02.06.2026

Radosław Bella: Nie ma dnia, żebym nie myślał o spadku Lechii [WYWIAD]

Kurz po sezonie ligowym pomału opada, jednak spadek Lechii Gdańsk dalej jest gorącym tematem, nie tylko ze względu na mniej lub bardziej zdumiewające oświadczenia publikowane przez Paolo Urfera. Biało-Zieloni długo radzili sobie w Ekstraklasie naprawdę nieźle, mogli nawet nieśmiało spoglądać w kierunku europejskich pucharów, ale na finiszu rozgrywek przegrali aż sześć z siedmiu spotkań, no i w konsekwencji zlecieli z hukiem do Betclic 1. Ligi. Co spowodowało aż tak drastyczny spadek formy? O degradacji Lechii porozmawialiśmy z Radosławem Bellą, który był prawą ręką Johna Carvera w sztabie szkoleniowym gdańskiego klubu.

Dlaczego Lechia spadła z ligi? Czy w szatni dużo mówiło się o pięciu odjętych punktach? Który moment sezonu był najtrudniejszy w relacjach Johna Carvera z zespołem? Czy Radosław Bella liczył na dalszą pracę w Lechii po spadku?

Zapraszamy.

***

Przetrawił pan już ten spadek? W Niecieczy widać było u pana ogromne emocje.

Emocje były ogromne i do dzisiaj w zasadzie są, bo chyba nie ma dnia, bym o tym spadku nie myślał. Może teraz już mniej emocjonalnie, bardziej staram się w tej chwili analitycznie podejść do tematu, ale siedzi to we mnie dalej. Wraca do mnie. Jak się zdarza coś nieoczekiwanego w życiu, to człowiek stara się zrozumieć, czemu takie wydarzenie miało miejsce.

A zatem: dlaczego? Dlaczego Lechia spadła z Ekstraklasy?

Czynników na pewno jest dużo – zarówno szkoleniowe, jak i organizacyjne. Trudno wskazać jeden czynnik, który był decydujący. Na pewno sytuacja wymknęła nam się spod kontroli, a takim problemem, z którym sobie nie poradziliśmy, była kwestia stabilności w defensywie. Generalnie jest tak, że zespoły z dolnych rejonów tabeli tracą średnio około 1,7 bramki na mecz. To jest taki wynik, który na ogół wiąże się z poważnym zagrożeniem spadkiem. My traciliśmy 1,91 gola na mecz. To była na pewno nasza wielka słabość. Nie broniliśmy pola karnego całym zespołem, a dzisiaj to jest po prostu mus. Wymóg współczesnej piłki. Nie możesz zostawiać otwartego pola karnego, nie możesz bronić w równowadze. Musisz mieć przewagę, bronić całą drużyną.

Radosław Bella: Zabrakło nam w składzie gamechangera

Czy kadra Lechii okazała się za wąska? Zabrakło wam na finiszu paliwa?

Jeśli chodzi o kadrę, to zespół musi być cały czas wzmacniany. Przychodzące transfery zapewniają rywalizację w drużynie, czynią zespół stale lepszym. Poziom treningów wzrasta. Wiadomo, jeden czy dwa treningi na dobrym poziomie wiele nie zmienią, ale jeśli weźmiemy już skalę półroczną, to wtedy widać te zmiany jakościowe. Tymczasem w naszym przypadku ta różnica między zawodnikami podstawowymi a rezerwowymi była zbyt wyraźna. I to też spowodowało, że nie mieliśmy w swoich szeregach takiego gamechangera. Kogoś, kto jako rezerwowy wchodziłby na boisko i zmieniał oblicze meczu.

Od razu przypomina mi się nasz mecz z Rakowem. To, jakich zmienników posiadasz, mówi najwięcej o sile twojego zespołu. W tym spotkaniu Raków wpuścił na boisko z ławki Iviego, Rochę czy Amorima. No to po takich zawodnikach rezerwowych widać siłę.

Fakt, że trener Carver dokonywał relatywnie niewielu zmian meczowych i często długo z nimi zwlekał.

Każdy mecz miał też trochę inny kontekst, więc nie zawsze zawodnik o danej charakterystyce pasuje w odpowiednim momencie meczu. Nie chcę w żaden sposób też umniejszać roli zawodników pozostających wówczas poza wyjściowym składem, jednak jestem przekonany, że każdy, kto regularnie obserwował nasze treningi w tamtym okresie, dostrzegał różnice w aktualnej dyspozycji poszczególnych zawodników. Nie ukrywam też, że kontuzje troszeczkę rozwaliły tę kadrę. Alvis Jaunzems był kontuzjowany, Bohdan Wjunnyk był kontuzjowany, a nawet Anton Carenko przed dłuższy czas miał problemy, o czym ludzie nie wiedzieli. Urazy dotknęły też Kurminowskiego, Głogowskiego. Więc brak tej siły na naszej ławce rezerwowych wynikał również z tego, że bardzo wielu zawodników połapało kontuzje.

Radosław Bella po meczu z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza

Z drugiej strony, nie trzeba mieć rotacji jak Raków, żeby pokonywać osłabionych rywali. Tymczasem Lechia notorycznie gubiła punkty w meczach, w których przeciwnik otrzymywał czerwoną kartkę. To chyba kamyk do waszego, trenerskiego ogródka.

Zespół, który gra w dziesiątkę, w zasadzie może liczyć na swoje dwa momenty w meczu. Jeśli ma stworzyć zagrożenie, to albo po stałym fragmencie gry, albo po kontrataku. A myśmy niestety źle bronili, jeśli chodzi o stałe fragmenty. Jeszcze do 25. kolejki nie wyglądało to źle, ale w dalszej części sezonu się to posypało. Parę razy po prostu zaspaliśmy w defensywie – nie zawsze w pierwszym momencie stałego fragmentu, ale w ponowieniu, drugim dośrodkowaniu, gdy gubiliśmy organizację. Przypominam sobie mecz z Cracovią czy Piastem Gliwice. To nas na pewno zabiło. Chociaż wspomniana Cracovia, która dwa razy z rzędu grała na zespół nisko broniący w dziesięciu [mecze z Zagłębiem i Radomiakiem – przyp. red.], też pokazała, że nie jest to łatwe.

Dzisiaj tylko niektóre drużyny w Ekstraklasie dysponują taką jakością, żeby z łatwością pokonać zespół schowany w głębokiej obronie, nawet grający w dziesiątkę. Jeśli rywal jest dobrze zorganizowany, przechodzi na piątkę z tyłu, wszyscy bronią pola karnego, to naprawdę dużo rzeczy musi się wydarzyć, żeby padła bramka. Nam tego zabrakło. Myśmy po drugim takim meczu to trenowali. Mieliśmy swój pomysł na rozwiązanie tej kwestii, ale – przyznaję – nie udało nam się tego zmienić.

A może w ogóle brakowało Lechii taktycznego planu B? Świetnie wam szło głównie wtedy, gdy rywal chciał iść na wymianę ciosów.

Tylko że ten brak planu B wynikał z braku narzędzi, by taki plan stworzyć. Tutaj wracamy do kwestii kadry. Każdy zawodnik ma określoną charakterystykę. Gdy – jako sztab – dysponujemy większą liczbą narzędzi, to jesteśmy w stanie więcej problemów naprawić. Szczerze mówiąc, to ja na dziś nie widzę jakiejś zmiany taktycznej czy zmiany ustawienia, która – gdybyśmy zastosowali – lepiej uwidaczniałaby nasze zalety i lepiej maskowała słabości.

Radosław Bella: Przegraliśmy utrzymanie w sześciu pierwszych i ostatnich kolejkach

Po meczu z Widzewem, gdy rozegraliście koszmarną pierwszą połowę, trener Carver mówił, że drużyna pozna jego mroczne oblicze. Rzeczywiście relacje z zawodnikami uległy wówczas zmianie?

To był chyba najtrudniejszy tydzień: zaraz po Widzewie, a przed meczem z Legią. Trener był bardzo chłodny w relacjach z zespołem. Od razu było widać, że stosuje zupełnie inny model przywództwa. I uważam, że z punktu widzenia dyscypliny wyszło nam to na plus, bo my z Legią nie zagraliśmy złego spotkania. Ten mecz mógł się skończyć zarówno naszą wygraną, jak i wygraną Legii. Ponownie zabrakło nam krycia w polu karnym po stałym fragmencie gry… Więc tak, można powiedzieć, że wtedy było bardzo ostro, ale zespół tego potrzebował.

Siłą trenera Carvera jest wyczucie, czego dany piłkarz i cała drużyna w danej chwili potrzebuje. To się może wydawać dziś śmieszne w kontekście tego, że przegraliśmy z Legią i później spadliśmy z ligi, ale dalej uważam, że wtedy takie działania były konieczne.

Może były spóźnione?

Do meczu z Widzewem nie widzieliśmy symptomów czy to braku zaangażowania u zawodników czy jakichś innych rzeczy, które wymagałyby bardzo ostrej reakcji. A ta pierwsza połowa spotkania z Widzewem nie pozostawiała złudzeń, że trzeba zastosować ostry rodzaj przywództwa.

Wie pan, ja myślę, że my przegraliśmy utrzymanie w pierwszych sześciu i ostatnich sześciu kolejkach.

No to wróćmy do początku sezonu.

Pierwszy moment to był brak kadry. Brak zawodników. Wzmocnienia przyszły bardzo późno, gdy sezon już się na dobre rozpoczął. A drugi moment to brak zmienników, czyli przespane okienko zimowe. Ja naprawdę myślę, że przy dwóch dodatkowych piłkarzach moglibyśmy dużo lepiej zarządzać tymi meczami. Niech pan zobaczy, że w tym sezonie każdy zespół – nawet Lech Poznań czy Jagiellonia Białystok, dosłownie każdy – miał taki okres, że nie punktował. Miał pewien kryzysowy czas, że się pogubił, nie grał dobrze. Nam takie momenty przytrafiły się niestety aż dwa. I to było pokłosie transferów, czy raczej ich braku, plus splot różnych okoliczności związanych z kontuzjami, kartkami, sprawami życiowymi.

Ten brak transferów wziął was, sztab trenerski, z zaskoczenia? Deklaracje kierownictwa klubu co do wzmocnień były inne?

To by trzeba było zapytać trenera Carvera, który współpracował z działem rekrutacji i z prezesem, ja takiej wiedzy nie mam. Na pewno trener Carver otwarcie mówił o tym, że chce jeszcze dwóch transferów.

Kogo potrzebował?

Środkowego pomocnika, takiej szóstki, oraz dziesiątki. Bo na tych pozycjach, przy kontuzjach czy kartkach, bylibyśmy odsłonięci.

Radosław Bella na treningu Lechii Gdańsk

Pięć odjętych punktów, sprawa nadal gorąca. Obciążyło to drużynę mentalnie? Czy to był temat, który wracał w rozmowach w szatni? 

Do ostatniego momentu sezonu w ogóle o tym nie rozmawialiśmy. Ale w tym okresie, jak czuliśmy, że nie jesteśmy w formie, mam tu na myśli – powiedzmy – te ostatnie trzy mecze, po Widzewie szczególnie, to zauważyłem, że ten temat zaczął na nas trochę ciążyć. Wtedy pojawiły się rozmowy o tym w szatni. Kiedy ta presja trochę zaczęła drużynę przytłaczać. Wcześniej było tak, jak mówił publicznie trener Carver: myśmy w ogóle tego tematu nie poruszali. Ale też warto dodać, że inny jest ciężar rywalizacji, gdy zaczynasz sezon z pięcioma ujemnymi punktami. Dobrze by było to podkreślić, że sportowo to my się, tak generalnie, utrzymaliśmy. Oczywiście bierzemy na siebie słabą końcówkę, ale takie są po prostu fakty, nie ma nic kontrowersyjnego w mojej opinii – na boisku wywalczyliśmy wystarczającą liczbę punktów do utrzymania. Na boisku nie spadliśmy.

A pan osobiście jak do tej kwestii odjętych punktów podchodził? Liczył pan, że wrócą na konto Lechii?

Absolutnie nie. Nie zastanawiałem się nad tym, żyłem z meczu na mecz. I takie podejście zaszczepialiśmy całemu zespołowi. Prawie przez cały sezon się to udawało. Myślę, że dzisiaj możemy czuć jakiś żal z tego powodu, że nie zaczynaliśmy z zerem na koncie, ale tego nie zmienimy. Wszyscy wiedzieliśmy, na co się piszemy, więc nie chcę tego przedstawiać jako wymówki. Bardziej myślę o tym, co mogliśmy zrobić lepiej w tych ostatnich i pierwszych meczach sezonu.

No tak, ten nieudany początek sezonu został trochę zapomniany, a długo nie potrafiliście wyjść punktowo na plus. 

Ten temat chciałbym rozwinąć. Pierwszy mecz przegrywamy z Górnikiem, który – jak się okazało – wyrósł na topową drużynę w Ekstraklasie. Bardzo silny zespół, wzmocniony transferami. Później rozgrywamy niezły mecz z Lechem, ale w drugiej połowie tracimy dwubramkową przewagę. Dwie kolejki za nami, a my dalej mamy pięć ujemnych punktów w tabeli. I nagle jest tak, że sezon się jeszcze porządnie nie rozpoczął, a my już do trzeciej czy czwartej kolejki podchodziliśmy z takim bagażem emocjonalnym i presją, że musimy natychmiast zacząć wygrywać. Bo zaraz nam cały dół odskoczy.

Radosław Bella: Bierzemy na siebie słabą końcówkę, ale na boisku nie spadliśmy

Jeszcze sobie przypominam tę wysoką porażkę z Zagłębiem.

No właśnie. Jedziemy do Lubina, przegrywamy tam 2:6 i mamy dalej trzy punkty na minusie. Czujemy, że cała liga zaczyna nam odjeżdża. Tylko Piast był wówczas stosunkowo blisko nas. I wtedy gramy Derby Trójmiasta. Ogromna presja na całym zespole. Ale wygrywamy. To był taki moment, w którym weszliśmy na dobre tory. Potrzebowaliśmy takiego meczu, w którym, choć nie gramy dobrze, to potrafimy przechylić szalę na swoją korzyść. Nie chce mówić, że czegoś nie mogliśmy zrobić lepiej, ale na pewno startowa pozycja nie jest do końca komfortowa.

Na pewno Lechia nie udźwignęła presji w ostatniej kolejce. Jakkolwiek spojrzeć: mieliście swój los we własnych rękach, wystarczyło pokonać zdegradowaną już Bruk-Bet Termalikę. Tymczasem na przerwę schodziliście przy wyniku 0:2, katastrofa.

Nic, naprawdę nic tej tragedii nie zapowiadało. W trakcie przygotowań do tego spotkania byliśmy bardzo zadowoleni z zawodników. Realizowali wszystko to, czego oczekiwaliśmy. Muszę też zaznaczyć, że klub zrobił wszystko, żeby zespół był przygotowany do meczu z Niecieczą w najlepszy możliwy sposób. A potem zaczęło się to spotkanie i ja nie poznawałem niektórych piłkarzy w pierwszej połowie. Ciężar gatunkowy tego meczu musiał ich po prostu przerosnąć.

W przerwie powiedziałem piłkarzom, że jedyny zespół, który jest w stanie w tej lidze strzelić trzy bramki w ciągu 45 minut w takiej sytuacji, to jest właśnie Lechia. Wiedziałem, że będziemy mieli swoje momenty w drugiej połowie i tak się stało. Szybko zdobyliśmy gola kontaktowego. Tylko że gospodarze znowu prowadzenie podwyższyli, a ostatnim momentem na powrót do tego spotkania był rzut karny. Niestety – niewykorzystany. Oczywiście nie możemy sprowadzać spadku do jednego karnego. Wiele, bardzo wiele elementów w naszej grze nie zagrało wcześniej. W tym meczu i w kilku poprzednich. Od tego nikt z nas nie ucieka.

W pomeczowym wywiadzie trener Carver od razu ogłosił swoje odejście z klubu. Zaskoczyło to pana?

Nie, w żaden sposób. To wynikało z klauzuli zapisanej w kontrakcie trenera Carvera. Wiedzieliśmy o tym i wiedzieliśmy też, że tak będzie. Tutaj było to czarno na białym powiedziane.

Podczas jednego ze spotkań ligowych doszło do wyraźnego spięcia na linii John Carver – Kevin Blackwell. Relacje trenera z dyrektorem technicznym były trudne?

To by trzeba było zapytać trenera Carvera.

Myślę, że pan to dokładnie obserwował.

Jeśli chodzi o osobę dyrektora Blackwella, to trzeba powiedzieć, że ma on bardzo dobre intencje. Na pewno zależało mu, żeby klub został w lidze. W wielu kwestiach nam pomagał. W tak trudnym momencie sezonu presja udziela się jednak wszystkim. I to czasem sprawia, że coś takiego się dzieje. Nie podobała mi się ta sytuacja, ale to, co mi się podobało, to że później przeszliśmy nad tym normalnie do porządku dziennego jak profesjonaliści. Zdarzył się konflikt, trener wyjaśnił to sobie z dyrektorem, poszliśmy dalej. Ale nie chcę głębiej wchodzić między nich i ich relacje, trzeba pytać samych zainteresowanych.

Radosław Bella i John Carver

Niektórzy kibice chyba liczyli, że wejdzie pan w buty Johna Carvera i poprowadzi Lechię w Betclic 1. Lidze. W jakich okolicznościach przebiegło pana rozstanie z klubem?

Bardzo profesjonalnych. Po rozmowie prezes Urfer powiedział, że nie będziemy dalej współpracować. Jego zdaniem zespół potrzebuje gruntownej przebudowy nie tylko jeżeli chodzi o zawodników, ale również sztab. Nie było pola do potraktowania tego komunikatu inaczej.

A pan chciał dalej pracować w Lechii?

Chciałem być dalej częścią Lechii. Chciałem naprawić to, co się stało. Czułem się za to odpowiedzialny. Teraz to już tylko gdybanie, wolę się skupić na przyszłości, ale faktycznie: chciałem być dalej częścią Lechii Gdańsk.

Rozgoryczenie związane ze spadkiem to zawsze podatny grunt, na którym wyrastają teorie spiskowe. Dla jasności, skonfrontuję pana z dwiema. Pierwsza: czy koniec współpracy Lechii z Zondacrypto był jakimś wewnętrznym wstrząsem dla zespołu pod kątem finansowym?

Szczerze – nie mam pojęcia, zaskoczył mnie pan. Nawet się nad tym nie zastanawiałem. Wątpię, by miało to jakiekolwiek przełożenie na zespół. Takiego tematu w ogóle nie było. Gdy dowiedziałem się o krachu tej giełdy, to w ogóle nie myślałem o tym w kontekście naszego zespołu.

Druga: czy straciliście kontrolę nad zespołem, który trochę za bardzo rozhulał się po trójmiejskich imprezowniach?

Myślę, że mieliśmy zespół pod kontrolą. Oczywiście sytuacja, do której pan nawiązuje, jest mi znana. Nie będę teraz udawał, że nie. Tylko że ona została wyciągnięta do mediów społecznościowych z dużym opóźnieniem. My zareagowaliśmy już wtedy, bezpośrednio po wydarzeniu, a opinia publiczna dowiedziała się o tym po miesiącu. Ciężko jest mi powiedzieć, czy coś z tego powodu straciliśmy jako drużyna, skoro ten problem, wydaje mi się, rozwiązaliśmy wcześniej.

Trener Carver ma swoje drugie oblicze: nie zawsze jest takim uśmiechniętym starszym panem, wesołkiem. Gdy ktoś nagina zasady, potrafi być bardzo wymagający. Ale ma też dużo zrozumienia dla młodych zawodników, którzy czasami błądzą. To się wydarzyło raz i piłkarze, którzy zbłądzili, doskonale rozumieją, że popełnili błąd. Oni już tego nie powtórzą. Absolutnie tego nie normalizuje, ale jest trochę tak, że takie rzeczy się dzieją w różnych drużynach, nie zawsze wychodzą na światło dzienne. Na nie trzeba po prostu reagować.

Gorącym tematem wokół Lechii zawsze są kwestie finansowe. Czy wiosną pojawiły się jakieś zaległości, które mogłyby podciąć drużynie skrzydła?

Często w walce o utrzymanie decydują czynniki niewidoczne dla kibiców: hierarchia decyzyjna, terminowe wypłaty, możliwości treningowe. To się zdarza, a w Lechii idealnie nie było nigdy, ale trzeba przyznać, że sytuacja finansowa klubu uległa zdecydowanej poprawie choćby w porównaniu z poprzednim sezonem. Ja bym tego argumentu w ogóle nie używał w dyskusji o spadku. Odpowiadam trochę wymijająco, wiem, ale naprawdę pamiętam o wiele gorsze czasy w Lechii. To już prędzej w zeszłym sezonie, gdybyśmy wtedy spadli, można by było taki argument podnosić. Teraz na pewno nie może to być wymówką.

Czyli zdecydowała za wąska kadra i dziurawa defensywa?

Jeśli chodzi o te typowo trenerskie kwestie, za które czuję się odpowiedzialny, to nie udało nam się osiągnąć stabilności defensywnej. Tu musimy uderzyć się w pierś.

Radosław Bella: Chciałem być dalej częścią Lechii Gdańsk

Pan jest rozliczony z Lechią?

Jeszcze nie, ale nie mówię tego w celu wywołania kontrowersji. Jesteśmy umówieni, mamy konkretne zapisy, spokojnie sobie czekam.

Projekt pod tytułem „Lechia Paolo Urfera” ma przed sobą przyszłość?

