Niezależnie czy Śląsk akurat rywalizuje o czołowe lokaty w lidze czy walczy o uniknięcie spadku, to mecze we Wrocławiu zawsze są dobrą weryfikacją, w jakiej dyspozycji jest aktualnie Lech. Dla ekipy z Poznania zawsze są to niewygodne wyjazdy i rzadko kiedy przywozi z nich trzy punkty. Teraz ta sztuka się udała i to w naprawdę ładnym stylu.
Żeby znaleźć ostatnie zwycięstwo Lecha we Wrocławiu trzeba cofnąć się do wiosny 2022 roku, gdy zmierzający po mistrzostwo Polski zespół Macieja Skorży wygrał 1:0 po golu Michała Skórasia. Kolejne dwie wyjazdowe triumfy Kolejorza ze Śląskiem to lata 2018 oraz… 2010. To chyba najlepiej oddaje, jak ciężko Poznaniakom jest odnaleźć się na tym terenie.
A teraz? Bez swoich dwóch największych gwiazd w pierwszym składzie, a za to z jednym nominalnym skrzydłowym, pokazali rywalowi miejsce w szeregu. Chociaż uczciwie trzeba przyznać, że ten poprzeczki specjalnie wysoko nie zawiesił. Lech nie musiał nawet wchodzić na swoje najwyższe obroty.
Śląsk Wrocław – Lech Poznań 1:4. Wystarczyło przyspieszyć, gospodarze byli bezradni
Po pierwszych fragmentach kibice we Wrocławiu mogli mieć nadzieje, że ich piłkarzom uda się coś ugrać. Zespół Ante Simundzy nawet nieźle wszedł w mecz i to on jako pierwszy stworzył sobie okazję na gole. W lukę powstałą przez wyjście Wojciecha Mońki wbiegł Jehor Macenko i gdyby nie interwencja Mateusza Lisa, to po podaniu Piotra Samca-Talara otworzyłby wynik.
Tyle że to był jeden z naprawdę nielicznych momentów, gdy Śląskowi coś wyszło. Lech nie grał niczego wielkiego, ale z upływem kolejnych minut miał coraz większą kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Nie były to huraganowe ataki, ale goście czekali na odpowiednie momenty, by zaskoczyć rywala.
I taki się pojawił. Za sprawą świetnej akcji Pablo Rodrigueza i nienagannego wykończenia Filipa Jagiełły w końcu padł pierwszy gol. Po drodze zmieniając tor lotu piłki przysłużył się jeszcze Mateusz Skrzypczak.
Mistrzowie otwierają wynik! Filip Jagiełło był w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4SfRP https://t.co/Z07NzVmMTN
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 10, 2026
Zdecydowanie pierwsza połowa nie była wielkim spektaklem, ale na końcu o wyniku na półmetku rywalizacji zaważyła jakość całej drużyny z Poznania. Trzeba też wziąć poprawkę na brak kontuzjowanego Allahyara Sayyadmanesha i fakt, że ze skrzydłowych tylko Leo Bengtsson był gotowy na występ od pierwszej minuty. Po drugiej stronie zagrał Robert Gumny i było widać, że to nie jest jego naturalne miejsce.
Mariusz Malec podobno wciąż się kręci. Patrik Walemark wrzucił go na karuzelę
Spokojnie można powiedzieć, że mecz ustawiła druga bramka strzelona przez Pablo Rodrigueza na samym początku drugiej części. Hiszpanowi sprzyjało szczęście w postaci rykoszetu od Mariusza Malca, chociaż całą swoją grą zasłużył, by zakończyć mecz z jakimś konkretem.
Lech nie zwalnia i podwyższa zaraz po przerwie!
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/de5BlSSjwS
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 10, 2026
Po tym trafieniu Śląsk totalnie się rozsypał. Jakby całkowicie stracił nadzieje, że jest w stanie jeszcze cokolwiek w tym spotkaniu ugrać. Być może to też był taki osąd sytuacji, że Lech jakościowo jest wyraźnie lepszy. Niezależnie od przyczyn de facto w 50. minucie rozstrzygnęła się kwestia zwycięzcy.
Kwestią do ustalenia był tylko wynik. A tu Niels Frederiksen postanowił pójść na całość, wpuszczając za Roberta Gumnego Patrika Walemarka. Różnica od razu była gigantyczna, mimo że Szwed po drodze zmagał się z chorobą i nie był jeszcze na 100% gotowy do gry.
Mariusz Malec znalazł się na takiej karuzeli, że istnieje obawa, że do końca roku może się nie odkręcić. Do rykoszetu przy drugim trafieniu dołożył także negatywny udział przy trzecim i czwartym golu. Natomiast dla stopera Śląska mamy dobre informacje. Na karuzeli Patrika Walemarka dołączył do Tymoteusza Puchacza oraz Przemysława Frankowskiego, którzy wciąż się kręcą po niedawnym meczu reprezentacji w Sztokholmie.
Przy okazji za wcześniejsze nieudane zagrania nieco zrehabilitował się Mikael Ishak, który przy pierwszej bramce swojego rodaka naprawdę ładnie mu asystował.
DUBLET WALEMARKA! Lech imponuje formą po przerwie!
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/uolm5m5Htr
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 10, 2026
Lech mógłby skończyć z pięcioma albo i nawet sześcioma golami. Do tego potrzebny był jednak napastnik gotowy wejść z ławki rezerwowych. Yannick Agnero kimś takim zdecydowanie nie był. Przez 20 minut z małym hakiem zdążył zmarnować dwie setki oraz absurdalnie zepsuć kontrę trzy na dwa, wdając się w niepotrzebny drybling zamiast dograć do Daniela Hakansa albo Pablo Rodrigueza.
Śląsk w doliczonym czasie po rzucie rożnym strzelił honorowego gola, ale była to zmiana iście kosmetyczna. We Wrocławiu powinna się już zapalić czerwona lampka, bo zaczyna to wyglądać mocno niepokojąco. Lech jadąc na maksymalnie trzecim biegu wcisnął mu czwórkę. Żeby wygrać nie musiał się nawet specjalnie zmęczyć.
Gol pocieszenia dla Śląska! Tomasiewicz na 1:4!
Oglądaj @_Ekstraklasa_ w CANAL+: https://t.co/ggj8f4SfRP https://t.co/RTJrDd8hq6
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) October 10, 2026
A Mariusz Malec podobno wciąż jest na murawie i próbuje się odkręcić po traumatycznym przeżyciu w postaci rozpędzonego Patrika Walemarka.
5
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Jeśli Lech wygrywa we Wrocławiu, to znak, że jest mocny pochodzi z serwisu weszlo.com.

Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4SfRP https://t.co/Z07NzVmMTN

