20.08.2026

Janis Antiste. W Niemczech za nim płakali, w Austrii wręcz przeciwnie

Nie jest zbytnim uproszczeniem teza, że gdyby Górnik Zabrze miał na pokładzie rasowego snajpera, nie odpadłby w dwumeczu z Ferencvarosem. Erik Prekop w rewanżu z Węgrami zmarnował dwie bardzo dobre sytuacje, a przynajmniej jedną wypadało wykorzystać. Gdyby to zrobił, drużyna Michala Gasparika miałaby zapewnione pucharowe granie do końca roku. Już po tym spotkaniu do Zabrzan dołączył Janis Antiste, mający być odpowiedzią na te problemy. Jego dotychczasowa historia pokazuje, że Łukasz Milik i spółka wzięli udział w loterii. Teraz wszystko zależy od tego, która wersja Francuza im się wylosuje.

Nie ulega wątpliwości, że mówimy o talencie. Olbrzymim talencie. Nie jest przypadkiem, że grał we wszystkich młodzieżówkach Francji, począwszy już od U-15 (w dorosłej piłce od niedawna reprezentuje Martynikę, z której pochodzi jego ojciec, ale przyjmijmy, że to Francuz). Spezia biła dla niego swój ówczesny rekord transferowy, płacąc Tuluzie w 2021 roku 4,6 mln euro. Rok później Sassuolo zapłaciło Spezii milion euro więcej i przejęło chłopaka. To robi wrażenie.

Janis Antiste. Kim jest nowy piłkarz Górnika Zabrze?

Jednocześnie ten wielki potencjał dotychczas uwalniany był jedynie wycinkowo. W zasadzie tylko dwukrotnie. Najpierw w Tuluzie po spadku z Ligue 1. Antiste zdążył jeszcze zadebiutować we francuskiej elicie. 5 lutego 2020 roku wszedł na końcówkę meczu ze Strasbourgiem. Zmienił… Quentina Boisgarda, aktualnie pomocnika Piasta Gliwice.

Kontynuacji jednak nie było i dopiero zejście jego macierzystego klubu do Ligue 2 pozwoliło mu się rozpędzić. Antiste był świetny jesienią 2020. Strzelił w tym czasie sześć goli i zaliczył dwie asysty. Miał imponujące momenty. Weźmy taką oto bramkę.

Wiosną już spuścił z tonu, dołożył jeszcze tylko jedno trafienie i coraz częściej pełnił rolę rezerwowego. Przynajmniej był to gol naprawdę ładny, wszystko się w tej akcji zgadzało.

Obiecujący początek w Serie A

Mimo to Spezia zaryzykowała i wyłożyła większe pieniądze. Antiste na starcie otrzymał spory kredyt zaufania od Thiago Motty. Po dziesięciominutowym debiucie z Lazio, w ośmiu następnych kolejkach wychodził na boisko w podstawowym składzie. Raz był środkowym napastnikiem, innym razem lądował na prawym lub lewym skrzydle. Odpłacił się golem z Juventusem po przebojowej akcji (między słupkami Wojciech Szczęsny).



Przy tej okazji włoskie media przypomniały, że w 2018 roku mógł przejść do Milanu. Odbył rekonesans w klubowym ośrodku i osiągnięto już wstępne porozumienie, ale ostatecznie rodzina zawodnika uznała, że lepiej będzie, jeśli najpierw ukończy szkołę we Francji.

Motta z czasem zraził się do Antiste i ten poszedł praktycznie w całkowitą odstawkę. W okresie od października 2021 do kwietnia 2022 niemal nie podnosił się z ławki. Do w miarę regularnej gry wrócił dopiero pod koniec sezonu. Stało się to w niecodziennych okolicznościach. W meczu 34. kolejki z Interem po godzinie na murawie zameldował się M’Bala Nzola. Sędzia szybko zorientował się, że Angolczyk nie zdjął kolczyka z ucha i nakazał mu to zrobić.

