Wydawało się, że to właśnie na stadionie w Łodzi rozegrają się najważniejsze sceny tegorocznej walki o utrzymanie. Albo chociaż te naprawdę ważne, decydujące o przyszłości aż czterech klubów zamieszanych jeszcze w rozpaczliwa jatkę w dole tabeli. Wyszło jednak na to, że obu zespołom prezent zrobiła zlatująca na własne życzenie Lechia. Komunikat spikera z przerwy – zdradzający wynik meczu w Niecieczy – trochę pewnie uspokoił skołatane nerwy kibiców obu zespołów.
I jakoś tak się zrobiło… spokojnie. Schodzący z boiska pokonanym Piast nie będzie specjalnie rozpaczał – Daniel Myśliwiec wygrzebał ostatecznie Gliwiczan z czeluści. Widzew z kolei, po niezwykle bolesnym sezonie, ratuje się przed blamażem. Euforii może nie ma, ale zamiast najgorszego jest szansa na zbudowanie tego projektu raz jeszcze. Ogłośmy więc to, co po tym meczu najważniejsze:
Na boisku w Łodzi dwóch żywych!
Widzew – Piast 2:1. Słońce poświeciło dziś dla jednych i drugich
Gdyby nie popis Lechii mielibyśmy tu niewiarygodną młóckę, bo jednobramkowe prowadzenie Widzewa to twór wątły, szczególnie przy wielkim ładunku emocjonalnym. Niby mają Łodzianie silną defensywę, zasłużenie zbiera ona ostatnio świetne noty, ale… kibicom nie trzeba chyba przypominać, co potrafi się dziać z ich ulubieńcami w końcówkach spotkań. Tym razem udało się uniknąć i stresu, i większych problemów.
Baena szybko otworzył wynik, już w jedenastej minucie Widzew znalazł się w naprawdę niezłym położeniu. Piłkę w drugie tempo wstrzelił w okolice jedenastego metra Bergier, hiszpański skrzydłowy zachował zimną krew i zrobił swoje. W dogodnej sytuacji po prostu wpakował futbolówkę do siatki.
BAENAAAAAAAAAAAA!
Widzew prowadzi z Piastem, walka o utrzymanie trwa!
MULTILIGA+ trwa w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/SFxg4wW4eh
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) May 23, 2026
Kilkanaście tysięcy kamieni spadło z serc fanów zgromadzonych na stadionie, choć nie wszystkich. Wówczas nerwy zaczęły się pewnie udzielać gościom, którzy dla własnego bezpieczeństwa powinni chociaż zremisować. No i faktycznie próbowali – dużą aktywnością wykazywał się Lokilo, który w pewnym momencie obił nawet poprzeczkę bramki Drągowskiego. Kongijczyk sprawiał spore problemy Kozlovskiemu, ten naprawdę musiał się mieć ciągle na baczności.
Ostatecznie też schodził z boiska spokojny. Jak wszyscy tego słonecznego popołudnia.
Widzew uciekł z objęć diabła. Myślicie, że ma na czym budować?
Nie znaczy to jednak, że nieco uspokojeni doniesieniami z meczu Lechii zawodnicy postanowili kompletnie zaprzestać gry w piłkę. Swoje do udowodnienia miał po zmianie stron choćby Fornalczyk, który klasycznie odbijał się od ściany do ściany. Kuriozalny drybling prosto za linię boczną. Wbiegnięcie w Lokilo i strata stresująca niesamowicie kolegów z obrony. Z drugiej strony – imponujący powrót na pełnym gazie za ruszającym z kontrą Tomasiewiczem, za który skrzydłowy dostał potężne brawa. Cały Fornalczyk, rzec by można.
W drugiej połowie chciał więc udowodnić, że ta druga twarz jest najprawdziwszą z prawdziwych i to ją będzie pokazywał w Łodzi w przyszłym sezonie. Czy wychodziło? No nie zawsze, wiadomo.
Ale w takim Widzewie była w końcu jakaś przestrzeń na zawodnika, który „próbuje”. A na takiego, co mu się w końcu udaje znajdzie się jej nawet więcej. Niech ten finał sezonu Fornalczyka, z upragnioną, piękną bramką, będzie dla niego nowym startem, naprawdę.
W trafieniu z 56. minuty można w sumie upatrywać nieco bajkowej puenty tego wszystkiego, co Łodzianom przytrafiło się na przestrzeni ostatnich miesięcy. Bo było ciężko, momentami było wręcz do dupy. Ale koniec końców nawet ten przeklęty przez los i wiecznie tylko walczący Fornalczyk miał swój moment. Piłka nożna, ot co.
Indywidualny popis Mariusza Fornalczyka!
Piast jednak zdołał szybko odpowiedzieć, 2:1 w Łodzi
Multiligę+ oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/SInd8Eqkdn
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) May 23, 2026
Trudno powiedzieć, czy do Łodzi latem nie przyjedzie kolejny wagon piłkarzy, ale może nauka na własnych błędach – i ulga po ostatnim gwizdku sędziego Arysa – uczą lepiej, niż teoria. Widzew na własnej skórze przeżył koszmar, z którego udało się ostatecznie obudzić, lecz nie powinien popadać w samozachwyt. To nadal finisz daleko od oczekiwań kibiców, piłkarzy i nowego właściciela. Tak jak patrzyliśmy na Łodzian z dużym zaciekawieniem przed startem tego sezonu, tak z chyba jeszcze większym zainteresowaniem będziemy śledzić ich kroki w kolejnych tygodniach.
Myśliwiec zrobił swoje. Przegrał, ale jakby wygrał
Po tym sezonie, nawet po tej kolejce, Danielowi Myśliwcowi mogło posiwieć kilka czy kilkanaście włosów. Trener zdecydował się na Piasta w chwili, w której już powoli zaczynaliśmy Gliwiczan skreślać, wieszaliśmy na nich psy. Udało się jednak odwrócić kartę i spora w tym zasługa właśnie byłego szkoleniowca Widzewa. On sam pewnie nadal będzie utrzymywał, że silne fundamenty położył jego poprzednik, ale nie dajcie się zwieść – kawał dobrej pracy Myśliwca utrzymuje jego zespół na najwyższym poziomie rozgrywkowym.
W meczu z Widzewem Piast zaznaczył swoją obecność golem, też pokazał, że potrafi. Waleczny Lokilo, tym razem z rzutu rożnego, dograł na głowę Vallejo i gol kontaktowy sprawił, że obu drużynom nie zabrakło ochoty do pokazywania pazura aż po ostatni gwizdek.
Była więc walka, było trochę emocji, ale takich zdrowych, niepodszytych już żadną rozpaczą. Jedni i drudzy czekają na nowe otwarcie z wielkimi nadziejami i głowami lżejszymi o kilka kilogramów. O tym, co wydarzyło się w tym sezonie, nie powinni jednak zapominać. Przynajmniej nie za szybko…
4
Zmiany:
Legenda
Żółta kartka
Czerwona kartka
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
Ocena meczowa
Plus meczu
Minus meczu
Zawodnik zmieniony
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Dwóch żywych w Łodzi. Widzew i Piast zostają w Ekstraklasie pochodzi z serwisu weszlo.com.


MULTILIGA+ trwa w CANAL+: