Legia zrobiła swoje i zrobiła to efektownie. Rozbiła Motor Lublin 4:0, wygrała czwarty mecz z rzędu i do samego końca wierzyła w europejskie puchary. O wszystkim zdecydowały jednak wieści ze Szczecina – jeden gol GKS-u Katowice sprawił, że sezon pełen chaosu zakończył się dla stołecznej ekipy ogromnym niedosytem.
W mecz lepiej wszedł Motor, który zaskoczył Legię wysokim pressingiem. Już w pierwszych trzech minutach mieliśmy do czynienia z dwoma rzutami rożnymi, ale próby Bartosza Wolskiego nie trafiały do właściwych adresatów. Podopieczni Mateusza Stolarskiego mocniej przycisnęli jeszcze w 14. minucie, gdy z dystansu spróbował Sergi Samper. Jego próbę odbił jednak Otto Hindrich.
Cud nie nadszedł. Legia wygrała, ale kończy z niedosytem
Z każdą minutą kontrolę nad wydarzeniami zaczynali przejmować gospodarze, którzy rzadko pozwalali Motorowi na dłuższe utrzymywanie się przy piłce. Aktywna była zwłaszcza prawa strona Legii z Jakubem Żewłakowem oraz Kacprem Chodyną. Marek Papszun po zeszłotygodniowym zwycięstwie z Lechią Gdańsk zdecydował się pozostawić w wyjściowym składzie właśnie Żewłakowa, a także innego wychowanka Jana Leszczyńskiego i z pewnością nie pożałował.
Legioniści szukali drogi do pola karnego Motoru poprzez szybkie podania do bocznych stref i szukanie tam rzutów wolnych. Po jednym z nich do dobrej sytuacji doszedł Kamil Piątkowski, ale nie był w stanie pokonać bramkarza. Inaczej było w 31. minucie, kiedy zakotłowało się w polu karnym Motoru po wrzucie z autu Rafała Augustyniaka. Goście byli w stanie wybić piłkę, ale później przy dośrodkowaniu stopera Legii nie znaleźli już na to lekarstwa.
Augustyniak dośrodkował, Piątkowski zgrał na dalszy słupek, a tam czekał już Jean-Pierre Nsame, który z zimną krwią posłał piłkę do siatki. Legia nie odpuszczała i po 8 minutach podwyższyła prowadzenie. Grę rozciągnął Juergen Elitim i zagrał do prawego skrzydła do Kacpra Chodyny. Zawodnik, który długimi miesiącami zawodził i był z klubu wypychany poczuł w sobie zew wielkiej mocy i ruszył na bramkę Motoru. Wykonał szarżę niczym przed laty Radosław Wróblewski i strzelił fantastycznego gola. Było 2:0, a stadion oszalał, bo kibice wiedzieli już wcześniej o tym, że Pogoń prowadzi w Katowicach z GKS-em.
Chodyny nie byli w stanie powstrzymać ani Filip Luberecki ani Arkadiusz Najemski. Motor mógł nawet przegrywać wyżej, gdy w końcówce dobre okazje mieli Bartosz Kapustka oraz Jean-Pierre Nsame. Piłka nie wpadła jednak do siatki i niebawem piłkarze zeszli na przerwę.
Koncert Legii w drugiej połowie trwał w najlepsze. Już w 49. minucie znakomitym prostopadłym podaniem popisał się Adamski, który uruchomił Juergena Elitima, a Kolumbijczyk strzelił swojego drugiego gola w tym sezonie Ekstraklasy. Tym samym efektownie pożegnał się z kibicami stołecznej drużyny, bo już wiadomo, że nie przedłuży wygasającego niebawem kontraktu.
Nadal niepewna jest natomiast przyszłość Nsame, który jeszcze mocniej dał do myślenia działaczom Legii w 56. minucie, kiedy skompletował dublet. Odważnie na bramkę rywali ruszył Adamski, próbował piłkę wybić Thomas Santos, ale ta trafiła pod nogi Kameruńczyka, a ten po raz 10. w tym sezonie wpisał się na listę strzelców biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki. Na koniec sezonu zrównał się więc z Miletą Rajoviciem na czele klubowej klasyfikacji strzelców.
Do samego końca na boisku nie działo się już zbyt wiele, a Motor nie był w stanie poważniej zagrozić rozpędzonej Legii. Gospodarze zaliczyli zdecydowanie najlepszy występ w sezonie, a podniosłego nastroju dopełniły pożegnania Radovana Pankova oraz Kacpra Tobiasza. Obaj pojawili się na boisku w drugiej połowie. Po końcowym gwizdku klub pożegnał również Patryka Kuna oraz Ermala Krasniqiego.
Zanim to jednak nastąpiło, wszyscy jednak w napięciu oczekiwali na doniesienia ze Szczecina, gdzie trwał mecz Pogoni z GKS-em. Jeden gol ekipy Rafała Góraka mógł wyrzucić Legię z europejskich pucharów. Atmosfera w pewien sposób przypominała to, co działo się 10 lat temu, gdy Legia oczekiwała doniesień z Białegostoku przy walce o mistrzostwo. Wówczas Jagiellonia gola nie strzeliła, teraz jednak stało się inaczej. Trafienie Marcela Wędrychowskiego pogrzebało ostatnią nadzieję.
Pozostało poczucie, że ekipa pod wodzą Marka Papszuna idzie we właściwym kierunku, a puchary zostały przegrane zdecydowanie wcześniej. Choćby jesienią podczas porażek z Piastem czy Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. Może rok bez pucharów podziała na Legię ożywczo, bo na pewno muszą w sposobie myślenia niektórych ludzi w klubie nastąpić spore zmiany. Transferowo też na pewno będzie sporo się działo.
Legia kończy sezon mocnym akcentem, ale bez nagrody w postaci europejskich pucharów. To może być jednak moment, w którym w klubie na dobre zrozumieją, że same ambicje już nie wystarczą.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix
Artykuł Legia wygrała i czekała na cud. Ten nie nadszedł pochodzi z serwisu weszlo.com.