23.07.2026

Mateusz Lis: Lech jest dużo lepszą drużyną niż Goztepe

Gdy ponad miesiąc temu Lech Poznań ogłaszał pozyskanie Mateusza Lisa, zakładano, że jest on przede wszystkim zabezpieczeniem na wypadek odejścia Bartosza Mrozka. Skoro ten jednak na razie nie zmienił klubu, obecność Lisa między słupkami Kolejorza na starcie sezonu może być pewnym zaskoczeniem.

Z nowym bramkarzem mistrza Polski rozmawiamy o meczach z Górnikiem Zabrze i Aarhus, niesamowitym golu Terry’ego Yegbe, jakości Lecha znacznie przewyższającej jego poprzedni klub, potrzebie odczuwania presji związanej z walką o najwyższe cele, ambicjach reprezentacyjnych i sezonie w Turcji, który zakończył się niedosytem. Zapraszamy.

*

Chyba trudno było ci wymarzyć sobie lepszy początek w Lechu. Po dwóch meczach masz odhaczonych kilka pierwszych razów.

Dokładnie. Od początku dużo się dzieje. Z Górnikiem zaliczyłem debiut w pierwszym zespole Lecha i zdobyłem swoje pierwsze trofeum w karierze. Z kolei przeciwko Aarhus zadebiutowałem w europejskich pucharach. Do tego oba mecze zwieńczone zwycięstwami. Początek jest świetny dla całego zespołu, wyglądamy bardzo dobrze i jesteśmy głodni kolejnych wyzwań. Jest duża szansa, żeby powalczyć w Europie o coś naprawdę fajnego.

Jeśli można się do czegoś przyczepić po tych spotkaniach, to do początków. W obu przypadkach dopiero po 15-20 minutach zaczynaliście grać swoje.

Można tak na to spojrzeć. Z Górnikiem pierwsi straciliśmy gola, ale pokazaliśmy jako drużyna, że potrafimy szybko odwrócić wynik, co dodało nam pewności siebie. Z Aarhus początek też nie był łatwy, z tą różnicą, że tym razem nie musieliśmy odrabiać strat. Duńczycy mocno na nas ruszyli. Swoje robiła atmosfera na stadionie. Mimo że na trybunach było bodajże tylko 8,5 tys. widzów, z boiska miałeś wrażenie, że jest co najmniej drugie tyle. Kibice gospodarzy świetnie prowadzili doping, pod tym względem atmosfera była super.

Aarhus atakowało wysokim pressingiem, trudno było rozegrać jaką akcję, ale spodziewaliśmy się, że tak zacznie. Przetrzymaliśmy ten moment i w zasadzie z pierwszej groźnej sytuacji strzeliliśmy gola. To też pokazuje siłę zespołu. Umiejętności umiejętnościami, ale chodzi tu przede wszystkim o naszą moc mentalną. A ona jest bardzo ważna, gdy walczy się o to, o co my chcemy walczyć w tym sezonie.

Mateusz Lis z Superpucharem Polski

Mateusz Lis: Terry Yegbe nas zaszokował

Dobra drużyna potrzebuje także trochę szczęścia. W Danii wszystko ułożyło wam się dobrze w newralgicznych momentach. Gdy gospodarze obiecująco zaczęli, stracili gola. Po czerwonej kartce bramkarza szybko podwyższyliście. Kiedy Aarhus po przerwie złapało wiatr w żagle, Terry Yegbe niesamowitym strzałem zamknął temat. 

Na pewno mieliśmy trochę szczęścia, nie ukrywajmy, ale wychodzę z założenia, że ono nie jest przypadkowe. Jeśli ciężko pracujesz, to życie i piłka w odpowiednim momencie ci oddają. Tak stało się z Aarhus. W drugiej połowie rzeczywiście na chwilę straciliśmy kontrolę nad meczem. Musimy nad tym popracować i więcej nie pozwalać, żeby przeciwnik grający w dziesięciu strzelił nam gola kontaktowego i zaczął czuć, że jeszcze może coś zdziałać. Jak jednak powiedziałeś, Yegbe odpalił wspaniałą rakietę. Stałem centralnie za nim, więc miałem najlepszy widok. Coś niesamowitego jak mu to siadło. Absolutnie idealnie, czyste okienko. Centymetr w lewo lub w prawo i piłka nie znalazłaby się w siatce.

Na treningach robił takie rzeczy lub przynajmniej próbował?

Ja nie widziałem i sądzę, że inni też nie. Terry nas zaszokował. Moja reakcja na boisku i paru innych kolegów dobitnie to pokazała. „Gurgi” przez kilka sekund stał jak wryty z niedowierzania, Mikael Ishak złapał się za głowę, a i stadion na chwilę zamarł. Takie bramki widzi się naprawdę rzadko, zwłaszcza w wykonaniu stoperów. Padały porównania do gola Kompany’ego z czasów Manchesteru City czy niedawnego trafienia Wiśniewskiego w reprezentacji i są jak najbardziej adekwatne.

Jak bramkarzowi gra się z takim obrońcą jak Yegbe? Samą posturą wzbudza respekt przeciwnika.

Szczerze mówiąc, gdy Lech ogłaszał jego pozyskanie i zobaczyłem pierwsze zdjęcia, myślałem, że będzie jeszcze większy. Jest wysoki i dobrze zbudowany, z okazałą posturą, ale jak widzi się go na co dzień, nie ma się wrażenia, że to jakiś potwór (śmiech). Ale trzeba przyznać, że świetnie radzi sobie z walką w powietrzu i grą w kontakcie. Już w sparingach było to widać. Terry jest bardzo konkretnym wzmocnieniem, potrzebowaliśmy kogoś takiego w defensywie. Z czasem dotrzemy się w paru szczegółach i nasza współpraca będzie jeszcze lepsza.

Mateusz Lis i Mikael Ishak

Mateusz Lis: Lech jest dużo lepszą drużyną niż Goztepe

Po pierwszych tygodniach w Lechu jak zestawisz jakość zespołu do tego, co widziałeś w Turcji?

Lech jest dużo lepszą drużyną niż Goztepe. Jest wyraźna różnica jeśli chodzi o granie w piłkę. To też dwie zupełnie różne koncepcje funkcjonowania na boisku. W Goztepe stosowaliśmy proste środki. Byliśmy nastawieni na obronę, przeszkadzanie rywalowi, bycie nieprzyjemnym. Dużo biegania i zbierania drugich piłek. Tutaj jest po prostu granie w piłkę i kontrolowanie meczu poprzez jej posiadanie. Żeby tak grać, trzeba mieć odpowiednią jakość i my ją mamy. Od razu było to widoczne na treningach, a teraz znajduje potwierdzenie w meczach. Jestem pod wrażeniem tego, w jaki sposób gramy.

Po Wiśle Kraków czy lidze tureckiej zapewne jesteś przyzwyczajony do pełnych trybun, ale nowością jest dla ciebie bycie częścią zespołu zobligowanego do walki o najwyższe cele. W Lechu nie możecie powiedzieć, że chcecie być w Ekstraklasie jak najwyżej, tu musi być konkret.

I tak po prawdzie, to jest coś, czego dotychczas mi brakowało. Chciałem poczuć na własnej skórze, jak to jest być w zespole, w którym bez żadnej asekuracji mówi się o mistrzostwie i chęci awansu do Ligi Mistrzów. Oczekiwania wobec nas są bardzo duże i mi to odpowiada. Często grałem na stadionach zapełnionych kibicami, w Turcji doświadczałem tego niemal co tydzień, ale debiutując w Lechu z Górnikiem dało się odczuć, że chodzi o coś wyjątkowego. Inaczej też debiutuje się w Lechu jako 20-latek, od którego jeszcze wiele się nie oczekuje, a inaczej jako prawie 30-letni bramkarz z obyciem w ligach zagranicznych, który od pierwszego meczu ma pomóc w grze o najwyższe stawki. Ciała ludzkiego się nie oszuka. Czułem przed Superpucharem Polski, że to coś specjalnego dla organizmu.

Jakie sygnały wysyłało ciało?

To był inny stres, niż do tej pory. Bez względu na to, ile miałem doświadczenia – a rozegrałem ponad 100 meczów w tureckiej Super Lig – czułem wtedy od rana, że pojawił się nowy rodzaj napięcia. Stres jest naturalną sprawą, a taki pozytywny stresik to wyznacznik tego, że chce ci się grać w piłkę, ale tutaj chodziło o coś na wyższym poziomie.

Mateusz Lis: Dawałem argumenty, żeby znaleźć się w reprezentacji

Byłeś pozytywnie zaskoczony, że od razu wskoczyłeś do składu? Jeszcze we wtorek w TVP Sport dyrektor sportowy Tomasz Rząsa mówił, że twoje pozyskanie traktowali przede wszystkim jako zabezpieczenie na wypadek odejścia Bartosza Mrozka. A on przecież dalej w Lechu jest.

Od samego początku po przyjściu byłem nastawiony na zdrową rywalizację i tak to się odbywa. Jesteśmy profesjonalistami, starałem się dawać argumenty, żeby na mnie postawić, a teraz staram się, żeby utrzymać miejsce. Sądzę, że i ja, i Bartek zyskujemy na tej rywalizacji. A czy jestem zaskoczony? Wiesz, jak jest, każdy chce grać. Gdybym na starcie pogodził się z rolą rezerwowego, oznaczałoby to, że coś jest ze mną nie tak.

Mateusz Lis i Bartosz Mrozek

Mateusz Lis i Bartosz Mrozek 

Z jakim wyprzedzeniem dowiedziałeś się, że zagrasz z Górnikiem i Aarhus?

Z wystarczającym. Nie było to duże wyprzedzenie, ale też nie dowiadywałem się godzinę przed meczem. Zostało to zakomunikowane tak, jak powinno.

Liczysz na to, że z Lecha będziesz miał bliżej do reprezentacji? W marcu nie ukrywałeś rozczarowania pominięciem przy powołaniach. 

Był moment, w którym czułem, że jestem naprawdę blisko. Znajdowałem się w dobrej formie i dawałem argumenty, żeby znaleźć się w kadrze, zwłaszcza po kontuzji Łukasza Skorupskiego. Pojawiały się sygnały, że mogę pojawić się na zgrupowaniu, a stało się inaczej, więc pewne rozczarowanie odczuwałem. Zawsze jestem ambitny, a reprezentacja pozostaje moim celem, do którego realizacji będę dążył. A czy z Lecha będzie mi do niej bliżej, przekonamy się przy kolejnych powołaniach.

Czyli co, dziś można powiedzieć, że dobrze się stało, iż zimą nie wyszło z Widzewem?

Z perspektywy czasu można tak na to spojrzeć. Widzimy, jak dużo potrafi zmienić się w piłce w ciągu paru miesięcy i jak jedna czy druga decyzja może wpłynąć na dalszą karierę. Nie dowiemy się, co by było, gdybym przeszedł do Widzewa, ale dziś jestem przeszczęśliwy, że trafiłem do Lecha i nie mam powodu, żeby myśleć o sprawach z przeszłości.

Mateusz Lis: Gdyby Goztepe awansowało do pucharów, być może trudniej byłoby odejść

Miałeś w głowie przez te wszystkie lata, że dobrze byłoby wrócić do Lecha, czy ten temat był zupełnie nieplanowany?

Od samego początku miałem poczucie, że fajnie byłoby wrócić do Lecha i bardziej w nim zaistnieć. Zawsze odczuwałem sentyment do tego klubu i nigdy tego nie ukrywałem. Nigdy jednak nie zakładałem, że wydarzy się to w określonym czasie. Temat pojawił się teraz i był to idealny moment. Uważam, że obie strony dużo na tym zyskały.

Zakładam, że gdy Lech się odezwał, główną wątpliwością pozostawało to, czy kluby się porozumieją, a ty byłeś stosunkowo miękkim graczem w negocjacjach.

Nie wiem, czy takim miękkim, też trzeba było się trochę napocić (śmiech). To już pozostawało głównie w rękach moich agentów, którzy bardzo dobrze się spisali. Ale to prawda, że przede wszystkim kluby musiały się dogadać i cieszę się, że całość przebiegła sprawnie. Jak na realia rynku transferowego, szybko zameldowałem się w nowej drużynie.

Kiedy ten temat się pojawił?

Dokładnie nie jestem w stanie tego określić. Pierwsze sygnały, że coś może się wydarzyć, otrzymałem niedługo po zamknięciu zimowego okienka, ale to oczywiście nie był jeszcze etap przejścia do konkretów.

Mateusz Lis

W trakcie pobytu w Turcji bywałeś łączony z gigantami ze Stambułu. Kiedykolwiek coś było na rzeczy czy po prostu tureckie media spekulowały, z czego zresztą są znane?

Bardziej szedłbym w kierunku medialnych spekulacji, żeby ludzie w kolejnym dniu mieli o czym czytać. Transfery do pierwszej trójki w Turcji są bardzo specyficzne, m.in. ze względu na limity obcokrajowców. Jeśli w kadrze znajduje się już zagraniczny bramkarz – a w Galatasaray, Fenerbahce i Besiktasie najczęściej jest – to kolejnego nie wezmą, bo zabierałby jedno miejsce dla obcokrajowca z pola. To nie jest takie proste. Bezpośredniego kontaktu z tych klubów nigdy nie mieliśmy.

Jak podsumujesz miniony sezon w Goztepe? Zachowałeś 16 czystych kont i do samego końca walczyliście o puchary. Ostatecznie się do nich nie dostaliście.

Mimo to osiągnęliśmy bardzo dobry wynik, zwłaszcza biorąc pod uwagę punkt wyjścia. Wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, chcieliśmy być na piątym miejscu i trochę zabolało, że ostatni mecz z Samsunsporem przegraliśmy 0:3. Mieliśmy wszystko w swoich rękach. Gdybyśmy wygrali, byłaby Liga Konferencji. Całościowo jednak mogliśmy być zadowoleni.

Gdyby Goztepe wywalczyło pucharowe przepustki, trudniej byłoby ci odejść?

Pewnie trochę bardziej bym się zastanawiał. Być może też podejście klubu byłoby inne i rozmowy z nim stałyby się trudniejsze. Nie wiadomo, w jakim kierunku by to poszło. Tego już się nie dowiemy.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

ZOBACZ RÓWNIEŻ

fot. Newspix

Artykuł Mateusz Lis: Lech jest dużo lepszą drużyną niż Goztepe pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl