Lechia Gdańsk przegrała arcyważne spotkanie z Widzewem Łódź i osunęła się do strefy spadkowej. Na pomeczowej konferencji prasowej trener John Carver zapowiedział, że teraz piłkarze z Gdańska poznają jego mroczniejsze oblicze.
Szkoleniowiec Lechii parokrotnie podkreślił, że oczekuje od swoich podopiecznych radykalnej zmiany podejścia na finiszu ligowej kampanii.
John Carver: „Jestem miłym gościem, ale mam też drugie oblicze”
– Przede wszystkim gratulacje dla trenera rywali i jego drużyny. Mecz wygrali w pierwszej połowie, co oczywiste. To, czego my nie możemy robić, to dawanie tylu szans przeciwnikowi w pierwszej połowie. I grać tak pasywnie w pierwszych 45 minutach. Kiedy grasz mecze o tak dużej stawce, musisz zaprezentować poświęcenie, zaangażowanie i bardzo dużą wolę walki. Niestety, przed przerwą tego nie widziałem. We wszystkich pojedynkach byliśmy o metr spóźnieni. Byliśmy bardzo pasywni. Rozwiązaliśmy ten problem w przerwie, po zmianie stron byliśmy zupełnie innym zespołem – ocenił szkoleniowiec Biało-Zielonych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
– Myślę, że minął już czas na dyskusje o tym, co należy zmienić. Teraz musimy działać. Bo sytuacja wymknęła się spod naszej kontroli. Uwierzcie mi, że w naszej szatni było gorąco. Nie hamowałem się w rozmowach z zawodnikami. Ale to koniec rozmów. Teraz chcę zobaczyć działania. Piłka nożna to generalnie prosty sport. Możesz mieć cały talent na świecie, ale jeśli nie wykonasz brudnej roboty, nie masz fundamentów, to nie odniesiesz zwycięstwa.
Jeśli chodzi o pozytywne aspekty meczu z Widzewem, Carver wymienił z ironią tylko jeden:
– Wygraliśmy drugą połowę 1:0, to pozytyw z tego meczu. I to tyle, jeśli chodzi o pozytywne wnioski.
Carver nie chce rozmawiać o sędziowaniu. „Nie przekierowujmy uwagi”
Trener Lechii nie chciał natomiast dyskutować o kontrowersyjnej decyzji z początkowej fazy meczu, kiedy sędzia Jarosław Przybył nie wyrzucił z boiska jednego z zawodników Widzewa, a – jak się zdawało – miał do tego wszelkie podstawy. Nie interweniował również VAR.
– Muszę być szczery, nie lubię rozmawiać o sędziach. Mają trudną pracę do wykonania. To zawsze sprowadza się do opinii. Końcową decyzję i tak podejmuje arbiter. To sprawy, na które nie mam wpływu, dlatego nigdy nie krytykuję sędziów. Jeszcze nie widziałem powtórki tej sytuacji. Nie wskazujmy sędziego jako kozła ofiarnego, nie przekierowujmy na niego uwagi. To byłoby nie fair w stosunku do niego. Musimy sami wziąć odpowiedzialność za tę porażkę.
Czy to nie jest więcej jak żółta kartka? #WIDLGD pic.twitter.com/r59yyYkx1d
— Paweł Kątnik (@katnikp) May 9, 2026
Na koniec Anglik zapowiedział walkę do końca. Ale nie odniósł się konkretnie do pytania, czy pozostanie w klubie po ewentualnym spadku z Ekstraklasy.
– Mamy dwa mecze do rozegrania. Bardzo dużo może się jeszcze wydarzyć. Ale już to mówiłem i powtórzę po raz kolejny. Będę walczył do końca i dam wszystko co mam w sobie, żebyśmy uniknęli spadku. Ale czas na rozmowy się skończył. Jestem miłym gościem, ale mam też drugie oblicze. Teraz – aż do końca sezonu – zawodnicy będą widzieli właśnie tę drugą stronę mojej osobowości – podkreślił złowrogo John Carver.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Kibice Korony znów dali upust złości. „Wszyscy wyp********”
- Nowy kontrakt Żewłakowa. „W Legii będzie mu trudno o minuty”
- Duże osłabienie Radomiaka. Koniec sezonu dla lidera drużyny
fot. NewsPix.pl
Artykuł Gorąco w Lechii po kolejnej porażce. „Nie hamowałem się w szatni” pochodzi z serwisu weszlo.com.