Legia Warszawa osiągnęła największe wpływy do budżetu w minionym sezonie 2025/26 – tak wynika z corocznego raportu Finansowa Ekstraklasa opublikowanego przez ligową centralę we współpracy z firmą Grant Thornton. W sumie do kasy stołecznego klubu popłynęło 290,46 mln zł, choć należy zaznaczyć, że aż 59,2 mln pochodzi z dodatniego bilansu transferowego. Legia poniosła również największe koszty w wysokości 258,3 mln zł.
O wynikach raportu, ale też relacjach Marka Papszuna z Fredim Bobiciem czy przejęciu 40% udziałów w klubie przez Michaela Gorzyńskiego mówił prezes zarządzający Legii – Marcin Herra.
Herra o finansach, Papszunie i Bobiciu. „Nie chcemy wygrywać okienek, a mecze”
– Przychody pokazują, jaka jest skala zarządzania i z czym wiąże się dzisiaj nowoczesny organizm, jakim jest klub. One dają możliwości, ale po pierwsze baza kosztowa jest dosyć istotna, a po drugie nie dają gwarancji sukcesu. Widać to po naszym zeszłym sezonie, o którym wiele już zostało powiedziane. To pewnie dotyczy nie tylko naszego przypadku, bo pewnie jest w tym raporcie parę przykładów jeszcze bardziej widocznych – powiedział Herra nawiązując zapewne choćby do Widzewa Łódź. Klub Roberta Dobrzyckiego wydał na transfery 100 milionów złotych, a utrzymanie wywalczył dopiero w ostatniej kolejce po pokonaniu Piasta Gliwice.
– Dla nas przyciąganie kibiców jest najważniejsze. Inwestujemy w to bardzo dużo pieniędzy od czterech lat. Wówczas mieliśmy przychody komercyjne i z dnia meczowego na poziomie łącznym 90 milionów – uważano, że to już jest sufit. Przeszliśmy z 90 milionów na 150 milionów przez 3 sezony, które trzeba autorefleksyjnie powiedzieć, że nie były w stu procentach sukcesami sportowymi. My w dość trudnym momencie sprzedaliśmy więcej koszulek niż Lech Poznań broniąc mistrza. To się nie dzieje samo, to jest bardzo duża praca w inwestycje dla kibiców, Legia Park, nowe technologie, nowe subskrypcje – podkreślił Herra.
W sumie Legia sprzedała w poprzednim sezonie 35 615 koszulek, a to faktycznie o ponad 4 tysiące więcej niż Lech. – Kiedy dzisiaj gramy troszeczkę lepiej w tym sezonie, to już zbliżamy się do sprzedanych 15 tysiącach po trzech miesiącach – dodał prezes Legii. Przychód z dnia meczowego był jednak minimalnie większy (o 300 tysięcy) w Poznaniu, podobnie jak bardziej na plus wychodzi tam bilans dnia meczowego.
Lech zarobił na tym 36,9 miliona złotych, a Legia 32,8 miliona. Średnia frekwencja była również oczywiście najwyższa w przypadku Lecha, choć wynika to przede wszystkim z większej pojemności stadionu. Obiekt Kolejorza może pomieścić 41 609 kibiców, a Legii 30 720. Średnie zapełnienie stadionu było na bardzo podobnym poziomie (Lech – 75%, a Legia – 76%).
Kolejorz zanotował natomiast największy wzrost przychodów w lidze, bo aż o 103% i wyprzedził Legię w zestawieniu przychodów z podstawowej działalności obejmującej dzień meczowy, scentralizowane prawa mediowe i marketingowe oraz przychody komercyjne. Do kasy Lecha wpłynęło 233,2 miliona złotych, a Legii 202,1 miliona. Do tego zestawienia nie wliczają się przychody transferowe, gdyż w dużej mierze ta sfera działania opiera się często na aktualnej sytuacji sportowej.
– Legia wydaje na organizację dni meczowych i sam stadion 38 milionów złotych rocznie. W porównaniu do innych klubów, to jest dużo pieniędzy. My jesteśmy jednak płatnikiem netto do miasta, więc nie mamy tego w przychodach. W związku z tym musimy maksymalizować wykorzystanie tego stadionu. Dzisiaj do naszego Legia Parku przychodzi 22 tysiące osób przed meczem, a dwa lata temu tysiąc. Przez trzy lata zainwestowaliśmy w niego ponad 6 milionów złotych – powiedział Herra.
