Marcin Szulc to przewodniczący Kolegium Sędziów, ale jak informuje Jakub Kłyszejko z TVP Sport – jego dni są policzone! Początkowo przejął tę funkcję czasowo po Tomaszu Mikulskim, ale w październiku 2025 roku stał się już pełnoprawnym szefem. Cezary Kulesza świeżo po tym wyborze przyznawał wtedy, że zagwarantuje on uspokojenie atmosfery wokół sędziów. I – cóż – przestrzelił z opinią, bo jest tylko jeszcze gorzej. Od tego czasu trochę afer i aferek wyciekło, między innymi za sprawą Weszło.
Odsunięcie Frankowskiego krótko po zatrudnieniu Szulca
– Myślę, że to by była nieadekwatna kara do tego, co się stało. Tłum już krzyczał kiedyś, dwa tysiące lat temu: „Ukrzyżuj go!”. Nie zamierzam nikogo krzyżować – zachowując dla tego porównania wszelkie proporcje – powiedział Szulc w Weszło TV w październiku 2025 roku. Chętnych odsyłamy do tamtego wywiadu.
Ogłoszenie nowego szefa zbiegło się w czasie z głośną decyzją Bartosza Frankowskiego, który popełnił rażący, karygodny wręcz błąd w meczu Górnika Zabrze z Jagiellonią Białystok, kiedy Josema faulował wychodzącego na czystą pozycję Dimitrisa Rallisa, za co nie został ukarany czerwoną kartką. Zabrzanie wygrali 2:1 i zakończyli świetną passę „Jagi” bez porażki. Błyskawicznie Frankowski został odsunięty od prowadzenia spotkań, ale w „zamrażarce” spędził tylko dwie kolejki.
Wrócił na mecz Betclic 1. Ligi, a tak „zrecenzował” jego pracę Ante Simudża: – Arbiter prowokował nas przez całe spotkanie, mój asystent otrzymał czerwoną kartkę. Rozumiem emocje, nie pochwalam tego zachowania. Jeśli ktoś prowokuje cię przez 95 minut, trudno zachować spokój.
Głośno było też o Szulcu, kiedy… zabronił sędziom przepraszania za złe decyzje.
I głośno będzie pewnie także po najświeższym tekście Weszło pt. „K***wa, już dzwoni. Kulisy kryzysu polskiego sędziowania”, gdzie mowa o:
- telefonach Szulca tuż po meczu, gdzie trzeba się tłumaczyć
- absurdzie obsadzania sędziów na dalekie wyjazdy, do których muszą dokładać
- negocjacjach „noclegowych”, by arbitrzy mogli się po meczu przespać
- szkoleniu, na którym było omawiane to samo, co pół roku wcześniej
- absurdalnych egzaminach, których nie zdają sędziowie z Ekstraklasy i „trzeba coś wymyślić”
Weszło ujawniło list Sokolnickiego
Sędziowanie Frankowskiego i brak przeprosin to jednak nic w porównaniu do tego, co miało miejsce później. To powoduje, że ciągle gorąco jest wokół Szulca. Stąd doniesienia dziennikarza TVP Sport o jego „policzonych dniach”.
Jak ustaliłem, dni Marcina Szulca są policzone. PZPN tak naprawdę podjął już decyzję o odwołaniu obecnego przewodniczącego Kolegium Sędziów. Problem w tym, że brakuje odpowiednich kandydatów na to stanowisko. Sytuacja środowiska sędziowskiego jest fatalna. @sport_tvppl
— Jakub Kłyszejko (@jakubklyszejko) September 16, 2026
W sierpniu Weszło opublikowało list Pawła Sokolnickiego do władz PZPN. Warto dodać, że Sokolnicki to nie byle ligowy ogórek, tylko arbiter, który z Szymonem Marciniakiem prowadził mecze najwyższe rangą – finał mundialu czy finał Ligi Mistrzów. Jakieś tam europejskie i światowe standardy więc widział. No i ośmieszył on funkcjonowanie Centrum VAR – zarzuca władzom PZPN chaos, brak kompetencji, fatalne szkolenie i system, w którym można soboe „losować”, a nie rzetelnie ocenić ofsajd.
Efekt? Może jakaś debata, naprawa, przeprosiny? Nie. Sokolnicki został po tym… odsunięty.
Szulc kontra Wójcik, a w tle Adrian Siemieniec
Jeszcze wcześniej miała miejsce głośna sytuacja z Arkadiuszem Kamilem Wójcikiem, arbitrem, który często także wytykał błędy, zadawał pytania i był niewygodny. Chcąc zmienić coś w światku sędziów, kandydował na szefa Kolegium Sędziów, ale tę robotę dostał Szulc. No i w maju tenże Wójcik dowiedział się na ostatnią chwilę, że ma lecieć do Japonii na wymianę sędziów za Pawła Raczkowskiego, który zrezygnował z powodów osobistych.
Wójcik dotarł jednak do Japonii z dwutygodniowym opóźnieniem, więc w pierwszych meczach Damiana Kosa wspomagali asystenci japońscy. Dopiero po czasie polski zespół w komplecie pracował przy meczu V-Varen Nagasaki z Vissel Kobe. Skąd to opóźnienie? Jak ujawnił w rozmowie z Rafałem Rostkowskim sam Wójcik, został on poinformowany przez PZPN, że związku… nie stać na zakup innego biletu. Wójcikowi tę informację miał przekazać osobiście przewodniczący Kolegium Sędziów.
W lipcu Arkadiusz Kamil Wójcik złożył zawiadomienie do prokuratury. Twierdził, że padł ofiarą przestępstwa ze strony swojego szefa. Jak podawała Interia, arbiter uważał, że stosowano wobec niego „mobbing, pomówienia i kłamstwa”, co miało doprowadzić do „wygaszenia” jego kariery.
Dokładnie w dniu, w którym takowe zawiadomienie złożył, rzecznik dyscyplinarny PZPN dostał materiał… to już afera, którą doskonale znacie. Adrian Siemieniec pisał SMS-y właśnie do Wójcika na temat Raczkowskiego, który miał sędziować mecz GKS Katowice – Jagiellonia. Trener „Jagi” prosił o to, żeby arbiter informował o potencjalnym zagrożeniu, by ten mógł w odpowiednim momencie dokonać zmiany, bo jego ośmiu piłkarzy mogło pauzować za kartki.
Wójcik przeprosił Siemieńca, wziął winę na siebie, a Siemieniec z kolei przeprosił wszystkich, choć nie od razu.
Mając na uwadze dobro dochodzenia nadzorowanego przez Prokuraturę Rejonową W-wa Ochota (@Prok_Okreg_Wawa)
oraz eskalację emocji po artykule @SzJadczak oraz ochronę osób mogących nie ze swojej winy zostać posądzonych o kunktatorstwoDo czasu wyjaśnienia mojej sprawy przez organy… pic.twitter.com/DG9QjDcSVz
— A.Kamil Wójcik (@ArkadiuszKamil) September 12, 2026
Pełnomocnik Wójcika był następnie gościem Weszło. Podkreślił, że środowisko sędziowskie traktuje jego klienta jako zagrożenie. Według niego cała sytuacja z zawiadomieniem, jakie zostało zgłoszone, nie jest na rękę PZPN-owi, a sam związek, odkąd dowiedział się o całej sprawie, zdecydowanie inaczej zaczął traktować arbitra.
Przypomnijmy, że według głośnego śledztwa WP Raczkowski zarzuty do Szulca przedstawił dopiero 9 lipca, czyli 53 po wspomnianym meczu. A dlaczego nie od razu? Otóż okazuje się… że zrobił to od razu! Wójcik sam mówił o tym, że to po prostu „kwit do uciszenia ofiary przestępstwa”. To samo potwierdza kolejne śledztwo Szymona Jadczaka. Sprawa została przez Raczkowskiego zgłoszona szybko, a wyszła na jaw o wiele później… wszystko zbiegło się z zawiadomieniem do prokuratury o mobbing.
„Szef Kolegium Sędziów PZPN Marcin Szulc dostał zgłoszenie o wiadomościach trenera Siemieńca do sędziego 17 maja. Rzecznik dyscyplinarny PZPN dostał materiał 9 lipca, 53 dni później, na wniosek prezesa Kuleszy. Jedno zdjęcie z komunikatora, nie całą korespondencję. Wynika to z uzasadnienia decyzji dyscyplinarnej, do którego dotarliśmy. W aktach nie ma śladu żadnej czynności Szulca przez te siedem tygodni. PZPN twierdzi, że o sprawie dowiedział się 7 lipca. Szulc mówi, że niczego nie ukrywał. Na trzy prośby o wskazanie jednej czynności nie wskazał żadnej. Według naszych informacji Cezary Kulesza utracił do niego zaufanie” – podaje Szymon Jadczak.
Szef Kolegium Sędziów PZPN Marcin Szulc dostał zgłoszenie o wiadomościach trenera Siemieńca do sędziego 17 maja. Rzecznik dyscyplinarny PZPN dostał materiał 9 lipca, 53 dni później, na wniosek prezesa Kuleszy. Jedno zdjęcie z komunikatora, nie całą korespondencję. Wynika to z…
— Szymon Jadczak (@SzJadczak) September 16, 2026
Fot. Newspix
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Artykuł Media: Dni przewodniczącego Kolegium Sędziów policzone! Już chyba sam PZPN ma dość tych afer… pochodzi z serwisu weszlo.com.
Jak ustaliłem, dni Marcina Szulca są policzone. PZPN tak naprawdę podjął już decyzję o odwołaniu obecnego przewodniczącego Kolegium Sędziów. Problem w tym, że brakuje odpowiednich kandydatów na to stanowisko. Sytuacja środowiska sędziowskiego jest fatalna.