Ręka oczekiwana czy zaskakująca? Odległość duża czy mała? Obrys ciała powiększony naturalnie czy nienaturalnie? Słuchasz kibicu tego pitu-pitu non stop, a zagrania ręką w polu karnym jak nie były jasne, tak dalej nie są. Kiedy już myślisz, że coś pojąłeś, że coś zaczyna w tej sprawie nabierać sensu to… to jednak nie, nie może przecież tego sensu mieć. A w tym wszystkim na szali leżą ligowe punkty, które pod koniec sezonu stanowią przecież o miejscu w tabeli i jednocześnie o nagrodach dla poszczególnych klubów.
Ręka w polu karnym to piekło ekstraklasowego kibica. Idę o zakład, że oglądając mecz, w duchu wszyscy modlimy się o to, żeby czasem piłka nie trafiła jakiegoś obrońcy gdzie nie trzeba – o ile oczywiście nie kibicujemy akurat mocniej którejś ze stron. Bo jak trafi, to już nie ma czego zbierać. Tysiąc niuansów do przeanalizowania, pierdylion kontekstów i gazylion zmarnowanych minut na analizę VAR, która koniec końców i tak nie rozwiewa wątpliwości. Tak było w Białymstoku, gdzie Jagiellonia podejmowała Wisłę Płock.

Niewydrukowana tabela. Problem ręki powraca jak bumerang
Jeśli ta kwestia wzbudza tyle kontrowersji, to nie ma wątpliwości, że wady występują już w „Przepisach gry”. Albo na poziomie ich interpretacji, która przecież też ma niemałe znaczenie dla ostatecznego werdyktu. Zerknijmy sobie do wielkiej księgi IFAB na ten sezon.
„Dochodzi do przewinienia, gdy zawodnik:
- rozmyślnie dotyka piłkę ręką lub ramieniem, np. poprzez ruch ręki/ramienia w kierunku piłki,
- dotyka piłkę ręką lub ramieniem, gdy powiększały one w sposób nienaturalny ciało zawodnika. Zawodnik uważany jest za nienaturalnie powiększającego swoje ciało, gdy ułożenie jego rąk/ramion nie stanowi następstwa ruchu ciała w danej sytuacji lub nie jest tym uzasadnione. Mając rękę/ramię ułożone w takiej pozycji, zawodnik podejmuje ryzyko, że zostaną one trafione przez piłkę, a on zostanie za to ukarany.
- zdobywa bramkę na przeciwniku:
– bezpośrednio ręką/ramieniem, nawet jeżeli kontakt ten był nierozmyślny (dotyczy to też bramkarza),
– natychmiast po tym, jak piłka trafiła go w rękę/ramię, nawet jeżeli kontakt był nierozmyślny.”
Bardzo metodycznie podchodzi do sprawy Arkadiusz Kamil Wójcik, którego zdaniem interwencja sędziego VAR uratowała arbitra głównego przed popełnieniem błędu. Współpracujący z Weszło arbiter obrazuje to wszystko przedstawiając prosty algorytm działania.
- Czy widzisz ruch ręki do piłki? Tak – karny. Nie – idziemy do następnego podpunktu.
- Czy ręka jest nienaturalnie/nieadekwatne ułożona? Tak – karny. Nie – grać dalej.
Często słyszałem przed wspólnymi meczami na VAR. Kamil pilnuj mnie z „rękami” bo ty to czujesz a ja nie.
A tu nie chodzi o czucie. Wystarczy spojrzeć do przepisów. Są tylko 3 punkty kiedy ręka jest przewinieniem:
• ruch ręki do piłki
• naturalnie, nienaturalne (adekwatne do ruchu ciała) ułożenie ręki
• piłka wpada do bramki po dotknięciu/odbiciu sie od ręki strzelającego bądź natychmiast jak tą ręką przyjął piłkęTyle
Więc odpowiadasz sobie na pytanie:– Czy widzisz ruch ręki do piłki:
Tak – karny
Nie…idziemy do nastepnego podpunktu
– czy ręka jest nienaturalnie/nieadekwatne ułożona:
Tak – karny,
Nie – grać dalej,Od CAŁA filozofia
Ktoś nam wszystkim zrobił „widły z igły” @LaczyNasPilkaP.S. Dzisiaj VARsztat będzie trochę później, pod wieczór
— A.Kamil Wójcik (@ArkadiuszKamil) October 26, 2026
W tym podejściu Wójcik odwołuje się wprost do przytoczonego fragmentu „Przepisów gry”, uznając je – zresztą słusznie – za nadrzędne przy podejmowaniu decyzji. Jeśli jednak się w nie zagłębimy, warto ocenić, co w tej sytuacji jest zagraniem rozmyślnym. Nim nie musi być zagranie, w którym piłkarz wykonuje ruch ręką do piłki, ten wariant w samych przepisach jest podany jako przykład takiej rozmyślności. Czy rozmyślnym jest zagranie Prsira w meczu z Jagiellonią? Można tak uznać, wszak piłkarz Wisły czeka na piłkę strąconą przez Stojinovicia długo i nie zmienia ułożenia swojego ciała, gdy piłka leci w kierunku jego ręki.
Kolejna opinia, ale ona też do nas nie trafia
Ostateczną decyzję sędziów chwali też Rafał Rostkowski w swoim komentarzu dla TVP Sport. Jego zdaniem siedzący w centrum VAR Kornel Paszkiewicz uratował arbitra głównego przed sporym błędem. – Najważniejsza interwencja sędziego VAR Kornela Paszkiewicza w meczu Jagiellonia Białystok – Wisła Płock była znakomita. Dzięki niej sędzia Damian Kos słusznie odwołał rzut karny, który podyktował za odbicie piłki ręką de facto całkowicie przypadkowe – pisze ekspert. I znów – mamy wątpliwości, czy odbicie było całkowicie przypadkowe, nawet jeśli Prsir nie wykonał ruchu do piłki. Miał dużo czasu na reakcję, na lepsze ułożenie ciała, na zagranie tak, by nie zagrać ręką.
Ale już mniejsza z tym, bo opinia Rostkowskiego kłóci się nam nieco z… inną opinią Rostkowskiego. Wróćmy na moment do 7. kolejki, sytuacja w meczu Górnika Zabrze z Cracovią. – Otóż ręka Henrikssona, którą odbił piłkę, była dosyć blisko ciała, choć jednak częściowo i trochę była od niego odchylona. Co zatem było decydujące? Wyraźnie odstający od ciała łokieć obrońcy Cracovii. Takie powiększenie obrysu ciała sprawiło, że piłka nie przeleciała obok niego i nie poleciała dalej w kierunku bramki – pisał wówczas Rostkowski. A sytuacja wyglądała tak:

Wtedy uznaliśmy, że nie będziemy wchodzić sędziom w paradę, ręka odstawała od ciała, blokowała zagranie, jest kilka kwestii przemawiających za jedenastką. Jeśli jednak dało się ulepić rzut karny w Krakowie, to tym bardziej należy go podyktować w Białymstoku. Zresztą taką właśnie decyzję podjął z boiska sędzia Kos, który szybko przyznał jedenastkę Jagiellonii. I w tym miejscu byśmy się zatrzymali, dalej byśmy już w tej sprawie nie drążyli. Jasne, chodzi o poprawną decyzję, wszystkim zależy na tym, żeby decyzje sędziów ujednolicić, ale – naprawdę – nie widać jasno w przepisach, że Prsir nie zagrywa rozmyślnie. Dla nas jest zresztą wręcz przeciwnie.
Akcja toczy się powoli, piłka leci do niego długo, nie odbija się z jakąś szaloną rotacją, która mogłaby nadać jej status piłki nieoczekiwanej. Dla nas to ręka i karny. Trochę tak, jak dla Adama Lyczmańskiego, który podsumowuje sprawę tak:
– Chcę to powiedzieć wprost, dla mnie to jest skandal, że VAR interweniował w tej sytuacji. Doskonale ustawiony Damian Kos w tempo dyktuje rzut karny. Ręka odwiedziona, dla mnie nie jest to naturalne ułożenie. To klasyczny przykład na rękę, to co zrobił VAR było irracjonalne. To jest sześć metrów od zawodnika, piłka leci w wolnym tempie, jest oczekiwana, zawodnik ma czas na reakcję. Ma czas na reakcję, więc robi to świadomie, doskonale wiedząc, jakie mogą być konsekwencje.
Radomiak skrzywdzony. Pierwszy poważny sędziowski błąd w meczu Pogoni
W starciach z udziałem Portowców do tej kolejki nie odnotowaliśmy żadnych poważnych błędów – ani na korzyść, ani na niekorzyść ekipy ze Szczecina. W końcu jednak i ten ostatni bastion padł, a wszystko przez babola wędrującego na konto ekipy sędziowskiej, która poprowadziła mecz Pogoni z Radomiakiem i przegapiła ewidentny rzut karny. Bo to taka sytuacja, w której trudno podejrzewać Riccio o walkę o piłkę – zawodnik szczecińskiego zespołu popycha uciekającego mu Tapsobę tuż przed strzałem i nie mamy tu do czynienia z niczym innym niż faul.
Sędzia Bartosz Frankowski i sędzia VAR Paweł Pskit wypaczyli przebieg meczu Pogoń – Radomiak. Gościom należał się rzut karny, a zawodnikowi gospodarzy – czerwona kartka. Radomiak wysłał pismo do Kolegium Sędziów PZPN…
Więcej na @sport_tvppl.
https://t.co/It4Xsvwe6K— Rafał Rostkowski (@RafalRostkowski) October 26, 2026
To po prostu jest przewinienie i w samej końcówce meczu powinna być podyktowana dla Radomiaka jedenastka, która miała prawo zmienić wyraźnie wynik całej rywalizacji. Dla nas to karny, zgodnie z zasadami „Niewydrukowanej tabeli” to również jeden dodatkowy gol dla ekipy z Radomia. Ostatecznie poprawiamy tamten wynik na 4:4.
– Decyzja sędziego Bartosza Frankowskiego, który nie gwizdnął i nie podyktował rzutu karnego, oraz postępowanie sędziego wideo Pawła Pskita, który nie wezwał Frankowskiego do monitora, mogą zaskakiwać, ponieważ przewinienie Riccio było jasne i oczywiste, a zatem błąd arbitra głównego również był jasny i oczywisty – opiniuje w tej sprawie Rafał Rostkowski. I tu pełna zgoda z jego oceną, sytuacja jest dosyć oczywista. Choć nie była oczywista dla wszystkich, niestety. Sami zobaczcie, jak to wyglądało i oceńcie.
#POGRAD Akcja Tapsoby w doliczonym czasie i igranie z ogniem obrońcy Pogoni. https://t.co/vUUwutYl25
— Kuba Seweryn (@KubaSeweryn) October 24, 2026
Co z tym klasykiem? Zebraliśmy opinie
Chociaż zaczniemy od sytuacji, która jest jasna – Wszołkowi nie należała się czerwona kartka za faul na Bengtssonie. Obok całej sytuacji był Piątkowski, więc nie ma mowy o DOGSO, a to powoduje, że ukaranie zawodnika Legii żółtym kartonikiem jest jak najbardziej adekwatne.

Doszukiwać można się też drugiej żółtej kartki dla Wszołka za starcie z Gurgulem, ale nie będziemy tutaj takimi szczególarzami. To było ostre wejście ciałem piłkarza Legii w zawodnika Kolejorza, co nie znaczy, że od razu warto sięgnąć było do kieszonki. Sytuacja wyglądała tak:

Na stopklatce nie ukażemy wam impetu tego zagrania, znika też cała dynamika akcji, ale znów – nie każdy faul musi być od razu rozpatrywany w kategoriach kartkowych. – Zgodnie z „Przepisami gry” i podobnymi klipami pokazywanymi sędziom na szkoleniach od wielu lat był to klasyczny faul z pogranicza nieostrożności i nierozważności, a tym samym – nie był ewidentnie nierozważny. Sędzia w tej sytuacji nie musiał ukarać Wszołka po raz drugi żółtą i w efekcie czerwoną kartką. Marciniak ograniczył się do udzielenia Wszołkowi reprymendy i ostrzeżenia – zauważa Rafał Rostkowski i podobnego zdania jest w tej kwestii Arkadiusz Kamil Wójcik, który gościł w niedzielę w najnowszym wydaniu Ligi Minus.
