20.05.2026

Beniaminkowie bez błysku. Arka, Bruk-Bet i Wisła niewiele wniosły

Arka Gdynia i Bruk-Bet Termalica Nieciecza, dwie z trzech drużyn, które rok temu awansowały do Ekstraklasy, nie zdołały się w niej utrzymać i o obu powiemy, że spadły zasłużenie, spodziewanie, nie dając wielu powodów, by za nimi tęsknić. Trzecia, Wisła Płock, pozostaje w elicie i jej miejsce w tabeli może budzić spore uznanie, ale gra już niekoniecznie. Gdyby beniaminkowie w komplecie pożegnali się z Ekstraklasą, postronny kibic mógłby co najwyżej wzruszyć ramionami.

Utrzymać się w Ekstraklasie zaraz po awansie to oczywiście nie jest prosta sprawa, nawet jeśli masz na siebie ciekawy pomysł i ambicję. Przykłady drużyn, które w ostatnich latach doskoczyły do elity i wpisały się na stałe w ligowy krajobraz są nieliczne. Raków Częstochowa wymyka się temu schematowi i jest tu w zasadzie wyjątkiem potwierdzającym regułę. Być może takim klubem będzie też Widzew, jeśli tylko równie umiejętnie skorzysta z przepastnego skarbca swojego właściciela.

Zazwyczaj jednak kluby dostępujące gry w Ekstraklasie toczą walkę z przeznaczeniem. Jednym udaje się oszukiwać je dłużej, jak Warcie Poznań czy Stali Mielec, innym krócej, jak Miedzi Legnica czy ŁKS-owi. Arka, Bruk-Bet i Wisła też z nim walczyły. W większości poległy, a Nafciarzy, którzy nie dali się zmieść z planszy, czeka najprawdopodobniej powtórka tego starcia w przyszłym sezonie. To, że są tyle nad kreską to zasługa pierwszych sześciu kolejek.

Bruk-Bet był najgorszą drużyną ligi. Ale spadł z honorem 

Znamienne, że o Bruk-Becie, choć był najsłabszą drużyną w stawce, możemy powiedzieć, że w pewnym sensie zostawia po sobie najlepsze wrażenie z trójki beniaminków. Niecieczenie znów przemknęli przez Ekstraklasę jak meteor, ale często grali przyjemny dla oka futbol, w którym przede wszystkim było widać konsekwencję.

Choć od dłuższego czasu klub był na kursie do Betclic 1. Ligi, to nie było w nim widać nerwowych ruchów. Nikt nie wpadł na pomysł żegnania się z trenerem Marcinem Broszem, który z kolei pozostał do końca wierny swojej filozofii futbolu. Termalika zagrała na miarę swojego potencjału kadrowego, który był niewystarczający na Ekstraklasę, ale przynajmniej chciała zostać zapamiętana z odważnej gry. Jeśli spojrzymy na oficjalne statystyki Ekstraklasy, to zespół Brosza jest:

  • na 13. miejscu pod względem strzałów na mecz (9,00)
  • na 8. miejscu pod względem celnych strzałów na mecz (4,24)

Ale już te defensywne statystyki ma jedne z najgorszych.

Marcin Brosz

To wszystko wypada docenić, bo jeśli taki klub ma się rozwinąć, to właśnie tą ścieżką. Sprowadzenie w połowie sezonu strażaka, który przestawiłby wajchę w stronę prymitywnego wybijania piłki i stałych fragmentów gry być może dałoby kilka punktów więcej, ale w całościowym bilansie byłyby to dla drużyny dwa kroki wstecz.

Szanujemy więc podejście, natomiast z perspektywy ligi był to jednak pobyt bez historii. Ot, Słoniki awansowały, dostały swoją lekcję i się zawinęły. Trudno też wskazać w tej drużynie wyróżniających się piłkarzy, których chętnie zobaczylibyśmy w lepszych klubach, a gra – choć widać w niej było konkretny pomysł trenera – nie była na tyle widowiskowa, byśmy stwierdzili, że ten spadek był niezasłużony.

To nie był czas na Arkę w Ekstraklasie  

Arka Gdynia, w przeciwieństwie do Bruk-Betu, nastawiła się na siermiężną, pragmatyczna piłkę, byleby tylko pozostać w lidze. Podejście to można zrozumieć – Arce zależało przede wszystkim na tym, by zasypywać różnice organizacyjne, finansowe i infrastrukturalne dzielące ją od klubów z elity, a trudno to robić grając w Betclic 1. Lidze.

Taktyka ta nie przyniosła jednak oczekiwanego rezultatu, a słowa Dawida Szwargi, wypowiedziane zaraz po awansie, stały się prorocze. Szkoleniowiec zamiast się cieszyć… wytknął braki:

– Na tę chwilę nie jesteśmy gotowi na Ekstraklasę pod kątem personalnym, sztabowym, organizacyjnym. Pod każdym kątem musimy zrobić krok do przodu, to musi jasno wybrzmieć. W innym przypadku ta przygoda potrwa bardzo krótko. Nie mam na myśli rewolucji, lecz świadomość, że klub musi się cały czas, co roku, rozwijać, iść do przodu. Jeżeli wpadnie w stagnację, to będzie walczył o utrzymanie – mówił ówczesny trener Gdynian.

Arka starała się iść do przodu, ale był to marsz w tempie dostosowanym do jej możliwości. No bo faktem jest, że zbudowała najdroższą kadrę w swojej historii, ale jednocześnie „najdroższa w historii” i tak oznaczała pensje, które na poziomie Ekstraklasy, delikatnie rzecz ujmując, nie robiły wrażenia. Podobnie w przypadku rozwoju infrastruktury, najlepiej kojarzonego ze słynnym cytatem Szwargi o „transferze” sauny.

Dawid Szwarga

Jeśli Gdynianie nie zejdą z obranej ścieżki, być może małymi krokami dojdą do celu. W tym sezonie utrzymanie byłoby jednak niespodzianką wymagającą stabilizacji i pewnej dozy szczęścia. Trudno mówić, by Arka miała tę pierwszą, biorąc pod uwagę zmianę trenera. Tego drugiego też zabrakło, bo według Canal Plus to arkowców najczęściej w tym sezonie krzywdzili sędziowie. NA myśl przychodzi tu przede wszystkim gigantyczna kontrowersja w Derbach Trójmiasta przy stanie 2:2 w sytuacji, gdy Plana trzymał Gutkovskisa.

Ale koniec końców to nadal wróżenie z fusów, bo nawet, gdyby Dawid Szwarga nie odszedł, a sędziowie mylili się rzadziej, to wciąż mówimy o drużynie, która nie miała do zaproponowania nic poza walką o przetrwanie. Zakładając, że jeden sezon to jednak za mało, by klub wspiął się na znacząco wyższy poziom jako cała organizacja, mogłoby być tak, że dzięki sprzyjającym okolicznościom (słabość całej ligi w tym sezonie) spadek zostałby po prostu odwleczony o rok.

Choć Arka nie wniosła wiele do ligi jako zespół, z jej pobytu zapamiętamy przynajmniej kilka pozytywnych akcentów. Kamil Jakubczyk, Sebastian Kerk i Oskar Kubiak kilkukrotnie pokazali się z dobrej strony i nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby ta trójka dostała jeszcze szansę na poziomie Ekstraklasy.

Wisła Płock – mistrz jesieni, spadkowicz wiosny

Zakończenie rundy jesiennej na pozycji lidera przez Wisłę Płock to chyba największa sensacja tego sezonu. Nafciarze dobrze punktowali dzięki żelaznej defensywie, za co należy im się uznanie (szczególnie trenerowi Mariuszowi Misiurze), natomiast nie da się ukryć, że ich wysoka pozycja wynikała głównie z zatrważająco płaskiej tabeli. Można docenić, że Płocczanie w ostatnich dziesięciu meczach 2025 roku byli niepokonani, tyle że aż osiem z tych spotkań kończyło się podziałem punktów (!).

Czysto matematycznie lepiej przecież raz wygrać i raz przegrać, niż dwukrotnie zremisować. Ale nasza liga napisała niespotykany scenariusz. Awans na pierwsze miejsce dała Wiśle seria pięciu remisów, co świadczy bardziej o absurdalności tamtej rundy niż o wybitnej formie Wisły.

Wiosną z kolei Nafciarze… nie zremisowali ani razu. Na piętnaście spotkań przegrali dziesięć i za ten okres są trzecią najgorszą ekipą w stawce. Nie ma też śladu po tym, co do tej pory było ich największą siłą, czyli zdyscyplinowanej obrony. W 2026 roku więcej bramek od Wisły stracili tylko: Bruk-Bet, Arka, Lechia i Piast. Zespół z Płocka nie strzelał też dużej liczby goli, ale wiosną jest pod tym względem najgorszy w lidze. Obniżka formy Kamińskiego i przede wszystkim utrata Andriasa Edmundssona spowodowały regres.

Mariusz Misiura Wisła Płock

Cóż, trochę nas ta jesienna Wisła nabrała. Ciężko się oglądało jej mecze, ale jednak chwaliliśmy Płocczan za to pragmatyczne podejście, za konsekwencję, do której dokładali pojedyncze przebłyski jakości w ofensywie. A wiosną zaczęliśmy się zastanawiać, czy Nafciarze nie zaprezentują nam spektakularnej powtórki manewru z sezonu 2022/23, gdy też mieli świetny początek, a potem spadli z Ekstraklasy. Taki Łukasz Sekulski to przecież wszystkie osiem goli strzelił w 2025 roku, w 2026 nie dołożył żadnego.

Liga jest w tym sezonie jaka jest, więc pięć zwycięstw od lutego pozwalało drużynie Misiury do ostatnich kolejek marzyć o pucharach. To były jednak marzenia, które kompletnie nie korespondowały z rzeczywistością, bo na finiszu rozgrywek w grze Nafciarzy nie zgadza się praktycznie nic. Trzy ostatnie mecze to lanie od Pogoni (0:3), łomot od Motoru (0:4) i słabiutki mecz z Górnikiem (0:1). Taka Wisła reprezentująca nas w pucharach to byłaby katastrofa.

No i pytanie, które oblicze zespołu jest bliższe prawdy – to z jesieni, czy to z wiosny?

Trudno stwierdzić. Tak jak i to, jakim klubem chce być Wisła i czy przyświeca temu jakakolwiek długofalowa strategia. Dochodzimy tu bowiem do jeszcze jednej istotnej kwestii, czyli finansowania klubu przez miasto i tego, czy w rozsądny sposób te pieniądze są wydawane. Czy Wisła tak robi? Można dyskutować. Patrząc na transfery takie jak ten Saida Hamulicia, mamy wątpliwości.

Nie mamy ich za to w tym, że strategia pt. „Dajemy miliony z miasta na Wisłę, bo chcemy i możemy” to nie jest coś, czego potrzebuje polska piłka.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Fot. Newspix

Artykuł Beniaminkowie bez błysku. Arka, Bruk-Bet i Wisła niewiele wniosły pochodzi z serwisu weszlo.com.

Czytaj najświeższe newsy ze świata piłki nożnej na topliga.pl! Topliga to najlepsze źródło wiadomości piłkarskich - liga polska, Ekstraklasa, Puchar Polski, rozgrywki ligowe, Twoje ulubione drużyny i zawodnicy. Śledź najważniejsze wydarzenia, sprawdzaj wyniki, obserwuj transfery piłkarskie, poznaj ciekawostki z polskich boisk, bądź na bieżąco. Topliga to najlepsze wiadomości sportowe przygotowane specjalnie dla Ciebie.

Polityka Prywatności Kontakt

© 2026 topliga.pl