Nie wiem, co się teraz wydarzy w klubie, dlatego trudno mi zająć stanowisko w tej sprawie. Nie chcę się nawet nad tym zastanawiać. Ja po prostu Lechii będę kibicował, żeby wróciła jak najszybciej do Ekstraklasy, bo tam jest jej miejsce. Korzystając z okazji chcę powiedzieć, że poznałem tu mnóstwo fantastycznych osób, którym dobro tego klubu rzeczywiście leży na sercu. Lechia naprawdę ma wszystko, żeby być topowym klubem w Polsce. Musi jednak rozwinąć się na wielu polach.

Panie trenerze, a co dalej z panem? Rozważa pan pracę w roli asystenta w innym klubie, a może interesuje pana już tylko rola „jedynki”?

Jestem otwarty na obie propozycje, będę na pewno bardzo ostrożnie wybierał następny projekt. Niezależnie od tego, czy jako pierwszy trener, czy jako asystent. Wiem, że jeśli mam być dalej asystentem, to jest to już chyba jeden z ostatnich momentów, w których mogę się jeszcze od kogoś uczyć z perspektywy tylnego siedzenia. Czy uczyć się od klubu, od organizacji. Nie ukrywam też, że kusi być dalej asystentem trenera Carvera, jeżeli on by otrzymał jakąś ciekawą ofertę. Czy tutaj w Polsce, czy w innym kraju. Bardzo dobrze mi się z nim współpracuje i uważam, że od niego dalej mogę czerpać. Ale na pewno rozważę propozycje dla pierwszego szkoleniowca.

Czyli relacje z Johnem Carverem, jak rozumiem, bardzo dobre?

Bardzo, bardzo dobre! Chociaż to się jeszcze okaże, czy będzie mnie gdzieś chciał w swoim sztabie (śmiech).

Coś się już pojawiło na horyzoncie?

Tak, jakieś nieśmiałe telefony są, również od trenera Carvera, ale i od różnych klubów, więc zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Sam jestem ciekawy.

Radosław Bella, John Carver, Rifet Kapić

Czego się pan nauczył od Johna Carvera?

Przede wszystkim – podejścia do futbolu. Tego, że człowiek i jego życie jest zawsze ważniejsze niż piłka nożna. To sprawia, że sam, jako pierwszy trener, nie jesteś aż tak bardzo podatny na presję. Trener Carver pod presją świetnie działał, nie dawał się wyprowadzić z równowagi. Zawsze zakładał, że spokojem zyska więcej niż poprzez wprowadzenie do drużyny nerwowości. To jego ogromna siła. Dodatkowo jest to też trener, który z zawodnikami nie rozmawia wyłącznie o piłce. Bardzo mi się to podoba, potrafił tym podejściem kupić piłkarzy. I jeszcze jedną fajną rzecz mi powiedział: „Radek, w futbolu celebruj chwile, które są dobre, bo w futbolu wcale nie ma wielu dobrych chwil”. Zwycięstwo i przyjemność po nim trwają najwyżej 24 godziny. A potem znowu ciężko pracujesz.

Dlatego warto się czasem zatrzymać i znaleźć taką przestrzeń, żeby docenić siebie, docenić sztab, docenić zawodników. Bardzo fajne, mądre podejście od strony życiowej. Wydaje mi się, że tu w Polsce – zwłaszcza młoda generacja trenerów – bywamy za bardzo napięci na to wszystko, brakuje nam spokoju i dystansu. A tak poza tym, to codzienność z trenerem Carverem była niesamowita. Pewnie moglibyśmy jeszcze jeden wywiad zrobić i porozmawiać tylko o tym, czego się nauczyłem.

Może dzięki tym lekcjom od Johna Carvera szybciej pogodzi się pan ze spadkiem Lechii. 

Wierzę, że tak będzie. Że wyjdę z tego mocniejszy. Ale na razie jest to moje myślenie życzeniowe. Nie chcę, żeby to zabrzmiało romantyczno-płaczliwie, bo nie jestem pogrążony w jakiejś rozpaczy, ale naprawdę nie ma dnia, żebym jeszcze o tym spadku nie myślał. Zajmuje mi to cały czas głowę.

To największa porażka w pana karierze trenerskiej?

Zdecydowanie. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

fot. NewsPix.pl / FotoPyk

Artykuł Radosław Bella: Nie ma dnia, żebym nie myślał o spadku Lechii [WYWIAD] pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl