W sumie wypada już na samym początku rozdzielić dwie Lechie, o których będzie tu mowa. Jest Lechia jako klub – cała instytucja, która nie działała w ubiegłym sezonie do końca fair i choć nie spadła, spotkała ją za to zasłużona kara w postaci odjętych punktów. Jest też jednak Lechia jako zespół piłkarski – taki całkiem fajny twór, z którym można sympatyzować, gwarancja dobrej rozrywki, paka kilku fajnych piłkarzy i budzącego pozytywne emocje trenera. Karma ściga jednak je obie, nawet jeśli zasłużyła tylko jedna.
Myślicie, że co powoduje, że przez Polskę przelatuje dyskusja na temat tych odjętych punktów i z jakiego powodu wielu zastanawia się, czy Gdańszczanie nie zostali trochę za bardzo skrzywdzeni? To właśnie efekt tego rozdźwięku między Lechią oszukującą, a Lechią grającą przyjazną dla statystycznego kibica piłkę. W naszej pamięci bardziej wyraźny ślad zostawia świeższy wizerunek klubu z Gdańska, którego twarzą jest strzelający Bobcek czy oldskulowy Carver.
Jeśli jednak spadkiem zapłacą oni za grzechy mniej lubianego Urfera, to nie powiemy, że to skandal. Wręcz przeciwnie – była zbrodnia, musi być jakaś kara.
Paolo Urfer śmieje się wszystkim w twarz. Płacenie jest przereklamowane [KOMENTARZ]
Demony dopadną Lechię? Coraz więcej na to wskazuje
Fakty są takie, że Lechia zagrała w ubiegłym sezonie na kredyt. Kadrą, na którą nie było jej stać, z zawodnikiem – Wójtowiczem – za którego nie zapłaciła i innymi, którym nie płaciła. Nie bez powodu miała problemy z otrzymaniem licencji, PZPN nie wziął sobie tego wszystkiego z kosmosu. Jeśli zespół z Gdańska spadnie, to tylko i wyłącznie dlatego, że Paolo Urfer przeszarżował.
Albo wprost – przelicytował. Bo to określenie pasuje idealnie, gdy mówimy o sytuacji klubu prowadzącego się ponad stan posiadania.
Można narzekać na defensywę Lechii, sami to przecież robimy. Można punktować naiwność, z jaką zespół ten parokrotnie już w tym sezonie zagrał. Nie da się jednak ukryć, że ewentualny spadek nie będzie dziełem drużyny, która z pięcioma oczkami więcej byłaby dziś bezpieczna w środku stawki.
Porażkę, jeśli przyjdzie, trzeba zapisać na konto tych, którzy zasiadają tam w gabinetach. I tylko na ich konto.

Poważna liga musi dawać poważne kary
Apelowaliśmy już o to w lutym ubiegłego roku, kiedy było wiadomo, że Lechia dalej nie płaci i próbuje się z tym faktem jakoś prześlizgnąć do kolejnego sezonu. – Traktujmy ligę poważnie, bo takich Lechii będzie więcej – grzmiał nagłówkiem jeden z naszych tekstów i choć nie przyjmujemy zwykle czegoś takiego jak redakcyjna linia, to przy takim apelu warto twardo stać i dziś. Wtedy mówiło się sporo o tym, że Gdańszczanie mogą zostać ukarani nawet walkowerami, skończyło się na pięciu ujemnych punktach w kolejnej ligowej kampanii.
Lechii „grozi” walkower. Traktujmy ligę poważnie, bo takich Lechii będzie więcej
– Jedno zobowiązanie transferowe klub uregulował, zawierając porozumienie, zgodnie z którym zobowiązał się do dokonania płatności w następujących terminach: 10 lutego oraz 15 kwietnia 2025 roku. (…) Niedotrzymanie któregokolwiek z powyższych terminów płatności, przez co rozumie się nieprzedstawienie organom licencyjnym potwierdzeń zapłaty w dniu następującym po terminie wskazanym w porozumieniu, skutkować będzie automatycznym zawieszeniem klubowi licencji na rozgrywki Ekstraklasy w sezonie 2024/2025 – mogliśmy przeczytać w komunikacie Komisji ds. Licencji z początku ubiegłego roku.
Wtedy Paolo Urfer zapewniał wszystkich dookoła, że jest w porządku, że nie ma powodów do zmartwień. Ale 11 lutego pieniędzy za wspomniany już transfer Wójtowicza na koncie Ruchu Chorzów nie było. Dostała Lechia szansę, której nie wykorzystała. Więcej – sama wypracowała sobie takie porozumienie, a i tak nie spełniła jego założeń. Pod względem sportowym zaprezentowała się w tamtym czasie lepiej od Stali Mielec czy Puszczy Niepołomice, ale całą wiosnę grała na kodach.
Wtedy los się o nią nie upomniał, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że upomina się dzisiaj. Tak naprawdę Urfera i jego projekt mogą przed spadkiem uratować już tylko rywale, bo to od ich wyników zależy dziś utrzymanie Lechii. Nagle ważnym staje się mecz Arki z Bruk-Betem, potem zerkać będzie trzeba na wyczyny Cracovii w starciu z Koroną. Lechia sama sobie zgotowała ten los. Ta jedna Lechia, bo tej drugiej byłoby mimo wszystko szkoda.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix
Artykuł Karma w pogoni za Urferem. Lechia się doigra? pochodzi z serwisu weszlo.com.