30.05.2026

Pertkiewicz: Oferty za Kubiaka i Jakubczyka muszą być powyżej rekordu [WYWIAD]

– Oferty za Kubiaka i Jakubczyka muszą być powyżej naszego rekordu transferowego – mówi Wojciech Pertkiewicz, prezes Arki Gdynia w rozmowie Weszło. Rozliczamy spadek klubu z Ekstraklasy, rozmawiamy o przyszłości. Zapraszamy!

Wciąż boli cię ten spadek, czy już się z nim pogodziłeś i przepracowałeś to w głowie?

Pracujemy nad nowym rozdaniem, tak więc siłą rzeczy odcina się złe myśli i koncentrujemy się na pracy codziennej. Jesteśmy już w innym trybie.

A głosy kibiców, które się pojawiały, oskarżając cię w znacznym stopniu o to, co się stało, dotykały cię?

Sport ma fantastyczną przypadłość, że jeśli jest sukces, to się cieszymy i wszyscy jesteśmy bohaterami, a jak jest porażka, to zawsze się szuka kogoś, kto miał na to największy wpływ. Tymczasem w jednym i drugim przypadku jest to praca zbiorowa. Jest kumulacja dziesiątek czynników, które i dają sukces, i które mogą go zabrać. No, ale ktoś jest twarzą projektu. Może być trener, czasem dyrektor sportowy, czasem właściciel, a czasem prezes. Ja nigdy od trudnych tematów nie uciekałem, nie chciałem i nie chcę być prezesem za drzwiami, tylko wychodzę do kibiców, dziennikarzy i zderzam się z problemami, a piłka nożna to praca od kryzysu do kryzysu. Sukcesy, radości to momenty. Dlatego to naturalne, że parę osób wskazało mnie jako winnego spadku. Taka rola, biorę na to klatę.

A czujesz się winny?

Tak jak powiedziałem, to jest łańcuch pewnych decyzji, były w nich i moje, pewnie niektóre mogłyby być lepsze, ale potem jeszcze dzieje się coś dalej i dalej. Są też czynniki, nad którymi nie możesz zapanować, bo w futbolu jest element losowy i na samym końcu wynik jednej połowy, jednego meczu, kolejki, rundy jest sumą tych wszystkich decyzji i zdarzeń, określając, czy wynikiem będzie A czy B. Zdobyliśmy 36 punktów, ale to nie wystarczyło.

Uważam, że Arka nie spadła po meczu z Bruk-Betem, tylko gdy odszedł Szwarga. Zgodzisz się?

Nie, bo po pierwsze to nie jest sprawdzalne, po drugie nie wiem, czy w treści tego pytania nie jest podszyta teza, że nie trzeba było się z Dawidem rozstawać. Odpowiedź brzmi: to nie była nasza decyzja, więc poniekąd było to nieuniknione. Oczywiście z perspektywy czasu można gdybać, co by było, gdybyśmy jeszcze próbowali przepracować z Dawidem jego prywatne tematy, ale w tamtym momencie to była nasza wspólna konkluzja i decyzja o rozstaniu. Spróbowaliśmy z nowym trenerem, a Dawida zluzowaliśmy z obowiązków prowadzenia pierwszej drużyny. Na marginesie, byłem przygotowany do rozmowy z Dawidem o warunkowej współpracy w kolejnych sezonach, ale do tej rozmowy nie doszło.

Żałujesz więc, że wtedy nie cisnęliście, by Dawid jednak został do końca sezonu? Brakowało ledwie dwóch miesięcy.

To była emocjonalna rozmowa i nie chodzi o emocjonalność między nami, tylko o temat tego spotkania, zatem w tamtym momencie nie przychodziło mi do głowy ciśnięcie kogokolwiek, żeby zmienił zdanie. Dla mnie to było wszystko zrozumiałe i wyszliśmy naprzeciw oczekiwaniom Dawida. Znów z perspektywy czasu można gdybać, ale w tamtym momencie: zdecydowanie nie. Nie wyobrażałem sobie innego rozwiązania.

I tak zanosiło się na to rozstanie, patrząc choćby na zimę.

Wówczas chodziło o tę samą sytuację, którą udało się doraźnie rozwiązać. Dawid miał trochę wolnego, swoje tematy chwilowo poukładał, graliśmy dalej, ale dopłynęliśmy do momentu, w którym to wróciło i musieliśmy się rozstać.

We wcześniejszym pytaniu nie podszywałem tego, że rozstaliście się ze Szwargą i to był błąd, rozumiem okoliczności, natomiast za błąd uważam wybór nowego trenera. Taktyka, radykała, komputerowca zmienił Dariusz Banasik, trener z zupełnie innej bajki.

Możliwe, że to był błąd. Natomiast mam z tyłu głowy, że wówczas uznawaliśmy, że wajcha u Dawida była bardzo mocno przekręcona w jedną stronę i nie wszystkim taki styl pasował czy był motywujący. Mówię o szatni – funkcjonowaniu w takim, skrajnym powiedzmy, rygorze, w systemie meczowych i nie tylko, reguł, zasad, rozliczania z tego. Miało to swoje wielkie plusy, ale i sporo minusów. Trener Banasik zaoferował nam inne narzędzia, ale to znów poszło za daleko. Wajcha za szybko poleciała zbyt mocno w drugą stronę. Poza meczem z Zagłębiem i Cracovią, może trochę z Jagiellonią, takie rozluźnienie taktyczne w drużynie przyzwyczajonej do odpowiedzialności we wszystkich tercjach nie mogło przynieść pożądanego efektu i finalnie nie przyniosło.

Wiesz, rzadko się słyszy, żeby szatnia domagała się większego rygoru. Prawie zawsze domaga się mniejszego.

A to nie jest prawda, znam sporo historii, gdzie zawodnicy komentują treningi i oceniają je jako zajęcia z WF w szkole i muszą dobić obciążenia indywidualnie. Nie mówię tu o Arce, ale nie jest to, aż tak rzadko spotykane jak się może wydawać, choć wydaje się, że coraz rzadziej. Przy dzisiejszym monitoringu obciążeń, zmęczenia jest coraz mniej przestrzeni na pomyłkę, ale też trzeba umieć właściwie korzystać z tych urządzeń i dlatego zatrudnia się tylu specjalistów. Natomiast oczywistym jest, że rozmawiamy z piłkarzami, zbieramy feedback, zresztą w każdym klubie – wydaje mi się – tak to funkcjonuje, że dobrze jest wiedzieć, co się dzieje, jakie są nastroje, jaka jest ocena funkcjonowania klubu, sztabu i tak dalej. Wiadomo: to, co mówią zawodnicy, trzeba przepuszczać przez filtr, bo często informacje są przekoloryzowane, ale jak informacja się powtarza to warto się pochylić mocniej nad tematem. Szanuję analityczną pracę Dawida, systematyczność, poukładanie i egzekwowanie założeń – to było na świetnym poziomie, ale akurat ta sfera miękka, nie czysto futbolowa, ale jakże ważna dla funkcjonowania, mogła nie być najsilniejszą częścią warsztatu trenera Szwargi. Doszło do zmiany trenera u sterów i chyba kontrast był zbyt duży.  Nie chcę powiedzieć, że pomysł Dariusza Banasika nie mógłby się sprawdzić w innych okolicznościach i na dłuższym dystansie, ale w tak krótkim okresie to nie zadziałało.

Moim zdaniem ci piłkarze to jest grupa ludzi, która ze względu na braki w jakości czysto piłkarskiej, musiała funkcjonować w pewnym rygorze. Nie było innej drogi, by tę Arkę utrzymać.

Pewne reguły i zasady funkcjonują u każdego trenera. Bardziej mówię o pewnym pomyśle na funkcjonowanie drużyny – było to  bardzo skwantyfikowane za trenera Szwargi, a pomysłem Dariusza Banasika było poluzowanie tego i danie większej swobody w pewnych obszarach boiska, co widzieliśmy w pierwszych trzech meczach. Ale potem znów zostało to przeskalowane i wróciliśmy do ustawień fabrycznych, czyli catenaccio i próby jednego czy dwóch uderzeń jak na Lechu albo z Górnikiem. Następnie kolejny zwrot i próby ciągłego atakowania z Bruk-Betem, ale na to też trzeba inaczej patrzeć, bo to był mecz ostatniej szansy. Nie wyszło.

Czyli w tym ofensywniejszym graniu też chronologia jest trochę dziwna, bo akurat z Górnikiem trzeba było zaatakować i wówczas spotkanie z Bruk-Betem nie byłoby tym meczem ostatniej szansy.

Górnik nie miał sytuacji, my tą za trzy punkty mieliśmy i pewnie ta rozmowa też by inaczej wyglądała, ale nie wpadło. I każdy mecz można by tak rozbierać na czynniki pierwsze, a potem prowadzić narrację, bo pojedyncze momenty w jednym meczu wpływają na taktykę, zachowania w kolejnym.

Mieliście za mało czasu, by znaleźć innego trenera?

Tak jak mówiłem: byłem gotowy rozmawiać z Dawidem Szwargą o warunkowej współpracy w kolejnym sezonie, a okazało się, że tej rozmowy nie będzie. Wówczas była przerwa na kadrę, więc z definicji dostaliśmy tych dni ze 3-4 więcej, ale to nie jest tak, że otwiera się drzwi i stoi kolejka trenerów, która chciałaby pracować. Wielu jest po prostu pod kontraktami w innych klubach. Trzeba było szybko odkopać telefony i porozmawiać z tymi osobami, które  rozważały przejście do Arki.

Banasik był pierwszy na liście?

Nie. Rozmawialiśmy z kilkoma trenerami, natomiast skoro braliśmy pod uwagę zmianę funkcjonowania drużyny, to trener Banasik oczywiście był na tej liście.

Teraz nowy trener ma być do niedzieli?

Tak, chciałbym, żeby decyzja była do niedzieli, ale pewnie dokumenty i podpisanie już po weekendzie.

Potwierdzisz rozmowy z Dawidem Szulczkiem?

Tak, rozmawiamy między innymi z nim.

Czyli nie jest powiedziane, że to na 100% on będzie trenerem?

Nie, nie jest.

Wojciech Pertkiewicz

Abstrahując od tych trenerów, to wydaje się – i potwierdza to tabela – że chyba zbudowaliście za słabą kadrę jak na Ekstraklasę.

Budżet mieliśmy rekordowy w tym sezonie, ale nadal nikogo nie straszył na poziomie Ekstraklasy. Płacowy pakiet mieliśmy bodaj najniższy w lidze, ale szukaliśmy swoich przewag w doborze zawodników i tutaj nie odnieśliśmy sukcesu. Rolą trenerów jest też sprawienie, by drużyna była czymś więcej niż sumą umiejętności 11 zawodników i wydaje mi się, że były takie momenty, kiedy to funkcjonowało, ale było też tak – szczególnie na wyjazdach – że zatracaliśmy się kompletnie. Natomiast prawda jest taka, że taktyka polegająca na kontraktowaniu zawodników, których trzeba było przez pewien czas odbudowywać – dlatego byli wolnymi zawodnikami – była taktyką błędną.

Jakiejś historii z tych dwóch okienek żałujesz? Albo że kogoś podpisaliście, albo że ktoś był blisko i jednak nie przyszedł?

Wędrychowski był bardzo blisko. W dniu, kiedy mieliśmy podpisywać umowę, zdecydował, że rusza do Katowic. A czy żałuję, że ktoś przyszedł… Nie porywam się na takie oceny.

Okej, ale wielu zawiodło jak Szysz, Percan, więcej można było oczekiwać od Nugiamby, Rusyna i tak dalej.

Jest ciekawa statystyka, choć niedobra dla nas. Zawodnicy, których podpisaliśmy latem, tak naprawdę rozegrali bodaj tylko nieco ponad 35% czasu gry jesienią. To jest bardzo niski wynik, tak naprawdę większość czasu grali piłkarze, którymi wchodziliśmy z pierwszej ligi. I siłą rzeczy to w większości przypadków nie są piłkarze przygotowani z marszu do tego, żeby w tej Ekstraklasie z sukcesami walczyć. To okienko było po prostu słabe. Zimowe było ciut lepsze, bo Gutek, Szota, Oskar Kubiak wnieśli pozytywny powiew.

Szota w drugiej części rundy już siedział na ławce.

Tak, Darek Banasik nie za bardzo widział dla niego miejsce, ale jak graliśmy w trójce u Dawida, to moja ocena – kibicowska – jest pozytywna, wyglądał przyzwoicie. Więc wracając – letnie okno nam nie pomogło.

Ale co do zimy, jest jeszcze ten naczelny przykład Vlada, rezerwowego bramkarza, który nic nie zagrał. Mieliście bardziej palące potrzeby.

Przypominam, że to nie było zimą, tylko już na wiosnę i nie w oknie, tylko po jego zamknięciu. Wtedy można kontraktować tylko wolnych piłkarzy i wiadomo, że takich, którzy wniosą jakość od razu, po prostu na rynku w zasadzie nie ma. Ja jestem ostatnią osobą, która lubi wydawać pieniądze na nieuzasadnione cele, a tutaj była taka historia: Damian Węglarz nie miał najlepszej serii plus dochodziły jego kłopoty z plecami, z kolei nie było możliwości uczciwej oceny potencjału Jędrzeja Grobelnego i taką ocenę otrzymaliśmy ze sztabu.

Pojawiła się więc propozycja zakontraktowania zawodnika, który miałby być uzupełnieniem kadry „na wszelki wypadek”, gdyby doszło do złej kumulacji u obecnych bramkarzy. Przyjechał więc Andriy Vlad, trenował, po dwóch tygodniach był gotowy. Ale Jędrek wszedł do bramki, wybronił mecz z Cracovią i do końca sezonu nie oddał placu. Bramkarz może być tylko jeden na boisku, cieszę się, że Jędrek wygrał rywalizację i okazało się, że pseudo-medyczny transfer nie był w naszym przypadku potrzebny. Jednak to był zawodnik za rozsądne pieniądze jako backup. Odbiło się to nieszczęśliwym echem, wizerunkowo nam nie pomogło, ale to dość banalna historia.

Czyli biorąc pod uwagę jakość tych dwóch okienek transferowych, to czy do zmiany dyrektora sportowego i tak by doszło?

Funkcjonowaliśmy w pewnych realiach finansowych i po czasie, jak zawsze, ocena jest łatwiejsza, ale do zmiany zapewne doszłoby niezależnie od tej oceny.

Tak, ale to raczej poprzednik chciał odejść niż wy mu podziękowaliście.

Ważny jest finał i to, że teraz jesteśmy z Tomkiem Wichniarkiem. Dziękuję Velo za dobrą współpracę, ale przed nami nowe rozdanie, bardziej metodyczne, z dużym nastawieniem na rozwój skautingu i relacji między pierwszą drużyną a akademią. Mam nadzieję, że to będzie procentować. Rynek dyrektorów sportowych nie jest duży, szkoła dyrektorów prężnie pracuje, ale wciąż trudno o osoby z doświadczeniem. Tomek spełniał wszystkie oczekiwania, które miałem z tyłu głowy.

Rozmawialiśmy o piłkarzach, którzy zawiedli, no ale byli też tacy, którzy się obronili: Gutkovskis, Kerk. Zostaną?

Rozmawiamy z nimi, jest szansa, że zostaną, ale nie będziemy się też zabijać do samego końca. Oni znają nasze możliwości i nasze warunki, wiedzą też, że spadliśmy z Ekstraklasy i zmieniły się okoliczności. Chciałbym widzieć jednego i drugiego, natomiast na dzisiaj jeszcze klamka nie zapadła. Myślę, że wybór trenera też jest dość istotny dla podjęcia decyzji, chociażby przez Sebastiana Kerka. Także jest powiew optymizmu, żeby jeden lub obaj u nas zostali, ale bez gwarancji na dziś.

Rozumiem, że logicznie muszą się też zgodzić na obniżkę zarobków, skoro spadliście.

Zostawię to dla siebie.

A czy pojawiły się już pierwsze oferty za tych młodych, którzy też dobrze się pokazali, jak Kubiak i Jakubczyk?

Za Oskara jest kilka ofert, za Kamila nie ma. To znaczy jest spore zainteresowanie, ale bez kwot. Przy Oskarze jest większy ruch.

Polska czy zagranica?

To i to.

Jesteście troszkę pogodzeni, że odejdzie, czy chcecie go jakoś utrzymać?

Mamy ten komfort, że w jednym i drugim przypadku są ważne kontrakty, więc te oferty muszą nas zadowalać. Nawet jeśli Kamil Jakubczyk miałby odejść za rok za darmo, to jeśli nie dostaniemy teraz odpowiednich pieniędzy, wolimy, żeby jako solidny zawodnik pomógł nam w kolejnym sezonie w pierwszej lidze. Zatem: nie jest tak, że się pogodziliśmy z tymi odejściami, ale musimy się z tym liczyć.

Mówisz o ofertach, które muszą przekroczyć wasz rekord transferowy? Według Transfermarktu – czyli, wiadomo, przez palce – jest to milion euro za Zarandię.

Milion euro za Zarandię? Cały Transfermarkt…  Ale tak, oferty za Kubiaka i Jakubczyka muszą być powyżej naszego rekordu transferowego.

Tak jeszcze myślę o tym sezonie i jeśli patrzysz na Wisłę Płock, to co twoim zdaniem ona zrobiła od was lepiej teraz, skoro w pierwszej lidze byliście mocniejsi? Potencjał i jakość były podobne.

To prawda. Nie wiem, być może gdybyśmy jeszcze raz taśmę puścili, to byłoby odwrotnie? Oni grali dobrze jesień, my graliśmy dobrze w domu, wychodzi na to, że lepiej grać dobrze jesienią, niż grać dobrze tylko na swoim stadionie. To oczywiście z przymrużeniem oka. A poważniej, to różnica w liczbie straconych bramek – trzydzieści kilka do ponad sześćdziesięciu może być jakąś odpowiedzią.

Te wyjazdy sobie rozpracowaliście? Dlaczego to tak wyglądało?

Ani jeden trener, ani drugi, ani zawodnicy, ani ja, nie wiemy dlaczego tak się działo. Słyszałem różne teorie, choć sami najbardziej zainteresowani dawali banalną, ale zrozumiałą odpowiedź: nie wiemy. Nie rozumiemy, dlaczego tak to wyglądało. Po prostu.

Który niewygrany mecz uważasz za kluczowy poza Bruk-Betem? 

Legia i Górnik. Te trzy punkty z Górnikiem mogłyby inaczej rozdać karty, widzieliśmy, że do końca wszystko by się ważyło. I mogło być nawet tak, że mecz z Rakowem mógłby nie mieć znaczenia i nie miał, ale w tym gorszym dla nas scenariuszu. Idąc dalej to można wrócić zapewne do kilku innych spotkań, jak do remisu 1:1 z Radomiakiem, a do dzisiaj nie wiem, dlaczego anulowano nam bramkę na 2:1.

No właśnie – jak podchodzisz do błędów sędziowskich? Według rankingu Canal Plus to właśnie Arka była najbardziej krzywdzona.

Trudno powiedzieć jak te błędy przełożyłyby się na punkty, ale ranking zapewne oddaje ciekawą statystykę z tego sezonu. Nie będę tłumaczył naszej porażki tym rankingiem, bo nie każdy błąd musiał być w sytuacji krytycznej, bramkowej, ale z pewnością było kilka niezrozumiałych czy wręcz błędnych decyzji.  Przy okazji – my nie mieliśmy ani jednego karnego przez cały sezon…

A choćby z Lechią się należał.

Bezdyskusyjnie. Nie wiem, jak ten mecz by się dalej potoczył, ale karny był oczywisty.

Masz swoje pomysły na usprawnienie sędziowania.

Tak. Muszę przyznać, że jestem rozczarowany opieszałością funkcjonowania i działalności obecnego kolegium sędziów, bo powstaje co prawda VAR centralny i świetnie, to na pewno pomoże, ale brakuje rozwiązywania innych problemów i generalnie edukacji piłkarzy, trenerów, kibiców z wykorzystaniem wszelkich dostępnych kanałów dotarcia z informacją. Ja do dziś nie wiem, kiedy jest ręka! I nie jestem w tym odosobniony. Rozbieżności interpretacyjne między jednym a drugim stadionem irytują. Dlaczego muszę po meczu gonić sędziego i pytać go o przyczynę takiej a nie innej decyzji? Kibice nie mają szansy nawet takiego gonienia sędziego. Dlatego wielokrotnie apelowałem o to, żeby było obligatoryjne, pomeczowe wyjaśnienie wszystkich sytuacji VAR-owych. Dzisiaj jesteśmy niewolnikami opinii ekspertów telewizyjnych i internetowych, a niekoniecznie środowiska, które jako pierwsze powinno wychodzić i tłumaczyć, o co chodzi.

Ja uważam, że nic by się nie stało, gdyby po meczu była konferencja trenera gości, gospodarzy i sędziego.

Można rozmawiać, ale ja na gorąco akurat bym nie chciał takich wypowiedzi, wolałbym, żeby to wszystko było wytłumaczone na chłodno i z podstawą wynikającą z przepisów, a  wielu przypadkach przepisy nie są intuicyjne.  Na przykład sytuacja, choć ten przepis już chyba został zmieniony, że jak sam siebie kopniesz w polu karnym w rękę, to nie ma karnego. Co najmniej zaskakujący przepis. Za to powinny być dwa karne, jak nie umiesz grać. Kolejny przykład to, że sędzia główny nie może sam z siebie iść do monitora VAR-u, tylko musi być zawołany. To on jest głównym, czy nie?  I arbitrzy powinni o takich rzeczach głośno mówić, wprowadzać szybko zmiany lub lobbować za zmianami. Brakuje im trochę pozytywnego PR-u, bo na razie w telewizji mamy omawiane tylko kontrowersje i siłą rzeczy zbierają w większości przypadków baty, a uważam, że poziom sędziowania jest dość przyzwoity. Dlaczego to środowisko nie wyjdzie z pomysłem, żeby pokazywać wszystkie sytuacje, omawiać je, edukować? Przypominam sobie jedną akcję- „Szacunek dla sędziego”.

Fatalny timing.

Zgadzam się. Pomysł też taki sobie, prawdę mówiąc.

Nie masz na to wpływu jako członek zarządu PZPN-u, to znaczy na usprawnianie tego gwizdania?

Bezpośredniego nie mam, ale często o tym mówię i liczę, ze w końcu sprawa nabierze tempa.

A propos – cicho było wokół was, ale PZPN z przytupem wrócił za sprawą Superpucharu.

Nie uczestniczyłem w tych rozmowach, nie znam warunków wynajmu obiektu we Wrocławiu, ale domyślam się, że to był jakiś element pakietowy.  Dziwię się, że nie zostało to wcześniej skonsultowane z klubami. To było przecież oczywiste, że się nie uda.

I jeszcze ogłoszono to w maju.

Tak, to timing był głównie fatalny. Udało się przez ostatni czas dopilnować tego, żeby takich zmian za pięć dwunasta nie procesować, a tutaj taka wrzutka. Sam pomysł zbudowania większego prestiżu meczu o Superpuchar jest bardzo dobry i warto o tym rozmawiać, ale nie miesiąc czy dwa przed samym wydarzeniem.

Wracając na koniec do Arki – wasz cel to błyskawiczny powrót po jednym sezonie?

Na pewno nie chcemy mówić, że potrzebujemy trzy lata na przebudowę i wtedy zaatakujemy. Nie, chcemy być w grze od najbliższego sezonu, choć w związku z dużymi zmianami widzę sporo zagrożeń. Ponad to nikt nam dywanu nie rozłoży, szczególnie, że my nie jesteśmy w tym momencie gotowi, żeby na ten dywan wejść. Jesteśmy po rewolucji kadrowej, trzeba tę drużynę zbudować, ale budujemy ją jako taką, która nie tyle ma mieć realne szanse, by do Ekstraklasy wrócić, ale jeśli się uda, by to była silniejsza Arka niż w tym sezonie w Ekstraklasie.

Bez pieniędzy z Canal Plus będzie szok, czy macie to dobrze policzone? Jak cię znam, to pewnie macie.

Tak, ale na pewno nie będzie to łatwy rozruch, pierwsza liga i jej przychody gwarantowane to 20% tego, co oferuje Ekstraklasa i do tego płatne ratalnie. Mamy wstępnie policzone i o ile nie spodziewam się high-life, to jednocześnie nie oznacza, że nie będzie godnie i że chcemy się redukować we wszystkich obszarach. Przeciwnie: chcemy inwestować, chociażby w skauting czy akademię. Przejmujemy jeden z kolejnych roczników, który był poza strukturami klubu, chcieliśmy jeszcze jeden rocznik, ale chyba będziemy musieli poczekać. To są stopniowe inwestycje, redukcje pewnych zaniechań z przeszłości, które przy zachowaniu konsekwencji w działaniu mają w przyszłości procentować.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Fot. Newspix

Artykuł Pertkiewicz: Oferty za Kubiaka i Jakubczyka muszą być powyżej rekordu [WYWIAD] pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl