04.11.2026

Pożegnanie trenera i dyrektora sportowego. Śląsk znów zaczyna od nowa

Słabiutki start sezonu ligowego wywołał trzęsienie ziemi w Śląsku Wrocław. Po porażce z Radomiakiem Radom ze stanowiskiem trenera pożegnał się Ante Šimundža, a niedługo potem gabinet dyrektora sportowego opuścił Rafał Grodzicki. Przyznamy wam jednak szczerze, że nie chce nam się wierzyć, by te zmiany miały zwiększyć szanse Wrocławian na utrzymanie w Ekstraklasie. Tym bardziej że jak na razie na zwolnieniach się w zasadzie skończyło – szkoleniowcem na najbliższy mecz ligowy został dotychczasowy asystent Šimundžy, a Remigiusz Jezierski nie przedstawił następcy Grodzickiego. Wiele wskazuje zresztą na to, że odpowiedzialność za pion sportowy weźmie na siebie prezes.

A zatem poleciały głowy, ale najwyraźniej bez przygotowanej z wyprzedzeniem koncepcji na to, co począć dalej.

Brzmi znajomo?

Trener zwolniony, a w Śląsku… kontynuacja?

Jezierski przyznał już jednak wcześniej na antenie TVP Sport, że jednym z głównych kandydatów do objęcia funkcji pierwszego trenera na stałe jest 44-letni Chorwat Toni Golem, dotychczas członek sztabu Šimundžy. Jego stary znajomy jeszcze z czasów zawodniczych. Co trochę przypomina sezon 2024/25. W połowie listopada pracę w Śląsku stracił wtedy świętej pamięci Jacek Magiera, a wraz z nim ze stołka wyleciał także dyrektor David Balda. Nowym szkoleniowcem został zaś Michał Hetel, przesunięty na ławkę pierwszego zespołu z drużyny rezerw. Do pary dobrano mu Marcina Dymkowskiego, posiadacza licencji UEFA Pro.

Problem w tym, że panowie kompletnie nie potrafili się ze sobą dogadać. Polemizowali również publicznie, choćby na konferencjach prasowych. Wyglądało to kuriozalnie, no i rzecz jasna pociągnęło za sobą katastrofalne skutki, bo Śląsk aż do przerwy zimowej punktował koszmarnie. Właśnie wtedy do klubu trafili Grodzicki oraz Šimundža. Wiosną wrocławska ekipa zaczęła notować lepsze rezultaty, ale przed degradacją się koniec końców nie uchroniła. Za dużo punktów uciekło jej wcześniej.

Czyżby zatem w klubie nie wyciągano żadnych wniosków z kosztownych pomyłek sprzed lat?

Nie, niemożliwe, Śląsk Wrocław nigdy by tak nie postąpił!

– Toni Golem? Ta decyzja oznaczałaby kontynuację prac naszego klubu. Jest on najbliżej drużyny, dlatego jego kandydatura jako docelowego trenera jest mocno rozważana. Mamy jeszcze innego kandydata. Jesteśmy na ostatniej prostej do podjęcia decyzji. Myślę, że w ciągu najbliższych godzin powinna ona zapaść – opowiadał Remigiusz Jezierski w TVP Sport.

Skoro jednak prezes poważnie rozważa „kontynuację prac”, to zastanówmy się, po co było w ogóle żegnać trenera i dyrektora? Ostatecznie Šimundža dorobkiem wręcz miażdży Golema, a Grodzicki ściągnął do Śląska i jednego, i drugiego. Jakoś nie widać w tym wszystkim logiki.

Ante Simundza

Bezradność trenera. Šimundža sobie nie pomógł

Inna sprawa, że Ante Šimundža od pewnego czasu wyglądał na człowieka, który zwyczajnie nie ma już pomysłu na to, jak usprawnić zespół.

Oczywiście trzeba pamiętać, że w minionym sezonie Śląsk także przechodził przez kryzysowe momenty, w których spekulowano o możliwym rozstaniu z trenerem. Wtedy Słoweniec przetrwał na stanowisku, a wiosną jego podopieczni złapali wiatr w żagle i popłynęli prosto do Ekstraklasy. Jednak ostatnio zespół z Wrocławia nie wysyłał wielu sygnałów, by ta historia miała się powtórzyć.

Bardzo charakterystyczna była konferencja po porażce z pierwszoligową Odrą Opole w Pucharze Polski. Šimundža dał wówczas wyraz totalnej bezradności – przyznał otwarcie, że nie ma pojęcia, jak wpłynąć na swoich zawodników, by przestali zawalać końcówki spotkań, co stało się przekleństwem Wrocławian.

– Nie wiem, co więcej możemy zrobić. Te błędy się powtarzają – powiedział. – Te same błędy popełniane przez różnych zawodników. Kiedy masz piłkę w ostatnich sekundach spotkania i wykopujesz ją do środka, gdzie rywale mają najwięcej piłkarzy… I my to powtarzamy, powtarzamy, powtarzamy. Bardzo trudno się wtedy rozwijać. […] Trenujemy te sytuacje. Mówimy sobie, że w ostatnich sekundach musimy być waleczni. Nie wiem, ile razy jeszcze mamy to ćwiczyć.

Co tu kryć, taka wypowiedź szkoleniowca to w jakimś sensie kapitulacja.

