Marek Papszun nadal nie ma recepty na Lecha Poznań! Po kwietniowym 0:4 w Wielkopolsce, tym razem jego Legia Warszawa przegrała 1:2 u siebie. Decydującego gola w samej końcówce strzelił Luis Palma, ale ozdobą hitu przy Łazienkowskiej pozostanie solowa akcja Patrika Walemarka poprzedzająca pierwsze trafienie.
Przedmeczowe uprzejmości Papszuna i Frederiksena
O podgrzewanie atmosfery przed tym spotkaniem zadbali obaj trenerzy. Niels Frederiksen po remisie z Sunderlandem stwierdził, że Legii będzie ciężko, na co Marek Papszun odparł, że Kolejorz „w decydujących, dużych meczach często zawodzi”. I kiedy wydawało się, że to może być koniec przedmeczowej wymiany uprzejmości, Duńczyk już na stadionie przyznał:
– Nie wiem czy Marek Papszun wie, czym jest duży mecz. My gramy takie co tydzień, oni dwa razy w roku przeciwko nam.
Sympatycznie panowie pogadali za pomocą mediów, prawda? Tym bardziej zapewne ani jeden, ani drugi nie chciał spojrzeć w twarz rywalowi cieszącemu się ze zwycięstwa.
Pierwsza połowa bez goli, za to z kontuzjami
W wyjściowych składach zaskoczeń nie było. Otwarte pozostawało pytanie czy będziemy się dobrze bawić oglądający mecz przy Łazienkowskiej, czy wręcz przeciwnie – z dużej chmury będzie mały deszcz.
Skład na dzisiejszy mecz
#LEGLPO https://t.co/DBoVB0Dinu
— Legia Warszawa (@LegiaWarszawa) October 25, 2026
Nasza XI na mecz w Warszawie
__
#LEGLPO https://t.co/suibsdaqBV— Lech Poznań
(@LechPoznan) October 25, 2026
Pierwszy kwadrans mijał dość spokojnie, aż nagle w polu karnym Legii usiadł Mikael Ishak. Szwed doznał urazu mięśniowego uda i Frederiksen nie miał wyjścia. Wpuścił w jego miejsce Yannicka Agnero.
Najgroźniejsza akcja pierwszej połowy miała miejsce chwilę później, w 15. minucie. Niezbyt pewnie wyglądający w pierwszych fragmentach Joel Pereira posłał prawdziwe ciasteczko w kierunku Leo Bengtssona, ten opanował piłkę i już chciał wpaść w pole karne, ale powalił go Paweł Wszołek. Piłkarz Legii miał kupę szczęścia – gdyby nie Kamil Piątkowski, który biegł w pobliżu z asekuracją, Szymon Marciniak musiałby wyrzucić go z boiska. A tak skończyło się na żółtej kartce.
Tylko to i tak mogło gospodarzy zaboleć. Do rzutu wolnego podszedł bowiem sam poszkodowany i sprytnie szukał dalszego rogu, ale trafił w słupek. Jeszcze w tej samej akcji Patrik Walemark ostro potraktował Rafała Adamskiego. Napastnik Wojskowych jeszcze trochę chcial rozbiegać kontuzję, ale w 29. minucie nie miał wyjścia. Z powodu urazu dołączył do Ishaka poza boiskiem, zmienił go Mateusz Szczepaniak.
Ogólnie drugi kwadrans pierwszej połowy był tym najbardziej żywym. Bartosz Kapustka dośrodkował do Kamila Piątkowskiego, ale rozgrywający dobry mecz w obronie piłkarz Legii nie miał tyle szczęścia w ataku. Trafił wprost w Mateusza Lisa, który poradził sobie z interwencją. W nogę Pereiry trafił natomiast Kacper Chodyna i nic nie wyszło z kolejnej próby, a bomba Michala Sevcika została przyjęta na ciało przez Terry’ego Yegbe.
Drugi i ostatni raz przed przerwą, Lech odgryzł się za sprawą Pablo Rodrigueza. Hiszpan wpadł w pole karne warszawiaków lewą stroną i strzelił mocno, ale dobrze ustawiony Otto Hindrich tylko podniósł ręce i to wystarczyło, żeby zbić piłkę na rzut rożny. Lisa z kolei niepokoił jeszcze Rafał Augustyniak, ale celny strzał z dystansu padł łupem bramkarza Kolejorza.
Tuż przed końcem pierwszej połowy znów dużo ryzykował Wszołek. Przy polu karnym Lecha z impetem zaatakował Michała Gurgula, ale jego szczęście polegało chyba na tym, że z zawodnikiem Lecha starł się ciałem, bez użycia łokcia. W każdym razie druga żółta kartka i zjazd do bazy wisiały w powietrzu.
W ostatniej akcji przed przerwą Kolejorz mógł jeszcze wyciąć Legii psikusa za sprawą Walemarka. Szwed w świetnym stylu wpadł w pole karne z prawego skrzydła i oddał strzał lewą nogą, piłka minęła już interweniującego Hindricha, ale Piątkowski był ustawiony idealnie i wyczyścił zagrożenie.
Do przerwy było zatem 0:0 w bramkach i 1:1 w kontuzjach napastników. Nie oglądało się tego źle, ale większego kotła pod jedną i drugą bramką brakowało na pewno.
Strzelanie rozpoczął Agnero
Trener Papszun rzeczywistości nie zaklinał i musiał zdawać sobie sprawę, że równie dobrze Wszołek mógłby już być pod prysznicem, a jego zespół grałby w dziesiątkę. Ściągnął zatem zawodnika prezentującego się w tym spotkaniu słabiutko i wprowadził Rubena Vinagre.
Papszun mówił też przed meczem, że „Lech bazuje przede wszystkim na indywidualnościach i wysokiej klasie swoich piłkarzy”. Przekonał się o tym boleśnie w 57. minucie. Walemark znakomicie zabrał się z piłką i podprowadził ją przez kilkadziesiąt metrów aż pod pole karne Legii, podał na lewą stronę do Bengtssona, a ten zgrał do środka na szósty metr do Agnero pozbawionego jakiejkolwiek obstawy.
Iworyjczykowi nie pozostało nic innego, jak zadać Legii cios i przynajmniej na chwilę uciszyć Łazienkowską.
𝐘𝐀𝐍𝐍𝐈𝐂𝐊 𝐀𝐆𝐍𝐄𝐑𝐎𝐎𝐎𝐎𝐎!
𝐂𝐎 𝐙𝐀 𝐀𝐊𝐂𝐉𝐀 𝐊𝐎𝐋𝐄𝐉𝐎𝐑𝐙𝐀!
Legia 0⃣: 1⃣ Lech
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/CGeaexYifk
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 25, 2026
Przy akompaniamencie „Nie poddawaj się, ukochana ma” z trybun warszawskiego stadionu, gospodarze faktycznie nie zamierzali jednak wywieszać białej flagi. Najpierw Yegbe zarobił żółtą kartkę za powalenie kontrującego Łukasza Zjawińskiego, a po chwili Piątkowski trafił w słupek po dosrodkowaniu z rzutu rożnego.
Debiutancki gol Wjunnyka
Inicjatywa Legii nie słabła. Mocny i celny strzał Augustyniaka sprzed pola karnego świetnie sparował Lis. Po kolejnym napomnieniu dla gości, tym razem dla Bengtssona, Frederiksen już nie zwlekał i przeprowadził potrójną zmianę. Wpuścił Filipa Jagiełłę, Luisa Palmę i Daniela Hakansa, a Papszun odpowiedział wprowadzeniem Shinnosuke Fukudy oraz Bohdana Wjunnyka.
I nie po raz pierwszy w swojej karierze Papszun wykazał się legendarnym nosem. W 74. minucie Legia miała, a jakże, rzut z autu. W pierwsze tempo nie udało się zrobić zagrożenia, ale już po klasycznym dośrodkowaniu Augustyniak przeskoczył Pereirę i Antoniego Kozubala, zgrał na piąty metr, a tam słabiutkie krycie Mateusza Skrzypczaka wykorzystał Wjunnyk i zdobył swoją pierwszą bramkę w barwach Legii.
𝐁𝐎𝐆𝐃𝐀𝐍 𝐕𝐈𝐔𝐍𝐍𝐘𝐊!
Legia doprowadza do remisu!
Transmisja meczu: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/ZiKvQ8tffv
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 25, 2026
Na tym mogło się nie skończyć, bo parę chwil później bliski sukcesu był Szczepaniak. Jego strzał z pola karnego zdołał jednak obronić Lis. Od momentu bramki dla Lecha to spotkanie oglądało się naprawdę świetnie. Dużo emocji, w końcu więcej przestrzeni w ofensywie, no i świadomość uciekającego czasu robiły swoje.
Palma rozstrzygnął hit
I kiedy wydawało się, że nakręcona dobrym momentem i dopingiem swoich kibiców Legia może poszukać decydującego gola, Lech sprawił, że to Wielkopolska wyskoczyła w euforii. W 87. minucie Kolejorz przeprowadził szybką akcję. Po podaniu Gurgula piłkę dostał Hakans, łatwo poradził sobie z Fukudą i dośrodkował tuż przed bramkę Hindricha do Palmy. Honduranina katastrofalnie odpuścił Vinagre, a były piłkarz Lecha w kluczowym momencie zdobył swoją pierwszą bramkę od końcówki sierpnia.
𝐋𝐔𝐈𝐒 𝐏𝐀𝐋𝐌𝐀𝐀𝐀𝐀!
𝐋𝐄𝐂𝐇 𝐖𝐘𝐆𝐑𝐘𝐖𝐀 𝐖 𝐖𝐀𝐑𝐒𝐙𝐀𝐖𝐈𝐄! https://t.co/9bEYHhK6tL
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 25, 2026
W doliczonym czasie gry jeszcze raz interweniować musiał Lis, ale ostatecznie trzy punkty jadą do Poznania. Bardzo prestiżowa wygrana Kolejorza jest spod znaku rezerwowych. Agnero i Palma trafili do siatki, podczas gdy przy drugim trafieniu wprowadzeni w trakcie meczu obrońcy Legii zanotowali katastrofę kosztującą bolesną porażkę.
6
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
Fot. Newspix
Artykuł Co znaczą rezerwowi! Lech znowu górą nad Legią Papszuna pochodzi z serwisu weszlo.com.

#LEGLPO https://t.co/DBoVB0Dinu
Nasza XI na mecz w Warszawie
(@LechPoznan) 
𝐂𝐎 𝐙𝐀 𝐀𝐊𝐂𝐉𝐀 𝐊𝐎𝐋𝐄𝐉𝐎𝐑𝐙𝐀!
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/CGeaexYifk
Legia doprowadza do remisu! 
𝐋𝐄𝐂𝐇 𝐖𝐘𝐆𝐑𝐘𝐖𝐀 𝐖 𝐖𝐀𝐑𝐒𝐙𝐀𝐖𝐈𝐄! https://t.co/9bEYHhK6tL