Marek Papszun siedział za swoim biurkiem i walczył z myślami: z jednej strony obiecał żonie zająć się wakacjami, wybrać jakiś kierunek, w grę wchodziła Turcja albo Maroko, z drugiej zupełnie nie miał do tego głowy. Nowy sezon przyjdzie przecież szybciej niż wszyscy się spodziewają, czas dla Legii po prostu pędzi, budowa tej drużyny nie rozpocznie i nie zakończy się za pstryknięciem palcami. Turcja, Maroko, Augustyniak, Kapustka… Wszystko mu się mieszało. Pukanie do drzwi odebrał więc jak ratunek i z radością zawołał: – Proszę wejść!
Do pokoju wsunął się Fredi Bobić. Papszun momentalnie się uśmiechnął, bo przyjście Bobicia oznaczało zazwyczaj jedno: Niemiec znowu z kapelusza wytrzasnął jakiegoś nieoczywistego piłkarza, był w tym fachu niezwykłym magikiem. Papszun szybko wrócił myślami do chwili, w której poznał nazwisko Rafała Adamskiego. O trzeciej w nocy obudził go telefon rozgorączkowanego Bobicia, który zaczął przekonywać trenera, że w Pogoni Grodzisk Mazowiecki jest niezrównany talent, który trzeba podpisać. Papszun wówczas nie do końca chciał mu wierzyć, ale jednocześnie chciał wrócić do łóżka i machnął ręką: – Dobra, dawaj go.
Plan miał taki, żeby Adamski przyjechał, pokręcił się po klubie, ale raczej nie grał, bo i po co, skoro trzeba było obudować Rajovicia. Tymczasem wyskautowany przez Bobicia zawodnik okazał się napastnikiem pierwszej klasy i wyraźnie pomógł Legii w utrzymaniu. Mając to na uwadze, Papszun szybko zaufał Bobiciowi i cieszył się z jego wizyt.
– Co tam mamy, Fredi – zapytał przyjaźnie.
– Herr Marek, wpadłem na absolutnie genialny pomysł. Ściągniemy Arsenicia!
– Arsenicia? Coś mi świta, ale…
– No ten Chorwat, miałeś go w Rakowie! Skautowaliśmy go cały sezon, co było utrudnione, bo prawie nie grał, ale to też jest siła skautingu: sprawdzamy nie tylko pozycję stojącą, ale i siedzącą. Arsenić będzie genialnie pasował do naszej nowej Legii.
Papszun nie był przekonany. Arsenić miał już swoje lata, ostatnio kontuzje… „Adamski”. To nazwisko znów wróciło do Papszuna jak bumerang, więc powiedział tylko:
– Fredi, skoro jesteś przekonany!
– Jestem, ale potrzebuję też twojej opinii. Czy ona będzie pozytywna?
– Fredi, dla ciebie, przyjacielu, może być nawet bardzo pozytywna! Fajnie, że wpadłeś na pomysł ściągnięcia Arsenicia, bardzo imponuje mi twoja znajomość polskiego rynku!
– Dziękuję, Marku. To do zobaczenia, jak coś będę miał, podeślę.
Papszun oparł się na fotelu i wróciły do niego inne myśli: Turcja czy Maroko? Nie był pewien, ale teraz było to już mniej ważne, skoro jego poczciwy Bobić podsunął mu pomysł Arsenicia i pozycja środkowego obrońcy zaczynała się rozjaśniać.
Kilka dni później Legia mogła ogłosić, że Arsenić został jej piłkarzem:
Szef Operacji Sportowych Legii Warszawa Fredi Bobić: „Cieszę się z podpisania kontraktu z Zoranem. Jest rozpoznawalnym zawodnikiem w Polsce. Jego dużymi zaletami są doświadczenie i znajomość Ekstraklasy, ma cechy przywódcze i dobrą mentalność, która zapewni nam równowagę, szczególnie w defensywie. Nasz zespół tego potrzebuje. Jego umowa z Rakowem dobiegała końca i byliśmy zainteresowani, żeby go sprowadzić do Warszawy z punktu widzenia skautingowego i sportowego. Zapytaliśmy o zdanie trenera Marka Papszuna i jego opinia była bardzo pozytywna. Decyzja zawodnika o przyjściu do Legii też była podyktowana jego osobą”.
Papszun mijając Bobicia na klubowych korytarzach, starał się uśmiechnąć do niego jak najmocniej. Nikt bowiem nie wierzył, że to Bobić wymyślił Arsenicia, wszyscy myśleli, że on sam. A to przecież ten poczciwy Fredi wpadał na same takie pomysły, zazwyczaj udane, jeśli nie liczyć orzechowego ciasta dla pani Anety z księgowości, która ma uczulenie na orzechy.
– Życie jest niesprawiedliwe – westchnął w myślach Papszun. Wciąż też nie wiedział, czy Maroko, czy Turcja…
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Bobić wyskautował Arsenicia. Historia prawdziwa pochodzi z serwisu weszlo.com.