SĘDZIA OCENIA KONTROWERSJE Z MECZU LEGIA VS LECH!
Zobaczcie, co o kontrowersyjnych sytuacjach z polskiego klasyku powiedział nasz ekspert – @ArkadiuszKamil
https://t.co/A2pqVZdoQA
— Weszło! (@WeszloCom) October 25, 2026
Problem największy mamy ze starciem Agnero i Augustyniaka, które miało miejsce w polu karnym Lecha. Z jednej strony – piłkarz Kolejorza wywrócił piłkarza Legii. Z drugiej – tamten tylko trącił piłkę i na pewno nie miał jej pod kontrolą. Jak patrzą na tę sytuację eksperci? Nie rozwiewają naszych wątpliwości, ale rzucają światło na interpretację Szymona Marciniaka, dzięki czemu po prostu łatwiej tę sytuację zrozumieć. Zacznijmy od Rafała Rostkowskiego.
– Minimalnie pierwszy był zawodnik Legii. Trącił piłkę wewnętrzną częścią prawego buta. Setne sekundy później piłkarz Lecha trącił futbolówkę w podobny sposób, również wewnętrzną częścią stopy. Gdy zagrywał Augustyniak, obaj rywale jeszcze nie walczyli ze sobą ciałem. Kiedy zagrywał Agnero, przeciwnicy już byli w dosyć silnym kontakcie fizycznym, ale bez żadnego faulu – opisuje na TVP Sport były sędzia.
Jako klucz do oceny tej sytuacji należy więc przyjąć fakt, że piłkę zagrywają w akcji obaj zawodnicy. – Gdyby Agnero wykonał identyczny ruch, identycznie niezbyt mocny prawą nogą, ale nie trafił w piłkę, a Augustyniak przewróciłby się o tak wystawioną (podstawioną) nogę, to byłby jasny i oczywisty faul – tłumaczy Rostkowski.
Adam Lyczmański: „Kontakt, który nie powoduje w mojej ocenie rzutu karnego. Bardzo dobra ocena sędziów z boiska, bardzo dobra decyzja sędziów VAR”.
Ligę+Extra oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEWhJW https://t.co/7BEdImui1v
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 25, 2026
Gorzej, jak się wydaje, decyzję arbitra usprawiedliwia Adam Lyczmański. – Kontakt, który nie powoduje w mojej ocenie rzutu karnego. Bardzo dobra ocena sędziów z boiska, bardzo dobra decyzja sędziów VAR – przekonuje. Problem w tym, że kontakt jest tu całkiem konkretny, zwróćcie uwagę na uda obu piłkarzy w jego momencie. To nie z powodu „lekkości” starcia arbiter nie dyktuje jedenastki. Tak, przychylamy się do decyzji sędziów, ale z powodów, które wskazuje Rostkowski. Kolejność wydarzeń ma tu duże znaczenie. Najpierw trąca Augustyniak, potem trąca Agnero, a na koniec piłkarz Legii zostaje powalony po kontakcie z piłkarzem Lecha.
Na dokładkę jeszcze trochę kontrowersji, bo czemu nie?
Spornych sytuacji było w tej serii gier jeszcze kilka. Mena i Galan w meczu Korony z GieKSą – tutaj niezwykle trudno o jednoznaczną interpretację, wydaje się, że piłkarz ekipy z Kielc na murawę leci zanim Galan na dobre zdąży mu podłożyć nogę. Opinie w środowisku są w tej kwestii rozbieżne.
Adam Lyczmański mówi tak: – Kontakt, który nie powoduje przewinienia. Zbyt miękka to sytuacja, by podyktować rzut karny. Rafał Rostkowski staje w kontrze. – Gdy zawodnik Korony w biegu postawił lewą nogę na murawie i prawą nogą próbował zagrać piłkę w stronę bramki, piłkarz GKS Katowice podstawił mu nogę i spowodował jego upadek.
Trudno być w takiej sytuacji mądrym, sami pewnie przyznacie. Rostkowski sięga jednak po dodatkowy argument: – To mogło utrudnić lub uniemożliwić bieg za piłką. W tej sytuacji upadek zawodnika Korony był naturalną konsekwencją postępowania zawodnika GKS Katowice, nawet jeśli Mena upadając nieco „dodał od siebie” – ocenia ekspert. My dorzucimy od siebie jeszcze jeden element – Galan kolanem kopie w udo Meny zanim Mena zagrywa piłkę. I dlatego zgadzamy się z oceną Rostkowskiego – to rzut karny, także dlatego, że Galan nie zagrywa w tej akcji piłki, jak choćby w podobnym, opisywanym wyżej, przypadku robił to Agnero.

Dziś dużo materiału, ale rzućmy sobie okiem na jeszcze jeden – Mucha i jego niebezpieczne zagranie w meczu z Cracovią. Wygląda źle, ale są pewne okoliczności łagodzące, które pozwalają piłkarzowi Piasta mieć czyste sumienie. Czy jednak czyste sumienie mogą mieć również sędziowie, którzy pokazali w tej sytuacji żółtą, a nie czerwoną kartkę?
Żebyście mieli pełny ogląd tego zdarzenia, prezentujemy materiał poglądowy. W dwóch różnych nagraniach.
Bez czerwonej?
#PIACRA https://t.co/kN9lH7mdEf
— A.Kamil Wójcik (@ArkadiuszKamil) October 24, 2026
Pierwsze przedstawia mnóstwo wątpliwości. Noga Muchy wędruje wysoko, zatrzymuje się na nodze Traore, wygląda to bandycko. Inny kąt kamery zmienia trochę optykę, spójrzcie tutaj.
@tadek_j88 @ArkadiuszKamil https://t.co/TGSAxk0WcM
— Mateusz Prochwicz (@m_prochwicz) October 24, 2026
Mucha nie dociska, a raczej cofa nogę. Ucieka od tego przewinienia, nie brnie w niebezpieczne zwarcie, jest świadom potencjalnych konsekwencji, które mogły nastąpić, gdyby tylko postanowił dalej iść tu pełnym impetem. Żółta kartka wydaje się więc karą wystarczającą, choć to jedna z tych sytuacji, w których można pokazać kartoniki obu kolorów. Bo bez wątpienia jest to zagranie nierozważne. – Początkowo miałem twardy orzech do zgryzienia, pierwsze odczucia skręcały ku czerwonej kartce. Zawodnik Piasta próbuje jednak wyhamować, po analizie zgadzam się z sędziami – analizuje Adam Lyczmański. I my też jesteśmy gotowi przyjąć optykę Pawła Malca, który prowadził to spotkanie. Żółtą kartkę można tu wybronić.
***
Dużo było tych kontrowersji do omówienia, a jeszcze kilka pomniejszych prześlizgnęło nam się przez palce. Trudną kolejkę mieli sędziowie, nie da się ukryć. Nie przeszli przez nią suchą stopą, ale tego się raczej spodziewaliśmy. Ostatecznie poprawiamy trzy ich decyzje, z których najbardziej krzywdząca ostatecznie była ta w meczu Pogoni z Radomiakiem – goście stracili przez poważny błąd sędziów punkt, na który naprawdę solidnie pracowali. Takich przypadków chcemy w Ekstraklasie jak najmniej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix / Canal+ Sport / Ekstraklasa TV
Artykuł Piekło ekstraklasowego kibica [NIEWYDRUKOWANA TABELA] pochodzi z serwisu weszlo.com.







https://t.co/A2pqVZdoQA
Adam Lyczmański: „Kontakt, który nie powoduje w mojej ocenie rzutu karnego. Bardzo dobra ocena sędziów z boiska, bardzo dobra decyzja sędziów VAR”.
Ligę+Extra oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEWhJW https://t.co/7BEdImui1v