– Ten ogromnie trudny sezon, który za nami pokazał, że praca organiczna ostatnich lat spowodowała, że biznes jest bardzo stabilny. On nie jest w kontrze do sportu. On jest dla sportu. Chcę to podkreślić, bo na końcu zawsze najważniejsza jest tabela sportowa. Pieniądze z koncertów idą na pierwszą drużynę. Pieniądze z centrum konferencyjnego też idą na pierwszą drużynę. Marcin Animucki powiedział, że w przyszłym roku możemy zobaczyć podobne cyfry. W naszym przypadku, nie sądzę – podkreślił prezes Legii z nadzieją na poprawę pozycji w tabeli w tym sezonie. Aktualnie stołeczna ekipa zajmuje 2. miejsce ze stratą trzech punktów do liderującego Górnika Zabrze.
Legia jest jedyną niepokonaną drużyną w tym sezonie Ekstraklasy, a za aspekt sportowy najmocniej odpowiada duet Marek Papszun – Fredi Bobić. Współpraca trenera Legii z dyrektorem sportowym układa się nieźle, choć nie jest łatwa ze względu na trudną sytuacją finansową. Stołeczny klub wydał na nowych piłkarzy jedynie 780 tysięcy euro i zmniejszył wynagrodzenia o 26%. W publicznych wypowiedziach szkoleniowiec podkreślał, że ostatni czas był „okienkiem kopciuszka”, a wywiadzie z Romanem Kołtoniem dla Prawdy Futbolu Bobić mówił choćby z kolei o tym, że „nie jest fanem sposobu grania, jaki praktykuje Marek Papszun”.
– Oczywiście ostatnie okienko wyglądało trochę inaczej. Być może niekoniecznie jednak chcemy wygrywać okienka, a chcemy wygrywać mecze. Widziałem komentarze po ostatniej rozmowie z Fredim. Nie wiem jednak, czy wszyscy ją przesłuchali, bo trwa 104 minuty, więc nie jest taka szybka. Fredi tam też jednoznacznie mówi, że idzie z Markiem ramię w ramię i wspiera go w działaniach, po drugie, że jest mu wdzięczny, a po trzecie chce, aby Marek był jak najdłużej.
Cenię sobie współpracę z jednym i drugim. I jeden i drugi ma charakter, ja mam charakter, wszyscy mamy charakter, w związku z tym dla Legii to jest bardzo pozytywne. Wolę żeby dyskusja wokół Legii była o wywiadzie niż o miejscu w tabeli – zauważył Herra.
Legia stara się zwiększać przychody, ale ponosi też olbrzymie koszty, których w tym sezonie nie da się zrekompensować poprzez grę w europejskich pucharach. W sezonie 2024/25, gdy warszawski klub doszedł do ćwierćfinału Ligi Konferencji, zarobił dzięki temu choćby około 50 milionów złotych.
Gdzie Legia ponosi największe wydatki? 31 milionów kosztowało prowadzenie akademii. Niemal 116 milionów pochłonęły wynagrodzenia pracowników (z czego 24,3 miliona administracja, 14,5 miliona drużyny młodzieżowe, a 77 milionów bez amortyzacji sztab i piłkarze I drużyny). Legia poniosła też najwyższy teoretyczny koszt zdobycia punktu w Ekstraklasie, który wyniósł 2,36 miliona złotych.
W związku z tym, już od miesięcy mówiło się, że Dariusz Mioduski poszukuje nowego współwłaściciela, który wspomoże go finansowo w zarządzaniu Legią oraz obsłudze długu wynoszącego około 170 milionów złotych. Stabilizację, negocjowanie wyższych kwot transferowych za utalentowanych graczy oraz większy komfort przy poszukiwaniu nowych zawodników ma zapewnić Michael Gorzyński.
21 września ogłoszono, że Amerykanin polskiego pochodzenia pozyskał 40% akcji Legii oraz został nowym Przewodniczącym Rady Nadzorczej. Portal legionisci.com podawał, że cena za ten pakiet mogła wynieść 50 milionów euro, ale klub oficjalnie nie ujawnił warunków finansowych transakcji.
– Uważam, że decyzje na poziomie akcjonariatu i właścicieli, tam są prowadzone i tam są dyskutowane. Struktura związana z zarządzaniem codziennym klubem się nie zmienia. Wiadomo, że to jest zawsze impuls i dobra nowa perspektywa. Wszystkim zależy na tym, żeby Legia była silniejsza i ja się na tym koncentruję w sensie codziennych działań – krótko skomentował Herra.
Ciekawostkowo, można dodać, że najwięcej koszulek w poprzednim sezonie Legia sprzedała z nazwiskiem Artura Jędrzejczyka. W najbliższych miesiącach przekonamy się, kto stanie się nowym idolem warszawskich kibiców, po tym, jak legendarny obrońca hucznie pożegnał się z klubem z Łazienkowskiej podczas niedawnego meczu Ekstraklasy ze Śląskiem Wrocław.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. FotoPyk
Artykuł „Nie chcemy wygrywać okienek, a mecze”. Herra o finansach, Papszunie i Bobiciu pochodzi z serwisu weszlo.com.