Nzola nie potrafił jednak wykonać polecenia, mimo pomocy ze strony kolegów z drużyny i rywali. Zniecierpliwiony Motta zdecydował się na szybką zmianę i na ostatnie 20 minut wprowadził Antiste. Od tamtej pory młody Francuz dostawał kolejne szanse aż do końca rozgrywek, choć nic konkretnego z tego nie wyniknęło.

Janis Antiste

Sassuolo płaci ponad 5,5 mln euro

Jest więc pewnym zaskoczeniem, że po takim dość kiepskim premierowym sezonie w Serie A, Sassuolo na finiszu letniego okienka 2022 zdecydowało się go wziąć za ponad 5,5 mln euro. Wiadomo, jak to bywa we Włoszech, zwłaszcza na koniec mercato. Nielogicznych ruchów nie brakuje. Czasami trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś spłaca komuś dług wdzięczności i tak dalej.

Antiste od Sassuolo po prostu się odbił. Co prawda w debiucie, gdy wszedł na pół godziny z Salernitaną, od razu błysnął i ustalił wynik na 5:0 (w zespole gości grał Krzysztof Piątek). Nie pomogło. Tydzień później dostał 20 minut z Interem i… koniec. Trener Alessio Dionisi nie dawał mu nawet epizodów, mimo że jego drużyna zaczęła seryjnie przegrywać.

Odtąd zaczęło się nieustanne wypożyczanie Francuza, które trwa do dziś. Górnik to piąty kolejny klub, który bierze go do siebie od Sassuolo. Najpierw zimą 2023 wrócił do Ligue 2 jako piłkarz Amiens. Poprzestał na czternastu występach i jednym golu, gdy dostawił nogę z metra do pustej bramki. Sezon 2023/24 spędził w Serie B w barwach Reggiany, prowadzonej przez Alessandro Nestę.



Przebłyski u Alessandro Nesty i Fabio Grosso

Dużo rozmawiam z trenerem Nestą, udziela mi cennych rad, a przede wszystkim był wielkim mistrzem. Mogę się od niego tylko uczyć, ale gdybym spotkał go na boisku, strzeliłbym mu co najmniej jednego gola – uśmiechał się w rozmowie z „Gazzetta di Reggio”.

Przeważnie był ustawiany jako cofnięty napastnik, wspomagający najbardziej wysuniętego Cedrica Gondo. – Uważam się za drugiego napastnika, chociaż trener Nesta wystawia mnie również jako ofensywnego pomocnika i muszę się bardzo poprawić w tej roli, szczególnie w moim podejściu do gry. Lubię też strzelać gole, więc staram się dobrze wykonywać obie te role – tłumaczył.

Miał tam przebłyski, ale całościowo 28 meczów, cztery gole i asysta nikogo na kolana rzucić nie mogły. Nesta w ostatnich miesiącach stawiał na niego rzadziej, zapewne wiedząc, że po zakończeniu wypożyczenia ciąg dalszy nie nastąpi.

Sassuolo w międzyczasie spadło, dlatego Antiste jesienią 2024 dostał drugą szansę, żeby mocniej zaistnieć w klubie, który sporo w niego zainwestował. Trafił pod skrzydła Fabio Grosso, czyli kolejnego wielkiego nazwiska włoskiej piłki. I Francuz zaczął z przytupem, zostając bohaterem meczu z Ceseną (2:1). Najpierw efektownie strzelił głową, a następnie samemu dośrodkował prosto do Flavio Russo.

Idol kibiców w Norymberdze i gol sezonu

To były jednak miłe złego początki. Antiste rozegrał jeszcze dwie połowy i Grosso w praktyce mu podziękował. Do końca roku dał mu potem… jedną minutę. Stało się jasne, że ta współpraca nie ma sensu. Zawodnik musiał szukać kolejnego miejsca i znalazł. W lutym 2025 powędrował na wypożyczenie do FC Nuernberg. Znów jego trenerem było wielkie nazwisko, ale tym razem kojarzące się jednoznacznie z ofensywą, czyli Miroslav Klose.

Tych kilka miesięcy na niemieckiej ziemi to jak na razie najlepszy czas Antiste w przygodzie z piłką. 12 występów w 2. Bundeslidze wystarczyło mu do tego, żeby zostać ulubieńcem kibiców. Trudno się dziwić, skoro zawiera się w nich pięć goli i dwie asysty. Prawdopodobnie byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie dwumeczowa pauza za czerwoną kartkę otrzymaną na początku spotkania z HSV.

Janis Antiste

– Ma coś, czego wcześniej nie mieliśmy – mówił Klose już po pierwszych meczach nowego podopiecznego, odnosząc się przede wszystkim do energii i dynamiki, które charakteryzują młodego napastnika. Piłkarz nie pozostawał mu dłużny. Widać, że wyjątkowo poważał swojego szkoleniowca. – Uczyłem się od niego każdego dnia. Ten czas był dla mnie prawdziwym przywilejem – mówił już po odejściu.

Przed przyjściem Antiste numerem jeden w ataku FCN był Mahir Emreli, ale akurat wtedy przeżywał gorszy okres. Tę lukę wypełnił Francuz. Gdy z kolei on musiał pauzować za czerwoną kartkę, Emreli wrócił do łask i w dwóch spotkaniach zdobył trzy bramki. Na koniec więc Klose znalazł miejsce na boisku dla jednego i drugiego. Opłaciło się. Emreli w ostatniej kolejce ustrzelił hat-tricka z Eintrachtem Brunszwik, z kolei Antiste w czterech ostatnich występach uzbierał trzy trafienia i asystę.

Jego pełna wykonawczego kunsztu przewrotka z SV Elversberg został uznana przez kibiców Norymbergi za gola sezonu w ich klubie.

Olbrzymie oczekiwania w Rapidzie Wiedeń

Oczywiście władze FCN chciały wykupić Antiste z Sassuolo, ale zwyczajnie nie było ich stać – ani na transfer definitywny, ani na pensję dla napastnika. Fani byli niepocieszeni i mocno żałowali jego odejścia.

Kiedy więc Antiste został ogłoszony nowym zawodnikiem Rapidu Wiedeń, oczekiwania względem niego były olbrzymie. Trener Peter Stoger przewidywał, że strzeli on 10-15 goli w sezonie. Skończyło się olbrzymim rozczarowaniem, chyba największym z dotychczasowych.

Początki jeszcze nie wyglądały najgorzej. Francuz miał pewne miejsce w składzie, bez względu na to, czy chodziło o pucharowe eliminacje, czy o krajowe podwórko. W kwalifikacjach do Ligi Konferencji zdobył ważną bramkę z Dundee United (dwumecz wygrany po rzutach karnych). W debiucie w austriackiej ekstraklasie zaliczył asystę przy zwycięskim golu z Blau Weiss Linz. Kilka tygodni później jego bramka dała remis z Grazer AK.

Pod koniec jesieni coś jednak zaczęło się psuć. Czas leciał, ludzie liczyli na znacznie więcej, a on raził nieskutecznością. Gol w wysoko przegranym listopadowym starciu z Rakowem nie załatwił sprawy.



Awantura o rzut karny

Pojawiała się coraz częstsza i coraz mocniejsza krytyka. Jednocześnie Antiste powoli dobijał do liczby meczów, która oznaczałaby obowiązek jego wykupienia z Sassuolo za ponad 3 mln euro. Rapid zaczął negocjować z Włochami zniesienie tej klauzuli. Gdy rozmowy trwały, piłkarz na chwilę poszedł w odstawkę i cztery z rzędu kolejki ligowe spędził na trybunach, na wypadek braku porozumienia. Pojawiały się nawet doniesienia, że Wiedeńczycy najchętniej skróciliby wypożyczenie, a wtedy mógłby on ponownie zasilić szeregi Norymbergi.

