24.04.2026

A może warto rozstać się z Frederiksenem? [KOMENTARZ]

Czy kibice Lecha Poznań powinni rozpaczać za Nielsem Frederiksenem, gdyby ten dowiózł drugie mistrzostwo Polski, a potem pożegnał się z klubem? A może Kolejorz, jeśli chce się rozwijać, powinien wręcz samemu rozstać się ze swoim trenerem, nawet po obronie tytułu?

Niels Frederiksen jest na autostradzie do drugiego mistrzostwa Polski. Jeśli je zdobędzie, przejdzie do historii Kolejorza jako ten, który po raz pierwszy w XXI wieku wygrał ligę w dwóch kolejnych sezonach z rzędu. Mimo tych okoliczności, wciąż nie wiemy, kto poprowadzi Lecha po letniej przerwie. Kontrakt Duńczyka wygasa wraz z końcem czerwca. Mamy końcówkę kwietnia. Do końca rozgrywek pięć kolejek.

Artykuł jest tekstową wersją komentarza, który został opublikowany też na WeszłoTV.



Ostrożne negocjacje Lecha i Frederiksena

Z Poznania wcale nie dobiegają głosy, jakoby miało być blisko podpisania nowej umowy. Klub, poprzez swojego rzecznika prasowego, deklaruje, że prowadzi rozmowy ze szkoleniowcem…

Sam Frederiksen też nie złożył żadnej deklaracji, co więcej, wypowiada się raczej w sceptycznym tonie.

– Wydaje mi się, że dla części ludzi przedłużenie kontraktu z trenerem to tylko kwestia tego, czego chce klub. Ale żeby podpisać umowę potrzebne są dwie strony, chodzi więc także o to, co chce zrobić trener. Tak, jak wskazał już klub, prowadzimy rozmowy. Z mojej perspektywy, nie podjąłem jeszcze decyzji w sprawie mojej przyszłości. Być może zostanę, być może odejdę, oba scenariusze są możliwe. Teraz najważniejsze jest, by zakończyć sezon w dobrym stylu. Walczymy o mistrzostwo, chcemy wygrać je drugi raz z rzędu. Coś takiego nie udało nam się od ponad trzydziestu lat. Następnie zdecydujemy, co dalej. Mogę zapewnić, że sprawa wyjaśni się, zanim rozpocznie się nowy sezon – mówił na konferencji prasowej 10 kwietnia.

Podczas spotkania z mediami trener poznaniaków zasugerował też, że chciałby wpisać do swojego nowego kontraktu klauzulę odstępnego, mając świadomość, że Lechowi może nie podobać się taki zapis. Z perspektywy klubu to duże ryzyko – musiałby się zgodzić na scenariusz, w którym jego trener może odejść z klubu nagle, w zasadzie w każdym momencie.

Brzmi to trochę tak, jakby po obu stronach nie było wielkiej chemii do dalszej współpracy, choć to oczywiście wyłącznie moja interpretacja wydarzeń.

Taki wynik nie dałby mistrzostwa w żadnym innym sezonie

Jeśli Frederiksen nie zaliczy spektakularnej wpadki w końcówce, Lech sięgnie po drugie mistrzostwo Polski z rzędu, dziesiąte w historii całego klubu, trzecie w obecnej dekadzie. Patrząc wyłącznie na kryterium gabloty, należy bezdyskusyjnie przedłużyć kontrakt duńskiego trenera. Przemawia za nim też inne kryterium – Kolejorz gra obecnie najlepszą piłkę w Polsce. Każdy inny scenariusz niż jego zwycięstwo w lidze będzie sensacją.

Spójrzmy jednak na sprawę trenera szerzej.

Czy można grać najlepszą piłkę w Polsce, ale jednocześnie uznać, że drużyna się nie rozwija?

Czy można grać najlepszą piłkę w Polsce i stwierdzić przy okazji, że zespół nie gra na miarę potencjału?

Czy możemy ocenić, że w tym sezonie Lech osiąga absolutne minimum i nic więcej?

Kolejorz ma po 29. kolejkach 49 punktów. Średnia: 1,69 pkt na mecz.

Jak na drużynę mistrzowską, jest to bilans po prostu słaby.

Wiecie, na którym miejscu z takim dorobkiem Lech byłby na tym etapie rozgrywek rok temu? Na piątym. Ze stratą dziesięciu punktów do lidera, czyli nie miałby już żadnych szans na złoty medal.

Dwa lata temu? Na czwartym. Byłby niżej niż – to musi wybrzmieć – powszechnie wyśmiewany Lech Mariusza Rumaka, którego pracę w Poznaniu uznano za kompletne nieporozumienie.

Trzy lata temu? Czwarty. Ze stratą, o zgrozo, dziewiętnastu oczek do pierwszego Rakowa.

Cztery lata temu? Znowu poza podium, bo czwarty.

Pięć lat temu? Także czwarty.

Można wymieniać sezon po sezonie.

W XXI wieku drużyna z takim dorobkiem ani razu nie prowadziłaby na tym etapie w lidze. Z wyjątkiem obecnego sezonu.

Żeby znaleźć lidera, który po 29. kolejkach miał mniej punktów, trzeba cofnąć się aż do rozgrywek 94/95.

Tylko że wtedy… za zwycięstwo przyznawano nie trzy, a dwa punkty.

Źródło: 90minut.pl

Nawet, jeśli Kolejorz wygra wszystkie mecze do końca, co pewnie się nie wydarzy, nie wykręci średniej dwóch punktów na mecz, którą uznaje się za minimum przyzwoitości mistrza Polski. W najlepszym razie, może skończyć ze średnią 1,88 pkt na spotkanie. To w zasadzie pewne – bazując na wyliczeniach Kamila Kani – że Lech byłby pod tym względem najgorszym mistrzem Polski w XXI wieku.

Fundamentalne pytanie władz Lecha

Do czego zmierzam? Do tego, że władze Lecha zadają sobie w ostatnich tygodniach fundamentalne pytanie.

Brzmi ono: czy my jesteśmy na autostradzie do mistrzostwa Polski dlatego, że nasza drużyna gra tak fantastycznie, czy może jednak bardziej dlatego, że nasi najwięksi konkurenci postanowili przejść samych siebie w tym, jak słaby sezon rozgrywają?

Wszyscy reprezentanci czołówki z zeszłego sezonu, czyli naturalni rywale Lecha, grają słabszy (Raków, Jagiellonia) lub dużo słabszy sezon (Pogoń, Legia, Cracovia).

I ktoś powie – ale poziom się wyrównał!

Zgoda, ale czy wyrównał dlatego, że wszyscy grają lepszą piłkę, czy może jednak dlatego, że wszystkie czołowe kluby znacząco obniżyły loty?

Jeśli powiedziałbym wam, że obecny Lech, mając Gholizadehów, Ishaków, Palmów, Miliciów, Mrozków, punktuje gorzej niż Pogoń Szczecin w zeszłym sezonie, to uznalibyście to za sukces, czy niekoniecznie?

Albo jeśli usłyszelibyście, że obecny Lech, naszpikowany gwiazdami, punktuje gorzej niż Śląsk Wrocław w sezonie, gdy sięgał po sensacyjne wicemistrzostwo, to wpadlibyście w zachwyt czy stwierdzilibyście: hm, chyba nie jest najlepiej?

No i Rumak. Powtórzę raz jeszcze. Lech Rumaka miał na tym etapie więcej punktów niż Lech Frederiksena.

Jeśli Kolejorz zdobędzie mistrzostwo, to zrobi to na wślizgu. I gdyby w tym sezonie pojawił się choć jeden poważny konkurent, (czytaj: Raków zagrał sezon na poziomie Rakowa; Jaga zagrała sezon na poziomie Jagi; Legia zagrała sezon na poziomie Legii), to żadnego mistrzostwa w Poznaniu by nie było.

Lech ma najmocniejszą kadrę w lidze. Czołówka gra w tym sezonie katastrofalnie. Naprawdę można oczekiwać, żeby Kolejorz biorąc pod uwagę te okoliczności zapewnił sobie mistrzostwo Polski już teraz. Żeby po 29. kolejkach miał nie 49 oczek, a 59, tak jak w zeszłym sezonie. A taki wynik sprawiłby, że już po meczu z Legią Warszawa u siebie Kolejorz mógłby świętować zdobycie tytułu. Ależ byłaby to znakomita puenta sezonu.

Te pytania są o tyle bardziej zasadne, że Niels Frederiksen dostał w tym sezonie lepsze narzędzia do osiągnięcia wyniku niż w poprzednim. Przecież kadra Lecha jest mocniejsza, zaryzykuję nawet stwierdzenie, że dużo mocniejsza. Z naprawdę istotnych graczy odeszli tylko Afonso Sousa i Rasmus Carstensen. Pierwszy został zastąpiony przez Luisa Palmę, czyli nieźle, a drugi przez Roberta Gumnego, czyli świetnie. Dziury udało się załatać. A do tego Duńczyk ma do dyspozycji Rodrigueza, Bengtssona, Ishmaeela, Skrzypczaka, dostał napastnika za ponad dwa miliony, ale póki co akurat jego adaptacja przebiega średnio.

I znów – czy z takim potencjałem kadrowym sympatyczny Duńczyk powinien wykręcić lepszy wynik punktowy niż w zeszłym sezonie? Czy gorszy? Czy powinien notować progres czy regres?

Czy Lech powinien przedłużać kontrakt za wszelką cenę?

Mnie się wydaje, że raczej progres, a fakty są takie, że osiąga gorszy wynik. Przy czym zaznaczam, że nie mówimy o trochę gorszym wyniku, a o tym, że Lech ma na analogicznym etapie sezonu o 10 punktów mniej niż rok temu.

Jeśli Frederiksen dojedzie do końca jako pierwszy to dlatego, że tak dobrze radził sobie na zakrętach, czy może dlatego, że inni mieli karambol?

Oczywiście, można bronić Frederiksena tym, musiał godzić ligę z pucharami, ale z drugiej strony: czy dał w tych pucharach cokolwiek ekstra?

Bezdyskusyjnie przegrał eliminacje do Ligi Mistrzów. Brutalnie odbił się od eliminacji do Ligi Europy. W fazie ligowej Ligi Konferencji nie wygrał z wyżej notowanymi rywalami, czyli Mainz i Rayo Vallecano. W fazie pucharowej wyłożył się na pierwszej poważnej przeszkodzie.

Nie twierdzę, że od mistrza Polski należy wymagać, żeby wygrywał wszystkie starcia z drużynami Bundesligi, La Liga, czy nawet Szachtarem albo Crveną Zvezdą. Ale przynajmniej raz, raz w sezonie w europejskich pucharach mógłby zrobić coś więcej niż plan minimum.

A Frederiksen był… w sumie nawet niżej niż plan minimum, bo przecież do jego „zasług” należy doliczyć też kompromitację z gibraltarskim Lincolnem. I tak, to trener bierze za nią największą odpowiedzialność, bo to on przekombinował ze składem.

W Pucharze Polski – ani w zeszłym sezonie, ani w obecnym – Lech nie zakręcił się wokół miejsca medalowego.

A Superpuchar przegrał. Z Edwardem Iordanescu.

Frederiksen to w tym sezonie trener 6/10. Solidny, ale czegoś brakuje. Niezły, ale szukajmy dalej. Co innego, gdybyśmy mieli oceniać po pierwszym sezonie. Wtedy wpadł do drużyny z problemami, szybko ją poukładał, dowiózł do mistrzostwa – klasa, nie można się do niczego przyczepić.

Ale ten sezon jest inny. Za ten sezon już tak dobrze Frederiksena nie można oceniać.

I wielu z was stwierdzi: dzięki rezultatom, jakie osiąga w lidze, Duńczyk powinien dostać jeszcze jedną szansę, żeby rozwinąć ten zespół. I jasne: totalnie kupuję taką argumentację i wcale się nie zdziwię, jeśli Lech finalnie dogada się ze szkoleniowcem.

Ale tu sprawa może rozbijać się o niuanse. O wysokość kontraktu. O jego długość. O tę klauzulę, o której mówił sam trener. O wysokość tej klauzuli. O inne udogodnienia dla siebie czy sztabu. O wymagania transferowe.

Będąc na autostradzie do drugiego mistrzostwa, Frederiksen ma świetną pozycję negocjacyjną. I może wysuwać wiele żądań. Im bliżej mistrzostwa – a zakładam że z każdą kolejką będzie coraz bliżej – tym mocniejsze karty ma w ręku Duńczyk.

I teraz Lech musi sobie odpowiedzieć na pytanie – czy przedłużać Frederiksena za wszelką cenę? Czy może jednak uznać, że na pewne warunki nie jest się w stanie zgodzić?

Albo może… wręcz nie przedłużać? Może nowe rozdanie to dla Lecha szansa, żeby zaczął grać jeszcze lepiej? Może bez nowego impulsu na ławce ciężko będzie o świetną przygodę w pucharach? Może potencjał tej kadry nie jest wykorzystywany, mimo kolejnego trofeum na horyzoncie?

Jakąkolwiek decyzję Lech podejmie, nie może tego zrobić bez zadania sobie tych wszystkich pytań.

Warto spojrzeć na postać trenera Lecha Poznań szerzej. I szerszy ogląd wskazuje, że gdyby taki wynik punktowy zdarzył się Frederiksenowi rok temu, dwa lata temu, trzy lata temu, cztery lata temu albo pięć lat temu, to jestem przekonany, że 90% kibiców Lecha byłoby za zmianą szkoleniowca.

CZYTAJ WIĘCEJ O LECHU POZNAŃ:

Fot. FotoPyK

Artykuł A może warto rozstać się z Frederiksenem? [KOMENTARZ] pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl