Gdy Jesus Imaz i Mikael Ishak lądowali w naszym zestawieniu, to zazwyczaj po tej drugiej stronie. Wręcz przyzwyczailiśmy się, że zawsze coś strzelą i bez większego zastanowienia wstawimy ich do kozaków. Ostatnia kolejka dała nam jednak kolejne powody do niepokoju, że legendy Ekstraklasy powoli schodzą z tej największej ligowej sceny.
Gdyby w ten weekend, to był pierwszy raz… a nasz duet I&I zawodzi od początku sezonu. Mikael Ishak zresztą ma na koncie najwięcej niewykorzystanych szans w Ekstraklasie z całej stawki. Jesus Imaz też już zmarnował ich całe mnóstwo. Po cichu liczymy, że po wyjątkowo długiej przerwie reprezentacyjnej obaj wrócą do najwyższej dyspozycji, jednak odkładając na bok emocje, szanse na to nie są zbyt wielkie.
Jedenastka Badziewiaków. Niepokojąca forma Ishaka i Imaza. Spora reprezentacja Radomiaka
Z perspektywy obu klubów szczególnie bolesna okazała się nieskuteczność Jesusa Imaza. Jagiellonia przegrała z Legią, jednak gdyby Hiszpan prezentował swoją najwyższą dyspozycję to możemy zakładać, że wynik byłby zupełnie inny. Jasne, karnego wykorzystał, co nie zawsze było takie oczywiste, jednak poza tym? Dwie okropnie zmarnowane setki.
Pierwsza jeszcze przed przerwą rywalizacji, gdy kapitalnie Imaza wypatrzył Guilherme Montoia. Ten miał czas, żeby przyjąć piłkę i spojrzeć, jak ustawiony jest Otto Hindrich, jednak nawet nie wcelował w bramkę. A w drugiej części gry sytuacja była jeszcze lepsza. To nawet było coś więcej niż setka i Hiszpan postanowił zabawić się bramkarzem. No i cóż, nie wyszło. Rumuński golkiper Legii złapał piłkę.
Mikael Ishak lepszy nie był, bo w swojej najwyższej dyspozycji spokojnie zakończyłby mecz z fatalnym Radomiakiem – do którego jeszcze przejdziemy – z hat-trickiem. A nawet raz nie zdołał pokonać Filipa Majchrowicza. Zaliczył jedynie asystę przy trafieniu Sayyadmanesha, tyle że to raczej był nieudany strzał Szweda, który dość szczęśliwie przerodził się w podanie do Irańczyka.
Z perspektywy Nielsa Frederiksena oraz Adriana Siemieńca najgorsze jest to, że dla dwóch legend swoich klubów nie mają jakościowego konkurenta. Wystarczy spojrzeć, że po godzinie gry za Ishaka wszedł Yannick Agnero. I co? I to był kolejny nieudany występ Iworyjczyka. Zresztą, te lepsze można spokojnie policzyć na palcach jednej ręki.
W Jagiellonii to nawet nie ma takiego typowego ofensywnego pomocnika, który mógłby wejść w buty Imaza. Chyba najbliżej do takiej roli jest jego rodakowi, Sergio Lozano, chociaż on prawdę mówiąc, poza uderzeniami z dystansu nie ma zbyt wiele do zaoferowania.

Ale dobra, wystarczy tego pastwienia się nad naszym duetem I&I i zerknijmy, co tam jeszcze w naszej niechlubnej jedenastce słychać. A aż trzech z pięciu zawodników w obronie to przedstawiciele Radomiaka. Lech mógłby oddać rywalom nawet trzy gole w pierwszej minucie, a i tak wygrałby ten mecz. W tej defensywie nie funkcjonowało dosłownie nic!
To był dramat, jak nikt tam nie wiedział jak się przesuwać, kiedy wyjść wyżej, gdzie się ustawić. Można się bronić nisko, jednak jeśli nawet tego nie potrafisz robić, to rywal i tak ma całe połacie przestrzeni. Lech jakby się mocniej spiął i popracował nad wykończeniem, to mógłby skończyć z dwucyfrówką. Nie mogą dziwić głosy, że Rafał Grzyb zbyt długo na fotelu pierwszego trenera się nie utrzyma. Chociaż czy znany z radosnego, ofensywnego grania John Carver to zmieni? Będziemy się przyglądać z zaciekawieniem.
Wiemy natomiast, że Tomasz Kaczmarek póki co nie odmienił defensywy Rakowa. Na konferencji prasowej po porażce z Koroną przyznawał, że jego zespół zatracił DNA Rakowa. No i całkiem słusznie, bo wyobrażacie sobie, że Medaliki za Marka Papszuna robią coś takiego?
Raków bezradny w Kielcach! Mena podwyższa na 2:0 dla Korony!
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/9IefOaGE0y
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 19, 2026
No nie do pomyślenia. A w Badziewiakach lądują najgorsi z całej zgrai – Bogdan Racovitan i Tomasz Pieńko – obaj w średnio rozważny sposób sprokurowali po rzucie karnym. Możemy ich pocieszyć, koledzy dużo lepsi jednak nie byli.

Jedenastka Kozaków. Świetni Walemark i Rodriguez wyręczyli nieskutecznego Ishaka
Siła Lecha polega na tym, że nawet jak zawodzi jeden z jego zawodników – w tym przypadku Ishak – to z reguły pojawiają się inni, którzy świetnie wchodzą w jego rolę. Jasne, obrona Radomiaka do najbardziej szczelnych nie należała, jednak i tak na uznanie zasłużyli Patrik Walemark oraz Pablo Rodriguez.
Jeśli Jan Urban oglądał to spotkanie, to zobaczył, że wkrótce może zostać zmuszony, by bardziej doceniać Ekstraklasę i piłkarzy Lecha. Walemark znalazł się w kadrze na najbliższe zgrupowanie i nie będziemy specjalnie zdziwieni, jeśli w spotkaniu Ligi Narodów narobi Polakom sporo problemów. Z Radomiakiem dwa gole, asysta i ogółem naprawdę bardzo dobry jakościowy występ.
Patrik Wålemark vs Radomiak Radom:
2 gole
asysta
3 wygrane pojedynki
5 odzyskanych piłek
12 dotknięć w polu karnym przeciwnika
Forma iście reprezentacyjna
pic.twitter.com/4TMvJlQXpI
— Szwedzka Piłka
(@SzwedzkaP) September 20, 2026
Pablo Rodriguez może powołania nie dostał, ale po zmianie pozycji zaczyna się coraz bardziej rozkręcać. Hiszpan ostatnio częściej gra bardziej w głębi pola, jako ósemka, i to daje efekty. Już zdążył przebić swój dorobek goli i asyst z całego poprzedniego sezonu.
Natomiast nie mogło zabraknąć także ofensywnego duetu z Pogoni Szczecin. Jordi Sanchez i Darko Czurlinow po wzbudzeniu wielu emocji poza boiskiem, przede wszystkim w mediach społecznościowych, zaczynają odpłacać się także na murawie. Napastnik pozyskany z Wisły Kraków strzelił już ósmego gola w tym sezonie – a zrobił to w naprawdę efektowny sposób – i na dobre rozgościł się na fotelu lidera klasyfikacji strzelców.
Z kolei Macedończyk drugi dobry występ z rzędu zwieńczył golem. W tym przypadku był on na wagę zwycięstwa. W Szczecinie mogą żałować, że akurat teraz przydarzyła się przerwa reprezentacyjna, bo Pogoń ewidentnie z tygodnia na tydzień się rozkręca.
Po sporych wzmocnieniach wkrótce rozkręcić powinna się także Korona Kielce. Gdyby nie Patrik Walemark, to po raz pierwszy w Kozakach znalazłby się Camilo Mena, który strzelił debiutanckiego gola i wywalczył rzut karny. Szwed jednak przebił jego występ, więc jedynym przedstawicielem Kielczan jest Wiktor Długosz. On akurat przy Ściegiennego występuje od dłuższego czasu i niezmiennie prezentuje wysoką formę.
Nie mogliśmy się też powstrzymać, by zrobić coś, co zapewne nigdy więcej już się nie wydarzy. W jednej drużynie z Jordim Sanchezem znalazł się Alan Uryga. Stoper Wisły strzelił zwycięskiego gola w ostatniej akcji meczu ze Śląskiem i cieszynką odpowiedział na niedawne gesty hiszpańskiego napastnika. Obaj panowie raczej specjalną sympatią się nie darzą, ale kapitan Białej Gwiazdy taką na pewno ma u swoich kibiców. Dla nich Alan Uryga w tym spotkaniu zaliczył dublet. I to na przestrzeni kilkunastu sekund.

ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Weszło
Artykuł Legendy usuwają się w cień? Przykro się patrzyło [KOZACY I BADZIEWIACY] pochodzi z serwisu weszlo.com.

Oglądaj w CANAL+:
Patrik Wålemark vs Radomiak Radom:
asysta
3 wygrane pojedynki
5 odzyskanych piłek
12 dotknięć w polu karnym przeciwnika