Od początku września Śląsk wygrał zaledwie dwa mecze: jeden w Pucharze Polski z Pogonią Szczecin i jeden w Ekstraklasie z Wieczystą Kraków. W tym samym okresie aż siedem spotkań przegrał, żadnego nie zremisował. Punkty notorycznie wymykały mu się z rąk, wskutek czego zjechał do strefy spadkowej. Biorąc to wszystko pod uwagę, rozstanie z Šimundžą, przy całym szacunku dla niego, dziwić nie może. Powierzenie sterów jego asystentowi: już tak.

Rafał Grodzicki

Grodzicki nie dogadał się z Jezierskim?

Osobny temat to pożegnanie Rafała Grodzickiego, który – jak przekonuje Piotr Potępa z „Wrocławskich Faktów” – nie był zwolennikiem dziękowania Šimundžy w momencie, gdy klub nie ma dogadanego następcy. Dodajmy, że następcy z prawdziwego zdarzenia, a nie będącego akurat pod ręką asystenta. Tymczasem prezes Remigiusz Jezierski od dłuższego czasu miał naciskać na przeprowadzenie zmiany na ławce trenerskiej w ramach klasycznego wstrząsu, impulsu. Zwał jak zwał.

Były już dyrektor Śląska nawet wcześniej przyznawał, iż współpraca z Jezierskim nie jest łatwa. – Prezes widzi, że zarządzanie klubem od środka jest trochę inne niż, nie wiem, rozmawianie o przyszłości swojego syna. Chyba Remek to widzi. Ale z drugiej strony, jest na pewno dociekliwy. Chce wiedzieć każdą rzecz praktycznie. O czym rozmawiamy z trenerem, jak może wyglądać skład, jakie jest moje zdanie na temat ostatniego meczu. Jeśli wyszukujemy zawodnika, to muszę wcześniej wysłać profil do zarządu. Trochę czasu to zajmuje, ale prezes tego wymaga. Mało tego – czasami nie wystarczy mail. Muszę przyjść i to zreferować. Wkurzam się często na to – opowiadał Grodzicki na kanale „Futbolownia”. – Jednak na koniec stwierdzam, że gdybym sam był prezesem, to działałbym tak samo.

Mimo wszystko, Grodzicki był przedstawiany jako centralna postać projektu sportowego Śląska w jego obecnym kształcie. Sam dyrektor wielokrotnie zaś podkreślał, że współpraca z Šimundžą ma dla niego i dla całego klubu znaczenie strategiczne. A skoro obu panów już we wrocławskiej ekipie nie ma, to można zakładać, że również ta strategia wylądowała w koszu na śmieci. No chyba że ciągłość ma zapewnić osoba Toniego Golema, choć to raczej karkołomne założenie.

Śląsk po raz tysięczny na przestrzeni ostatnich lat będzie szukał na siebie nowego pomysłu.

– Była różnica zdań [z Rafałem Grodzickim], ale ona jest czymś naturalnym – tłumaczył prezes Jezierski w TVP Sport. – Akceptowaliśmy swoje poglądy na pewne sprawy. Jako prezes zarządu to ja na końcu podejmuję ostateczne decyzje co do całej spółki, oczywiście w sprawach sportowych niemal sto procent odpowiedzialności było na plecach Rafała Grodzickiego. Teraz nasze drogi i koncepcje trochę zaczęły się rozjeżdżać.

Remigiusz Jezierski

Wrocławska ryba wciąż zepsuta od głowy

Naturalnie nie jest tak, że Grodzicki posadę utracił za niewinność. Wprawdzie letnie okno transferowe Śląska nie było zbyt imponujące, jeśli chodzi o kwoty odstępnego, ale Wrocławianie ofertami kontraktowymi byli jednak w stanie przyciągać do siebie graczy o uznanych nazwiskach na polskim rynku. Summa summarum, do drużyny dołączyła zatem całkiem spora grupa piłkarzy. Tylko że kadra Śląska i tak wygląda dziś na dziurawą, a ten kamyk można z pewnością wrzucić do ogródka dyrektora.

Choć kiedy Jezierski przekonuje, że klub latem przygotowywał się do rywalizacji o wyższe cele niż utrzymanie w Ekstraklasie, to można się jedynie uśmiechnąć.

No ale podejście działacza Śląska do wydatków od dawna budzi kontrowersje. Parafrazując: prezes się bawi, złotem podatników płaci. – Chcielibyśmy wam przekazać, że te „wielkie” miejskie środki na Śląsk Wrocław przekazane, to jest pewnego rodzaju forma zaspokojenia mieszkańców. I to nie jest duża kwota, bo 30-40 milionów to jest ułamek tego, co jest przekazywane na kulturę we Wrocławiu – przekonywał Jezierski na antenie Kanału Sportowego.

Można zatem powiedzieć, że w Śląsku wciąż po staremu. Zmieniają się ludzie na poszczególnych stołkach, lecz przegniła struktura klubu miejskiego trwa w najlepsze. Choć im mocniej będzie drużynie groził powrót do Betclic 1. Ligi, tym częściej wrocławscy samorządowcy będą opowiadać o potrzebie szybkiej prywatyzacji Śląska.

Tylko czy ktokolwiek jeszcze im wierzy?

Jak dotąd wszystkie prywatyzacyjne zrywy kończyły się przecież we Wrocławiu tak samo – dosypywaniem do budżetu Śląska kolejnych środków z miejskiej kasy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

fot. NewsPix.pl

Artykuł Pożegnanie trenera i dyrektora sportowego. Śląsk znów zaczyna od nowa pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl