Dwa miesiące czekania, ale się doczekaliśmy. Zobaczyć Miletę Rajovicia w akcji to była naprawdę duża przyjemność. Duńczyk udowodnił, że nie zatracił swojego zmysłu strzeleckiego z zeszłego sezonu i doprowadzania kibiców Legii do absolutnego szału. Zespół Marka Papszuna jakoś przepchał to zwycięstwo, mimo że jej napastnik robił wszystko, by temu zapobiec…
Ciężko powiedzieć, by mecz w Szczecinie jakoś specjalnie nas zachwycił. Właściwie to jedynym ciekawym elementem tego wieczoru było obserwowanie jak fatalny pod bramką rywala jest Mileta Rajović. Duńczyk partolił takie sytuacje, co wydawałoby się, że nawet on nie jest w stanie zepsuć. Marek Papszun w końcówce wyciągnął swojego asa z rękawa w postaci Zorana Arsenicia, który sprawił, że Legia, grając o jednego zawodnika mniej, i tak może cieszyć się ze zwycięstwa.
Pogoń Szczecin – Legia Warszawa 0:1. Nowy sezon, a Rajović cały czas ten sam!
Legia całkiem nieźle weszła w mecz i dość szybko mogła, a nawet powinna wyjsć na prowadzenie. Właściwie to by prowadziła, jeśli w miejscu Milety Rajović znalazłby się jakikolwiek inny zawodnik. Duński snajper miał do wykonania zadanie niezwykle trudne. Stojąc metr od bramki miał wpakować do niej piłkę, która odbiła się od poprzeczki po strzale Augustyniaka.
Jak to się skończyło? Tak, że najpierw nie wcelował w piłkę, ale za drugim razem już ta sztuka mu się udała, co mimo wszystko warto docenić. Problem jest tylko jeden. Zrobił to ręką, więc Bartosz Frankowski nie miał innego wyboru, jak anulować bramkę i przerwać radość Rajoviciowi.
Mileta Rajovic po raz kolejny dokonuję rzeczy, które nikomu by się nie śniły.#POGLEG pic.twitter.com/oDHTFf4MAG
— Karol Tyniec (@karoltyniec369) July 24, 2026
Złośliwi mogliby powiedzieć, że ta sytuacja podcięła skrzydła podopiecznym Marka Papszuna. Po niezłym otwarciu, po prostu sprzeciętnieli. Niby mieli przewagę w posiadaniu piłki, ale konkretów zbytnio to z tego nie było. Właściwie to ciężko powiedzieć o jakimś strzale, przy którym Cojocaru musiałby się wysilić. Nawet jak już dośrodkowanie trafiło do Rajovicia, to – uwaga, zaskoczenie – zamiast głową nieudolnie uderzył barkiem.
Z czasem mecz się wyrównał, Szczecinianie zaczęli dłużej utrzymywać się przy piłce, ale tutaj również był wyraźny problem z tworzeniem sytuacji. Szczególnie nie funkcjonowały skrzydła – z Paula Mukairu i Musy Juwary pożytku było tyle, co nic. Ten drugi to nawet nie tyle, że nie pomagał, zdołał nawet przeszkodzić. Gdy Jean-Pierre Nsame przyjął sobie piłkę i wydawało się, że złoży się do woleja, to gambijski skrzydłowy go ubiegł i uderzył wyjątkowo niecelnie.
Chociaż warto docenić, że najgroźniejsza sytuacja w pierwszej części, to w dużej mierze zasługa właśnie Juwary. Jego bardzo dobre dośrodkowanie trafiło na głowę Nsame, który sprytnie przechytrzył defensorów rywala. Uderzył naprawdę dobrze, jednak świetnie wyciągnął się Otto Hindrich i kapitalnie to wyjął.
Najłagodniej mówiąc, widzieliśmy w życiu ciekawsze pierwsze połowy. Mogliśmy mieć tylko nadzieje, że druga gorsza być nie może.
Legia przepchnęła zwycięstwo w samej końcówce. I to pomimo Rajovicia na boisku
Mileta Rajović naprawdę jest niesamowity. Jak wydawało się po pierwszej połowie, że nic gorszego już nie zrobi, to po przerwie sam siebie przebił. Pierwsza sytuacja to rzut wolny, po którym do piłki dopadł Łukasz Zjawiński. Jego uderzenie być może skończyłoby się golem, a być może nie. Dzięki Rajoviciowi tego się nie dowiemy. Duńczyk stojąc na linii bramkowej i znajdując się na ewidentnym spotkaniu, zamiast jak najszybciej się odsunąć, to kompletnie bezmyślnie dotknął sobie piłkę.
Na tym się jednak nie zakończyły popisy Rajovicia w tym meczu. Po uderzeniu Zjawińskiego piłkę odbił Cojocaru. Ta wylądowała pod nogami duńskiego snajpera i jedyną przeszkodą, która tarasowała mu drogę do bramki był Atilla Szalai. I to właśnie w niego stuprocentowej sytuacji trafił napastnik Legii…
Jak on tego nie strzelił?!
Mileta Rajović trafia prosto w obrońcę… Doczekamy się goli w Szczecinie?
Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/wSNKThECQQ
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) July 24, 2026
Proces robienia z Rajovicia warszawskiego Haalanda jak na razie idzie bardzo, ale to bardzo, ślamazarnie…
Już nie pastwiąc się nad Rajoviciem, Pogoni sporo ożywienia dało wejście Kamila Grosickiego. Doświadczony skrzydłowy najpierw urwał się obrońcom rywala, jednak jego uderzenie pozostawiło sporo do życzenia, a chwilę później swoim firmowym fałszem posłał świetną wrzutkę. Paul Mukairu jednak minął się z piłką. Tyle że to i tak było stanowczo za mało, jak na całą ofensywę Portowców.
Mecz coraz bardziej zbliżał się do końca i nic nie wskazywało na to, że jeszcze cokolwiek się wydarzy. Obie strony, jakby obawiając się straty gola, szanowały wynik i zbytnio nie miały zamiaru się otwierać. Piłka w którymś polu karnym znajdowała się bardziej przez przypadek albo dzięki nieudanemu zagraniu.
I gdy już powoli godziliśmy się z bezbramkowym remisem, to znać o sobie dała tożsamość drużyn prowadzonych przez Marka Papszuna. Gol w samej końcówce to jego firmowa sztuczka, a jak mówi logika Ekstraklasy, musiał go strzelić nie kto inny jak Zoran Arsenić. Po zamieszaniu po rzucie z autu Chorwat jakoś wepchnął piłkę do siatki. Na jego szczęście tym razem Rajović akurat nie zdołał niczego zepsuć.
𝐀𝐑𝐄𝐒𝐄𝐍𝐈𝐈𝐈𝐈𝐈𝐈𝐈𝐈𝐈𝐈𝐈𝐈𝐂́!
Legia wyrwała komplet punktów w samej końcówce!
Oglądaj @_Ekstraklasa_ w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/qf5wwucipM
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) July 24, 2026
Legia zgarnęła zwycięstwo, mimo gry w dziesiątkę przez 90 minut, a to naprawdę duża sztuka. Następnym razem radzilibyśmy Markowi Papszunowi zagrać w pełnym składzie. Może wtedy sytuacji nie będzie musiał ratować rezerwowy stoper w praktycznie ostatniej akcji meczu.
5
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Nowy sezon, stary Rajović. Legia przepchnęła, mimo gry w osłabieniu pochodzi z serwisu weszlo.com.


Oglądaj w CANAL+: 