własną bramką. Dało się zepchnąć go do głębokiej, momentami rozpaczliwej defensywy. I przede wszystkim: dało się go skutecznie podgryzać. Gdyby tylko zespół z Katowic był nieco odważniejszy, może miałby więcej czasu na odrobienie strat.
GKS – Hapoel 2:1. Szalona gonitwa
Odwaga pojawiła się dopiero po pierwszej strzelonej bramce, czyli w 83. minucie. Długa piłka od Wolskiego, Wdowiak pognał skrzydłem i świetnie wyłożył futbolówkę Szkurinowi. W tym momencie aura spotkania zmieniła się z „tu się nic nie wydarzy” na „jeszcze wszystko jest możliwe”. Dopiero w samej końcówce piłkarze GKS-u mieli taką wiarę w awans, jak Rafał Górak na konferencji prasowej, gdy stwierdził, że dwie bramki to żadna strata.
No cóż, jeśli grałoby się tak, jak w końcówce przez przynajmniej całe 45 minut – wtedy faktycznie byłaby to żadna strata. A tak – GieKSa zaliczyła zryw, lecz nie zdążyła przełożyć go na wystarczającą liczbę bramek. Bo nie wystarczyło strzelić dwóch, potrzebne były trzy, bo w pierwszej połowie strata się powiększyła.
Nie można bowiem myśleć o awansie, jeśli nadal sadzi się takie babole w tyłach. W pierwszym meczem pod kątem piłkarskim pomyłek samego siebie przechodził Arkadiusz Jędrych. Dziś też się nie popisał. Zarówno on jak i Bartosz Wolski źle obliczył lot piłki, gdy obrońca Hapoelu zagrał typową lagę na bałagan. W efekcie prostym podaniem minięta została niemalże cała defensywa – zrobiło się masę miejsca, Turiel bez żadnych problemów doszedł do stuprocentowej okazji.
Nie można popełniać takich gaf, jeśli chce się grać w pucharach. A jeśli robisz je dwie w jednej akcji, nie możesz być zdziwionym, że ktoś cię za to szybko skarci.
Niestety, podobnie jak i na Węgrzech, tak i u siebie GieKSa zawodziła też z przodu. Pierwsza połowa? Obejrzeliśmy jedynie strzał Nowaka z wolnego (celny, ale lekki, bramkarz bez problemów zbił do boku) i główkę Galana po rogu (prosto w golkipera). Polski zespół oddał łącznie trzy uderzenia. Znacznie większe zagrożenie stwarzali Izraelczycy. Zanim trafili do siatki, mieli dwie dogodne sytuacje. Pierwszą zażegnał Klemenz, wykonując interwencję z gatunku rozpaczliwych (wybił piłkę spod nóg rywala, choć był spóźniony), a przy drugiej Gieksa miała szczęście, że Boateng nie trafił w piłkę, choć dostał idealną wrzutkę po stałym fragmencie.
A więc na przerwę GieKSa schodziła ze świadomością, że po powrocie na boisko trzeba będzie strzelić trzy bramki, by doprowadzić do dogrywki. No cóż – nie była to najlepsza perspektywa. Mimo to Katowiczanie nie zwiesili głów i na pożegnanie z pucharami rozegrali swoje najlepsze 45 minut w dwumeczu z Hapoelem. Przez długi czas wydawało się, że pod bramką rywala zjadają ich nerwy. Szkurin w prostej sytuacji źle wyłożył koledze. Gdy Nowak stanął przed szansą, sieknął nad bramką po nogach rywala, a Łukasiak będąc na czystej pozycji kopnął w kolegę.
Aż w końcu wpadło po szybkim, dynamicznym ataku. Przy drugim golu znów bohaterem okazał się Wdowiak, który wygrał pojedynek w szesnastce, został trafiony w nogę, wyłożył się, nie było wątpliwości – klarowna jedenastka. Gdy Jędrych wykorzystywał karnego na 2:1, sędzia techniczny pokazywał pięć minut doliczonych do podstawowego czasu gry. W samej końcówce obejrzeliśmy oczywiście oblężenie, lecz niestety – czasu było za mało.
Marne pocieszenie
Szkoda, bo rywal naprawdę – jak się okazało – był w zasięgu. Szalona końcówka trochę zamazuje zły obraz GieKSy w tym dwumeczu, niemniej nie możemy zapominać, że polska ekipa została skarcona za proste błędy, które na tym poziomie nie mogą się przytrafiać. Tyle dobrego, że zwycięstwo przy Bukowej pomoże polskim zespołom w rankingu. Zawsze to jakaś zdobycz.
Dla GieKSy cała ta pucharowa przygoda to koniec końców i tak duże wydarzenie, zwłaszcza że jeszcze zimą była w strefie spadkowej Ekstraklasy. Nie ma co płakać też o tyle, że przejście Izraelczyków i tak pewnie nie przełożyłoby się na awans do fazy ligowej. Raczej nikt nie zakładał, że zespół, którego masa braków wychodzi na tle Hapoelu, będzie w stanie powalczyć z Atalantą. I tak GKS by w fazie ligowej nie zagrał, i tak.
Jest to jednak pocieszenie z gatunku marnych.
GKS Katowice – Hapoel Tel Awiw 2:1 (0:1)
- 23′ – Turiel
- 83′ – Szkurin
- 90′ – Jędrych (k)
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Artykuł GieKSo, dlaczego tak późno?! Szalona pogoń, zabrakło czasu pochodzi z serwisu weszlo.com.