Ostatecznie Rapid dogadał się z Sassuolo, które zgodziło się na anulowanie zapisu o wykupie i Antiste mógł dokończyć sezon. Od razu po powrocie dał wygraną z Salzburgiem, ale nie był to żaden przełom.

Czarę goryczy przelała sytuacja z 22 marca. Rapid grał u siebie z LASK (4:2). Przy stanie 2:1 dla gospodarzy sędzia podyktował rzut karny za zagranie ręką. Antiste za wszelką cenę chciał być egzekutorem, mimo że nie znajdował się nawet w trójce wyznaczonych zawodników i nigdy w seniorskiej karierze nie podchodził do jedenastki. Blokował możliwość wykonania jej przez Bendeguza Bollę, doszło do wewnątrzdrużynowej przepychanki. Finalnie Francuza przystopował kapitan Matthias Seidl, a Bolla pewnie posłał piłkę do siatki. Entuzjastycznie celebrował gola z kolegami, ale Antiste nie dołączył do grupy. Z beznamiętną miną szedł w kierunku koła środkowego, co sprawiło, że zdegustowany trener Johannes Hoff Thorup niemal natychmiast zarządził zmianę. Od razu po zejściu Antiste usłyszał krótkie pouczenie, a kibice go wygwizdali.

– Wszystko, co robimy, jest zaplanowane i przygotowane w najdrobniejszych szczegółach. Nie będziemy od tego odchodzić. Mamy też jasną listę wykonawców rzutów karnych – mówił Thorup na konferencji.

Janis Antiste

Toksyczny element w szatni

Dwie kolejki później Antiste wszedł na zmianę z Austrią Wiedeń i dał popis lekceważenia gry defensywnej. Łatwo przepuścił przeciwnika na skrzydle i nie robił zbyt wiele, żeby powstrzymać go już w polu karnym. Z tej akcji omal nie padła bramka. Reakcja pozostałych piłkarzy Rapidu mówiła wszystko. Nikt nie miał już złudzeń, że gość za ten zespół umierać nie będzie.

„Można śmiało powiedzieć, że Antiste wyrządza drużynie więcej szkody niż pożytku. Praktycznie nie ma już nikogo, kto chciałby zobaczyć 23-latka ponownie w koszulce Rapidu. Jego ogromny egocentryzm, egoizm na boisku i całkowity brak chęci do pracy na rzecz drużyny lub po prostu do cieszenia się z jej sukcesów sprawiają, że nie można go zaakceptować nawet jako rezerwowego” – pisał portal abseits.at, dodając, że to „toksyczny element” w kadrze. 

Kibice również uważali, że ich napastnikowi brakuje ducha walki – zwłaszcza w trudnych momentach – a nie rekompensuje tego jakością czysto piłkarską. Jego „delikatny styl gry” niezbyt pasował do tego, czego wymagano w Rapidze.

Mentalność kluczem

Brzmi to tym bardziej niepokojąco, że mówimy o klubie, który w ubiegłym sezonie prezentował poziom niższy niż czołówka Ekstraklasy i dwukrotnie zebrał od naszych przedstawicieli cięgi w Lidze Konferencji (po 1:4 z Lechem i Rakowem).

Podstawą jest zatem dotarcie do głowy Janisa Antiste. Jeżeli poczuje pełne zaufanie, może nawiązać do tego, co niewiele ponad rok temu prezentował w 2. Bundeslidze. W innym razie skończy się kolejną klapą. Dochodzi jeszcze pytanie, czy zawodnik tak wszechstronny w kontekście pozycji w ataku to optymalne rozwiązanie dla zespołu grającego jedną wyraźną „dziewiątką”. Ten sam dylemat dotyczy Mohameda Berte, dopiero co pozyskanego przez Cracovię.

Być może pierwsze sygnały co do możliwości Francuza dostaniemy już w ten czwartek. Został on zgłoszony na dwumecz z Monaco i czeka na debiut.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

fot. Newspix

Artykuł Janis Antiste. W Niemczech za nim płakali, w Austrii wręcz przeciwnie pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl