16.09.2026

Media: Dni przewodniczącego Kolegium Sędziów policzone! Już chyba sam PZPN ma dość tych afer…

Marcin Szulc to przewodniczący Kolegium Sędziów, ale jak informuje Jakub Kłyszejko z TVP Sport – jego dni są policzone! Początkowo przejął tę funkcję czasowo po Tomaszu Mikulskim, ale w październiku 2025 roku stał się już pełnoprawnym szefem. Cezary Kulesza świeżo po tym wyborze przyznawał wtedy, że zagwarantuje on uspokojenie atmosfery wokół sędziów. I – cóż – przestrzelił z opinią, bo jest tylko jeszcze gorzej. Od tego czasu trochę afer i aferek wyciekło, między innymi za sprawą Weszło. 

Odsunięcie Frankowskiego krótko po zatrudnieniu Szulca

Myślę, że to by była nieadekwatna kara do tego, co się stało. Tłum już krzyczał kiedyś, dwa tysiące lat temu: „Ukrzyżuj go!”. Nie zamierzam nikogo krzyżować – zachowując dla tego porównania wszelkie proporcje – powiedział Szulc w Weszło TV w październiku 2025 roku. Chętnych odsyłamy do tamtego wywiadu.

Ogłoszenie nowego szefa zbiegło się w czasie z głośną decyzją Bartosza Frankowskiego, który popełnił rażący, karygodny wręcz błąd w meczu Górnika Zabrze z Jagiellonią Białystok, kiedy Josema faulował wychodzącego na czystą pozycję Dimitrisa Rallisa, za co nie został ukarany czerwoną kartką. Zabrzanie wygrali 2:1 i zakończyli świetną passę „Jagi” bez porażki. Błyskawicznie Frankowski został odsunięty od prowadzenia spotkań, ale w „zamrażarce” spędził tylko dwie kolejki.

Wrócił na mecz Betclic 1. Ligi, a tak „zrecenzował” jego pracę Ante Simudża: – Arbiter prowokował nas przez całe spotkanie, mój asystent otrzymał czerwoną kartkę. Rozumiem emocje, nie pochwalam tego zachowania. Jeśli ktoś prowokuje cię przez 95 minut, trudno zachować spokój.

Głośno było też o Szulcu, kiedy… zabronił sędziom przepraszania za złe decyzje.

I głośno będzie pewnie także po najświeższym tekście Weszło pt. „K***wa, już dzwoni. Kulisy kryzysu polskiego sędziowania”, gdzie mowa o:

  • telefonach Szulca tuż po meczu, gdzie trzeba się tłumaczyć
  • absurdzie obsadzania sędziów na dalekie wyjazdy, do których muszą dokładać
  • negocjacjach „noclegowych”, by arbitrzy mogli się po meczu przespać
  • szkoleniu, na którym było omawiane to samo, co pół roku wcześniej
  • absurdalnych egzaminach, których nie zdają sędziowie z Ekstraklasy i „trzeba coś wymyślić”

Weszło ujawniło list Sokolnickiego

Sędziowanie Frankowskiego i brak przeprosin to jednak nic w porównaniu do tego, co miało miejsce później. To powoduje, że ciągle gorąco jest wokół Szulca. Stąd doniesienia dziennikarza TVP Sport o jego „policzonych dniach”.

W sierpniu Weszło opublikowało list Pawła Sokolnickiego do władz PZPN. Warto dodać, że Sokolnicki to nie byle ligowy ogórek, tylko arbiter, który z Szymonem Marciniakiem prowadził mecze najwyższe rangą – finał mundialu czy finał Ligi Mistrzów. Jakieś tam europejskie i światowe standardy więc widział. No i ośmieszył on funkcjonowanie Centrum VAR – zarzuca władzom PZPN chaos, brak kompetencji, fatalne szkolenie i system, w którym można soboe „losować”, a nie rzetelnie ocenić ofsajd.

Efekt? Może jakaś debata, naprawa, przeprosiny? Nie. Sokolnicki został po tym… odsunięty.

Szulc kontra Wójcik, a w tle Adrian Siemieniec

Jeszcze wcześniej miała miejsce głośna sytuacja z Arkadiuszem Kamilem Wójcikiem, arbitrem, który często także wytykał błędy, zadawał pytania i był niewygodny. Chcąc zmienić coś w światku sędziów, kandydował na szefa Kolegium Sędziów, ale tę robotę dostał Szulc. No i w maju tenże Wójcik dowiedział się na ostatnią chwilę, że ma lecieć do Japonii na wymianę sędziów za Pawła Raczkowskiego, który zrezygnował z powodów osobistych.

Wójcik dotarł jednak do Japonii z dwutygodniowym opóźnieniem, więc w pierwszych meczach Damiana Kosa wspomagali asystenci japońscy. Dopiero po czasie polski zespół w komplecie pracował przy meczu V-Varen Nagasaki z Vissel Kobe. Skąd to opóźnienie? Jak ujawnił w rozmowie z Rafałem Rostkowskim sam Wójcik, został on poinformowany przez PZPN, że związku… nie stać na zakup innego biletu. Wójcikowi tę informację miał przekazać osobiście przewodniczący Kolegium Sędziów.

W lipcu Arkadiusz Kamil Wójcik złożył zawiadomienie do prokuratury. Twierdził, że padł ofiarą przestępstwa ze strony swojego szefa. Jak podawała Interia, arbiter uważał, że stosowano wobec niego „mobbing, pomówienia i kłamstwa”, co miało doprowadzić do „wygaszenia” jego kariery.

Dokładnie w dniu, w którym takowe zawiadomienie złożył, rzecznik dyscyplinarny PZPN dostał materiał… to już afera, którą doskonale znacie. Adrian Siemieniec pisał SMS-y właśnie do Wójcika na temat Raczkowskiego, który miał sędziować mecz GKS Katowice – Jagiellonia. Trener „Jagi” prosił o to, żeby arbiter informował o potencjalnym zagrożeniu, by ten mógł w odpowiednim momencie dokonać zmiany, bo jego ośmiu piłkarzy mogło pauzować za kartki.

Wójcik przeprosił Siemieńca, wziął winę na siebie, a Siemieniec z kolei przeprosił wszystkich, choć nie od razu.

Pełnomocnik Wójcika był następnie gościem Weszło. Podkreślił, że środowisko sędziowskie traktuje jego klienta jako zagrożenie. Według niego cała sytuacja z zawiadomieniem, jakie zostało zgłoszone, nie jest na rękę PZPN-owi, a sam związek, odkąd dowiedział się o całej sprawie, zdecydowanie inaczej zaczął traktować arbitra.

Przypomnijmy, że według głośnego śledztwa WP Raczkowski zarzuty do Szulca przedstawił dopiero 9 lipca, czyli 53 po wspomnianym meczu. A dlaczego nie od razu? Otóż okazuje się… że zrobił to od razu! Wójcik sam mówił o tym, że to po prostu „kwit do uciszenia ofiary przestępstwa”. To samo potwierdza kolejne śledztwo Szymona Jadczaka. Sprawa została przez Raczkowskiego zgłoszona szybko, a wyszła na jaw o wiele później… wszystko zbiegło się z zawiadomieniem do prokuratury o mobbing.

„Szef Kolegium Sędziów PZPN Marcin Szulc dostał zgłoszenie o wiadomościach trenera Siemieńca do sędziego 17 maja. Rzecznik dyscyplinarny PZPN dostał materiał 9 lipca, 53 dni później, na wniosek prezesa Kuleszy. Jedno zdjęcie z komunikatora, nie całą korespondencję. Wynika to z uzasadnienia decyzji dyscyplinarnej, do którego dotarliśmy. W aktach nie ma śladu żadnej czynności Szulca przez te siedem tygodni. PZPN twierdzi, że o sprawie dowiedział się 7 lipca. Szulc mówi, że niczego nie ukrywał. Na trzy prośby o wskazanie jednej czynności nie wskazał żadnej. Według naszych informacji Cezary Kulesza utracił do niego zaufanie” – podaje Szymon Jadczak.

Fot. Newspix

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Artykuł Media: Dni przewodniczącego Kolegium Sędziów policzone! Już chyba sam PZPN ma dość tych afer… pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl