Spotkanie Legii Warszawa z Wisłą Kraków (2:0) to niestety kolejny mecz tej kolejki, po którym najwięcej mówi się o kontrowersjach sędziowskich. Gościom należał się rzut karny, a bramka na 1:0 dla Legii nie powinna zostać uznana. I to z dwóch powodów! Nie może dziwić, że temat pracy arbitrów zdominował niedzielną „Ligę Minus”. – Sędziowie drukują nam ligę – wypalił Wojciech Kowalczyk. Wyliczał też błędy na korzyść Legii Warszawa w ostatnich tygodniach.
W pierwszej połowie spotkania przy Łazienkowskiej Wiśle należała się jedenastka po tym, jak Bartosz Kapustka sfaulował Juliusa Ertlthalera. Później to gościom należał się aut, a nie Legii, ale sędziowie znów się pomylili. I właśnie po wrzucie piłki przez Rafała Augustyniaka (wykonanym niewłaściwie, bo jedna z jego stóp była nad ziemią) gospodarze zdobyli bramkę na 1:0, która, niestety, została uznana.
Goście mają prawo czuć się bardzo pokrzywdzeni, a Wojciech Kowalczyk na początku „Ligi Minus” powiedział: – Mówiłem to wielokrotnie i powtórzę to jeszcze raz: przed sezonem odbywa się zgrupowanie sędziów. Oni ustalają końcowe wyniki tabeli. Decydują, kto mistrzem, kto spada, kto gra w pucharach. I nic więcej się tam nie odbywa. Mówię wam.
Oczywiście mówił to z dużym dystansem, ale jak tu nie zacząć traktować poważnie różnych teorii spiskowych, gdy ewidentnych błędów jest tyle?
Wojciech Kowalczyk wyliczył błędy sędziów na korzyść Legii Warszawa. „Cztery w niewiele ponad miesiąc”
„Kowal” w programie zaczął wyliczać błędy, jakie w ostatnim czasie arbitrzy popełnili na korzyść Legii. Trochę się ich uzbierało.
– Oni robią takie błędy, że to jest niewybaczalne. Spójrzmy na Legię Warszawa: tu jest aut, za chwileczkę przejdziemy do karnego, który powinien być. Jagiellonia nie dostała w meczu z Legią karnego na 2:3. Z Motorem ewidentnie bramka dla gospodarzy, nieuznana. Na przestrzeni miesiąca cztery korzystne błędy dla Legii. Ale to nie jest tylko Legia. Babol na babolu, nie wiem, ile ich było w tej kolejce. To jest nieprawdopodobne w czym uczestniczymy. Sędziowie drukują nam ligę – przekonywał.
A po jednym z pytań Pawła Paczula dodał: – Coś mi się wydaje, że za Fryzjera było podobnie.
Ekspert Weszło podzielił się też historią, którą usłyszał jakiś czas temu od jednego z ekstraklasowych arbitrów. Wydaje się, że z tym środowiskiem może być jeszcze gorzej niż wielu osobom się zdaje.
– Problemem u nas jest zazdrość. Część sędziów jest zawodowych, a część nie. Usłyszałem takie zdanie, że nie wszyscy sobie pomagają, a nawet wolą sobie przeszkodzić, żeby ten drugi się wpakował na minę. Czasami mi się wydaje, że ten na VAR-ze specjalnie nie daje sygnału głównemu, żeby tamten miał kłopot. Ja to słyszałem bezpośrednio od jednego sędziego. Jak możesz kogoś wsadzić na minę, to go bardzo łatwo wsadzić. Nie wzywasz do VAR-u: to sytuacja bez wyjścia dla sędziego głównego – opisywał Kowalczyk.
Całą „Ligę Minus” obejrzycie tutaj. Warto!
Fot. Newspix.pl
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Artykuł Kowal: Sędziowie drukują nam ligę. Za „Fryzjera” było podobnie pochodzi z serwisu weszlo.com.